BMW X5 xDrive40e – TEST

avatar
Aleksander Pławski
10 maja 2016

Powiedzmy, że w przeciwieństwie do mojego redakcyjnego kolegi Rafała, jestem umiarkowanym zwolennikiem „elektrycznej motoryzacji”. Ale to w moje ręce trafiło BMW X5 xDrive40e, czyli pierwsza seryjna hybryda typu plug-in (spoza serii „i”) bawarskiej marki. Trochę żałowałem, że nie dostałem pierwotnie zakładanego X5 M50d, ale jak to mówią, darowanemu koniowi…

Tak, przyznaję – BMW to jedna z moich ulubionych marek. Cenię ich auta za sposób prowadzenia, wygląd, rozwiązania techniczne i kilka znakomitych jednostek napędowych na koncie. Tym bardziej byłem ciekaw, jakie wrażenie zrobi na mnie „kombinowane” X5, które według zapewnień producenta ma „z jednej strony sensacyjnie wręcz sportowy charakter i szlachetność, z drugiej zaś oszałamiającą wydajność”. Przekonajmy się…

Samochód dostałem w pełni naładowany prądem i zatankowany paliwem. Poinformowano mnie również, że w każdej chwili mogę skorzystać z darmowej stacji szybkiego ładowania, która znajduje się przy siedzibie BMW Polska. Miło. Pewnie gdybym na weekend został w Warszawie, wykorzystałbym tę możliwość. Ale żądny przygód porzuciłem stolicę i udałem się na tour po okolicznych miejscowościach. Ale po kolei…

Ładny jest, przyznaję

A w takiej konfiguracji (biel mineralna metallic za 4.362 zł) i na bardzo efektownych, 20-calowych, czarnych felgach z lekkiego stopu (Star Spoke 491 z ogumieniem mieszanym za 12.785 zł) z zewnątrz prezentuje się wręcz obłędnie. Wiem, że sylwetka najnowszego wcielenia X5 jest już wszystkim dobrze znana, ale moim zdaniem to wciąż jeden z najładniejszych dużych SUV’ów na rynku. O, przepraszam, powinienem napisać „SAV’ów” bo takim właśnie mianem niemiecki producent określa swój produkt.

DSC_0010

W środku również jest wystawnie i z klasą

Skóra Nappa Exclusive kość słoniowa (część pakietu Pure Excellence za 21.597 zł) wygląda naprawdę zacnie. Żaden z pasażerów nie powinien też narzekać na brak miejsca na nogi czy nad głową. Na szczególną uwagę zasługują tutaj wielokrotnie już przeze mnie chwalone fotele komfortowe. Co prawda trzeba za nie dopłacić aż 9.962 zł ale uwierzcie mi – warto! Tak samo nie pożałowałbym pieniędzy (gdyby było mnie stać) na wyświetlacz Head-Up za 6.128 zł czy zestaw Hifi Harman Kardon Surround Sound za 4.803 zł. Ale tak można w nieskończoność… dość powiedzieć, że ceny wersji X5 xDrive40e startują od 315.000 złotych, a testowany, hojnie doposażony egzemplarz to wydatek około 415.000 złotych. Kto ma wolną chwilę, niech spróbuje pobawić się z konfiguratorem – ale uwaga – to wciąga, bo możliwości jest naprawdę wiele!

DSC_0087

Na szczęście w wypadku takiej wersji X5 powiedzenie, że BMW ma w standardzie tylko kierownicę i pedały, nie sprawdza się. Otóż na liście wyposażenia standardowego znajdują się m.in. system nawigacyjny Professional, czy pakiet adaptacyjnego zawieszenia Comfort obejmujący dynamiczną kontrolę amortyzatorów DDC oraz pneumatyczne resorowanie tylnej osi. Są też reflektory biksenonowe czy klimatyzacja automatyczna, a przecież w przypadku BMW to nie zawsze jest takie oczywiste…

Koniec gadania, czas na test…

Przypomnijmy, że odebrałem auto z w pełni naładowanymi akumulatorami. Z BMW Polska do biura (około 5 kilometrów) przejechałem korzystając z trybu bazowego AUTO eDrive, czyli pozwalając elektronice samej decydować, jaki rozkład napędów jest w danej chwili optymalny. W tym trybie, cytując materiały producenta „moc silnika benzynowego jest znacząco zwiększana podczas przyspieszania lub gwałtownych zrywów na drodze wsparcia przez silnik elektryczny, którego maksymalny moment obrotowy wynoszący 250 Nm dostępny jest natychmiast i zawsze, od pierwszego obrotu jednostki.” Trudne zdanie, ale jak się nad nim zastanowić, ma jakiś sens. No i na pewno przedstawia testowane auto w jak najlepszym świetle. Warto również wspomnieć, że takie BMW potrafi osiągnąć „setkę” w 6,8 sek.

DSC_0125

W praktyce

odczucia z normalnej miejskiej jazdy są bardzo podobne do jazdy zwykłą hybrydą. Co ciekawe (i bardzo pozytywne zarazem) BMW w swojej konstrukcji nie zastosowało tak znienawidzonej przez wielu kierowców, bezstopniowej skrzyni biegów, tylko 8-biegowego Steptronic’a. Doskonale! Czy to na „elektryce” czy na benzynie, samochodem jedzie się jak zwykłym, bardzo sprawnym automatem, a nie wyjącym do księżyca psem, któremu ktoś kazał z całej mocy ciągnąć zaprzęg podczas zamieci.

Pracę skończyłem późnym wieczorem

Ruch w mieście nie był już duży. Wcisnąłem przycisk MAX eDrive. W tym trybie jazdy zespół napędowy X5 pracuje tylko na energii elektrycznej (o ile oczywiście akumulatory są odpowiednio naładowane). Do domu mam równo 30 kilometrów a producent podaje, że testowane auto może w tym trybie pokonać bezemisyjnie nawet 31 km. Jednym z warunków jest nieprzekraczanie 120 km/h. Powiem szczerze – nie wierzyłem, że to się może udać. Celowo jechałem normalnie – nie dusiłem gazu bez sensu, ale też nie byłem zawalidrogą. No i starałem się nie przekraczać „setki”, żeby zostawić nieco zapasu energii. I wiecie co? Udało się! Przez całą trasę silnik benzynowy ani razu nie wkroczył do akcji. Pierwszy raz w życiu jechałem tak sprawnie autem hybrydowym tylko „na prądzie” i muszę przyznać, że było to bardzo przyjemne doświadczenie. O ciszy i komforcie podczas takiej jazdy nie muszę chyba wspominać? Spalanie benzyny w tym wypadku to oczywiście zero.

DSC_0028

Mogłem podłączyć samochód na noc do normalnego, domowego gniazdka sieci 240V (BMW dostarczyło specjalny kabel na takie okazje) ale celowo tego nie zrobiłem. Kolejnego dnia testu chciałem sprawdzić, w jakim stopniu, wykorzystując ostatni z trzech trybów SAVE Battery uda mi się naładować akumulatory. Przyspieszałem, hamowałem, kombinowałem i poruszałem się głównie w trybie Sport, żeby odzyskać jak najwięcej energii. Niestety, zupełnie inaczej niż w przypadku zwykłej hybrydy – tutaj nie tak łatwo o sprawne ładowanie. Udało mi się kilkukrotnie podładować baterię o jakieś mało istotne procenty. Cóż, może nie robiłem tego jak trzeba? Ale to nieważne, bo mamy do czynienia z hybrydą typu plug-in, stworzoną do ładowania z sieci. Pytanie tylko, czy Polacy są gotowi na taką ekologię? Pomijam fakt nikłej póki co dostępności punktów do ładowania, ale jak znam życie (i siebie samego), ciężko będzie znaleźć tłumy ludzi, którzy wieczorem, po powrocie z pracy, będą ochoczo z bagażnika wyciągać kabel i podłączać auto do ładowania na noc, jak elektryczną szczoteczkę do zębów czy telefon komórkowy. Albo będą tą czynność wykonywać po przyjeździe do pracy (jeśli będą mieli gdzie się podpiąć). Ale może to tylko ja jestem tak leniwy i wygodny? Czas pokaże.

DSC_0041

Podsumowanie

X5 xDrive40e to bezsprzecznie znakomite auto. Tyle, że nie dla każdego. Nowoczesne rozwiązania trzeba po prostu polubić i przyzwyczaić się do konieczności ładowania auta z sieci, jeśli chcemy w pełni wykorzystać możliwości, które to BMW nam oferuje. W innym wypadku spalanie nie będzie tak rewelacyjne jak podaje producent (patrz tabelka pod testem). Jeśli zaś chodzi o sam model X5, to jego zalety dobrze już znamy. Swojego czasu Rafał szeroko się o nich rozpisywał. Pomijając moim zdaniem nieco zbyt mocno jak na BMW wspomagany układ kierowniczy „mojego elektryka” oraz ciut mniejszy bagażnik (500 vs 650 litrów „cywilnej” wersji) jest to ten sam wielki, bardzo dobrze jeżdżący i prestiżowy bawarski SAV, który jest jednocześnie mocno uniwersalnym autem. A ilość wyposażenia dodatkowego ogranicza w sumie tylko zawartość portfela nabywcy. Chcecie być eko i jeździć oszczędnie, ale luksusowo? Najpierw musicie wydać minimum 315.000 złotych. Jako, że nie jestem eko i wolę wygodę rzadszych tankowań czy ładowań, osobiście wybrałbym pewnie X5 xDrive30d czyli 3-litrowego, 258-konnego diesla za 294.300 złotych i nieco go doposażył. Ale każdy ma prawo do własnego wyboru. Rafał na bank wziąłby hybrydę.

Aleksander Pławski

Foto: autor, BMW.

Tagi: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *