BMW 330i xDrive LuxuryLine – TEST

BMW 330i xDrive LuxuryLine - TEST
avatar
Rafał Pazura
06 stycznia 2016

Kompromis. To wyświechtane słowo w odniesieniu do samochodów, którego nie lubię nadużywać. Zawsze ktoś stara się pogodzić jakieś dwie wykluczające się cechy auta. Zazwyczaj w folderze reklamowym mamy napisane: kompromis pomiędzy niskim spalaniem i genialnymi osiągami. Albo: kompromis między sportowym charakterem, a komfortem jazdy. Niestety, jeżdżąc przez niemal tydzień BMW 330i xDrive żadne inne słowo nie przychodzi mi do głowy jak … kompromis. Trafiła mi się bowiem wyjątkowa wersja, która stara się pogodzić wiele sprzecznych ze sobą rzeczy. I najdziwniejsze, że jej się to udaje.

Metoda „na wnuczka” jest tak powszechnie znana, że aż dziw bierze, że ludzie ciągle dają się na to nabrać. A jednak. Podobnie jest od kilku lat z oznaczeniami widniejącymi na klapie bagażników modeli BMW. Sąsiad widząc jak parkuję w podziemnym garażu poczekał aż wysiądę i od razu skomentował: „słychać że to sześć garów, pięknie gra, silnik trzy litry i ze 300 KM?” Lubię gościa, ale tym razem nie bawiłem się w dyplomację i od razu sprowadziłem go na ziemię informując, że pod maską pracują 4 cylindry, a pojemność silnika wynosi skromne 2.0l. Dlaczego od wielu lat Niemcy mydlą nam oczy tymi dziwnymi oznaczeniami? Nie wiem, może dlatego, że większość jednostek ma teraz identyczną pojemność? Elektronika i różne kombinacje z turbo powodują, że jeden silnik dwulitrowy ma 170, drugi 184, a kolejny (jak mój testowy egzemplarz) 252 KM. Jeśli chcesz zakosztować sześciu cylindrów, zostaje wersja 340i. Proste?

BMW-330i-LuxuryLine-silnik

Na usprawiedliwienie pomyłki sąsiada muszę dodać, że motor brzmi naprawdę rasowo jak na cztery cylindry, a dźwięk spotęgowany przez ściany podziemnego garażu może zwieść niewprawne ucho. Najlepiej jednak silnik „gra”, gdy wkręcamy go pod czerwone pole obrotomierza. Sam miałem wrażenie, że słyszę rzędową szóstkę. Ponieważ jednak znam patent „na wnuczka” coś nie dawało mi spokoju i doczytałem z materiałów prasowych, iż dźwięk BMW 330i jest „modyfikowany mechanicznie i wzmacniany elektronicznie.” Stąd tajemnica jego wyjątkowego gangu.

Zimowa lub deszczowa aura

to środowisko, gdzie potencjał jednostki napędowej oraz napędu xDrive pokazują swoją wyższość nad tradycyjnym dla marki RWD. Trakcja tego BMW jest wręcz fenomenalna. Gaz w podłogę i „trójka” bez utraty przyczepności wyrywa do przodu. Niezależnie czy masz proste, czy skręcone koła. Nieważne też, że asfalt swoją ciemną barwą oznajmia, że właśnie spadł deszcz. W ciasnym łuku można dobić stopą pedał gazu do oporu, a bawarska machina niczym niewzruszona sunie zadanym torem jazdy. Kontrolka trakcji nawet nie mrugnie do kierowcy swoim pomarańczowym światłem.

BMW-330i-LuxuryLine-felga

Kiedy ewidentnie przegiąłem z prędkością w zakręcie, tył delikatnie wyjeżdżał z łuku. Co wówczas robić? Bez odejmowania gazu, delikatna kontra załatwia sprawę. Łatwizna. I do tego jaka frajda. Nie trzeba przejść specjalnych kursów, by opanować tę sztukę. Jedyny hamulec to zdrowy rozsądek, bo praw fizyki oszukać się nie da. Z tego powodu opcja „Sport +”, która deaktywuje elektroniczne kagańce to propozycja dla bardziej świadomych kierowców. Mimo napędu xDrive, który jest de facto protezą stałego napędu 4×4, elektronika w BMW czyni prawdziwe czary. Warto pamiętać, że szczególnie w trybach sportowych bardziej preferowana jest tylna oś napędowa. Dlatego zamiatanie tyłem tą wersją jest jak najbardziej realne. Mamy więc i bezpieczeństwo i frajdę zarazem. Kompromis.

Bawarskie konie

Żaden z 252 rumaków pracujących pod maską BMW nie ociąga się i nie leni od pracy. Hodowcy arabskich lub angielskich czterokopytnych nie muszą jednak obawiać się konkurencji. Niemieckie konie to produkt z aluminium i stali, który powstaje w zaciszu sterylnej fabryki i nie jest efektem krzyżówki najbardziej szlachetnych ras tych pięknych zwierząt. Efektywność z jaką siła trafia na koła potrafi oszołomić. Zero strat, zero bezproduktywnego mielenia oponami w miejscu. Genialna symbioza silnika i napędu xDrive sprawia, że optymalnie wykorzystuje się każdą porcję mocy skumulowaną pod maską.

BMW-330i-LuxuryLine-skrzynia-biegow

Bardzo dobrze sprawdza się ośmiostopniowy automat, o którym napisano już tyle dobrego, że daruję sobie kolejne wywody. Dla lubiących robótki ręczne – łopatki do manualnej zmiany biegów. Skrzynia działa miękko i aksamitnie, a w trybie „sport” potrafi być nawet brutalna dla kręgów szyjnych kierowcy i pasażerów. Zwłoka przy sekwencyjnej zabawie przełożeniami jest akceptowalna.

Efekty są spektakularne jak na czterocylindrowca. Start od zera do setki zajmuje 5,8 sekundy. Maksymalny moment obrotowy (350 Nm) dostępny jest w zakresie 1450-4800 obr./min i z tą wartością silnik BMW ciągnie aż do cyfry „6” na obrotomierzu. To aż nadto by zawstydzić niejedno mocniejsze auto pozbawione napędu 4×4.

BMW-330i-LuxuryLine-konfiguracja

Kierowca, niczym w smartfonie, może dowolnie kalibrować sobie kluczowe parametry auta do osobistych preferencji. Możemy ingerować w to, jak będzie działać układ kierowniczy, skrzynia biegów czy zawieszenie auta. Oprócz gotowych programów, można np. ustawić sobie zawieszenie w trybie sportowym, skrzynie biegów w opcji komfort, a układ kierowniczy w wersji – standard. I oczywiście dowolnie rotować poszczególnymi ustawieniami. To, co spodobało mi się najbardziej to fakt, że zawieszenie i układ kierowniczy są nadzwyczaj hojne w informowaniu kierowcy o wszystkim, co dzieje się na drodze. Nie ma tu żadnej sprzeczności, że czuć każdą dziurę. Nadwozie jest zwarte, co oznacza, że kierowca intuicyjnie odczytuje każde zachowanie się auta. O jeździe w zakrętach już wspominałem. Wraz z chirurgicznie działającym układem kierowniczym to największe zalety tego modelu.

Właściciele aut z tej półki cenowej na jakiej znajduje się wspomniane BMW raczej nie zawracają sobie głowy spalaniem. Mimo to śpieszę donieść, że nie sposób powtórzyć wyników zapisanych w folderze firmowym, który mami nas, iż w miejskich realiach 330i xDrive zadowoli się wynikiem ok. 7,5l/100 km. Standardowy system odzyskiwania energii hamowania, przy odrobinie dobrej woli pozwoli uzyskać średnie spalanie na poziomie 10,5 l/100 km. Jednak w praktyce trudno oprzeć się temperamentowi, jakie oferuje BMW. Dlatego wynik 14,0 l należy uznać za bardziej realny na co dzień. W trasie, jeśli nie przesadzamy ze zbyt mocnym wciskaniem gazu, udaje się zejść do ok. 7,5-8l/100 km.

BMW-330i-LuxuryLine-tyl

Wygląd

nowej „trójki” BMW – w wersji jaką przyszło mi jeździć – absolutnie nie zdradza potencjału drzemiącego w tym aucie. Podobnie jak czterodrzwiowe nadwozie kojarzące się ze statecznym sedanem dla rodziny. Tradycyjne dla marki elementy jak długa maska, subtelne przetłocznia karoserii i mało awangardowo skrojone lampy z przodu oraz z tyłu auta – to dla jednych nuda, a dla innych klasyka elegancji. Należę do tej drugiej kategorii, ale jeśli miałbym coś wytknąć, to zbytnią unifikację z serią 5. Wielu kierowców nie potrafi od razu odróżnić obu modeli ,szczególnie gdy widzi profil lub tył auta. Przydałaby się tu szczypta indywidualizmu dla „trójki”. Jedyny wyróżnik stanowią tu opcjonalne, czarne, 18-calowe felgi dedykowane do M-Pakietu.

Taka wersja to propozycja dla tych, którzy nie chcą specjalnie się wyróżniać. Nie potrzebują dużego auta, nie chcą lansu i nadmiaru mocy jaki oferuje wersja M3, bo na co dzień i tak jej nie wykorzystają. Takim kierowcom wystarcza świadomość, że oni wiedzą, iż w razie czego, mogą liczyć na ocierające się o sport doznania, ale nie jest im potrzebne auto, którego osiągi docenią na torze wyścigowym. W dzień powszedni odwożą dziecko do szkoły i suną sobie majestatycznie do pracy bez specjalnego zwracania na siebie uwagi.

BMW-330i-LuxuryLine-przod

Komfort

Równie ujmujący jak temperament i walory trakcyjne są – spokój i komfort resorowania, jaki oferuje nowa „trójka” w wydaniu 330i xDrive. Gdy nie korzysta się z maksimum osiągów niemieckie auto potrafi być łagodne jak baranek. Zawieszenie wręcz doskonale radzi sobie z większością dziur i wyrw w jezdni. Oczywiście czuć, że jest sztywne, ale jednocześnie dawka komfortu jaki oferuje oraz bezszelestna praca całego układu jezdnego są godne podziwu.

Ilość miejsca w kabinie? Z przodu jest go całkiem sporo i nawet rosłym osobom o wzroście ok. 190 cm nie będzie doskwierać ciasnota. Bardzo wygodne fotele sportowe pozwalają zająć optymalną pozycję za kierownicą. Jednak jak to bywa w autach BMW wszystko jest tu dopasowane i jakby otulało kierowcę. Nie każdy to lubi. Z tyłu mizerna przestrzeń na nogi, jeśli w fotelach z przodu rozsiądą się rosłe osoby. Dlatego seria 3 gabarytami plasuje się w klasie kompakt, a znam modele tego segmentu, które w drugim rzędzie oferują znacznie więcej swobody. Jeśli jednak masz jedno, bądź dwójkę kilkuletnich dzieci, a nie godzisz się na utarte schematy podróżowania stateczną limuzyną czy kombi, to czemu nie? Tym bardziej że bagażnik o pojemności 480 l pozwoli upchnąć całkiem sporo bagaży.

BMW-330i-LuxuryLine-wnetrze

Jakość

Materiały z jakich wykonano kokpit oraz każdy detal, jakim charakteryzuje się bogata odmiana LuxuryLine, stoją na najwyższym poziomie. Tu każdy element musiał przejść surowe testy jakościowe. Skóra, aluminium, drewno, miękkie materiały i zapach luksusu. BMW hołduje zasadzie, by nie było przerostu formy nad treścią. Z tych powodów kokpit aut tej marki podlega tylko drobnej ewolucji na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Zegary są klasyczne i przez to ponadczasowo piękne. Ale cała zaawansowana technologia zawarta jest w systemie iDrive i ekranie, który okazuje się prawdziwym kombajnem multimedialnym.

Poza standardowymi dodatkami charakterystycznymi dla segmentu Premium, o których pisaliśmy już wielokrotnie, kierowca ma do dyspozycji także internet i bardzo bogatą usługę mobilnych aplikacji, która kryje się pod nazwą BMW ConnectedDrive. Co to takiego? To m.in. system BMW Online, który integruje w sobie skrócone wersje internetowych serwisów takich jak: prognoza pogody, newsy ze świata, biznesu i sportu, czy wyszukiwarkę Google. Jak wiadomo korzystanie z internetu w trakcie jazdy jest zabronione, więc z opcji tej można korzystać jedynie na postoju. Usługa ConnectedDrive pozwala w łatwy i szybki sposób wybrać poszczególne opcje, sprawdzić jaka restauracja jest w pobliżu i jak do niej dojechać, czy obserwować radar opadów, by wiedzieć jak wygląda sytuacja pogodowa na trasie, którą jedziemy. W skład systemu wchodzi także BMW Concierge Service. To nic innego, jak specjalna infolinia z żywym człowiekiem, który udziela indywidualnych porad przez całą dobę – np. przesyła potrzebne adresy bezpośrednio do systemu nawigacji. Słyszałeś o dobrej knajpie w okolicy, ale nie chce ci się wertować Internetu? Wciskasz jeden guzik i łączysz się z osobistym asystentem, który za chwilę wyśle ci potrzebne dane do nawigacji, włącznie z rezerwacją pokoju hotelowego.

BMW-330i-LuxuryLine-Online

Na mnie największe wrażenie zrobił jednak system Real Time Traffic Information (RTTI), który dostarcza w czasie rzeczywistym aktualnych informacji o sytuacji na drodze z dokładnością do 500 m. System oblicza, jakich opóźnień należy się spodziewać i proponuje objazdy. Dzięki temu w każdej chwili kierowca posiada precyzyjne dane o sytuacji na trasie i może z wyprzedzeniem zareagować na korek. Najważniejsze, że to naprawdę działa, o czym przekonałem się unikając utknięcia w warszawskim korku z powodu wypadku, jaki miał miejsce 2 km przede mną. Oczywiście nie ma nic za darmo i 3-letni pakiet powyższych usług wyceniono na ponad 10 tys. zł.

Bogate wyposażenie

testowego egzemplarza oznacza sporo wydatków. Wszyscy producenci aut luksusowych każą sobie słono płacić za wiele drobiazgów. W zamian klient ma możliwość skonfigurowania setek opcji pod własne gusta i preferencje. Cennik wersji 330i z napędem xDrive otwiera suma ponad 178 tys. zł. Odmiana LuxuryLine, jaką jeździłem to wydatek ponad 196 tys. zł. Wówczas auto z „urzędu” posiada m.in. 18-calowe felgi aluminiowe, skórzaną tapicerkę Dakota, czy listwy ozdobne z drewna szlachetnego lub chromu. Po doposażeniu auta w dziesiątki mniej lub bardziej przydatnych opcji osiągamy pułap 253 tys. zł – tak jak w przypadku odmiany jaką przyszło mi jeździć. I oczywiście nie jest to koniec możliwości, bo model ten nie miał np. aktywnego tempomatu czy elektrycznie sterowanych foteli z pamięcią ustawień. Tu już nie ma kompromisu. Musisz zapłacić.

Czy warto wydać takie pieniądze na auto oferujące tyle miejsca w środku, co kompaktowy Ford Focus? Kto traktuje samochód, jako przedmiot do przemieszczania się z punktu A do punktu B nie zaakceptuje takiego cennika. Kto jednak przedkłada nad wszystko radość z jazdy i najwyższą jakość wnętrza, nie będzie żałować.

Tekst i foto: Rafał Pazura

Tagi: , ,