Countryman – czyli „podniesione” Mini w akcji (TEST)

avatar
Rafał Pazura
18 października 2011

W poszukiwaniu nowych klientów producenci aut zrobią niemal wszystko. Porsche już dawno „przeprosiło się” z silnikiem Diesla, a Aston Martin zaczął produkować auta miejskie. Znak czasów? Chyba tak. Jednak produkt BMW w postaci Mini Countrymana to nie tylko próba ugrania kolejnego kawałka tortu segmentu SUV z wykorzystaniem ikony motoryzacji. Pierwszy model Mini o tej nazwie powstał bowiem już … 51 lat temu.

Wariacje nadwoziowe na bazie popularnego Mini są powszechnie znane na Wyspach Brytyjskich. Na kontynencie już mniej, dlatego pojawienie się kilka lat temu nowej wersji Mini Clubmana zszokowało wiele osób. Mini w formacie kombi z dodatkowymi, pojedynczymi drzwiami z boku auta? – pytali z niedowierzaniem. Tymczasem Clubman to jedna z wielu wersji kombi popularnego „miniaka”, która zadebiutowała w 1969 r. Jak to się ma jednak do Countrymana? Otóż, wersja Mini o tej nazwie pojawiła się jeszcze wcześniej, bo w 1960 r. i stanowiła jedną z wielu odmian dwudrzwiowego kombi.

Protoplasta współczesnego Countrymana zwał się Austin Mini Countryman i wraz z Morrisem Mini Travellerem stanowił trzydrzwiowa odmianę kombi z dwudzielnymi drzwiami bagażnika, które otwierały się na boki. Luksusowe odmiany miały nawet dekoracyjne drewniane listwy opasające tylną części nadwozia. Współczesna interpretacja odwołuje się do użytkowego charakteru auta, ale idzie w nieco innym kierunku niż Clubman. Podniesione nadwozie to ukłon w stronę klientów aktywnie spędzających czas. Do mnie przemawia ta analogia, bowiem potencjalny użytkownik klasycznego Coopera musi mieć sporo charyzmy i energii by okiełznać małego szatana. Tym samym prowadzi raczej dynamiczny tryb życia. Opcjonalny napęd 4×4 to logiczna kontynuacja tego typu skojarzeń.

Mini-Countryman-1

Dla niektórych taka opcja nadwoziowa wydaje się być bez sensu. Przyznam, że z początku też tak myślałem. Jednak później przyszła refleksja – dlaczego nie zaoferować fanom marki auta, które wygodnie pozwoli przewieźć cztery osoby? Dlaczego wraz z ze zmianą statusu rodzinnego trzeba rezygnować z ukochanych kształtów? I do jasnej cholery – dlaczego godząc się na pewien kompromis trzeba jeździć nudnym jak flaki z olejem kombi, albo poprawnie skrojonym SUV-em?

Elektromagnes

Dobrze, że są takie auta jak Nissan Juke, Fiat 500, Nissan Cube, Toyota iQ czy Volkswagen Scirocco. Tak powinno być. Inaczej zemdliłoby nas z nudów i monotonii. Są mniej praktyczne? Być może, ale czy wszystko w naszym życiu musi być pod linijkę i zapięte na ostatni guzik?

Jeśli na Mini w tradycyjnym nadwoziu mówi się, że jego widok działa na innych jak magnes, to jak nazwać to, co dzieje się z głowami przechodniów, gdy przejeżdża Countryman? Podwyższone nadwozie, „pysk” jak w Cooperze, ale linia boczna z parą drzwi to już coś całkowicie nowego, co nie daje spokoju ciekawskim. Zainteresowanie tym autem wynika także z faktu, że do wyglądu normalnego Mini wszyscy zdążyli już się przyzwyczaić. Countryman na naszych ulicach to prawdziwy rodzynek i raczej pozostanie niszowym pojazdem dla zamożnych.

Trzeba pogodzić się z faktem, że spojrzenia wszystkich w koło kierowane są na nas. Testowany przeze mnie Countryman w wersji Cooper SD nawiązuje do klasycznych barw Coopera S, gdzie metaliczny kolor Oxford green oraz biały dach i pasy na masce stały się prawdziwą wizytówką marki. Mam jednak wrażenie, że jest tu czegoś za dużo. Nagromadzenie detali i smaczków designerskich  podwyższonego Mini wręcz kłuje po oczach – jak kolia z brylantami wyeksponowana na ponętnym dekolcie kobiety. Dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą.

Rodzinny

Ten przymiotnik był dotąd równie obcy Mini, jak wyraz „delikatny” w odniesieniu do Mike Tysona. Jak sama nazwa sugeruje – to auto o małym gabarycie. Premiera Clubmana sprawiła, że w stronę Mini śmielszym okiem zaczęły spoglądać także osoby nie będące singlami. Countryman z kolei to już „rozpusta” jeśli chodzi o przestrzeń w kabinie. Auto może więc z powodzeniem pełnić rolę niedużego, rodzinnego crossovera.

Mini-Countryman-2

Miejsca na przednich fotelach starczy nawet dość rosłym osobom. Lepiej jednak, by nie były one zbyt szerokie w barkach, bowiem fotele poprzez swoje wyprofilowanie preferują raczej drobniejsze sylwetki. W zamian świetnie utrzymują plecy siedzących podczas dynamicznej jazdy w zakrętach. Równie pozytywne wrażenie robi skórzana tapicerka Gravity Polar Beige (dopłata 5,8 tys. zł). Na tylnej kanapie wygospodarowano przyzwoitą ilość miejsca także dla dorosłych, jednak wygodnie będzie tam dwójce osób.

Bagażnik o pojemności 350 litrów wypada dość blado na tle innych kompaktowych crossoverów. Przesuwana kanapa tylna pozwala powiększyć go o dodatkowe sto litrów, a to już wartość , która czyni z Mini auto praktyczne i daje możliwość zabrania wystarczającej ilości bagażu dla niedużej rodziny. Pod podłogą kufra wygospodarowano ponadto pojemny schowek. Jadąc więc na kilkudniowy wypad za miasto z żoną i dzieckiem, nie miałem absolutnie żadnego problemu, by spakować się i zabrać to co niezbędne. Co stanowi prawdziwą nowość – projektanci wnętrza podjęli próbę dostosowania go do pewnych walorów praktycznych. Mam tu na myśli schowki, uchwyty na napoje etc. Nie jest ich przesadnie dużo, ale są i dobrze wywiązują się ze swojej roli.

Wnętrze zaskoczyło mnie jeszcze czymś innym – Countryman jest o wiele lepiej wykonany niż klasyczne Mini. Materiały są wyraźnie wyższego sortu, a ilość dźwięków, jakie wydają z siebie plastiki podczas jazdy po bruku została zredukowana o ok. 70 proc. Do ideału w tym względzie nadal jeszcze trochę brakuje.

Design konsoli centralnej to niemal kopia tego co już znamy, więc daruje sobie analizę. Wszystko wygląda natomiast na lepiej dopracowane jakościowo. Projektanci zdecydowanie mogli popuścić wodze swojej fantazji. Tu styl ma zdecydowany priorytet nad ergonomią. Z tego powodu pewne rozwiązania wymagają przyzwyczajanie (vide – sterowanie elektryką szyb zabójczo wyglądającymi przyciskami w konsoli centralnej, do których aby sięgnąć, trzeba oderwać plecy od oparcia). Prędkościomierz jest tak wielki, że aż niewidoczny, dlatego osobiście preferuję obserwowanie prędkości w okienku obrotomierza (jedna z wielu opcji komputera).

Świetne wrażenie robi system nawigacji (Business – 5,8 tys. zł). BMW od pewnego czasu oferuje bardzo dopracowane mapy Polski. Do tego dochodzi wysokiej jakości grafika i szybkość działania całego systemu. Specjalnie dla aut Mini zaadaptowano znany z „beemek” system iDrive, którym steruje się dla odmiany niedużym dżojstikiem. Łatwo, miło i intuicyjnie, co w przypadku obsługi innych instrumentów pokładowych aut tej marki nie jest wcale takie oczywiste.

Mini-Countryman-3

Specjalnością Countrymana

wcale nie jest wygląd nadwozia czy odjechany pod tym względem środek. To auto, które przede wszystkim genialnie się prowadzi. W tej dziadzienie konkurencja w zasadzie nie istnieje. Mini wprowadza do świata małych SUV-ów i crossoverów pojęcia do tej pory obce tym klasom, jak: „ostry jak brzytwa, chirurgiczny układ kierowniczy”, „sportowa charakterystyka pracy zawieszenia.”

Wygrały jednak geny odpowiedzialne za sport. Mini Countryman Cooper SD ALL4 (tak tak, to pełna nazwa tej wersji)  ma twarde i bezkompromisowe zawieszenie. Dlatego nie polubią go rodziny stawiające na harmonijną pracę i miękkie tłumienie nierówności. Jest do przesady twardo, a przejazd prze torowisko oznacza podskakiwanie nadwozia. W zamian zyskujemy jednak doskonale wyważone w zakrętach auto, które z napędem obu osi zdaje się zaprzeczać prawom fizyki. I nie chodzi o to, że tym samochodem trzeba cały czas jechać ostro, by docenić ten fakt. Jest w tym także aspekt bezpieczeństwa, bowiem na oblodzonej jezdni, czy mokrej nawierzchni niezwykle łatwo można odczytać to, co dzieje się z autem.

Napęd 4×4 jest typowy dla SUV-a, czyli preferuje przednią oś, a „tył” załącza się w chwili, gdy należy wesprzeć „przód”. Nie ma żadnego pokrętła, którym reguluje się rozdział napędu. Elektronika steruje wszystkim i decyduje za nas, czy większa część momentu obrotowego trafia na przednie czy tylne koła. Najważniejsze, że robi to doskonale sprawnie i szybko. Wyraźnie należy podkreślić natomiast fakt, że Countryman nie nadaje się nawet w lekki teren, jak wiele popularnych SUV-ów. Nadwozie jest tylko nieznacznie wyższe od typowego kompakta i pozwala co najwyżej nieco pewniej poruszać się gruntową drogą.

Pod maską

testowanego egzemplarza znalazł się dwulitrowy silnik Diesla rodem z BMW, który sprzęgnięto z automatyczną skrzynią biegów. To racjonalne połączenie w autach tego typu sprawdza się także w Mini, jednak wisienką na torcie pozostaje Countryman z turbodoładowanym, benzynowym motorem 1.6 o mocy 184 KM.

Diesel został natomiast zaskakująco dobrze odizolowany akustycznie od kabiny, dlatego jazda nim była dla mnie źródłem przyjemności. Wysoki moment obrotowy (305 Nm) jest dostępny od niskich prędkości obrotowych (1750 obr./min), dlatego nie sposób zarzucić jednostce braków w elastyczności. Ponad 140 KM to optymalna moc, by jechać dynamicznie i nie załamywać rąk pod dystrybutorem. Sprint do setki zajmuje 9,5 sekundy, a to – jak na małego crossovera – zacny rezultat. Spalanie w mieście oscylowało w granicach 8,5 litra, a dynamiczna jazda w trasie zakończyła się wynikiem 7,1 l/100 km. W samych superlatywach można wypowiadać się także o sześciobiegowym „automacie.” Podczas spokojnej jazdy aksamitnie żongluje biegami, a  w trybie sport pokazuje temperament.

Mini-Countryman-4

Rachunek

Koszty zakupu Countrymana, brane na chłodno, nie wróżą nic dobrego. Niemal 120 tys. zł za wersję z wysokoprężnym motorem 2.0 to dużo. Niewątpliwie warto dopłacić 6,2 tys. zł do automatycznej skrzyni biegów. Personalizując wnętrze i decydując się na kolejne dodatki, którą uczynią z Countrymana tak urokliwy egzemplarz jak ten na zdjęciach, trzeba wydać kolejne 34 tys. zł. A zatem niemal 160 tys. za nieduży crossover z napędem 4×4 to lekka przesada. Biorąc to oczywiście na chłodno.

Tak naprawdę każde Mini, także Countrymana kupuje się emocjami. Tu płaci się nie tylko za znaczek na masce, ale także za to „coś,” co sprawia, że każda chwila spędzona za kierownicą wywołuje uśmiech na twarzy. To auto ma dawać frajdę, ma być inne i wyróżniać się z tłumu – z tych ról wywiązuje się idealnie. Co ważne – auto można sobie „stworzyć” pod własny gust mając do wyboru niezliczoną listę opcji. Dotyczy to zarówno doboru wyposażenia wewnątrz auta, jak i indywidualizacji wyglądu nadwozia. Jedyne ograniczenie to nasza wyobraźnia, bądź zasobność portfela.

Trzeba tylko odpowiedzieć sobie na pytanie – czy bardzo ograniczony komfort w zamian za super prowadzenie się auta jest wart tych pieniędzy? Ze względu na cenę Countryman pozostanie raczej niszowym produktem dla zamożnego klienta.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , ,