Citroen C4 Cactus 1.2 Pure Tech 82 KM Shine Edition – TEST

avatar
Aleksander Pławski
04 kwietnia 2015

To dobrze, że w czasach, kiedy większość producentów aut unifikuje wygląd swoich modeli, powstają takie auta jak Citroen C4 Cactus. Dla kogoś, kto chce się wyróżnić na drodze a nie jest milionerem, propozycja Citroena wydaje się być jak znalazł. Sprawdzamy, jak jeździ się Cactusem z 82-konnym silnikiem pod maską i topowym poziomem wyposażenia.

Nie będę ukrywał, że mam spory sentyment do tej francuskiej marki. Mógłbym nawet co nieco opowiedzieć o mojej przygodzie z Citroenem, ale nie o tym ma być ten tekst. Tak czy owak moje prywatne sympatie sprawiły, że byłem niezmiernie ciekaw, co do zaoferowania ma ten nowy, dosyć osobliwy model z kraju serów i wina.

Citroen-C4-Cactus-przod

Cactusa zbudowano na zmodyfikowanej płycie C3 Picasso i jest to całkiem spore auto. Wygląd? Wiem, że to truizm, ale to naprawdę sprawa gustu. Nie inaczej jest i tym razem. Jednemu Citroen się spodoba, innemu nie. Rzadko jednak spotykam się z tak skrajnymi opiniami na temat testowanego auta. Niektórzy z moich znajomych byli zachwyceni Cactusem. Chwalili jego nietuzinkowy, wyłamujący się z obowiązujących standardów wygląd, zwracali uwagę na oryginalne wynalazki typu Airbumps i arcyciekawie rozwiązane rozmieszczenie reflektorów.

Inni jednak psioczyli na wygląd, wyraźnie poirytowani „przekombinowaną”, jak ją nazywali, stylistyką. Twierdzili, że Citroen po taniości stworzył marketingową wydmuszkę tylko po to, by wyciągnąć więcej kasy od klientów. A jakie jest Wasze zdanie?

Citroen-C4-Cactus-tyl

Jeśli o mnie chodzi, już na początku wspomniałem, że cieszę się z faktu, iż znajdują się odważni producenci, którzy w swojej ofercie mają model niepodobny do innych ze swojej stajni. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na nudę i bezpłciowość. Jeśli jednak mam odpowiedzieć szczerze, Cactus ze swoim wyglądem do mnie nie trafia. Cóż, widocznie nie jestem w targecie.

Jazda

Pod maską testowanego auta, zgodnie z wszechobecną eko-modą znalazł się malutki, 1.2-litrowy silnik benzynowy. Ma tylko 3 cylindry, legitymuje się mocą 82 koni mechanicznych i maksymalnym momentem obrotowym 118 Nm przy 2750 obr./min. Na papierze wygląda to dość licho, jednak test pokazuje, że to mikre, benzynowe serce w codziennym użytkowaniu zupełnie nieźle sobie radzi z nadwoziem Citroena. Cactus nie jest zbyt ciężki – w tej wersji waży mniej niż 1000 kg.

Citroen-C4-Cactus-predkosciomierz

Nieźle zestopniowana skrzynia biegów wraz z zaskakująco elastycznym motorkiem sprawiają, że pierwszą setkę Citroen osiąga po niecałych 13 sekundach. Prędkość maksymalną producent określił na 167 km/h. Sportowcem to on nie jest, ale rzeczywiste wrażenia z jazdy są lepsze niż suche dane. Silnik wesoło terkocze, ochoczo nabierając obrotów. Rzecz jasna, na ten dźwięk z wydechu dziewczyny raczej nie poderwiesz. No, chyba, że będzie przewodniczącą partii zielonych i ujmiesz ją niską emisją CO2 wraz z opowieścią o trzech dzielnych tłokach. Ale jeśli w Twoich żyłach zamiast krwi płynie benzyna – nigdy nie polubisz tego terkotu.

Nie wydasz za to za dużo na paliwo – średnie spalanie w teście na dystansie mniej więcej 450 kilometrów wyniosło 7,2 litra na 100 km. Niby nie tak mało, ale biorąc pod uwagę, że przez większość czasu jazda C4 Cactusem odbywała się w zatłoczonym mieście przy jednoczesnym niedelikatnym traktowaniu pedału gazu, wynik ten należy uznać za zadowalający. Cudów po prostu nie ma i jeśli chcesz, żeby mały silnik dobrze sobie radził z wcale niemałym autem – musisz go napoić. Reasumując, wspomniane wyżej 7,2 litra na „stówę” jest tu całkiem do przyjęcia.

Citroen-C4-Cactus-silnik

Czy jednak całkiem udany silnik idzie w parze z równie udaną skrzynią biegów? To dosyć trudny temat. O ile samo zestopniowanie 5 przełożeń nie budzi zastrzeżeń, o tyle sama praca lewarka nie zasługuje już na słowa pochwały. Sam nie wiem dlaczego tak jest, bo przecież przykład DS3 pokazuje, że jak konstruktorzy Citroena się postarają, to umieją zrobić sprawny mechanizm zmiany biegów. Cactus zdaje się jednak temu przeczyć. Drogi prowadzenia drążka są tak długie, że wbijając pierwszy bieg masz wrażenie, że Twoja ręka znalazła się w komorze silnika. Chwilę potem, gdy zmieniasz na „dwójkę” boisz się, czy starczy Ci ramienia. Przecież bagażnik jest dosyć daleko… Do tego dochodzi jeszcze kiepska precyzja lewarka i Cactus oblewa egzamin z przyjemności operowania drążkiem zmiany biegów. Trudno, nie można mieć wszystkiego.

Wnętrze

bohatera testu okazuje się być całkiem przestronne. Z przodu nikt nie będzie narzekał na brak przestrzeni. Niestety kierownica jest regulowana tylko w poziomie, więc jeśli masz więcej wzrostu niż przeciętny osobnik – możesz mieć kłopot ze znalezieniem odpowiedniej pozycji za kółkiem. Przy okazji – szczere słowa pochwały dla samej kierownicy – ma fajny kształt, jest odpowiedniej wielkości i grubości i dobrze trzyma się ją w rękach.

Citroen-C4-Cactus-wnetrze

Na osobny opis zasługują przednie fotele – jak na tę klasę samochodu są wielkie i wyglądają jak wygodne kanapy. W rzeczywistości kiedy pierwszy raz wsiadłem na miejsce kierowcy, wprost zapadłem się w siedzisko. Rozumiem, że miało być „po francusku”, czyli bardzo miękko i komfortowo, ale tak miękkie fotele sprawdzają się tylko na krótkich dystansach. Na dłuższe trasy znacznie lepsze będą twardsze siedziska, które nie spowodują bólu kręgosłupa.

Tylna kanapa nie jest już taka miękka, ale nie jest też zbyt wygodna. Siedzisko jest krótkie i słabo wyprofilowane. Oparcie zaś nie jest dzielone i można je złożyć tylko w całości. To znacznie ogranicza praktyczność i funkcjonalność auta.

Bagażnik Cactusa może się pochwalić niezłymi 358 litrami pojemności i 1170 litrami po złożeniu oparcia tylnej kanapy. Szkoda tylko, że w przewożeniu cięższych przedmiotów przeszkadza wysoki próg załadunku. No cóż – design ponad wszystko.

Citroen-C4-Cactus-felga

Mieszane uczucia wywołuje natomiast samo prowadzenie auta i praca zawieszenia. Mimo, że C4 Cactus nie należy do wielkich krążowników szos, to jego zachowanie na drodze przywodzi mi na myśl wielką Toyotę Land Crusier V8. Obydwa auta podobnie nurkują przy mocniejszym hamowaniu i podobnie ospale reagują na ruchy kierownicą. Przy wejściu w zakręt masz wrażenie, że przez chwilę nic się nie dzieje. Po prostu najpierw jest ruch kierownicą, chwilę potem skręcają koła a dopiero później zaczyna skręcać całe auto. Z jednej strony, jak już się do tego przyzwyczaisz, może Ci się to nawet spodobać. Z drugiej strony taka „gumowatość” nijak mi nie pasuje do Cactusa.

Plusem jest to, że zawieszenie komfortowo wybiera większość nierówności naszych dróg i nie hałasuje przy tym zbytnio. No, chyba, że zdarzy Ci się wjechać w naprawdę wielką dziurę czy zbyt szybko przejechać przez torowisko – istnieje duża szansa, że wtedy „dostaniesz za to po uszach”.

Citroen-C4-Cactus-ekran-LCD

Nie każdemu przypadnie do gustu sterowanie większością instrumentów pokładowych przy pomocy jednego, dużego, 7-calowego ekranu dotykowego. Właściwie powinienem napisać „naciskowego”, bo ze względu na długość „życia” samochodu, koncern wybrał rozwiązanie znacznie trwalsze niż te znane z tabletów czy smartfonów i zastosował inny typ ekranu, właśnie tzw. naciskowy, pozwalający korzystać z niego również w rękawiczkach.

Na szczęście menu jest logiczne i przemyślane, do tego dostępne w języku polskim. Dlatego sterowanie nawigacją, audio czy ustawieniami automatycznej klimatyzacji nikomu nie powinno przysporzyć kłopotów. Problemem jest tylko powolna reakcja na nacisk i nieco zbyt długi czas przełączania się na poszczególne funkcje. Przyzwyczajeni do nowoczesnych tabletów czy komputerów robimy się równie wymagający w stosunku do podobnych urządzeń w samochodach.

Niektórzy narzekają też na fakt, że producent nie zostawił oddzielnych, „prawdziwych” pokręteł do sterowania ustawieniami klimy. Jeśli o mnie chodzi – nie przeszkadzałoby mi to wcale, jeśli szybkość działania ekranu byłaby wystarczająca. Nie mam jednak nic naprzeciw samemu rozwiązaniu.

Citroen-C4-Cactus-kabina

Jakość materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego jest niezła, aczkolwiek za te pieniądze (testowany egzemplarz to koszt aż 72.500 zł) klient ma prawo oczekiwać czegoś lepszego. Jeśli chodzi o projekt wnętrza, znowu mamy do czynienia z dyskusją o gustach, ale jedno jest pewne: kabina Cactusa jest nietuzinkowa, a to w niektórych przypadkach może być mocnym atutem. W zasadzie w aucie mamy do czynienia z dwoma kolorowymi ekranami. Wspomnianym dotykowym plus drugim, mniejszym, na którym wyświetla się prędkość, przebieg i ilość paliwa w baku. Niestety zabrakło obrotomierza, czego naprawdę nie mogę zrozumieć. Cóż to za oszczędność? O ile zgodzę się, że w tego typu aucie i to z klimatyzacją tylne szyby otwiera się nader rzadko i wystarczy tylko możliwość ich uchylenia, o tyle brak obrotomierza to dla mnie spory minus. Ale może po prostu to ja jestem już starej daty i przywiązuję wagę do niewłaściwych rzeczy?

Popełniłbym bezsprzecznie faux pas, gdybym nie wspomniał o wynalazku nazwanym Airbumps i mającym za zadanie chronić boki auta w dżungli miejskich parkingów. Te kontrastowe, dostępne w kilku kolorach „plastikowe poduszki” zamontowane do drzwi i zderzaków Cactusa były powodem niejednej gorącej dyskusji. Część znajomych wychwalała ten wynalazek pod niebiosa, mówiąc że wreszcie nie będzie się trzeba martwić o kolejne rysy i wgniecenia na parkingu pod marketem. Pozostali zarzucali Citroenowi brak konsekwencji za względu na niepełną ochronę tylnych drzwi oraz tandetny wygląd rzeczonych dodatków. Nie ukrywam, że sam też dość sceptycznie podchodzę do tego rozwiązania. Nie twierdzę, że jest niepraktyczne – po prostu nie podoba mi się tego rodzaju „ozdoba”.

Citroen-C4-Cactus-znaczek

Ceny, opcje i silniki

Pod maską Cactusa może pracować jeden „benzyniak” występujący w trzech wariantach mocy: 75 KM, 82 KM i 110 KM. W tej ostatniej wersji motor jest „uturbiony”. Do wyboru jest również jednostka wysokoprężna w dwóch opcjach mocy” 92 KM i 100 KM. Jak już wiecie, nasz testowany egzemplarz wyposażony był w środkową wersję „benzyny” o mocy 82 KM. Ceny auta z takim sercem stratują od 54.900 zł za wersję Live. Nasz egzemplarz prasowy to najwyższa wersja wyposażenia Shine Edition z kilkoma opcjami dodatkowymi: dach przeszklony panoramiczny za 1.900 zł, tapicerka materiałowo – welurowa Club Habana za 1000 zł, lakier perłowy za 800 zł oraz koło dojazdowe zapasowe za 400 zł. To wszystko razem daje nam kwotę końcową 72.500 złotych. To sporo.

Taka jest cena za oryginalność, nowoczesność, prześwit jak w SUV’ie itd. Poza tym Cactus za taką kwotę może się pochwalić bogatym wyposażeniem. Zapewne więc testowany Citroen znajdzie swoje grono odbiorców także i na polskim rynku. Coś jednak czuję, że większość sprzedaży będą stanowiły egzemplarze w uboższych wersjach wyposażenia.

Aleksander Pławski

Tagi: ,