GT86 – jedyna taka Toyota (TEST)

avatar
Aleksander Pławski
28 stycznia 2013

Zanim udało mi się wreszcie zasiąść za kierownicą GT86, zdążyłem przeczytać na jej temat wiele testów. W większości z nich redaktorzy byli jednomyślni – mimo niedużej (jak na auto sportowe) mocy, to niewielkie, japońskie coupe zostało obsypane pochwałami. Nie znaczy to jednak, że nie trafiały się też słowa krytyki. Niektórzy narzekali, że mocy jest jednak zbyt mało, cena za wysoka a wykonanie tylko przeciętne. Po kilku dniach z Toyotą GT86 wyrobiłem sobie o niej własną opinię. I jedno wiem na pewno – do tego auta pasują jak ulał słowa z bodaj pierwszego wielkiego przeboju Britney Spears – „I was born to make you happy!”

Trafił mi się egzemplarz w świetnym kolorze „satynowa biel perłowa” (dopłata 3000 zł) i numerach rejestracyjnych W1 GT86. Oznaczało to jedno – nie ma mowy o wmieszaniu się w tłum innych samochodów. I szczerze mówiąc, wcale mi to nie przeszkadzało. Rychło wskoczyłem na fotel kierowcy i zacząłem lustrować przedział pasażerski. Pierwsze, co rzuca się w oczy po zajęciu miejsca za sterami GT86 to niemal pionowo ustawiona, niewielka, doskonała kierownica oraz prosta, czytelna i miła dla oka deska rozdzielcza z dużym obrotomierzem na wprost Twoich oczu. W konsolę środkową wbudowano dotykowy wyświetlacz multimedialnego systemu Toyota Touch&Go, a poniżej ulokowano pokrętła sterujące dwustrefową klimatyzacją, a także kilka „lotniczych” włączników i przycisk uruchamiający jednostkę napędową o przeciwsobnym ustawieniu tłoków.

Na wysoko poprowadzonym tunelu środkowym znalazł się krótki, sportowy drążek zmiany biegów a jeszcze bliżej prawej ręki kierowcy – tradycyjny drążek hamulca pomocniczego. Od razu zauważyłem też przyciski dezaktywujące układ stabilizacji toru jazdy, zwany w Toyocie VSC. „Macanie” materiałów użytych do wykończenia kabiny GT86 dało kolejne pozytywne wrażenia. Oczywiście nie spodziewajmy się tu jakości klasy Premium, ale przecież nikt nam nie próbuje wmawiać, że GT86 jest przedstawicielem tego segmentu. „Toyobaru” jest po prostu solidnie zmontowanym, ewidentnie „męskim” autem, którego podstawowym zadaniem jest dawać frajdę z jazdy a nie możliwość delektowania się miękką, skórzaną tapicerką z Merynosów, jak w autach za bajońskie pieniądze.

Toyota-GT86-1

Miejsce pracy kierowcy jest tu pomyślane w taki sposób, aby miał on zawsze wszystko pod kontrolą i w razie potrzeby mógł błyskawicznie reagować na sytuację na drodze lub na torze (tak, tak, ten mały diabeł jak najbardziej nadaje się na tor!). Wygodne, sportowe fotele ze świetnym podparciem bocznym, idealnie leżąca w dłoniach kierownica, fantastycznie pracujący drążek zmiany biegów, obrotomierz w centralnym punkcie deski rozdzielczej i hamulec ręczny reagujący tak, jakby miał hydrauliczne wspomaganie. No i odległość siedzenia od ziemi – niemal jak w gokarcie! Biodra kierowcy znajdują się na wysokości zaledwie 400 mm nad podłożem – niżej, niż we wszystkich innych seryjnych Toyotach i … o 7 mm niżej, niż w Porsche Cayman.

Zapuszczam motor i do mych uszu dociera najpierw nieco szorstki, trochę metaliczny hałas. Generuje go opracowany przez inżynierów z Subaru czterocylindrowy, wolnossący, wysokoobrotowy boxer (a jakże!) o pojemności skokowej 1999 cm3. Wbijam „jedynkę”, dodaję gazu i nasłuchuję. Nabieram prędkości i jadąc już na 5 biegu stwierdzam, że zarówno moc jak i odgłos pracy silnika nie powala. Jadę jednak po mieście, więc siłą rzeczy nie depczę gazu do podłogi i nie próbuję przy okazji pierwszego zakrętu sprawdzać, czy Toyota dobrze trzyma się drogi. Powoli oswajam się z autem, coraz śmielej i szybciej żonglując lewarkiem skrzyni biegów. Przy okazji przekonuje się, że mam do czynienia z jednym z najlepszych mechanizmów zmiany biegów, jakich do tej pory dane mi było używać!

Toyota-GT86-2

Mijam miasto i wbijam się na autostradę, gdzie mogę nieco rozwinąć skrzydła GT86. Auto nawet przy większych prędkościach zachowuje się bardzo dobrze. Jest stabilne, wręcz klei się do drogi i prowokuje do szybkiej jazdy. Jednak świetna pozycja za kierownicą, dobre zachowanie się auta i sportowe fotele sprawiają, że jazda autostradą szybko zaczyna być nudna. Żeby naprawdę poczuć Toyotę, trzeba czegoś więcej niż tylko przemierzania gładkiego, szerokiego asfaltu z wysokimi prędkościami.

Przy kolejnym zjeździe opuszczam więc autostradę, próbując znaleźć kilka ostrzejszych zakrętów na jakiejś mało uczęszczanej, spokojnej drodze na odludziu. Tam będę mógł bezpiecznie przekonać się, co znaczy nisko położony środek ciężkości, doskonałe wyważenie i napęd na tylne koła. Szczęśliwym trafem szybko znajduję wymarzony odcinek drogi: około 3 kilometrów długości, 3 ostre i 3 łagodne zakręt i równy asfalt. Dookoła pola, lasy i brak jakichkolwiek zabudowań czy skrzyżowań.

Toyota-GT86-3

Dwa razy przejeżdżam trasę w tę i z powrotem z VSC ustawionym w trybie Sport. To pozwala wyczuć granice przyczepności samochodu i poślizgać się trochę przy zachowaniu marginesu bezpieczeństwa. Dopiero teraz łapię się na tym, że bezwiednie kręcę silnik pod czerwone pole i że nagle szorstkie dźwięki wydawane przez tego japońskiego boxera stają się przyjazne! Teraz moc i monent obrotowy są zupełnie wytarczające. Mam jednak nieodparte wrażenie, że czegoś tutaj brakuje. Po kolejnym przejeździe całkowicie odłączam VSC i dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa frajda! W organizmie momentalnie rośnie poziom adrenaliny a Toyota całą sobą daje znać, że od teraz wszystko w Twoich rękach. I nogach…

Mimo, iż w moim dowodzie osobistym nie widnieją literki układające się w imię i nazwisko Krzysztof Hołowczyc oraz mimo tego, że tak naprawdę jestem dość przeciętnym, zwykłym kierowcą, nagle czuję, jakbym był na rajdzie i umiał naprawdę wiele! Dzięki tylnemu napędowi, rozkładzie mas przód/tył o stosunku 53:47 i bardzo nisko umieszczonemu środkowi ciężkości – Toyota prowadzi się fenomenalnie i daje się naprawdę łatwo kontrolować.

Układ kierowniczy o sportowym przełożeniu (13:1) i idealnie dobranym wspomaganiu pozwala ciąć kolejne zakręty z chirurgiczną precyzją. Co prawda wyczuwalny przyrost mocy następuję dopiero po przekroczeniu około 4,5 tys. obrotów, ale wtedy czujesz, że GT86 żyje wysokimi obrotami i kocha je ponad wszystko.

Toyota-GT86-4

Łatwość, z jaką można „latać bokami” po wirażach, zachwyca. Warunkiem jest nieco wilgoci na drodze bądź po prostu nie asfalt a szuter. W przypadku suchego asfaltu dobra zabawa jest również możliwa, ale ze względu na świetne trzymanie się drogi i relatywnie niedużą moc silnika, do takich driftów trzeba już sporych prędkości – a to już nieco większe wyzwanie dla prowadzącego. Tak czy owak, słowa Jeremy’iego Clarkson’a „You can be Ken Block on every single roundabout” są jak najbardziej uzasadnione. Problemem może być tylko znalezienie w swojej okolicy odpowiedniego, bezpiecznego miejsca, gdzie można ostro pojeździć dla czystej przyjemności. Ja jeżdżę i jeżdżę… nie wiadomo kiedy mijają 2 godziny. Czas na chwilę odpoczynku przed drogą powrotną.

Wychodzę z auta, zaglądam do bagażnika. Nie jest wcale źle! 243 litry pojemności pozwolą dwójce osób zabrać nieco bagażu na weekendowy wypad. Jeśli komuś mało – może złożyć tylną kanapę – przecież i tak nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprosi na nią dorosłych osób. Choć mimo sportowych nastawów zawieszenia Toyota resoruje niemalże komfortowo, i tak na pierwszej większej nierówności wybiją głowami szybę, o którą opierają się ich głowy.

Na szczęście Toyota nie uważa, że sportowy samochód musi być spartańsko wyposażony. Testowana wersja (Prestige) może pochwalić się m.in. dwustrefową, automatyczną klimatyzacją, bardzo dobrze grającym systemem audio, czy multimedialnym systemem Toyota Touch&Go, czyli sporym ekranem dotykowym z nawigacją satelitarną. Siedzi się tutaj na podgrzewanych fotelach obitych w skórę łączoną z alcantarą. O dobrym wyposażeniu z zakresu bezpieczeństwa nie wspominam – komplet systemów wspomagających jazdę i 6 poduszek powietrznych dostajemy w standardzie.

Jest też bezkluczykowy dostęp do auta Easy Entry, reflektory ksenonowe ze spryskiwaczami, światła LED do jazdy dziennej… A wszystko to za jakieś 143.000 złotych. Niemało, ale rezygnując z niewielkiej części wyposażenia i wybierając wersję Premium wydamy sporo mniej, bo 129.900. Jest jeszcze jedna dobra wiadomość – aktualnie przy cenach w konfiguratorze znajdziemy informację o dodatkowych rabatach, związanych zapewne z wyprzedażą rocznika 2012. Domyślam się, że ktoś, komu nie zależy na cyfrze 2013 w dowodzie rejestracyjnym, może jeszcze sporo utargować.

Toyota-GT86-5

Moje zdanie? GT86 to naprawdę udane auto, stworzone z myślą o kierowcy. To on jest tutaj najważniejszy i to on czerpie najwięcej przyjemności z jazdy, podczas gdy pasażerowie podskakują na wybojach i łapią się sufitu w pokonywanych slajdem zakrętach. Toyota we współpracy z Subaru zbudowała samochód, który może stać się legendą. Jedyne, czego brakuje mu w pewnych sytuacjach, to garści więcej koni mechanicznych i momentu obrotowego. Reszta jest w sam raz, tak jak spalanie, które mimo dynamicznej jazdy wyniosło 11 litrów na 100 kilometrów. To niewielka cena za takie emocje.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , ,