Hyundai i10 1,0 MPI Premium – test

avatar
Michał Strzyżewski
05 listopada 2014

Są samochody, które budzą pożądanie. Takie, których plakaty wiszą na ścianach ustawione są jako tapety w smartfonach małych chłopców, a każdy fan motoryzacji marzy o tym, aby kiedyś wejść w posiadanie któregoś z tych cacek. Do tej grupy samochodów zdecydowanie nie należy nasz dzisiejszy bohater – Hyundai i10. Jednak fakt, że mamy tu do czynienia nie z supersamochodem, a z małym mieszczuchem wcale nie musi oznaczać, że to złe auto. Czy zatem i10 jest „super” w swojej klasie?

Wystarczy spojrzeć przez chwilę na karoserię Hyundaia i10, aby zobaczyć co jest przeznaczeniem tego samochodu. Manewrowanie po ciasnych, osiedlowych, lub sklepowych parkingach, przeciskanie się w korkach – to jest otoczenie, w których i10 z racji swoich gabarytów i charakterystyki ma sprawdzać się najlepiej. Ale czy da się z małego Hyundaia zrobić samochód bardziej wielofunkcyjny? Traf chciał, że i10 miałem do pokonania kilkusetkilometrową trasę, w śladzie której było wszystko, co polska sieć drogowa ma do zaoferowania – miasto, drogi krajowe, oraz autostrady. Przekonajmy się, jak poradził sobie w takim otoczeniu mieszczuch z Korei.

Hyundai-i10-Premium-tyl

Zacznijmy jedynak od wyglądu

Muszę się przyznać, że miło zaskoczyłem się widząc po raz pierwszy testowy egzemplarz Hyundaia i10. Powiedzmy sobie szczerze – poprzednia generacja nie była zapewne zbyt często wybierana przez klientów ze względu na atrakcyjną linię nadwozia. Tymczasem wprowadzony niedawno na rynek nowy Hyundai i10 przemienił się w jednego z ładniejszych przedstawicieli segmentu A. Mały Koreańczyk wygląda zadziornie i ciekawie, zwłaszcza z przodu. Sporo uroku dodają mu felgi o atrakcyjnym wzorze i bardzo przyjemny kolor lakieru. Samochód może nie jest aż tak designerski i przyciągający wzrok jak nowa Toyota Aygo, jednak w moim rankingu na najładniejsze mieszczuchy miałyby zapewnione miejsce na podium, tuż za japońskim konkurentem. Sądzę też, że projektantom udało się uniknąć sytuacji, w której już na pierwszy rzut oka o samochodzie myśli się „przypadnie do gustu zwłaszcza kobietom”. To często się zdarza w segmencie najmniejszych aut miejskich, a w przypadku i10 nawet prawdziwy twardziel (taki jak np. ja) nie powinien odczuwać dyskomfortu podczas podróżowania nim. Gdy już wiemy jak nasz wóz wygląda, czas wyruszyć w drogę.

Hyundai-i10-Premium-felga

W mieście

Hyundai i10 stworzony został do miasta i widać to wyraźnie już po pierwszych przejechanych kilometrach. Zacznijmy od układu kierowniczego, który nie stawia prowadzącemu samochód niemal żadnego oporu. Kierowcą można kręcić małym palcem u ręki nie nadwyrężając go szczególnie, co mnie nie przypadło specjalnie do gustu. Na parkingach to atut, gdy musimy np. zawrócić „na trzy”. Uwiniemy się z tym błyskawicznie. Generalnie samochód jest bardzo zwinny i w tego typu sytuacjach sprawdza się doskonale. Jednak gdy uda się nam już rozpędzić małego Hyundaia, chociażby do obowiązującej w miastach „pięćdziesiątki”, to przydałby się większy opór stawiany przez koło kierownicze.

Podobnie typowo do miasta przygotowany został układ napędowy. W samochodzie zastosowano trzycylindrowy silnik o pojemności 1 litra i mocy 60 KM, któremu sprint do 100 km/h zajmuje 14,9 sekundy. Te parametry nie napawają optymizmem i faktycznie ze sportowcem nie mamy do czynienia. Samochód jednak zaskakująco dobrze radzi sobie w zakresie prędkości 0-70 km/h. Ruszanie spod świateł, jazda na pierwszym, drugim i trzecim biegu odbywa się naprawdę dynamicznie i w zupełności wystarcza do miejskiej jazdy. Później mały silnik zaczyna dosyć szybko tracić siły i przyspieszanie przy większych prędkościach wymaga sporej cierpliwości. Bardzo miło operuje się również skrzynią biegów – 5 stopniowym manualem. Biegi do przodu wchodzą lekko i bez problemów. Niestety wsteczny trochę za często lubił się „przyhaczyć” i prawidłowo załączał się dopiero przy drugim, czy trzecim podejściu.

Hyundai-i10-Premium-bok

Parę słów warto wspomnieć również o praktyczności samochodu. Widoczność w kabinie jest średnia – chęć stworzenia atrakcyjnej sylwetki była tu wyraźnie na pierwszym miejscu. W przypadku i10 nie ma żadnego dramatu i po chwili wprawy spokojnie można wyczuć gdzie karoseria ma swój koniec, nawet bez czujników parkowania. Jednak bardziej standardowo „ociosani” konkurenci zapewniają lepszą widoczność.

W Hyundaiu siedzi się wysoko i na ilość przestrzeni dla kierowcy i pasażera nie można narzekać. Z tyłu jest całkiem nieźle. Dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu nad głowami nawet wyższych pasażerów znajdzie się kilka centymetrów wolnego. Jeśli chodzi o miejsce na nogi – przy wzroście 185 cm, gdy „usiadłem za sobą” miałem jeszcze 1 centymetr wolnego. Bagażnik legitymuje się całkiem okazałą jak na tę klasę samochodów pojemnością – 252 litry to żadna jaskinia bez dna, ale na zapakowanie zakupów wystarczy. Na dłuższe wyjazdy – niekoniecznie.

Hyundai-i10-Premium-znaczek

Poza miastem

Co jednak stanie się, gdy małym Hyundaiem opuścimy miasto i udamy się ku terenom niezabudowanym? Szybko spostrzeżemy, że zawieszenie Hyundaia zostało zestrojone twardo. Nie hałasuje ono przesadnie, jednak w połączeniu z małym rozstawem osi sprawia, że każda nierówność, czy dziura jest odczuwalna dla pasażerów. Sytuacji nie poprawiają fotele – twarde i oferujące zaledwie przyzwoite trzymanie boczne. Mnie osobiście taka charakterystyka nie przeszkadza, jednak na pewno znajdą się osoby, dla których „sprężystość” Hyundaia i10 będzie sporą wadą. Obiektywnie patrząc jest trochę za twardo.

Gdy na drodze pojawią się łuki, które trzeba pokonać z większą prędkością, daje o sobie znać bardzo udany układ kierowniczy. Wspominałem już o tym, że kierownica chodzi zbyt lekko – z tego stwierdzenia się nie wycofuję. Do prowadzenia i10 trzeba się przyzwyczaić, ponieważ przez mały opór koła kierowniczego samochód może trochę „pobujać” się po pasie ruchu, gdy kierowca przywykł do konieczności włożenia większej siły przy wykonywaniu ruchów kierownicą. Gdy już się do tego przyzwyczaimy (co przychodzi stosunkowo szybko), to dostrzeżemy zalety układu kierowniczego Hyundaia. Jest naprawdę precyzyjny i czuły. Zdaje się prowokować do dynamiczniejszej jazdy, dzięki czemu prowadzenie i10 sprawia najzwyczajniej w świecie dużą frajdę. Do mojego faworyta pod tym względem, czyli Suzuki Splasha trochę brakuje, jednocześnie Hyundai naprawdę nie ma się czego wstydzić.

Hyundai-i10-Premium-kierownica

Niestety charakterystykę pracy kierownicy temperuje trochę fakt, że wciąż mamy do czynienia z samochodem miejskim: wysokim, wąskim i krótkim. Nadwozie potrafi przechylić się trochę na zakrętach – wtedy i10 nie podpiera się co prawda lusterkami, jednak znacząco daje sygnał kierowcy „bez przesady, nie jedziesz Velosterem Turbo”.

Hyundai zadbał o to, aby komfort podróży stał na przyzwoitym poziomie. W wyposażeniu testowanej wersji Premium znalazła się chociażby automatyczna klimatyzacja, radio z USB, system Bluetooth, sterowanie najważniejszymi funkcjami za pomocą przycisków na kierownicy, pełna elektryka szyb i lusterek, czy funkcja doświetlania zakrętów. Brak tu elementów, których obecność mogłaby nas zaskoczyć na plus, np. dostępu bezkluczykowego, czy kamery cofania. Jednak to, co najważniejsze, jest na pokładzie.

Hyundai-i10-Premium-wnetrze

Gdy jesteśmy już przy wnętrzu, warto wspomnieć o nim parę słów więcej. Sam projekt bardzo mi się podoba – połączenie brązowych z czarnymi plastikami sprawia, że w środku nie panuje atmosfera jak na pogrzebie i jest po prostu miłe dla oka. Pod względem ergonomii jest bardzo dobrze. Wszystko co potrzeba jest pod ręką, czytelnie opisane. Jeśli miałbym doszukać się jakiegoś „grzeszku”, aby nie było za słodko, to na kierownicy (obszytej skórą, trochę za dużej, ale dobrze leżącej w dłoniach) przyciski odpowiadające za zmianę głośności, czy piosenki stawiają zbyt mały opór i można je czasami przypadkiem wcisnąć podczas jazdy. Poza tym bez zarzutu. Jeśli chodzi o jakość, to również nie ma się do czego specjalnie przyczepić. Poszczególne elementy są oczywiście twarde jak skała – w tej klasie samochodów trudno wymagać czegoś innego. Jednak tworzywa, z których zostały dobrze zmontowane, nie skrzypią, a na dodatek mają przyjemną fakturę.

Na autostradzie

Drogi szybkiego ruchu to prawdziwy test dla samochodów miejskich. Jak poradził sobie Hyundai i10 z 200 kilometrami na autostradach i ekspresówkach? Nadspodziewanie dobrze i tutaj muszę go przeprosić za to, że na początku w niego nie wierzyłem. Przede wszystkim na drogach tego typu daje o sobie znać dobre wyciszenie kabiny. Podczas przyspieszania słychać typową dla trzycylindrowych jednostek „wiertarkę”, jednak gdy emocję już trochę opadną i osiągniemy zakładaną prędkość to w kabinie robi się zupełnie znośnie. Nawet jazda na skraju wytrzymałości jednostki napędowej, czyli przy prędkościach 120-130 km/h nie męczy pasażerów i nie zmusza ich do specjalnego podnoszenia głosu. Jak na tę klasę samochodów jest naprawdę świetnie.

Hyundai-i10-Premium-silnik

Tak jak wspominałem już wcześniej, samochód przy wyższych prędkościach nie grzeszy dynamiką. Litrowy silnik trzeba trzymać w wysokich partiach obrotów aby osiągnąć jakiekolwiek rozsądne przyspieszenie, a nawet wtedy o żadnym „kopie” nie ma mowy. Całe szczęście, że kultura pracy tej jednostki jest bardzo przyzwoita jak na trzycylindrowe standardy, dzięki czemu trzymanie i10 trochę bliżej czerwonego pola nie kaleczy uszu kierowcy. Powiem więcej – brzmi wtedy całkiem przyjemnie!

Fakt jednak zostaje – to auto nie nadaje się do wyprzedzania TIRów jeden po drugim. Takie manewry trzeba dobrze zaplanować. Spokojna i jednostajna jazda – to idealny scenariusz podróży i10. Odwdzięczy się on wtedy niskim poziomem hałasu i równie niskim spalaniem. Jazda miejska to wyniki około 5,5-7 litrów na 100 kilometrów w zależności od temperamentu kierowcy. W trasie spokojnie da się zejść poniżej 5 litrów. Na drogach szybkiego ruchu, przy prędkościach rzędu 110-130 km/h mały Hyundai zadowala się około 6,5 litrami benzyny. To bardziej niż zadowalające wartości.

Hyundai-i10-Premium-przod

Podsumowanie

Hyundai i10 bardzo miło mnie zaskoczył, przede wszystkim swoim usposobieniem. Zadziornym charakterem, który pozwala kierowcy czerpać dużą radość z jazdy. Aby stać się posiadaczami tego miejskiego wozidełka musimy uszczuplić nasze konto bankowe o około 50 000 złotych. Kwota jak za takiego malucha nie jest wcale mała, jednak jak pokazało kilka dni spędzonych z i10 auto to „nie wykrwawi” się również poza terenem zabudowanym, więc nie trzeba traktować go w kategoriach auta stricte do miasta.

Mimo kilku niedoskonałości Hyundai wykonał kawał dobrej roboty i wystawił solidnego gracza w segmencie A – nowym i10 zdecydowanie warto się zainteresować.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , ,

Jedna myśl nt. „Hyundai i10 1,0 MPI Premium – test

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *