Ford Fiesta – czy warto zainwestować w „emeryta”?

avatar
Rafał Pazura
11 stycznia 2013

Żyjemy w świecie, gdzie konsumpcjonizm sięgnął zenitu. Dodatkowo duża konkurencja sprawia, że producenci różnych dóbr walczą o klienta wszelkimi metodami. W przypadku samochodów od lat jest tak, że nowy model pojawia się średnio co 4-5 lat, a liftingi nadwozia serwowane są klientom co dwa lata, a zdarza się nawet, że częściej. Cierpi na tym jakość aut, bowiem pośpiech w produkcji coraz to nowszych modeli wpływa na ich jakość. Napędzając koniunkturę sprzedaży, co chwila słyszmy „nowy model”, „nowa generacja”, a tymczasem jest to często kosmetyka. Dlatego od wielu lat klienci łaskawszym okiem spoglądają na auta z tzw. „końcówki produkcji.” Zazwyczaj są one dopracowane pod względem konstrukcyjnym, pozbawione wielu wad egzemplarzy z początku produkcji i … zwyczajnie tańsze od wchodzących nowych generacji. Podobnie jest w Fordem Fiesta, który już zadebiutował w nowej odsłonie, ale nadal można go kupić w nadwoziu zaprezentowanym 5 lat temu. Czy warto?

Siódma generacja Forda Fiesty, o której mowa, zadebiutowała w sierpniu 2008 r. Patrząc na linię tego auta w 2013 roku trudno uwierzyć, że wg metryki marketingowców, model ten to już emeryt, który posiada następcę. Jednak powiedzmy sobie szczerze – tak naprawdę mamy do czynienia z liftingiem modelu z 2008 r., a nie całkowicie nową odsłoną Fiesty. Do testu otrzymałem bogato wyposażoną odmianę Trend SVP z 96 konnym silnikiem benzynowym o pojemności 1.4 litra. Obecnie wersja taka kosztuje od 45 tys. zł ( z silnikiem 1.25 l i mocy 60 KM), a ze wspomnianym silnikiem nieznacznie powyżej 49 tys. zł. Jak ma się ta cena do auta po modernizacji?

Ponieważ odświeżony model nie ma tożsamego wyposażenia ze starszym, wziąłem do porównania odmianę  Trend i dodałem do niej większość opcji, które w starszej generacji figurują pod nazwą Trend SVP. Efekt? Nowy model jest droższy o ok. 6 tys. zł. Czy to dużo, czy mało – każdy musi rozstrzygnąć indywidualnie. Jestem jednak pewien, że wielu klientów może zdecydować się na wersję sprzed „liftu”, właśnie z racji ceny oraz dopracowanej przez lata konstrukcji.

Ciągle fresh

Gdyby nie postawić starszej Fiesty obok nowego modelu, trudno wyciągnąć wniosek, że coś tu trąci myszką. Gdy jednak oba stoją obok siebie „face to face”, zmiany – choć nie rewolucyjne – są zauważalne. Nie zmienia to jednak faktu, że Fiesta w starszej odsłonie to nadal atrakcyjne dla oka auto, które jest bardziej fresh niż old. Teraz można docenić pracę stylistów Forda sprzed lat. Owszem, odmłodzona Fiesta zyskała na wyglądzie, ale starsza odmiana absolutnie nie ma powodów do wstydu w kwestii wyglądu.

Ford-Fiesta-1

Wertując konfigurator łatwo zauważyć różnicę, że odmiana po modernizacji może być na życzenie zdecydowanie bardziej bogato wyposażona we wszelkie nowinki techniczne. Dla jednych to zaleta, ale dla osób szukających nieskomplikowanego auta do miasta, może być wręcz odwrotnie. Tym bardziej, że testowy egzemplarz był z „urzędu” całkiem bogato wyposażony. Pełna elektryka szyb i lusterek, ABS z EBD, systemy ESP/TCS/EBA i w kwestii trakcji oraz pewnego prowadzenia auta więcej nie trzeba. Do tego standardowo dwie czołowe poduszki powietrzne oraz opcjonalnie boczne, kurtynowe oraz air bag kolanowy kierowcy – to jak na auto segmentu B wciąż wysoki standard.

Mój egzemplarz wzbogacono ponadto w czujniki parkowania z przodu i z tyłu, podgrzewaną przednią szybę, lepsze radio CD/MP3 z wejściem USB, samościemniające się lusterko wsteczne, czujnik deszczu, klimatyzację manualną oraz 15-calowe alufelgi. Taka sztuka kosztuje obecnie 59 tys. zł, ale jestem przekonany, że można negocjować ze sprzedawcą jej obniżkę.

Tak czy siak, wyposażenie małego Forda zadowoli nawet wybrednych klientów, więc – jak dla mnie na tle najnowszego modelu – poprzednik nie stoi na straconej pozycji.

Ford-Fiesta-2

Specjalnością

wszystkich osobowych Fordów jest sposób ich prowadzenia. A ściślej mówiąc ich fenomenalne prowadzenie w zakrętach i bardzo precyzyjny układ kierowniczy. Tak to się porobiło, że od lat o palmę pierwszeństwa w tej materii kłócą się właściciele Fordów oraz aut ze stajni Volkswagena. Muszę przyznać, że Fiesta pod tym względem reprezentuje najwyższy poziom. Auto wprost klei się do drogi i nawet przesadne natarcie na zakręt nie skutkuje podsterownością. Podobnie wysoko oceniam układ kierowniczy, który jak na tak małe auto bardzo dobrze komunikuje się z kierowcą przekazując precyzyjne informacje o aktualnej sytuacji na stylu opony/asfalt. Przewaga nad głównymi rywalami w postaci Polo, Fabii czy Ibizy uwidacznia się w sposobie jaki zawieszenie reaguje na nierówności jezdni. Fiesta niemal bezgłośnie filtruje dołki i zapadnięte studzienki, a przy tym auto nie podskakuje nerwowo i zapewnia bardzo przyzwoity komfort resorowania. Moim zdaniem wspomniani rywale nie są tak wszechstronni.

Jeśli chodzi o silnik

To motor o pojemności 1.4 litra nie zapewnia ani spektakularnych osiągów, ani nie może pochwalić się niskim spalaniem. Ot przeciętniak o mocy blisko 100 KM, który najlepiej sprawdza się podczas dojazdów do pracy. Sprint to „setki” zajmuje Fieście 12,2 sekundy, ale by wykrzesać z auta choć trochę „sportowego” ducha, trzeba mocno cisnąć w gaz, a i to na niewiele się zdaję. Spalanie w mieście ociera się o 8l/100 km. W trasie jest wyraźnie lepiej, bo auto zużywa ok. 5,7 l benzyny, ale już jazda z prędkościami autostradowymi ujawnia brak szóstego biegu, który nie tylko ograniczyłby hałas w kabinie, ale z pewnością poskromił apetyt na paliwo.

Tu ujawnia się przewaga wersji po modernizacji, która pozwala na zakup obsypanego nagrodami, 3-cylindrowego silnika o pojemności 1,0 litra, który dysponuje mocami od 100 do oraz 120 KM i spala wyraźnie mniej benzyny przy jednocześnie lepszych osiągach.

Ford-Fiesta-3

Wnętrze

Fiesty budzi mieszane uczucia. Z jednej strony oferuje sporo przestrzeni z przodu i akceptowalną ilość miejsca z tyłu, ale obsługa urządzeń pokładowych wymaga dłuższego przyzwyczajenia. Nagromadzenie przycisków na konsoli centralnej to nie najlepszy pomysł, ale ostatecznie po kilku dniach jazdy, defekt ów traci na znaczeniu – po prostu można się do tego przyzwyczaić. Jakość plastików zasługuje na uznanie – szczególnie faktura materiałów i ich spasowanie, bo o dominacji miękkich i wysokogatunkowych tworzyw w tej klasie aut po prostu nie ma sensu rozmawiać. Plus za wygodne fotele odmiany Trend SVP i możliwość właściwego zajęcia pozycji za kierownicą nawet wysokiej osobie. Bagażnik? No cóż, 281 l to przeciętny wynik w klasie, który ujmy aucie o miejskich inklinacjach nie przynosi, ale powodem do dumy także nie jest.

Podsumowując

Fiesta sprzed modernizacji to nadal nowoczesne auto, które urzeka doskonałym prowadzeniem i świetnie zestrojonym zawieszeniem. Gabarytowo jest w sam raz do miasta, a atrakcyjne ceny bogatszych wersji są wdzięcznym obiektem do negocjacji w salonie. Kto nie ma ciśnienia na jazdę nowszym modelem, ten nie będzie żałować wyboru.

Rafał Pazura

Foto: Rafał Pazura/Michał Strzyżewski

Tagi: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *