Ford C-Max 1,5 EcoBoost Titanium – TEST

Ford C-Max 1,5 EcoBoost Titanium - TEST
avatar
Michał Strzyżewski
02 marca 2016

Zapraszam na test samochodu rodzinnego dla tych, którzy nie chcą iść na kompromisy w zakresie wyposażenia, a także bezpieczeństwa. Na pokładzie dzisiejszego bohatera znalazła się bowiem prawdziwa armia systemów dbających o to, aby kierowca wraz z pasażerami bezpiecznie dotarł do celu. Z paroma z nich po raz pierwszy spotkałem się w samochodzie. Przyjrzyjmy się odświeżonemu Fordowi C-Max.

Przestrzeń

Jak na samochód rodzinny przystało, opis wypada zacząć od przedziału pasażerskiego. W drugim rzędzie siedzeń miejsca na nogi jest w sam raz – wysoki pasażer siedzący za równie wysokim kierowcą może narzekać na to, że jego kolana będą stykały się z oparciami przednich foteli, ale trochę mniej rosłe osoby na brak przestrzeni nie powinny narzekać. Nad głową, pomimo obecności szklanego dachu, jest dobrze i osoba o wzroście około 185 cm nie będzie elektryzować sobie włosów szorując nimi o podsufitkę. Trzy fotele, na których przyjdzie siedzieć pasażerom tylnej kanapy, są niezależne od siebie i każdy z nich jest wyprofilowany. Z jednej strony zapewnia to lepsze trzymanie boczne niż klasyczna, płaska kanapa, z drugiej bardziej korpulentne osoby będą miały problem aby zająć wygodną pozycję z tyłu. Każdy z foteli można niezależnie składać, aby uzyskać więcej przestrzeni załadunkowej.

Ford-C-Max-tylna-kanapa

A tej nawet przy rozłożonym drugim rzędzie siedzeń jest całkiem sporo – 471 litry to wynik, który pozwala C-Maxowi konkurować z samochodami o nadwoziu kombi opartymi o hatchbacki. Na plus wypada zaliczyć bardzo regularne kształty kufra i niezbyt wysoki próg załadunkowy. Klapa bagażnika otwiera się elektrycznie (przyciskiem albo poprzez machnięcie stopą pod zderzakiem) – wciąż nie jestem przekonany co do praktyczności tego rozwiązania, bo szybciej obsługuje mi się klapę tradycyjnie, siłą mięśni, ale „bajer” jest fajny.

Przenosząc się do przodu raczej nie zaskoczę nikogo stwierdzeniem, że miejsca dla kierowcy i pasażera jest pod dostatkiem. Bardzo dobrze C-Max wypada też pod kątem widoczności – okna są duże, boczne słupki nieprzesadnie masywne, więc z obserwacją otoczenia w Fordzie nikt nie powinien mieć problemów. Z parkowaniem z grubsza też. Przez bardzo długie podszybie na początku ciężko jest „na oko” wyczuć gdzie kończy się przedni zderzak samochodu, ale w tym wypadku z odsieczą przychodzą czujniki parkowania obejmujące swoim działaniem cały obrys nadwozia oraz kamera cofania.

Ford-C-Max-felga

Jazda

Pomówmy teraz o tym jak C-Max radzi sobie przy prędkościach większych, niż 5 km/h na parkingu. Muszę przyznać, że zostałem miło zaskoczony, bo po samochodzie typowo rodzinnym nie spodziewałem się cudów, a Ford C-Max prowadzi się naprawdę dobrze. Auto ochoczo reaguje na ruchy kierownicą, zapewnia przy tym przyzwoitą porcję precyzji, a podczas jazdy nie czuć jego masy, wynoszącej niemal 1,4 tony.

Na właściwości samochodu w zakrętach wpływa też zestrojenie zawieszenia, które jest dosyć mocno usztywnione. Pracuje kulturalnie i małe wyboje wybiera dobrze, niemal niezauważalnie dla pasażerów (po niezłej jakości asfaltach samochód wręcz „płynie”), ale gdy na jego drodze stają większe nierówności to pasażerowie dokładnie odczują rozmiary i kształt każdego wybrzuszenia na drodze. Wrażeń nie rekompensują fotele, które można zaliczyć do grona tych twardszych. Przyznam, że mnie taka charakterystyka pasuje, ale jeśli ktoś poszukuje wyraźnie „kanapowego” samochodu rodzinnego, to C-Max może nie być idealnym wyborem dla takiej osoby.

Ford-C-Max-silnik

Za to jeśli ktoś już na niego się zdecyduje, to polecam mu silnik 1,5 Ecoboost 150 KM. Mam do niego właściwie tylko jeden zarzut i związany jest on z apetytem na paliwo. Jadąc w mieście ciężko jest zejść poniżej 9-9,5 litra, a gdy przyjdzie nam przejechać się C-Maxem w godzinach szczytu, to i wynik 10-11 litrów nie powinien dziwić. W trasie spalanie znacznie spada i rezultaty w granicach 6-7 litrów są bez problemu możliwe do uzyskania (7-8 litrów przy prędkościach autostradowych), co jest wynikiem bardzo przyzwoitym. Jednak zachowanie w terenie zabudowanym odciska swoje piętno na ogólnej ocenie ekonomiczności 1,5 EcoBoost – tutaj Ford ma trochę do poprawienia.

Za to inne aspekty silnika wypadają na plus – ma on odpowiednią dynamikę (od około 1750 obrotów na minutę jednostka nabiera wyraźnej chęci do przyspieszania), dzięki czemu wyprzedzanie, włączanie się do ruchu to dla kierowcy żaden problem. Przy komplecie pasażerów i pełnym bagażniku może tak różowo nie być, a osoby, które będą głównie tak podróżować mogą zwrócić swoją uwagę na mocniejszą odmianę posiadającą 182 KM.

Ford-C-Max-zegary

Pod względem kultury pracy nie mogę mu niczego zarzucić – na niskich obrotach nie słychać nic, na wyższych dźwięk jest miły dla ucha i przyspieszaniu nie towarzyszą niepożądane wibracje. Podobnie dobrze wypada skrzynia biegów – jest precyzyjna, przez co nawet stosunkowo długi skok lewarka nie jest postrzegany jako minus.

Jakość wykonania

Samochód testowy na liczniku miał 19 000 kilometrów i nie zanotowałem podczas jazdy żadnych trzasków ani skrzypienia na większych wybojach. Sam projekt kokpitu jest nowoczesny, typowy dla minivanów, z podwyższonym położeniem lewarka zmiany biegów. Obsługa samochodu sprowadza się do przycisków na kierownicy, które kontrolują komputer pokładowy i ekranu dotykowego. Ten drugi, podobnie jak w innych Fordach, reakcją na dotyk nie grzeszy i przypomina pod tym względem starsze nawigacje GPS, niż nowoczesne smartfony. Za to prostota obsługi i jakość wyświetlanego obrazu wypada już bardzo pozytywnie.

Ford-C-Max-wnetrze

Jakość materiałów jest dobra. Spora część kabiny wykonana jest z miękkich materiałów, a tam gdzie jest twardo, to tworzywo nie wygląda na tanie. Jest też matowe, więc będzie dobrze znosić upływ czasu. Mimo, że mamy do czynienia z autem rodzinnym, to nie znajdziemy w nim ogromu schowków. Ten przed pasażerem jest stosunkowo mały, ten w podłokietniku już całkiem duży, ale to w zasadzie byłoby na tyle. C-Max nie oferuje żadnych zmyślnych szufladek pod fotelami, czy przy lewym kolanie kierowcy.

Bez kompromisów

Pisałem na wstępie, że testowany C-Max to wersja dla osób, które chcą mieć wszystko. Jest to prawda, ponieważ auto zostało maksymalnie wyposażone – jest to swojego rodzaju prężenie muskułów pokazujące na co C-Maxa stać. A stać na wiele, bo na pokładzie znalazł się np. panoramiczny, pięknie doświetlający wnętrze szklany dach z elektryczną roletką. Kierownica jest podgrzewana, podobnie jak przednia szyba. Elektryka jest pełna, więc za pomocą przycisków sterujemy szybami, lusterkami, bagażnikiem o czym wspominałem, a kierowca też fotelem. Jest nawigacja, dwustrefowa klimatyzacja, dostęp bezkluczykowy, dobrze grające audio. Dostajemy też charakterystyczny, czerwony lakier i 17” felgi, które, wraz z chromowanymi elementami i światłami do jazdy dziennej LED (oraz soczewkami adaptacyjnych biksenonów) i bardzo fajnym wzorze, podkreślają i tak bardzo przyjemne linie tego samochodu.

Ford-C-Max-elektryczny-bagaznik

Jest też masa elementów, które wpływają na bezpieczeństwo. O komplecie poduszek, kontroli trakcji nawet nie będę wspominał, bo to tak jakby zachwycać się, że wytrawny tancerz potrafi zatańczyć krok podstawowy danego tańca. To o czym warto wspomnieć to chociażby asystent pasa ruchu. Nie tylko informuje on kierowcę kiedy może bezpiecznie zmienić pas (światełka w lusterkach – Blind Spot Assist), ale również od prędkości 60 km/h monitoruje linie na jezdni i w razie czego sam koryguje tor jazdy (Lane Keeping Alert). Działa to bardzo sprawnie i najechanie na linię nawet na całkiem ostrym łuku nie powstrzyma C-Maxa przed reakcją, która uchroni przed ewentualną kolizją.

Z innym systemem spotkałem się po raz pierwszy. Jest to ostrzeganie kierowcy o samochodach nadjeżdżających z boku podczas wyjeżdżania z miejsca parkingowego tyłem. Funkcja szalenie przydatna, bo wystarczy jedynie lekko wysunąć się ze swojego miejsca i czekać. Gdy na ekranie nie pojawi się żaden komunikat oznacza to, że droga wolna. Samochód pomoże również przy wyjeżdżaniu z miejsca parkingowego, robiąc to za nas, sam zaparkuje prostopadle i równolegle oraz wykryje potencjalną kolizję i ostrzeże o niej.

Ford-C-Max-biksenon

Jest to naprawdę solidny pakiet systemów bezpieczeństwa, a nazwa „Ochrona 360*” zawarta w broszurze modelu nie jest hasłem napisanym na wyrost. Systemy te nie są oczywiście niezawodne – najwięcej zarzutów mam do automatycznego parkowania. Raz podczas parkowania prostopadłego w garażu podziemnym nie zauważył on słupa podtrzymującego strop i dziarsko prowadził mnie na spotkanie z nim. Czasami system też daje kierowcy błędne komunikaty – bieg wsteczny na ekranie wyświetla się jako bieg przedni. Stawiam, że jest to błąd w tłumaczeniu, a nie usterka samego systemu. Układ ułatwiający wyjeżdżanie czasami przyprawi kierowcę o mini zawał serca, gdy dostrzeże samochód, który co prawda porusza się po boku, ale znajduje się np. za pasem zieleni i nie ma szans, aby sforsował go aby się z nami zderzyć. Radar z przodu też zdaje się być trochę zbyt przewrażliwiony i sygnalizować ryzyko kolizji wtedy, gdy go nie ma.

Generalnie jednak tyle elektronicznych stróżów na pokładzie to rewelacyjna sprawa – dopóki będziemy traktować je jako wsparcie w kryzysowych sytuacjach, a nie rzecz, która zwolni nas z konieczności zachowywania czujności za kierownicą, powinny one nie raz i nie dwa zapobiec niebezpiecznym sytuacjom na drodze.

Ford-C-Max-tyl

Jak widać jest bogato – to wszystko oczywiście przekłada się na cenę, która wynosi imponujące 126 670 zł. Kupa kasy jak na samochód tej klasy i terytorium, gdzie zaczyna kusić sporo innych modeli, do których też można zapakować rodzinę, np. Skoda Superb. Pozostaje jednak fakt, że za te pieniądze otrzymujemy praktycznie wszystko o czym można zamarzyć w samochodzie, a zawsze z paru drobiazgów można zrezygnować. Chociażby z automatycznego parkowania, bo w 90% kierując sami zrobimy to lepiej i szybciej, czy aktywnego tempomatu, bo w przypadku manualnej skrzyni biegów jego użyteczność jest stosunkowo niewielka.

Wtedy można urwać z tej kwoty kilka tysięcy złotych i wciąż posiadać bardzo dobry samochód, atrakcyjny wizualnie (podczas tygodnia w C-Maxie złapałem naprawdę sporo zaciekawionych spojrzeń przechodniów i innych kierowców), którym może podróżować cała rodzina, a na dodatek osobie siedzącej za kierownicą podczas podróży zapewni sporo frajdy. I duże, rzadko spotykane gdzie indziej w takim zakresie wsparcie systemów elektronicznych, a przecież bezpieczeństwo podczas podróży z dziećmi to priorytet dla rodziców.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *