Ford B-MAX 1.4 90 KM Titanium – TEST

avatar
Aleksander Pławski
26 lutego 2013

Nie oszukujmy się – moda na duże fury powoli mija. Nie twierdzę, że za kilka lat będziemy kupować tylko małe i średnie auta, ale wszystko wskazuje na to, że największym wzięciem będą cieszyć się właśnie niewielkie, relatywnie tanie w utrzymaniu, a jednocześnie praktyczne, oszczędne i uniwersalne pojazdy. Ludzie nie są głupi i będą woleli odłożyć na lepsze wakacje, rozrywki czy inwestycje niż ładować kasę w wielki, paliwożerny, wściekle szybki pojazd, który z powodu wysokich cen paliw, gąszczu fotoradarów i ciasnych miejsc parkingowych będzie miał tyle sensu co jazda na sankach w lecie. Dlatego coraz więcej producentów aut stara się budować nowoczesne samochody wychodzące naprzeciw aktualnym oczekiwaniom klientów. Przed Państwem zupełnie nowy Ford. Ford B-Max.

Zbudowany na bazie Fiesty, funkcjonalny, wygodny i… nie mający środkowego słupka! Jak drogi? Podstawowy do wzięcia już za 58.900 złotych, ale nasz testowy – z bazową benzyną pod maską i bogatym wyposażeniem Titanium z dodatkami to wydatek aż 83.000 zł. Czy warto?

Jak wygląda?

Jednym słowem – dobrze. Dwoma? Naprawdę dobrze. Ten „nadmuchany” miejski Ford spodoba się niejednemu. Pomimo niewielkiej szerokości i długości (1751cm i 4077cm) nieco podniesione nadwozie (1604cm) zachowuje miłe dla oka proporcje i nie sprawia wrażenia UFO na drodze. Kojarząca się nieco z KIĄ Vengą czy Oplem Merivą bryła odznacza się własnym, wyjątkowym charakterem, czyniąc z małego Forda atrakcyjnie prezentujące się auto. Duża atrapa, zadziorne, nieco skośne „ślepia” z LED-ami do jazdy dziennej oraz maska z ciekawymi przetłoczeniami sprawiają, że B-Max wyróżnia się spośród konkurentów, a jego dynamicznie poprowadzona linia boczna dodaje mu pazura.

Wsiadamy

Cytując za producentem „Dzięki panoramicznie otwieranym drzwiom oraz pomysłowej zmianie konstrukcji nadwozia polegającej na zintegrowaniu z drzwiami słupka B – Ford B-MAX gwarantuje użytkownikom niezwykle wygodny dostęp do wnętrza. Takie rozwiązanie pozwoliło uzyskać dostęp do wnętrza o szerokości 1.5 metra.”

Ford-Bmax-1

Czyli mówiąc po ludzku – brak środkowego słupka i przesuwane tylne drzwi dają naprawdę fantastyczny dostęp do przedziału pasażerskiego. Docenią to szczególnie rodzice, którzy na ciasnych miejscach parkingowych staną przez wyzwaniem oswobodzenia swoich pociech z objęć fotelika znajdującego się na tylnej kanapie. Ba, im samym często łatwiej będzie wydostać się z auta dzięki możliwości odsunięcia tylnych drzwi. Po tygodniu obcowania z tym autem wiem, że to naprawdę działa, i to z dwóch stron, ponieważ owo rozwiązanie zostało zastosowane symetrycznie!

Spróbujcie pod centrum handlowym otworzyć B-Maxa z dwóch stron – tłum zaciekawionych gapiów, wypytujących, jak to się wszystko trzyma i czy na pewno nie złamie na pół, gwarantowany. A trzyma się dlatego, że tak, jak cytowałem wyżej, słupki środkowe zostały zintegrowane z drzwiami. Niesie to ze sobą pewną wadę – po prostu drzwi muszą być cięższe. Przez ten zabieg zamykanie i otwieranie ich może wymagać nieco więcej siły, ale powiem szczerze, że mimo różnych opinii napotkanych w testach, sam ani razu nie odczułem tego w jakiś szczególny sposób. Za każdym razem, mimo używania stosunkowo niewielkiej siły, drzwi zamykały się dokładnie i nie wymagały żadnego dopychania.

Ford-Bmax-2

Kabina – przestronność i jakość

Prawdą jest, że nie mamy tu do czynienia z jakością klasy Premium, ale prawdą również jest fakt, że narzekać też zbytnio nie ma na co. Większość materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego jest miła w dotyku i sprawia wrażenie solidnie zmontowanych. Potwierdza to jazda po wybojach – nawet na dużych nierównościach, przy mocno ujemnych temperaturach powietrza nic w kabinie nie stuka i nie skrzypi. To dobrze wróży na przyszłość. Ogólnie we wnętrzu Forda jest przytulnie, funkcjonalnie i przyjemnie. Instrumenty pokładowe i cały system sterowania zostały przejęte z innych modeli Forda – ze wszystkimi ich zaletami i wadami, o których pisaliśmy przy okazji testów Focusa czy Fiesty.

Przednie fotele okazują się być wygodne nawet podczas dłuższej podróży, a znalezienie odpowiedniej pozycji za kierownicą nie stanowi żadnego problemu. Miejsca jest wystarczająco dużo tak dla kierowcy jak i pasażera. Podniesienie dachu sprawiło, że wrażenie przestronności jest jeszcze większe. Nic nie naciągając, śmiało można stwierdzić, że na tylnej kanapie bez większych problemów zmieści się nawet trójka dorosłych pasażerów. I pewnie nawet po przejechaniu dłuższego dystansu nie będą mieli odrętwiałych kończyn. Nie mówiąc już o swobodzie nad głowami.

Osobną kwestią pozostaje miejsce na bagaże: tutaj cudów nie ma. Konstruktorom B-Maxa udało się wygospodarować 318 litrów przestrzeni bagażowej, czyli bez złotego medalu w tej klasie. Bagażnik jest jednak ustawny, a składając tylną (dzieloną asymetrycznie) kanapę możemy zwiększyć jego pojemność do 1386 litrów. Wtedy co prawda musimy wyrzucić po drodze część pasażerów, ale obowiązuje przecież zasada „coś za coś”. Reasumując, jak na minivana, przestrzeń, którą oferuje nam B-Max jest zadowalająca a „magiczne” rozwiązanie z suwanymi tylnymi drzwiami to dodatkowy, mocny atut.

Ford-Bmax-3

Jak się prowadzi?

Odpowiedź jest prosta – jak Ford – czyli dobrze. Ale zacznijmy od podstaw – czyli silnika. Jak już wspomniałem, w moje ręce trafiło auto wyposażone w najsłabszą jednostkę benzynową o pojemności niespełna 1,4 litra i mocy maksymalnej 90KM, której osiągi nie są imponujące. „Papierowe” 13,8 sekundy do pierwszej setki (drugiej bez pomocy sił nadprzyrodzonych nie osiągniemy) nie czyni z miejskiego Forda sportowca, a raczej propozycję dla bardzo spokojnie usposobionych kierowców. Ci bardziej wymagający mogą wybrać choćby wybrany jako Silnik Roku 1.0 EcoBoost (w wersji 120KM) czy 95-konnego diesla z 215Nm maksymalnego momentu obrotowego dostępnymi już od 1750 obrotów na minutę.

Ale wróćmy do tego, co mamy, czyli do 125 Niutonometrów dostępnych przy 4.000 obrotów. W praktyce, przy dwójce pasażerów i miejskiej oraz podmiejskiej jeździe wcale nie jest źle. Ford chętnie wchodzi na obroty, żywo reagując na wciskanie pedału gazu, a precyzyjna dźwignia zmiany biegów zachęca do dynamicznej jazdy. Dobrze leżąca w dłoniach, gruba i niewielka kierownica szybko przekazuje do przednich kół polecenia kierowcy. Mimo wyżej niż w Fieście umieszczonego środka ciężkości, B-Max prowadzi się bardzo pewnie i zachęca do szybkiego pokonywania zakrętów. Dopiero przy czwórce pasażerów i próbach dynamicznego przyspieszania powyżej 100 kilometrów na godzinę ujawniają się niedobory mocy niewielkiej jednostki napędowej.

Nie znaczy to jednak, że nie da się z nią żyć. To kwestia odpowiedniego nastawienia i przyzwyczajenia. Umówmy się – nie można wymagać od Małysza, żeby dźwigał jak Pudzian. Szkoda tylko, że dobrze pracująca skrzynka biegów ma tylko 5 przełożeń. Mimo niezłego wyciszenia kabiny, przy prędkościach autostradowych hałas daje się nieco we znaki. Dodanie 6 biegu poprawiłoby też pewnie wyniki spalania, choć i tak jak na ważące 1275 kilogramów, dosyć wysokie auto, są przyzwoite.

Średnie spalanie z całego testu (około 500 kilometrów), według komputera pokładowego wyniosło 8,7 litra. Biorąc pod uwagę niskie temperatury i dość dynamiczną jazdę głównie po mieście, nie ma się czego wstydzić, choć do ideału też trochę brakuje. Po prostu mniejszy silnik musi wykonać więcej pracy, żeby napędzić niemały jakby nie było, samochód.

Ford-Bmax-4

Zawieszenie…

B-Maxa pracuje bardzo przyjemnie. Inżynierom Forda udało się połączyć sprężystość z wysokim komfortem, bez efektów ubocznych typu szorowanie lusterkami bocznymi po asfalcie na szybszym wirażu. Oczywiście, minivan ze stajni Forda nie zachowuje się jak sportowiec, ale swoje miejskie i podmiejskie obowiązki spełnia wyśmienicie. Nie dobija, nie hałasuje, tylko miękko resoruje a warszawskie „bumpy” pokonuje z gracją. Na autostradzie zaś pozwala poczuć kierowcy, że podróżuje bezpiecznie.

Titanium…

…to wersja wyposażenia testowanego egzemplarza. W jej skład wchodzą m.in.: komplet poduszek powietrznych oraz systemów bezpieczeństwa, układ ułatwiający ruszanie na wzniesieniach, światła LED do jazy dziennej, czujnik deszczu, samościemniające się lusterko wewnętrzne, automatyczna klima czy pełna elektryka szyb i lusterek bocznych.

Kolejne, warte odnotowania pozycje to: tempomat, 16-calowe obręcze kół ze stopów lekkich, podwójna podłoga przestrzeni bagażowej czy radio CD/MP3 z gniazdem USB i systemem Bluetooth. Nasz egzemplarz został jednak jeszcze doposażony w pakiety:

Pakiet Easy Driver 3 – czujniki parkowania z przodu i z tyłu, elektrycznie składane lusterka boczne, kamera ułatwiająca parkowanie tyłem (dostępny jedynie w kombinacji z systemem audio Sony)

Pakiet Titanium Pano 1 – dach panoramiczny nieotwierany (z roletami przeciwsłonecznymi sterowanymi ręcznie i krótką konsolą dachową z uchwytem na okulary oraz lusterkiem do obserwowania dzieci), dodatkowo przyciemniane szyby w tylnej części nadwozia

Pakiet Radioodtwarzacz Sony CD/MP3 – kolorowy wyświetlacz 4″, rozbudowany panel sterowania, 8 głośników wysokiej jakości, SYNC (zestaw głośnomówiący z Bluetooth® i rozbudowaną funkcją sterowania głosem), gniazdo USB/iPod®, gniazdo AUX-IN, zdalne sterowanie na kole kierownicy (kompatybilny z fabrycznie montowaną kamerą ułatwiającą parkowanie tyłem)

Ford-Bmax-5

Tak doposażony B-Max, mimo, że z podstawową jednostką benzynową pod maską to wydatek rzędu 83.000 złotych. Niemałe pieniądze, ale przyznajmy, że otrzymujemy za nie nowoczesne, praktyczne, bardzo wygodne, zwinne i świetnie wyposażone, auto.

Auto, które z czystym sumieniem można polecić spokojnie jeżdżącej głowie rodziny z jednym bądź dwójką małych dzieci. Gdybym jednak miał wybrać wersję dla siebie – na pewno skusiłbym się na silnik 1.0 EcoBoost 120KM z nieco uboższym wyposażeniem. Bo przyjemność z jazdy byłaby większa a spalanie na pewno nieco niższe…

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , ,

4 myśli nt. „Ford B-MAX 1.4 90 KM Titanium – TEST

  1. avatarMichał

    Test jak zawsze przeczytałem z przyjemnością. Konkretnie i na temat – super! A co do samochodu, to grzechem jest żądać 83 tys. zł za minivana na podwoziu fiesty z silnikiem 1,4 90KM :) W tej cenie możemy dostać sporo większe auto tego gatunku, jak chociażby Opel Zafira Family 1.7 CDTI 125 KM, manual 6-biegowy! Przestronność w środku i oszczędny turbodiesel bardziej przyda się niż kombinacje ze słupkami ;) Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  2. avatarDj Brabus

    Bardzo dobry test interesującego auta. :) Jedyne, co mi nie pasuje w testowanym egzemplarzu, to silnik – wolałbym 1.0 EcoBoosta albo diesla TDCi. Ceny niestety są za wysokie, bo za kwotę testowanego egzemplarza można mieć mojego ulubionego C-MAX’a (1.0 EB 125 Titatnium lub „prawie” 1.5 EB 150 KM lub 1.6 TDCi 115 KM). I wybór staje się (niestety) oczywisty.

    Odpowiedz
  3. avatarAleksander Pławski Autor wpisu

    @Michał – grzech, masz rację. Niestety IMHO wszystkie nowe auta w PL są zbyt drogie. Domyślam się jednak, że jak ktoś jest naprawdę zdecydowany i będzie dobrze negocjował, to pewnie coś ugra. Bez cudów oczywiście, ale zawsze…
    @DJ – dzięki :-) Ja też bym wolał EcoBoosta, co zresztą na końcu napisałem. A C-MAX – wiadomo – jeszcze lepszy, ale czy dla każdego? Są tacy, którym wymiary B-MAX’a bardziej przypadną do gustu – dla każdego coś miłego :-)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *