Hyundai Tucson 1.6 T-GDi 4WD Premium 177 KM – TEST

avatar
Rafał Pazura
22 lipca 2016

Rodzinny SUV z napędem 4×4 to niemal automatyczne skojarzenie z silnikiem diesla. Wiadomo – ciężkie auto oraz większe opory powietrza wymagają sporej mocy w postaci siły ciągu – czyt. odpowiedniej wartości niutonometrów. Benzyna? Aby sprostać zadaniu trzeba większej pojemności silnika, a to oznacza wysokie spalanie. To nie segment premium, gdzie kierowca nie bierze tego w ogóle pod uwagę. Hyundai daje nam jednak alternatywę w postaci niedużego silnika benzynowego o mocy 177 KM . Mimo turbo ma zużywać rozsądne ilości paliwa. Nazywa się Tucson i jest najładniejszym SUV-em z Korei.

Musiało minąć kilka lat, by napis Tucson znów zawitał na klapie bagażnika koreańskiego SUV-a. W 2010 r. Koreańczycy postanowili zastąpić ją „świetnie” brzmiącą nazwą „ix35”. Teraz wszystko wróciło do normy. I dobrze, bo osobiście wolę nazewnictwo z duszą, a nie nadawanie autom kolejnych numerków jak w kolejce na poczcie. Gdzie tu uczucia?

DSC_0003

A patrząc na koreańskie auto mam jak najlepsze odczucia. Jest po prostu w moim guście. Duży i masywny przód z szeroką atrapą ustawioną niemal pionowo do płaszczyzny jezdni budzi respekt. Kilka przetłoczeń, odpowiednie proporcje, gdy patrzymy na auto z profilu oraz zgrabnie narysowany tył sprawiają, że wygląd auta zwyczajnie „cieszy oko”. Niby wszystko klasyczne, ale od razu wiadomo, że mamy od czynienia ze świeżym projektem. I co dla mnie osobiście ważne – na tyle ponadczasowym, że nawet za 7-8 lat auto będzie wyglądać dobrze. Choć to bardzo subiektywna ocena, linia nowego Hyundaia najbardziej do mnie przemawia, gdy zestawiam ją z europejską konkurencją.

Silnik i skrzynia

Zacznę od tego co nowe, czyli jednostki napędowej. To rozwinięcie wolnossącego silnika 1.6 GDi, który dostępny był już pod maską chociażby Hyundaia ix35. To dobry silnik, ale niekoniecznie do tak sporej bryły i masy auta jak Tucson. Jego 132 KM nie imponują osiągami (przyspieszenie 11,5 s. do 100 km/h) a pod obciążeniem związanym z wakacyjnym wyjazdem  rodzinnym, auto robi się bardzo ospałe. Dlatego warto zainteresować się wersją, do której dodano turbinę, dzięki której moc wzrosła do 177 KM, a moment obrotowy ze skromnych 160 Nm do przyzwoitych 265 Nm. Miałem okazję przekonać się jak sprawuje się ta jednostka z napędem obu osi w połączeniu z dwusprzęgłową, 7-biegową skrzynią automatyczną.

DSC_0004

Powiem krótko – tylko ta konfiguracja. To pierwszy tak dobry automat koreańskiej marki. Dobrze znam poprzednika, który dosłownie zabijał osiągi 184-konnego diesla i wyraźnie podnosił spalanie. Teraz jest wręcz odwrotnie. Tucson z nowym automatem nie dość, że lepiej przyspiesza (9,1 sekundy do setki kontra 9,2 w manualu) to spala o 0,6 litra mniej niż jego odpowiednik z tradycyjną, ręczną przekładnią. Oczywiście to dane producenta, o których za chwilę.

Najważniejsze, że takie trio jak: napęd 4×4, automat i mocny benzyniak czynią z Tucsona synonim tego, co rozumiemy pod pojęciem definiującym SUV-a. Auto jeździ jak po sznurku na mokrej nawierzchni, jest ciche, komfortowe i zapewnia dużą dozę komfortu pasażerom. Oczywiście czytam statystyki i wiem, że większość właścicieli tego typu aut użytkuje je w zurbanizowanym otoczeniu a największy „teren” w jakim przyjdzie im jeździć to droga szutrowa na działkę znajomych. Dlatego tak wiele osób decyduje się na napęd tylko przedniej osi. Nie potępiam takich wyborów, ale osobiście nie rozumiem po co wydawać kasę na droższego SUV-a, a nie na praktyczne kombi? Czy pokusa siedzenia wyżej oraz większego prześwitu, który bez 4×4 to zbędny dodatek, jest tego warta? Ktoś powie – „to moda, która przeminie”. Bzdura. SUV-y czy pokrewne im crossovery sprzedają się coraz lepiej. Od ponad dekady stale wzrasta ich udział w rynku i teraz każdy producent musi w swojej gamie oferować kilka modeli w każdym z segmentów, by liczyć na dobrą sprzedaż. Dlatego to już nie jest moda, to po prostu rzeczywistość, że ludzie prą do góry i chcą siedzieć  jak najwyżej. Gdyby to była moda, dawno by już przeszła. Chyba, że ja w ogóle nie rozumiem definicji zjawiska „moda”. Ale wróćmy do Tucsona…

????????????????????????????????????

 

Silnik pracuje bardzo cicho i tylko ekstremalna próba skorzystania z osiągów auta oznacza dźwięk w kabinie. W pozostałych sytuacjach jest naprawdę cicho, więc Hyundai okazuje się doskonałym partnerem na dalekie trasy, gdzie ujmuje spokojem i taką „przyjemną monotonią”. Motor doskonale współpracuje ze wspomnianym już 7-biegowym automatem, którego inżynierowie ewidentnie postawili na łagodność i płynność działania. Nie to, że jest zbyt wolny, po prostu taki jego charakter. Trzeba poczekać dłuższy moment, gdy np. jadąc 50 km/h wciśniemy gaz do oporu, bo zajdzie potrzeba wykonania szybkiego manewru. Elektronika sterująca chwilę myśli, a potem jest już dynamicznie i głowa potrafi wychylić się do tyłu. Co kluczowe – nie ma mowy o szarpnięciach i nerwowej zmianie. Tu komfort jest priorytetem. Automat kosztuje dodatkowe 7 tys. zł i cena ta jest jak najbardziej uzasadniona.

Mimo iż dane katalogowe podają, że Tucson z 1.6 T-GDi z automatem jest oszczędniejszy niż z manualem, nie jest wcale tak różowo. Z tym nie zamierzam polemizować. Jednak realne spalanie auta w mieście to 10,5-11,5 l/100 km wobec 9,2 litra, które obiecuje producent. I to tylko, gdy nie przesadzamy z dynamiką. To i tak akceptowalne wyniki jak na moc i fakt, że w baku chlupocze benzyna. Jednak na tle diesla o mocy 185 KM to więcej o ok. 2,5-3 l na każde sto kilometrów w warunkach miejskich. W trasie jest wyraźnie lepiej i gdy jechałem przepisowo w graniach 100 km/h komputer pokładowy wyświetlił po godzinie jazdy liczbę 6,7 l.100 km. Moim zdaniem świetny wynik.

Czas na kabinę

Widać wyraźny progres w stosunku do w modelu ix35. Mam na myśli estetykę wykonania i łatwość obsługo wszelkich urządzeń pokładowych. Przejrzysta konsola centralna nie jest przeładowana przyciskami, więc nie będzie wyzwaniem dla nikogo. Doskonałe wrażenie robi kierownica o mięsistym wieńcu i skórze o bardzo dobrej jakości, która podszyta grubszą ilością gąbki wprost klei się do rąk kierowcy.

????????????????????????????????????

Nie ma natomiast istotnej poprawy w kwestii jakości materiałów użytych we wnętrzu w stosunku do ix35, choć na pierwszy rzut oka wygląda, że Tucson jest wyraźnie lepszy. Podobnie jak w poprzedniej generacji dominują twarde plastiki, ale trzeba przyznać, że są bardzo solidnie spasowane, a ich faktura do złudzenia przypomina miękkie tworzywa. W sumie – ciężko się do tego czepiać. Opcjonalna, beżowo-brązowa kolorystyka wnętrza potęguje wrażenie wysokiej jakości. Skórzana tapicerka to oczywiście standard wersji Premium.

Krytykowany w ix35 zbyt mały ekran nawigacji to już przeszłość. Ośmiocalowy, dotykowy ekran jest dobrej jakości, a w testowej odmianie występuje w połączeniu z  kamerą cofania oraz cyfrowym radiem DAB.

Kabina oferuje wystarczającą ilość miejsca dla pięciu dorosłych osób. Na fotelach z przodu miejsca odpowiednio dużo. Poza tym są całkiem komfortowe, a w testowanej wersji Premium nie tylko elektrycznie regulowane, ale także podgrzewane i wentylowane. Podgrzewane są także skrajne miejsca na tylnej kanapie oraz kierownica. Bagażnik nie należy do rekordzistów w klasie – 513 l to przyzwoity wynik, ale wnikające wyraźnie, plastikowe nadkola i przez to nieforemny kształt podłogi, utrudniają jego optymalne wykorzystanie. Warto odnotować, że model ix35 oferował „na papierze” niemal o 80 l więcej przestrzeni bagażowej, choć moim zdaniem oba kufry optycznie niewiele się od siebie różnią. Rodziców ucieszy zapewne fakt, że mocowania ISOFIX do fotelików dziecięcych są teraz w dziecinny sposób łatwo dostępne.

Pod względem wyposażenia oraz dostępnych opcji topowa odmiana Tucsona gra w tej samej lidze co konkurencja w postaci m.in. Toyoty RAV4, Forda Kugi czy Mazdy CX-5. Dekadę temu takie stwierdzenie przyjąłbym z uśmiechem na twarzy, teraz to po prostu fakt.

????????????????????????????????????

Jest jednak mały wyjątek – w Tucsonie nadal nie można zamówić aktywnego tempomatu, który większość konkurentów już oferuje. Na pocieszenie – Hyundai posiada najlepiej działający system asystenta pasa ruchu, jaki przyszło mi testować. Powiem więcej – w autach z najwyższej półki nie działa on tak intuicyjnie i dobrze jak w Tucsonie. Czujniki idealnie monitorują pasy na jezdni a nawet krawężniki, więc jeśli kierowca się zagapi, auto samo potrafi utrzymać kierunek jazdy. Po kilkunastu sekundach, gdy system wykrywa, że kierowca nie trzyma dłoni na kierownicy, akustycznie i wibracjami jest o tym informowany. Bardzo dopracowany i dokładny patent koreański, którego zadaniem nie jest wyręczanie kierowcy, ale w newralgicznej sytuacji interwencja i zapobieżenie niezamierzonej zmianie pasa ruchu.

W trasę

Mimo sporych rozmiarów manewrowanie Hyundaiem w mieście nie będzie zbytnio kłopotliwe dzięki sporej zwrotności auta. Dbają też o to czujniki parkowania i „asystenci”, którzy umożliwiają nawet wyjazd przodem z ciasnej luki parkingowej czy podpowiadają podczas cofania, czy aby nic nie jedzie w układzie kolizyjnym w stosunku do auta.

Tucson najlepiej sprawdzi się w dalszych podróżach. Jest odpowiednio komfortowy, ale do pracy zawieszenia mam pewne uwagi. Wszystko idealnie, gdy suniemy równą, gładką nawierzchnią. Nawet układ kierowniczy powyżej 130 km/h nie wykazuje gumowatości z jaką operowało się „sterem” poprzednika. Teraz jest o niebo lepiej – wreszcie tryb Sport naprawdę pomaga w czuciu auta podczas jazdy autostradą. Gorzej, gdy zjedziemy z utwardzonej drogi. Auto co prawda pewnie pokonuje dołki i wyrwy, ale z okolic tylnego zawieszenia dochodzą stuki i niezbyt miłe dla ucha dźwięki. To kwestia przyłożenia się do lepszej izolacji akustycznej podwozia.

Plus za możliwość zblokowania na stałe napędu 4×4 przy prędkościach do ok. 50 km/h. Podjazd pod ośnieżone wzniesienie czy wyjazd z kopnego śniegu nie powinny stanowić problemu. Nie mam także zastrzeżeń do trakcji – napęd tylnej osi załącza się wystarczająco szybko, by włączyć się dynamicznie do ruchu z poprzecznej drogi przy skręconych mocno kołach, nie zrywając przy tym przyczepności.

????????????????????????????????????

Podsumowując – nowy Tucson to wyraźnie lepszy następca doskonale sprzedającego się także w Polsce modelu ix35. Prowadzi się lepiej, wygląda dużo lepiej i … wyraźnie więcej kosztuje. W takiej wersji jaką widzicie na zdjęciach to wydatek niemal 165 tys. zł. Na szczęście nie wszystkie opcje są niezbędne do życia. Dlatego mój typ w skojarzeniu z najmocniejszym silnikiem benzynowym, napędem 4×4 i automatem to niewiele mniej bogata w dodatki wersja TourdePologne za 140 tys. zł. Kto nie musi jeździć automatem i jest w stanie zrezygnować z napędu obu osi – w tej samej „kolarskiej” opcji zapłaci za Tucsona 120 tys. zł. Dla miłośników diesli pojawił się niedawno nowy wariant w postaci silnika 1,7 litra o mocy 141 KM, który otwiera w cenniku suma 105 tys. zł. I czuję, że właśnie ten silnik może być hitem sprzedaży. Choć jeśli ktoś robi rocznie do 15 tys. km przebiegu – opcja z benzynowym, 177-konnym silnikiem jest warta rozważenia.

tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

 

 

 

Tagi: , , , , ,