Ford Fiesta EcoBoost 1.0 140 KM ST-Line – TEST

avatar
Aleksander Pławski
06 lutego 2019

Nowy Ford Fiesta w wersji ST-Line ze 140-konnym motorem pod maską udowadnia, że nie trzeba wydawać fortuny, aby stać się posiadaczem samochodu dającego masę frajdy z jazdy.

Zalety najnowszej generacji Fiesty miałem już okazję poznać rok temu, kiedy to w moje ręce trafiła wersja Titanium 1.0 EcoBoost 125 KM. Ósma generacja miejskiego Forda to znakomity, dojrzały samochód o świetnych własnościach jezdnych. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jeździło mi się nim wyśmienicie. Okazuje się jednak, że może być jeszcze lepiej. I nie chodzi wcale o topową, sportową odmianę ST, ale jej namiastkę, czyli ST-Line z nieco utwardzonym zawieszeniem i ciut mocniejszym, ale wciąż litrowym EcoBoost’em. W sumie jedyną wadą tego samochodu jest dość ciasny tył. Jeśli jednak nie kupujecie Fiesty jako auta rodzinnego, rzeczona wada przestaje istnieć…We wstępie napisałem, że na testowaną Fiestę nie trzeba wydawać fortuny. A to dlatego, ponieważ przyjemność z prowadzenia tego samochodu da się w mojej opinii porównać do wrażeń oferowanych przez znacznie droższe, sportowe samochody. Czyli dostajemy wiele za stosunkowo niedużo. Nie znaczy to jednak, że Ford w tej wersji jest tani. Egzemplarz, którym jeździłem, wart był około 95.000 złotych. Jak na przedstawiciela segmentu B, to bardzo dużo, jednak końcową cenę znacznie windowały różnorodne dodatki, których można do Forda zamówić sporą ilość. Można, ale przecież nie trzeba.Na szczęście, żeby jeździć 140-konną Fiestą ST-Line wystarczy mieć wolne 71.800 zł (a teraz w promocji nawet mniej – patrz cenniki na stronach producenta). Oczywiście nie będzie wtedy tak bogato, ale przyjemność z prowadzenia zostanie ta sama co w znacznie droższej, maksymalnie doposażonej wersji.

Za te pieniądze na pokładzie Forda znajdziemy m.in.: atrakcyjne, 17-calowe obręcze kół ze stopów lekkich, sportowe zawieszenie, komplet elementów stylizacyjnych ST-Line, elektryczne lusterka zewnętrzne i przednie szyby oraz centralny zamek ze zdalnym starowaniem. Będzie też układ ułatwiający ruszanie na wzniesieniach (HSA), komplet poduszek i kurtyn powietrznych, czy system wspomagający utrzymanie pojazdu na pasie ruchu. No i oczywiście manualna klimatyzacja. Za lakier Race Red dopłacimy jedynie 600 złotych. Brzmi rozsądnie, nieprawdaż?

To jak jest z tą jazdą?

Już samo zajęcie miejsca za kierownicą jest przyjemne. Fotele są wygodne i oferują całkiem dobre trzymanie boczne. W Fieście ST-Line siedzi się bardzo dobrze. Kierownica jest optymalnej wielkości i świetnie leży w dłoniach, a lewarek zmiany biegów jest umiejscowiony tak, że sam wchodzi w rękę.Wnętrze miejskiego Forda jest miłe dla oka, a ergonomia stoi na wysokim poziomie. Wciśnięcie przycisku Ford Power uruchamia trzycylindrowy, wyjątkowo żywy silniczek, który został tu całkiem przyzwoicie wyciszony. Mimo swojej niewielkiej pojemności i ilości cylindrów, jednostka napędowa EcoBoost brzmi nienachalnie, a na wyższych obrotach „gada” zaskakująco przyjemnie. Już pierwsze przyspieszenie pokazuje, że przyrost mocy jest liniowy – charakterystyka rozwijania momentu obrotowego bliższa jest jednostkom wolnossącym, niż tym „uturbionym”.  Dla wielu kierowców będzie to ważnym atutem. Również dla mnie.

Dane katalogowe nie są powalające – 9 sekund do pierwszej setki to przecież żaden wyczyn. Sęk w tym, że samo przyspieszenie nie jest w tym momencie najważniejsze. Po pierwsze – realne odczucia są znacznie lepsze. Po drugie – ten samochód jako całość jeździ po prostu znakomicie. Jest taki, jak trzeba – lekki, zwinny, zwarty i posłusznie reagujący na każde polecenie kierowcy. Gaz, hamulec i sprzęgło działają dokładnie tak, jak lubię. Mechanizm zmiany biegów pracuje w taki sposób, że podczas jazdy czekasz tylko na okazję do wbicia kolejnego przełożenia.Układ kierownicy zestrojony jest również bardzo dobrze. To auto jest jakby przedłużeniem kierowcy. Wsiadając za jego kierownicę niejako zespalasz się z nim, od razu wszystko czujesz – praktycznie do niczego nie trzeba się przyzwyczajać. Inżynierom czuwającym nad całością projektu należą się najwyższe słowa uznania. Czy to spokojna podróż po mieście, czy dynamiczna jazda po ostrych łukach – Fiesta zawsze zachowuje się wzorowo.

Nie ukrywam, że podczas całego testu byłem zaskoczony przyczepnością i trakcją tego niedużego i niepozornego przecież samochodu. Ford na większości rodzajów nawierzchni wprost klei się do drogi, pozostając przez długi czas bardzo neutralny. Co ciekawe – Fiesta jest prawie całkowicie pozbawiona tak typowej dla przednionapędowych aut podsterowności. Tak naprawdę poczułem ją tylko w deszczowy dzień, i to kiedy specjalnie przegiąłem na zakręcie. Oczywiście elektronika w porę skorygowała tor jazdy, ale poczułem, ze nawet bez jej ingerencji samochód nie byłby trudny do wyprowadzenia z poślizgu.Nie wiem, czy każdemu będzie odpowiadała nieco twardsza niż w zwykłej odmianie, charakterystyka zawieszenia ST-Line. Jestem jednak więcej niż pewien, że większość kierowców pochwali takie nastawy. Ford w mojej opinii nie od dziś króluje w tej kwestii, niezależnie od modelu. Nie inaczej jest i tym razem. W testowanym samochodzie osiągnięto perfekcyjny kompromis pomiędzy twardością a komfortem. Dzięki temu nie mamy tutaj znanej z typowych miejskich aut przesadnej miękkości. Nie mamy też poczucia, że na kolejnej zapadniętej studzience wypadnie nam plomba z zęba. Ford jest sprężysty, ale wystarczająco komfortowy, a jednocześnie daje kierowcy kompletny feedback z podłoża. co bezpośrednio wpływa na czucie samochodu i przyjemność z jazdy. 

Kolejnym plusem 140-konnej Fiesty jest umiarkowany apetyt na paliwo. Jeżdżąc delikatnie (choć nie jest to wcale proste, bo auto prowokuje do szybkiej jazdy) można nawet po samym mieście uzyskać bardzo przyzwoite wyniki spalania. Oczywiście jeśli będziemy cały czas deptać gaz w podłogę, już tak różowo nie będzie. Ok, ujmę to tak – przez tydzień przejechałem testowaną Fiestą około 600 kilometrów i prawdę mówiąc, w większości była to jazda dynamiczna, z podziałem około 60% na trasę a 40% na miasto. Dynamiczne prowadzenie Forda daje tyle przyjemności, że o jakąkolwiek eko-jazdę było naprawdę ciężko. Dość powiedzieć, że w wyżej wymienionych warunkach pod moją nogą samochód zadowolił się średnio 8,5 litra paliwa na każde 100 kilometrów. To bardzo dobry wynik.

Czy zatem nowa Fiesta to auto bez wad?

Czytając moje wszystkie pochwały na pewno trudno nie odnieść wrażenia, że to artykuł sponsorowany. Ewentualnie, że testujący dorwał się do pierwszego auta w życiu i tak bardzo chciałby dostać kolejne, że boi się napisać coś złego…

Otóż nie – uwierzcie mi, że wcale tak nie jest. Nie uważam, że Ford Fiesta ST-Line ze 140-konnym, 3-cylindrowym EcoBoost’em pod maską to najlepsze auto na świecie. Jednak moim skromnym zdaniem testowany Ford to obecnie absolutna czołówka w tej klasie. I naprawdę wiem, co mówię.

Przynajmniej dla tych, dla których przyjemność z prowadzenia liczy się bardziej niż przestronna tylna kanapa, wielki bagażnik czy miękkie materiały we wnętrzu, będzie to doskonały wybór. Kwestię kosztów pozostawiam Wam do indywidualnej oceny. Gdybym sam miał kupić to auto, na pewno nie zapłaciłbym za nie 95.000 złotych. Jak już wcześniej napisałem, bez większości dodatkowych opcji, w które był wyposażony testowany egzemplarz, mógłbym się obejść. Najważniejszy byłby napęd + perfekcyjne jak dla mnie zawieszenie wersji ST-Line. Z dodatkowych rzeczy pokusiłbym się natomiast o nagłośnienie B&O Play – tak grające audio nieczęsto spotyka się w klasie średniej czy nawet wyższej. Poważnie.

To jakie są w końcu te wady? Obiektywnie – dość ciasna tylna kanapa, „plastikowe” boczki drzwi, niewielkie lusterka zewnętrzne i cena, która mimo wszystko mogłaby być nieco niższa. Przejeźdźcie się jednak tym samochodem. Wtedy zrozumiecie, czemu o wadach napisałem na samym końcu i nie poświęciłem im wiele uwagi. One po prostu nie mają większego znaczenia…

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , ,