Dacia Lodgy 1,2 TCe Prestige – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
15 kwietnia 2013

Termin, w którym miałem przyjemność testować Dacię Lodgy zbiegł się z akurat z weekendem, podczas którego odbywały się największe motoryzacyjne targi w Polsce – Poznań Motor Show. Uznałem, że takiego zbiegu okoliczności po prostu nie można przepuścić i postanowiłem połączyć przyjemne z przyjemnym pożytecznym. Ponad 600 kilometrów w drodze do Poznania pozwoliło mi zobaczyć, jakim naprawdę samochodem jest van Dacii. A zima, która przypuściła akurat wtedy swój ostatni szturm dodała całej sprawie nieco pikanterii. Jak Lodgy wyszło z tego starcia?

Zanim jednak ruszyłem w drogę miałem trochę czasu na zapoznanie się z samochodem. Pierwsze były oczywiście wrażenia wizualne związane z bryłą nadwozia. Muszę przyznać, że w przypadku Dacii Lodgy zdecydowanie nie warto sugerować się zdjęciami. Te, które oglądałem przed odebraniem auta nie zapowiadały wiele, już nawet abstrahując od tego, że vany z definicji nie są stylistycznymi „killerami”. Gdy zobaczyłem testowany egzemplarz bliżej, przyjrzałem mu się z każdej strony, a wrażenia były coraz lepsze. Z przodu projektanci całkiem zgrabnie zarysowali linię świateł, jak również atrapę chłodnicy, „okrasili” wszystko szczyptą chromu, dzięki czemu frontowi auta nie można wiele zarzucić. Linii bocznej również – nie ma tutaj żadnych elementów, które przesadnie raziłyby w oczy. Nie ma również tych, które wprawiałyby w zachwyt, ale wciąż mamy do czynienia z vanem – wysokim, długim, kwadratowym. Zdecydowanie na plus, patrząc na auto z boku, wyróżniały się 16” felgi aluminiowe o prostym, klasycznym wzorze. Tył budził u mnie największe wątpliwości, a konkretnie zastosowany kształt świateł. Ale to kwestia indywidualnego gustu. Dacii wciąż należą się duże słowa uznania, ponieważ patrząc stosunkowo niedawno temu na pierwszą generację Logana, trudno było sobie wyobrazić, że raptem kilka lat później ktokolwiek będzie, bez specjalnego wysilania się, chwalił linię stylistyczną vana tej marki.

Jak sprawy mają się we wnętrzu? Dacię Lodgy śmiało można nazwać „twardą sztuką”. Niemal każdy plastik w zasięgu ręki jest twardy, nawet ten położeny w „strategicznych” miejscach, takich jak sterownik podnoszenia i opuszczania szyb. Nie oznacza to jednak, że podczas jazdy słychać skrzypienie i inne niepożądane odgłosy – nic z tych rzeczy. Jest twardo, ale wszystko jest złożone w całość z należytą starannością. Sam projekt kokpitu jest całkiem przyjemny dla oka, a większość rzeczy niezbędnych do bezstresowej podróży jest na swoim miejscu, chociaż kilku minusów można się doszukać. Dobrze, że producent zdecydował się „wsadzić” do Lodgy trochę jasnych tworzyw, dzięki czemu wnętrze nie sprawia wrażenia przesadnie ponurego.

Dacia-Lodgy-1

Tak jak zaznaczyłem wyżej, do ergonomii również nie można się specjalnie przyczepić, a obsługa wszystkich instrumentów jest intuicyjna. Centrum dowodzenia stanowi dotykowy ekran, umieszczony troszeczkę za nisko, w konsoli centralnej. Można za jego pomocą sterować zestawem audio, sparować telefon komórkowy przez Bluetooth, czy ustawić adres w nawigacji. W odwodzie zostaje również dodatkowa manetka przy kierownicy, która pozwala kontrolować zestaw głośnomówiący i radio. Niestety jej funkcjonalność jest mocno ograniczona i sprowadza się do kontroli głośności, źródła dźwięku i możliwości odbierania oraz kończenia połączeń. Na kierownicy za to znalazły się dwa przyciski odpowiedzialne za sterowanie tempomatem. Niestety we wnętrzu jest też kilka rozwiązań, które uznałbym za przesadną oszczędność, bo niczym innym tego nie potrafię tłumaczyć. Brak podświetlenia przycisków sterowania szyb jest czasami uciążliwy, tym bardziej, że ulokowane są one stosunkowo daleko i nietrudno jest otworzyć tylną szybę, zamiast przedniej. Kompletnym nieporozumieniem jest za to brak programu wycieraczek pozwalającego na wykonanie przez nie tylko jednego cyklu. Nie sądziłem, że w XXI wieku takie braki jeszcze występują. Nie psują one specjalnie pozytywnego wrażenia, które pozostawia wnętrze Dacii Lodgy. Po prostu trzeba takie rzeczy piętnować, bo ich całkowite usunięcie ze świata motoryzacji wyjdzie wszystkim na dobre.

W drodze do Poznania na tylnej kanapie podróżowały wyłącznie kurtki. Nie narzekały one na komfort podróży, jeśli jednak byłbym, przykładowo, zawodnikiem NBA i wiózł Dacią Lodgy resztę drużyny na kolejny mecz, to (pomijając fakt, że pewnie jednak nie robiłbym tego w Dacii), to nawet wyżsi zawodnicy nie narzekaliby na niedobór miejsca. Przy fotelu kierowcy dostosowanym do mojego wzrostu, 184cm, po zajęciu miejsca z tyłu na nogi wciąż miałem duży zapas, podobnie sprawa miała miejsce z przestrzenią nad głową. Jeśli nasza wyimaginowana drużyna NBA składałaby się również z trenera i asystenta, to spokojnie mogliby oni zająć miejsca w trzecim rzędzie siedzeń. Tam oczywiście nie ma co liczyć na komfort podróży porównywalny z tym, oferowanym przez dwa pierwsze rzędy siedzeń, jednak dla młodszych pasażerów, lub w sytuacjach kryzysowych będzie jak znalazł. Siedzenia oczywiście można zdemontować, co przy możliwości złożenia tylnej kanapy tworzy z Lodgy całkiem ładowne auto.

Dacia-Lodgy-2

Ale przejdźmy do meritum i podstawowego pytania, czyli czy zakup Dacii Lodgy można argumentować również tym, że jest to samochód dający kierowcy radość z jazdy? Do testów otrzymałem wersję wyposażoną w benzynowy silnik o pojemności 1,2 litra. Zestawiając w głowie dwa fakty – dużą, ciężką bryłę nadwozia i mały, benzynowy silnik spodziewałem się kłopotów, zarówno podczas drogi na Motor Show, jak również podczas codziennego użytkowania w mieści. Rzeczywistość okazała się jednak całkiem zaskakująca.

Wracając do wspominanej wyprawy do Poznania. Do przejechania czekało mnie ponad 600 kilometrów, w konfiguracji miasto + autostrada + miasto. 5:00 na zegarku, pobudka, rzut okiem przez okno na Dacię stojącą na parkingu, całą spowitą świeżym śniegiem. Niech żyje kwiecień i wiosna. Gdy już uporałem się z odśnieżaniem, nadszedł czas aby ruszyć w drogę. Już wcześniej to odczułem, a pierwsze kilometry w opustoszałym jeszcze mieście utwierdziły mnie w przekonaniu, że za turbodoładowany silnik 1,2 TCe o mocy 115KM należą się Renault ogromne brawa. Samochód zadziwiająco żwawo, jak na swoje gabaryty i masę wyrywa się do przodu, bez względu na to, czy startujemy spod świateł, czy przyspieszamy przy wyższych prędkościach. Dodatkowo nie trzeba go wcale nadmiernie kręcić, aby jeździć dynamicznie, bo turbina daje o sobie znać już poniżej 2000 obrotów.  Dźwięk generowany przez jednostkę napędową wcale nie kaleczy uszu, a przecież mamy tu do czynienia z małym, czterocylindrowym motorem. Samochód jest też całkiem, oczywiście jak na vana, zwrotny, chociaż na zwinność osiąganą przez małe hatchbacki nie ma co liczyć. Ani razu jednak podczas jazdy przesadnie nie doskwierały mi jego gabaryty.

Po chwili (o 6:00 rano po Warszawie naprawdę przyjemnie się jeździ) byłem już na drodze szybkiego ruchu i mogłem sprawdzić jak Lodgy radzi sobie w trasie. Tutaj też miłe zaskoczenie. W okolicach Warszawy na drodze zalegała warstwa świeżego śniegu, gdzieniegdzie przeplatana pośniegowym błotem, co nie było sprzyjającymi warunkami do jazdy. Jednak przy prędkości około 100km/h Dacia nie sprawiała żadnych problemów, czasami można było zapomnieć, że mamy do czynienia z vanem. Wjechanie w grubszą warstwę śniegu przekładało się na reakcję kierownicy, przy czym wystarczyły lekkie kontry, aby utrzymać Lodgy na dobrym kursie. W gotowości czekał jeszcze układ ESP.

Im dalej od Warszawy, tym lepsza pogoda, a co za tym idzie nawierzchnia. Gdy po kilkudziesięciu kilometrach asfalt zrobił się zupełnie suchy postanowiłem sprawdzić, jak Lodgy radzi sobie przy wyższych prędkościach. Do stabilności nie można się w żaden sposób przyczepić, Dacia nie „tańczy” w rytm podmuchów wiatru, a wyprzedzanie tirów nie jest w żaden sposób stresujące. Jeśli chodzi o wrażenia akustyczne, to w kabinie zaczyna robić się głośno po przekroczeniu bariery 130km/h, do tej wartości w samochodzie jest całkiem cicho. Szkoda, że ciszy nie można zagłuszyć odpowiednio zestawem audio, który zakwalifikowałbym do klasy średniej-niższej. Fotele w samochodzie są miękkie, wygodne, jednak oferują bardzo słabe trzymanie boczne, zdecydowanie nie zachęcając do sportowej jazdy. Przy prędkościach powyżej 130 km/h spada również ekonomika jazdy, samochód do podróży ze stałą wartością 150 km/h na zegarze potrzebuje lekko ponad 10 litrów benzyny. Prędkość niższa o 20km/h owocuje mniejszym spalaniem o jakieś 2 litry. Osoby, które zdecydują się na silnik benzynowy zamiast diesla nie powinny płakać przy dystrybutorze. Spokojna jazda w trasie owocuje wynikami w granicach 6-7 litrów, w mieście da się osiągnąć wynik 9 litrów, jednak przez charakterystykę silnika, aż proszącego się o dynamiczniejszą jazdę może być to ciężkie zadanie. Generalnie po przejechaniu kilkuset kilometrów na autostradzie klaruje się prawdziwy żywioł tego samochodu – spokojna, ale dynamiczna kiedy trzeba jazda z rodziną, w ciszy i w całkiem wysokim komforcie.

Dacia-Lodgy-3

Po przyjeździe do Poznania mogłem sprawdzić kolejny podzespół Lodgy – zawieszenie. Stolica Wielkopolski to dla amortyzatorów prawdziwe wyzwanie, z którym Dacia radzi sobie dobrze, w lekko francuskim, miękkim stylu. Przytaczane często przy okazji opisywania twardości zawieszenia plomby w zębach, w Dacii Lodgy pozostały bezpieczne. W Poznaniu znalezienie odpowiedniej wielkości miejsca do zostawienia samochodu znacznie ułatwił parking Targów Poznańskich. Osoby decydujące się na Dacię Lodgy muszą być świadome jej gabarytów, które znacznie utrudniają życie z tym autem w mieście. Widoczności przez okna nie można wiele zarzucić, zwłaszcza gdy do pomocy mamy czujniki parkowania, jednak część miejsc parkingowych dla Lodgy zostanie niedostępna.

Podróż powrotna miała podobny scenariusz, jak ta do Poznania. Bez niespodzianek, bez problemów. Na początku nie skakałem z radości, gdy usłyszałem, że przyjdzie mi przetestować Dacię Lodgy. Jednak im dłużej obcowałem z tym samochodem, tym więcej widziałem jego zalet. Kupno vana Dacii wcale nie oznacza, że musimy jeździć z torebką papierową na głowie, ani że musimy godzić się na zerową dynamikę, czy przyjemność z jazdy. Ten samochód robi bardzo dobre wrażenie, zarówno jeśli jeździmy nim w mieście (i mamy cierpliwość, albo dobre miejsce parkingowe), czy w trasie. Gdyby ktoś teraz spytał się mnie, czy na przyszłoroczne Motor Show chcę pojechać Lodgy bez chwili namysłu kiwnąłbym głową i wyciągnął rękę po kluczyki.

I bardzo poprosiłbym o równie dobrze wyposażony egzemplarz. Testowana Dacia Lodgy została całkiem hojnie potraktowana w fabryce. Mamy tu do czynienia z wersją Prestige, znajdującą się na szycie drabiny cenowej, za posiadanie której trzeba zostawić w salonie niemal 60 000zł (podstawa z wolnossącym silnikiem 1,6 kosztuje 44 900zł). Jednak w cenie otrzymujemy całkiem bogaty zestaw multimedialny z nawigacją, pełną elektrykę, systemy bezpieczeństwa, świetny silnik, komfort i sporą frajdę z jazdy – a to już poważna lista zalet. Myśląc o rodzinnym vanie, Dacię Lodgy po prostu trzeba brać pod uwagę.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,

Jedna myśl nt. „Dacia Lodgy 1,2 TCe Prestige – TEST

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *