DS 5 1.6 THP 210 KM Be Chic – TEST

avatar
Aleksander Pławski
15 listopada 2016

Mimo, że DS 5 ma już kilka lat na karku, ludzie na ulicy wciąż odwracają za nim głowy. W testowanej wersji, z doskonałym lakierem Blanc Nacré, 19-calowymi felgami CAIRNS i przeszklonym dachem wygląda po prostu zjawiskowo. Pod maską testowanego egzemplarza kryje się dobrze znany, turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1.6 litra. Występuje tutaj w wersji osiągającej aż 210 KM i jest sparowany z manualną, 6-biegową przekładnią. Czy całość warta jest swojej ceny?

Pamiętam moment, kiedy DS 5 (wtedy jeszcze Citroën DS5) pojawił się na polskich drogach. Jeździłem wtedy prywatnie Citroënem C5 i z miejsca postanowiłem, że DS 5 będzie moim kolejnym autem. Ten samochód zrobił na mnie wtedy ogromne wrażenie. Oczywiście wygląd to rzecz gustu, ale dla mnie DS 5 wśród większości aut na drodze wyglądał jak przysłowiowy milion dolarów. I mimo, że wcale nie należał do tanich samochodów, to tego miliona wcale nie kosztował.

DSC_0006

Inny, ekstrawagancki, zwracający na siebie uwagę, ale wcale nie krzykliwy. Ni to kombi, ni to van, ni typowy hatchback. Po prostu „nieoczywisty” – swojego rodzaju dzieło sztuki na drodze. I pewnie właśnie o to chodziło projektantom, którzy dobrze zdawali sobie sprawę z faktu, że oryginalność i jakość zawsze będą w cenie. Chyba dlatego dziś, 5 lat po swojej premierze, DS 5 wciąż ma się dobrze, a zeszłoroczna kuracja odmładzająca i wyodrębnienie marki nie pozwoliły mu się zestarzeć. Pozostaje jednak pytanie, czy testowany egzemplarz jeździ tak samo dobrze jak wygląda?

DSC_0126

Po zajęciu miejsca za kierownicą również od razu czuć inność tego auta. Nawet jeśli na co dzień masz do czynienia z różnymi samochodami, w DS 5 będziesz potrzebował chwili, żeby zorientować się, co jest tutaj do czego. Jego przedział pasażerski to dla mnie kwintesencja tego, co zawsze ceniłem w Citroënie najbardziej: oryginalności, odwagi designerów i niepowtarzalnej atmosfery. Kabina DS 5 ma to wszystko. Do tego dochodzi wysoka jakość zastosowanych materiałów oraz ich montażu. Wrażenie luksusu potęguje bogate wyposażenie dodatkowe: skórzana tapicerka wysokiej jakości i o pięknym wzorze na regulowanych elektrycznie, wygodnych fotelach, przeszklony dach dzielony na trzy części z oddzielnymi roletami regulowanymi elektrycznie, czy pakiet DS CONNECT NAVI z kamerą cofania.

DSC_0149

Uwagę zwracają też oryginalne detale, jak analogowy zegarek pięknie wkomponowany w środkową konsolę deski rozdzielczej, czy przyciski sterowania szyb umieszczone w wysoko położonym tunelu środkowym. Żeby nie było nudno, nad głową również znajdują się przyciski i włączniki, a także fikuśne schowki. Panuje tu atmosfera rodem z kokpitu myśliwca. Na szczęście już po niedługim czasie w tym pozornym chaosie kierowca zaczyna dostrzegać pewien porządek i, o dziwo bez potrzeby zaglądania w instrukcję obsługi jest w stanie zapanować nad sterowaniem wszystkim funkcjami pojazdu.

DSC_0145

Szybko znajduję wygodną pozycję do jazdy i uruchamiam silnik. Znam jego temperament i wiem, że jest elastyczny i lubi bardzo szybko wkręcać się na obroty. Zaczynam jednak powoli, z szacunkiem do auta, dając nam czas na poznanie się nawzajem. Wysoko zabudowane wnętrze DS 5 otacza mnie z każdej strony. Wrażenie otulenia potęguje bardzo dobrze wyprofilowany fotel, z regulowaną długością siedziska i funkcją masażu lędźwiowego. Jadę dalej i zauważam, że wskazania prędkości mogę odczytać aż z trzech miejsc: prędkościomierza cyfrowego, analogowego oraz przeziernego wyświetlacza. Okazuje się również, że szklany dach jest zasłaniany trzema niezależnymi od siebie, elektrycznie sterowanymi roletami. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. No cóż, odmienność ponad wszystko!

DSC_0043

Wyjeżdżam z miasta, i mocniej wciskam gaz, wciąż jeszcze oswajając się z samochodem i szukając kolejnych egzotycznych rozwiązań na pokładzie. Na szczęście pokrętła automatycznej, dwustrefowej klimatyzacji są tam, gdzie trzeba, a temperaturę wnętrza ustawia się „po bożemu” a nie wciskając lewą ręką prawy przycisk nad głową przy równoczesnym ruchu w bok lewym kolanem. Przy okazji orientuję się również, że to, co mi od początku przeszkadza, a czego nie mogłem od razu sprecyzować, to kierownica DS 5. Jest po prostu nieco za duża i zbyt spłaszczona u dołu.

DSC_0129

Rozumiem, że spłaszczenie to taka moda, ale przy kręceniu „kółkiem” na parkingu nie jest to wcale wygodne rozwiązanie. Poza tym zdecydowanie wolę kierownice o mniejszej średnicy i grubszym wieńcu. Ale wybaczam „Deesowi” tę niewielką wadę i przemierzam kolejne kilometry, skupiając się na dalszych wrażeniach z jazdy.

Silnik, zgodnie z moimi przewidywaniami, ochoczo reaguje na ruchy prawą stopą, wydając przy tym z siebie miły dla ucha pomruk. Izolacja przedziału pasażerskiego od odgłosów jego pracy jest dobra, ale na wyższych obrotach jednostka napędowa jest już wyraźnie słyszalna. Pasażerowie są za to dobrze chronieni od odgłosów dochodzących ze świata zewnętrznego, a to, na wespół z kameralnym charakterem miejsca pracy kierowcy powoduje, że w samochodzie nie czuć prędkości. Dlatego trzeba się mocno pilnować, żeby nie jechać za szybko w mieście czy poza nim. Auto przy wyższych prędkościach prowadzi się pewnie i przyjemnie. Układ kierowniczy jest wtedy wystarczająco precyzyjny i działa z zauważalnym oporem. Sytuacja jest nieco inna przy niższych prędkościach – mam wtedy mieszane uczucia do sposobu jego pracy. Niby wciąż jest precyzja, ale wspomaganie jest nieco zbyt silne. Do tego dochodzi pewna nerwowość w prowadzeniu, szczególnie na nierównych nawierzchniach.

DSC_0046

Podobnie jest ze skrzynią biegów. Niby wszystko jest ok – poszczególne przełożenia wchodzą wystarczająco precyzyjnie i bez problemu. Jednak brak tu nieco sportowego sznytu – jeszcze krótszych dróg prowadzenia i charakterystycznego „kliku” przy zmianie biegów. Ale może się tylko czepiam? DS 5 nie jest wszak autem sportowym, choć 210 turbodoładowanych koni mechanicznych zobowiązuje. Co prawda osiągi nie powalają, bo trudno w obecnych czasach uznać wynik 8,1 sekundy do 100 km/h za sportowy rezultat, ale powiedzieć o testowanym aucie, że jest zawalidrogą – również nie sposób.

DS 5 w tej wersji to po prostu bardzo sprawnie jeżdżące auto, które nadaje się tak do bliższych jak i dalszych podróży. Nie jest jednak tak duży w środku, na jakiego wygląda z zewnątrz. Mimo wszystko 4 dorosłe osoby nie powinny w nim zbytnio narzekać na brak miejsca na nogi, a tym bardziej nad głowami. Bagażnik DS 5 w standardowym ustawieniu pomieści 468 litrów, co nie jest może mistrzostwem świata, ale sporo można w nim zmieścić. Jeżeli zdecydujemy się na podróż we dwójkę i rozłożymy oparcia tylnej kanapy, uzyskamy w ten sposób 1288 litrów przestrzeni bagażowej. Można wtedy przewieźć dłuższe i większe przedmioty.

DSC_0083

Citroën od zawsze kojarzył się również z bardzo komfortowym zawieszeniem. W testowanym aucie pod tym względem sprawa nieco się komplikuje. DS 5 nie jest niestety wyposażony w słynne, choć odchodzące już niestety powoli do lamusa zawieszenie hydropneumatyczne, którym szczyci się jeszcze (choć też już nie we wszystkich wersjach) jego brat – Citroën C5. W DS 5 mamy do czynienia z kolumnami MacPhersona z przodu i belką skrętną z tyłu (co ciekawe, wersja hybrydowa ma układ wielowahaczowy).

Z całego serca chciałbym napisać, że jest świetnie. Niestety nie mogę, bo tak po prostu nie jest. Nastawy są dosyć twarde, co w połączeniu z 19-calowymi obręczami i niskoprofilowanymi oponami sprawia, że DS 5 nie należy do mistrzów komfortu. OK – powiecie – zapewne dzięki temu świetnie trzyma się drogi i wchodzi w zakręty jak po sznurku. Niestety – też nie. Nie powiem – na równym asfalcie prowadzi się bardzo dobrze i wręcz klei się do nawierzchni, ale na dziurawych drogach testowane auto zachowuje się mało komfortowo i dosyć nerwowo. Do tego przy pokonywaniu nierówności potrafi być dosyć głośne. Szkoda…

DSC_0058

A jeśli już przy wadach jesteśmy, podczas testu narzekałem też na brak przegródki czy jakiejś półeczki, na której mógłbym położyć telefon lub klucze. Niestety, w tym wypadku design wziął górę nad praktycznością i takiego miejsca w DS 5 po prostu nie ma.

Wyposażenie testowanego egzemplarza jest imponujące. Nie sposób wymienić tu wszystkiego, należy jednak wspomnieć choćby o kilku ważniejszych dodatkach. I tak na pokładzie naszego samochodu znalazły się m.in. obite piękną skórzaną tapicerką, elektrycznie regulowane przednie fotele z funkcją masażu, system monitorujący martwe pole, system ostrzegający o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, kamera parkowania czy head-up display. Do naszej dyspozycji oddano również kolorowy ekran dotykowy o rozmiarze 7 cali, system audio firmowany przez JBL, Bluetooth czy czujniki deszczu i zmierzchu. O automatycznej, dwustrefowej klimatyzacji i pełnej elektryce szyb czy lusterek już nie wspominając.

DSC_0094

Ceny DS 5 startują obecnie z poziomu 124.900 złotych za wersję Be Chic ze 120-konnym dieslem pod maską. Testowany egzemplarz to wersja Be Chic ze wspomnianym, znanym m.in. z MINI, doładowanym silnikiem benzynowym o mocy maksymalnej 210 koni mechanicznych. Za taki samochód trzeba zapłacić minimum 131.900 złotych. Oczywiście prasowe auto mocno „dopasiono”, dlatego bawiąc się konfiguratorem doszedłem do wartości około 175.000 złotych. To bardzo dużo a zarazem wcale nie… bo przecież jak już wcześniej wspomniałem, jakość i oryginalność są zawsze w cenie.

Od mojego pierwszego spotkania z DS 5 i pragnienia posiadania go na własność minęło sporo czasu. Ostatecznie, z wielu różnych względów, kupiłem zupełnie inne auto. Po tym teście znowu zatęskniłem do DS 5, mimo faktu, że przecież nie jest ideałem. Jest za to wciąż zjawiskowy na drodze i nadal potrafi wzbudzić zachwyt czy wręcz pożądanie. Porównanie go do pięknej, seksownej, lecz kapryśnej kobiety o trudnym charakterze byłoby banałem, ale samo ciśnie się na usta. Wiem tylko jedno – to dobrze, że wciąż można kupić takie samochody.

Aleksander Pławski

Tagi: , , ,