BMW 430d xDrive Gran Coupe Individual – TEST

avatar
Aleksander Pławski
29 marca 2016

Załóżmy, że chciałbyś mieć auto, które bez problemu będzie łączyło w sobie wiele cech. Zależy Ci zarówno na prestiżu, świetnym wyposażeniu, doskonałym prowadzeniu jak i ponadprzeciętnych osiągach. Kolejnym „must have” jest napęd 4×4, spory bagażnik z dobrym dostępem oraz… oszczędny silnik diesla. Samochód ma nie być SUV’em, nie może też zbytnio rzucać się w oczy, ale w razie potrzeby spokojnie złoi skórę próbującemu się z Tobą ścigać GTI. To żaden problem – testowane BMW 430d xDrive Gran Coupe Individual spełni wszystkie Twoje oczekiwania. Nie licz jednak na atrakcyjną cenę. Masz wymagania, więc musisz odpowiednio zapłacić.

W aktualnej ofercie niemieckiego producenta aż roi się od segmentów, wersji nadwozia czy wyboru silników, o indywidualnych możliwościach konfiguracji dalszego wyposażenia nie wspominając. Sprawa jest prosta – stać Cię na klasę Premium – wybieraj do woli. Dzięki temu można stać się posiadaczem np. modelu serii 4 Gran Coupe w tak oryginalnej specyfikacji, jak testowany egzemplarz.

Zacznę od prywaty

Bo muszę się przyznać, że odkąd zobaczyłem na żywo „czwórkę” Gran Coupe, natychmiast zakochałem się w jej sylwetce. Oczywiście jeszcze bardziej podoba mi się Coupe, ale nie jest niestety tak praktyczne jak model z dodatkowym słowem – Gran. Zdaję sobie też sprawę, że istnieje jeszcze „trójka” GT – chyba najbardziej praktyczna z tego zestawienia. Tyle tylko, że ten samochód wygląda, jak efekt ostrej kłótni pomiędzy dwoma projektantami, z których żaden nie chciał uznać racji kolegi i wyszło to co wyszło… Ale OK, wygląd to jak zwykle kwestia gustu, poza tym na szczęście bohater dzisiejszego testu to 430d Gran Coupe. Czyli coś niezbyt rzucającego się w oczy, a jednak pięknego i pełnego klasy. Szczególnie w takiej konfiguracji.

DSC_0230

Silnik

Symbol 430d kryje w sobie 6-cylindrowego, rzędowego diesla, którego maksymalna moc to w tym wypadku 258 koni mechanicznych. Nie jest to najbardziej „wykręcona” wersja tej jednostki napędowej, ale uwierzcie mi na słowo – w zestawieniu z tym nadwoziem to aż nadto. Szczególnie, że pod stopą mamy do dyspozycji moment obrotowy o maksymalnej wartości 560 Nm, dostępny w przedziale 1500 – 3000 obr/min. Co to oznacza? Ano to, że do pierwszej „setki” 430d GC przyspiesza jedyne 5,3 sekundy. Idąc dalej, należy dodać, że to BMW nie ma żadnych problemów z przyspieszaniem również przy prędkościach znacznie przekraczających te przepisowe, nawet na autostradzie.

Z rzeczoną jednostka napędową świetnie współpracuje 8-biegowa, sportowa, automatyczna skrzynia biegów ZF, którą wciąż wielu znawców uznaje za jedną z najlepszych konstrukcji na świecie. Ja tam żadnym znawcą nie jestem, natomiast mogę powiedzieć, że za każdym razem, kiedy obcuję z tym automatem, robi mi się niedobrze na myśl o powrocie do manuala. Dodam, że prócz obowiązkowych celów czysto testowych, wcale nie korzystam z opcji przełączania biegów za pomocą łopatek przy kierownicy. Czy to w trybie Eco-pro, Comfort czy Sport, skrzynia robi to sama lepiej ode mnie. Mimo świetnych osiągów, nie jest to przecież auto na tor, który byłby chyba jedynym sensownym miejscem na skorzystanie z manualnej zmiany biegów.

Zaskakująco komfortowe i sprawne zarazem

potrafi być zawieszenie testowanego BMW. Pomimo 18-calowych felg (zimowe opony) otoczonych niskoprofilowym (45) Run Flat’em, w trybie Comfort auto wybiera większość typowych miejskich nierówności z gracją i po cichu. Jednak nawet ustawienie trybu Sport nie robi z 430 GC deski do prasowania i mimo znacznie większej twardości, autem wciąż daje się jeździć zupełnie komfortowo. Jednocześnie nawet w bardzo ostro pokonywanych łukach, nadwozie nie ma skłonności do przechyłów a kierowca nawet w granicznej prędkości ma wrażenie pełnej kontroli nad samochodem.

DSC_0231

Duże zasługi ma pewnie w tym względzie również napęd 4×4. W sumie to nie wyobrażam sobie sprawnej, dynamicznej jazdy „czwórką” z tym silnikiem na mokrej, lub co gorsza, ośnieżonej nawierzchni z napędem tylko na tylną oś. W testowanym aucie xDrive daje nam niespotykane poczucie bezpieczeństwa. I nie mówię tutaj tylko o sportowej jeździe, ale o zwykłych, codziennych sytuacjach, z którymi każdy z nas ma do czynienia. Sprawne włączenie się do ruchu w pełnym deszczu i przy skręconych kołach? Szybka ucieczka ze skrzyżowania w razie nagłej potrzeby? Nawet z gazem wciśniętym do podłogi BMW wystrzeliwuje z miejsca niczym z procy, śmiejąc się w głos ze stojących obok samochodów, bezradnie buksujących kołami przedniej lub tylnej osi. Ten typ napędu sprawdza się również w szybkich zakrętach, gdzie po prostu czuć, że auto prowadzi się lepiej niż powinno. Generalnie testowane 430d xDrive wprost klei się do drogi, prowokując kierowcę do jeszcze szybszej jazdy. Trzeba uważać! Bardzo dobre wyciszenie kabiny (mimo opon typu Run Flat i bezramkowych szyb) sprawia, że łatwo bezwiednie mocno przekroczyć dozwoloną prędkość i dostać mandat, lub, co gorsza, stracić prawo jazdy.

Pozycja za kierownicą

jest doskonała. Opcjonalne, elektrycznie regulowane sportowe siedzenia z pamięcią w połączeniu z szerokim zakresem regulacji świetnej, grubej kierownicy (Individual) pozwalają każdemu na dobranie więcej niż wygodnej pozycji do prowadzenia. Pompowane boczki oparć pomagają natomiast utrzymać ciało w pionie podczas większych szaleństw. Pisząc w tym miejscu „szaleństw” nie mam jednak na myśli jazdy bokami po torze. Bo mimo doskonałych osiągów i znakomitych właściwości jezdnych jest to moim zdaniem samochód stworzony po prostu do szybkiej acz komfortowej jazdy na co dzień. Tak po mieście jak i w trasie.

DSC_0275

Najlepiej dla dwóch osób + bagaż, chociaż we czwórkę też spokojnie można podróżować, o ile na tylnych siedzeniach usiądą dzieci bądź niezbyt wysokie osoby dorosłe. Sama kanapa jest bardzo wygodna, aczkolwiek nie spodziewajmy się cudów w kwestii miejsca na nogi bądź nad głowami. Stylistyka ponad wszystko. Jest też druga strona medalu – takie a nie inne poprowadzenie linii nadwozia poskutkowało zapewnieniem świetnego dostępu do przestrzeni bagażowej. BMW 4 Gran Coupe to po piękny liftback, z dużą tylną klapą unoszoną do góry. Zupełnie niezłe 480 litrów przestrzeni bagażowej można łatwo powiększyć aż do 1300 litrów poprzez złożenie oparć tylnej kanapy. Ale wtedy zrobi nam się prawdzie Coupe – z miejscem jedynie dla dwóch osób.

DSC_0307

Miłe rozczarowanie

czekało mnie na stacji paliw. Okazało się bowiem, że 430d xDrive przy dosyć dynamicznym stylu jazdy w trybie mieszanym pół na pół miasto/trasa potrzebowało średnio 8,5 litra oleju napędowego na każde 100 kilometrów. Biorąc pod uwagę wręcz sportowe osiągi i nie oszczędzanie pedału gazu, wynik należy uznać za rewelacyjny.

Pytanie, ile to wszystko kosztuje? Cóż, zanim padną cyfry w polskich złotych, może złagodzę nieco końcowe wrażenie, usprawiedliwiając cenę testowanego egzemplarza kilkoma pozycjami z listy wyposażenia. Otóż „nasze” BMW, oprócz świetnego (i bardzo drogiego) silnika oraz napędu 4×4 dostało w fabryce wyposażenia dodatkowego za ponad 100 tysięcy złotych… Wszystkiego nie wymienię, bo któż chciałby to czytać, wspomnę jednak o kilku, według mnie wartych dopłaty elementach. I tak na liście pojawią się np.: adaptacyjne zawieszenie sportowe M za 5.527 zł, sportowa automatyczna skrzynia biegów (dopłata do zwykłego „automatu”) za 1.003 zł, sportowe fotele przednie wraz z podparciem lędźwiowym – 4.167 zł czy znakomity zestaw HiFi Harman Kardon Surround Sound za 3.516 zł. Poza tym jest też pozycja „Edition Exclusive”, która jest warta, bagatela 58.469 zł. Czyli skóra z merynosów, genialne adaptacyjne reflektory diodowe, wyświetlacz Head-Up , System nawigacyjny Professional nowej generacji oraz wiele innych… wszystko to daje odczucie tzw. „jakości odczuwalnej”, która w testowanym egzemplarzu stoi na naprawdę wysokim poziomie.

DSC_0316

To ile to będzie razem?

Drogo. A nawet bardzo. Aktualnie cennik serii 4 otwiera kwota 164.400 złotych za wersję 420i z benzynowym, 184-konnym silnikiem, co w przypadku klasy Premium wydaje się być atrakcyjną kwotą. Jednak auto z silnikiem i napędem jak w testowanym samochodzie to wydatek minimum 258.800 złotych. A ile kosztuje „nasz”, doposażony egzemplarz? Siedzicie? 361.030 złotych. Poważnie. I tutaj pojawia się dylemat – bo przecież za takie pieniądze mamy do wyboru wiele innych, naprawdę dobrych aut, więc czy wydanie tak dużych pieniędzy na „czwórkę w wypasie” ma sens? No cóż, jeśli ktoś ma pieniądze, fantazję i szuka auta ze wstępu do tego testu, to chyba tak?

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,