BMW 220i Gran Tourer Luxury Line – TEST

BMW 220i Gran Tourer Luxury Line - TEST
avatar
Rafał Pazura
31 października 2015

Niedawno dostałem olśnienia. Dotarło do mnie, że żaden z producentów aut segmentu Premium nie oferuje auta rodzinnego w nadwoziu typu van. Owszem, rolę familijnych wozideł pełnią tam wszelakiej maści SUV-y: duże, średnie i te całkiem małe, pięcio i trzydrzwiowe, ze ściętym tyłem i linią a’lla coupe. Ale klasycznej formy vana nie oferuje nikt. A dokładniej nie oferował, dopóki do salonów bawarskiej marki nie zawitało BMW 2. W dłuższej odmianie GT, której skrót oznacza Gran Tourer, oferuje nawet 7 miejsc i wielki bagażnik. Do tego napęd na przód. Czy taki miks można więc uznać za pełnoprawne BMW?

Nie próbując udawać mistrza suspensu odpowiem od razu na to pytanie. Tak, BMW 220i Gran Tourer to prawdziwe BMW. Model ten jest dla mnie dużym zaskoczeniem. I to wyraźnie na plus, bowiem do aut sygnowanych logo z biało-niebieskim śmigłem człowiek nieco się przyzwyczaił. Wszystkie są nacechowane genem sportu, genialnie się prowadzą, a tylny napęd to atrybut marki oczywisty jak szaleństwo w oczach Antoniego Macierewicza. Po prostu tak być musi.

BNW-2GT-felga

Ponieważ nie jestem motoryzacyjnym „talibem” i potrafię docenić postęp oraz rozwój, nie zniesmacza mnie fakt, że np. Porsche oferuje silnik Diesla czy napęd hybrydowy. Podobnie jak mam gdzieś, że BMW 2GT posiada napęd na przód. Bo jakie to ma znaczenie w aucie dedykowanym dla rodziny? Że nie będę mógł zamiatać tyłem w ciasnym łuku? No faktycznie nie da się. Interesuje mnie bardziej fakt, jak to auto się prowadzi i czy w opcji jest napęd 4×4, co w autach tego typu ma znaczenie. Dlatego już teraz uśmiecham się na komentarze w stylu: „BMW z FWD to profanacja” lub „poszli na kasę, byle tylko złapać klienta”, albo „koniec świata”. Szczerze współczuje poziomu IQ ich autorom.

W urodzie

auta w nadwoziu typu VAN, trudno doszukiwać się piękna. Sylwetka wymusza bowiem taki a nie inny kształt karoserii, więc i styliści BMW prochu tu nie wymyślili. Z pewnością udanie implementowali oni do bryły „autobusu” wszystkie charakterystyczne cechy marki. Nie ma tu nic z przesady, a subtelne przetłoczenia dodają nieco „pieprzu” całości. Zaskakuje ilość powierzchni szyb – jest jej naprawdę sporo, przez co doświetlenie wnętrza oraz widoczność z auta zasługuje na uznanie.

BMW-2GT-bok

Bawarczycy, serwując nam klasyczną bryłę vana, po raz pierwszy puścili oko do wielodzietnych rodzin, które skazane były na auta pokroju Forda S-Max. Czyli do ludzi, którzy poszukują auta rodzinnego, ale nie do końca statecznego i konserwatywnego jak większość vanów. I w tę grupę klientów celuje właśnie 2GT.

Na przód … znaczy lepiej

Paradoksalnie, właśnie napęd przedniej osi w aucie o stricte rodzinnym charakterze sprawdza się lepiej. Szczególnie w skojarzeniu z mocniejszymi silnikami. Pod maską testowego egzemplarza znalazł się benzynowy motor o pojemności 2.0 litra i mocy 192 KM. Tak spora moc przenoszona na tylne koła nie każdemu kierowcy byłaby na rękę. Szczególnie zimą, na oblodzonej jezdni, podczas jazdy do szkoły z trójką dzieci na pokładzie. Wartością dodaną takiego rozwiązania napędu jest również większa ilość miejsca w kabinie i znacznie mniejszy tunel środkowy, który nie ogranicza przestrzeni na nogi, jak w innych autach BMW.

BMW-2GT-wnetrze

Wnętrze modelu 2GT

uosabia wszystko to, co najlepsze u bawarskiej marki. Świetna jakość materiałów (choć jednak pół kroku za tym co oferuje w tej dziedzinie np. Seria 3), wzorowe spasowanie poszczególnych elementów kokpitu i przede wszystkim prostota i łatwość obsługi wszelkich pokładowych urządzeń. Wsiadasz, patrzysz i od razu wiesz do czego służy dany przycisk. Chwila za kierownicą BMW i Twoje dłonie bez odrywania wzroku trafiają tam, gdzie akurat intuicyjnie spodziewasz się znaleźć daną opcję czy funkcję. Tak to powinno się właśnie robić.

Świetne wrażenie zrobi na każdym system Head Up, który wyświetla przed oczami kierowcy m.in. aktualną prędkość, wskazania systemu nawigacyjnego, informacje z multimediów czy ostrzeżenia systemów wspomagających kierowcę. Inaczej niż w innych modelach BMW, system ów stanowi wysuwana szybka nad zestawem wskaźników, co i tak nie umniejsza jego bezsprzecznych walorów. Dla mnie to gadżet z kategorii – raz posmakujesz i potem nic już nie jest takie samo.

BMW-2GT-tylna-kanapa

Przejdę jednak do recenzji tylnej części nadwozia, co w przypadku tej marki zazwyczaj zbywa się zdawkowym – „miejsca z tyłu w sam raz” – koncentrując się na innych przymiotach auta. Ale nie tym razem.

Seria 2 Gran Tourer jest o 21 cm dłuższa niż wariant odmiany Active Tourer, która z pewnością wygląda zgrabniej, ale nie daje tylu możliwości transportowych. W drugim rzędzie wygospodarowano dużo miejsca na nogi pasażerów, a sama kanapa może być przesuwana o 13 cm w tył lub do przodu. Stoliki montowane w oparciach przednich foteli (dopłata 831 zł) posiadają regulację wysokości, dlatego mogą przydać się nie tylko dzieciakom. Na życzenie oferowany jest rozkładany trzeci rząd siedzeń z miejscem dla dwóch osób. Dzięki temu, że jest chowany pod ruchomą podłogą tworzącą płaską powierzchnię bagażową, otwiera wiele dodatkowych możliwości wykorzystania wnętrza.

BMW-2GT-bagaznik

Trzeci rząd optymalnie pomieści dwóch pasażerów – jednak wygodnie będzie tam raczej dzieciom. Co dość osobliwe, da się tam zamontować dwa dodatkowe foteliki dziecięce. Aby się tam dostać drugi rząd siedzeń posiada składane oparcie i funkcję Easy Entry – przesuwającą siedzenie do przodu i umożliwiającą wygodniejszy dostęp. Wygodniejszy nie oznacza jednak, że wygodny, dlatego wymagana jest od pasażerów pewna doza sprawności lub odpowiednio młoda metryka. To oczywiście opcja awaryjna, niemniej BMW jest w stanie przewieźć siedem osób w całkiem znośnych warunkach. Wówczas do dyspozycji pozostaje bagażnik o pojemności 145 l. Gdy podróżujemy w pięć osób bagażnik oferuje imponujące 645 litrów.

Co nietypowe dla kabiny BMW, a typowe dla nadwozia VAN, pomyślano o wielu praktycznych rozwiązaniach. Specjalna konsola środkowa oferuje pasażerom w trzecim rzędzie dwa uchwyty na napoje i schowek. Dodatkowe miejsce na przedmioty oferują schowki z elastycznymi siatkami na nadkolach, czy pod fotelami z przodu. Pasażerowie w ostatnim rzędzie mają też własne lampki w podsufitce. Pomyślano nawet o tym, co zrobić z roletą bagażnika, dla której wygospodarowano specjalne miejsce w schowku pod podłogą kufra. Jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z tak przemyślnym wnętrzem auta tej marki. Wisienką na torcie jest składane oparcie fotela pasażera umożliwiające transport przedmiotów o długości 2,6 m i mocowanie ISOFIX na tymże fotelu. Koniec świata…

BMW-2GT-tyl

Komfort jazdy

także stoi na więcej niż dobrym poziomie. Tłumienie nierówności, nawet tych poprzecznych, nie stanowi żadnego problemu nawet na opcjonalnych, osiemnastocalowych felgach. Zawieszenie „ani jęknie” po wpadnięciu w zapadniętą studzienkę, ale o pływaniu czy kanapowym stylu tłumienia drgań mowy nie ma. BMW prowadzi się bardzo pewnie, ale zawsze z odpowiednią rezerwą komfortu – stąd nieco większe wychylenia nadwozia w szybszej jeździe po ostrym łuku. W takiej bryle nie stanowi to jednak wady.

Na odczuwalny komfort jazdy ma wpływ świetna, ośmiobiegowa przekładnia automatyczna Steptronic, za którą trzeba dopłacić 9,8 tys. zł. W normalnym trybie żongluje przełożeniami z gracją baletnicy i niemal telepatycznie zestraja się z oczekiwaniami kierowcy w zakresie dynamiki działania. To chyba pierwsze BMW, w którym nie chciało mi się włączać trybu Sport. Jeśli już to jednak zrobimy, możemy pobawić się sekwencyjnym trybem zmiany biegów korzystając z łopatek przy kierownicy. Redukcje są wówczas wyraźniej odczuwalne, a obroty silnika nie spadają tak szybko, gdy odpuścimy gaz. Szczerze mówiąc – w tym aucie nie chce się z tego po prostu korzystać.

BMW-2GT-zegary

Mój ulubiony tryb to ECO PRO, który optymalizuje zużycie paliwa, hamując jednocześnie reakcje silnika, gdy dodajemy gazu. Ale bez obawy – komenda w postaci wciśnięcia pedału przyspieszenia do oporu daje nam gwarancję, że w razie potrzeby skorzystamy z potencjału niezbędnego do szybkiej reakcji na sytuację na drodze.  W trybie ECO PRO udaje się zejść w mieście do spalania na poziomie lekko poniżej 10 l/100 km, choć nie jest to łatwe i bliższe realiów będzie zużycie na poziomie 11-12 l/100 km. W trasie, normlany styl jazdy pozwoli utrzymać zapotrzebowanie na oktany w granicach 7,5 l, ale mistrzowie jazdy o kropelce z pewnością „zbiją” z tego wyniku jeszcze 1,5 litra w dół. Ja jeździłem raczej spokojnie, ale ponieważ bardzo podobał mi się dźwięk silnika podczas dynamicznego startu, nie potrafiłem odmawiać sobie tej przyjemności.

Osiągi auta

z silnikiem o takiej mocy nie mogą być złe, tym bardziej, że masa auta wynosi ok. 1550 kg. Sprint do setki zajmuje 7,6 sekundy, a elastyczność jednostki nie pozostawia nic do życzenia. Wbrew pozorom w aucie rodzinnym, z którego korzysta się często jadąc z kompletem pasażerów i bagażu, możliwość wykonania szybkiego manewru (wyminięcie przeszkody, wyprzedzanie, zmiana pasa) jest bezcenna i wydatnie wpływa na poprawę bezpieczeństwa. Z tego powodu wybór tej jednostki wydawałby się idealnym, gdyby nie opcja ze 190-konnym dieslem. Pali wyraźnie mniej, oferuje te same osiągi i ma w opcji napęd xDrive, który robi różnicę. Podobnie jak cena, ale o tym za chwilę.

BMW-2GT-silnik

Cennik

Serii 2GT z najmocniejszym motorem benzynowym otwiera suma 130,5 tys. zł. Testowany wariant Luxury Line podnosi te sumę o 15 tys. zł, ale wówczas auto może cieszyć oko wysmakowanymi detalami. Na zewnątrz od razu zwracają uwagę elementy z grillem błyszczącym chromem na czele. Klimat wnętrza buduje doskonałej jakości, perforowana skóra Dakota i chromowane dodatki. Deskę rozdzielczą wyróżniają eleganckie i kontrastujące szwy, a konsola środkowa jest dopasowana kolorystycznie do tapicerki. Ekskluzywny i szlachetny charakter wnętrza podkreślają aplikacje w perłowym chromie na nawiewach powietrza. Wyposażenie uzupełniają diodowe listwy świetlne w boczkach drzwi oraz kluczyk samochodowy z dodatkowym chromowanym akcentem. To wszystko buduje smak klasy Premium, ale jak to bywa w tym segmencie – jest zaledwie początkiem wydatków. Personalizacja auta oraz mnogość opcji wyposażenia windują bazową cenę spokojnie o 100 procent w górę.

Mój egzemplarz wyceniono na 213,5 tys. zł, ale wyposażono go w multum dodatków na czele z elektryczną klapą bagażnika, szklanym panoramicznym dachem, adaptacyjnymi reflektorami LED, dostępem bezkluczykowym, elektrycznie sterowanymi fotelami z pamięcią, podgrzewaną kierownicą czy zaawansowanym zestawem multimediów z ekranem o przekątnej 8,8 cala i systemem nawigacyjnym Plus.

BMW-2GT-swiatla

O wysokim poziomie bezpieczeństwa nie będę się rozpisywać, gdyż w standardzie otrzymujemy system ostrzegający przed kolizją i armię asystentów dbających o stabilność w zakrętach czy trakcję auta. To już tak powszechne elementy, że szkoda czasu na opisywanie ich kolejny raz.

Warto wspomnieć o opcjonalnym systemie ConnectedDrive Advanced Plus za niemal 3,8 tys. zł. Odpowiada on za dostarczanie w drodze wielu przydatnych informacji. Należą do nich m.in. usługi oferujące dostęp do lokalnej prognozy pogody czy wiadomości. Jest także dostępne wyszukiwanie online za pomocą przeglądarki Google. Oprócz tego w menu „Aplikacje” można zestawić sobie indywidualne usługi i funkcje, np. kamery internetowe, informacje o cenach paliw, informacje o parkingach, przewodniki turystyczne czy hotelowe. Wyposażenie obejmuje również komfortowe, bezpieczne i nieograniczone czasowo korzystanie z aplikacji na smartfony. Jeśli więc kręci Cię, że za pomocą telefonu możesz uruchomić silnik auta – to coś dla Ciebie. Ale na poważnie – ta opcja umożliwia także m.in. uruchomienie ogrzewania w aucie bądź klimatyzacji. I to ostatnie byłoby mnie w stanie przekonać do siebie.

Osobiście cenię odwagę projektantów BMW. Niemiecki van udanie łączy w sobie cechy charakterystyczne dla marki oferując jednocześnie bardzo praktyczny, rodzinny samochód. Model 2GT to kolejny dowód na to, że firma nie zamyka się sztywno w utartych ramach i szuka niszowych segmentów dla klienteli, która jest za to skłonna zapłacić.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , ,