Hyundai Tucson 1.7 CRDi 7DCT 2WD Style – TEST

avatar
Aleksander Pławski
14 sierpnia 2017

Następca modelu ix35 zdążył się dobrze zadomowić na rynku. Po polskich drogach Hyundai Tucson jeździ już 2 lata, a mimo to nadal wygląda świeżo i przyciąga spojrzenia, gdziekolwiek się nie pojawi. Nic dziwnego, bo projekt, który wyszedł spod ręki Petera Shreyera jest wyjątkowo udany. Po benzynym 1.6 T-GDi 4WD dziś sprawdzamy, jak daje sobie radę 141-konny diesel sprzężony z dwusprzęgłowym automatem i napędem tylko na przednią oś.

Już to napisałem – ten samochód wygląda znakomicie. Wśród kompaktowych SUV-ów jest dla mnie jednym z najładniejszych obecnie na rynku. Testowana wersja Style w bieli i z 19-calowymi kołami ze stopów metali lekkich prezentuje się nader atrakcyjnie. Czy to na zielonej łące, czy w miejskiej dżungli, Tucson wygląda naprawdę zjawiskowo. Nie, nie przesadzam – moim zdaniem ten samochód wygląda na przynajmniej 1,5 raza droższy niż jest w rzeczywistości.Szczególną uwagę należy zwrócić na masywny przód Tucsona. Szeroka, agresywnie – niemal pionowo – ustawiona atrapa, skośne „oczy” zachodzące na błotniki, świata LED do jazdy dziennej – wszystko to powoduje, że Hyundai nawet jak stoi, wygląda jakby był w ruchu. Dobre proporcje nadwozia, dynamicznie poprowadzona linia boczna i częściowo czarne błotniki powodują, że trudno od niego oderwać wzrok.

No dobrze, ale wygląd zewnętrzny każdy może ocenić sobie sam. Jedni się nim zachwycą (jak ja), inni będą rozczarowani, jeszcze innym będzie to obojętne. Ale jak się jeździ Tucsonem w takiej konfiguracji? Zanim odpowiem na to pytanie, warto wspomnieć, że chętny na zakup tego auta w Polsce ma do dyspozycji kilka opcji silnikowych do wyboru: dostępne są dwie jednostki benzynowe (1.6 GDI 132 KM oraz turbodoładowana 1.6 T-GDI 177 KM), wysokoprężne 1.7 CRDi (115 KM oraz 141 KM) a także diesel 2.0 – znowu w dwóch wersjach mocy – 136 KM i 186 KM. Jest więc w czym wybierać.Do parków prasowych najczęściej trafiają auta w topowych specyfikacjach i trudno jest wtedy pisać o uboższych wersjach, bo po prostu nie wiadomo, jak się nimi jeździ. Centrala Hyundai Motor Poland na szczęście ma w tej kwestii nieco inną politykę, dzięki czemu testujący mogą poznać nie tylko „full – wypasy”. I tak stało się tym razem – do testu trafiła wersja z dieslem 1.7 litra sprzężona z dwusprzęgłową, automatyczną, 7-stopniową skrzynią biegów. Gdyby był tu „manual”, silnik miałby 115 koni mechanicznych, ale w wersji z „automatem” moc zostaje podbita do 141 koni.

Wychodzi nam więc ciekawa kombinacja – mocy powinno wystarczyć a jednocześnie auto nie powinno być paliwożerne. Szczególnie, że testowany Tucson ma napęd tylko na przednią oś. Ech, i tutaj mogłaby się zacząć dyskusja, która trwałaby w nieskończoność. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że osobiście nie widzę najmniejszego sensu w kupowaniu SUV-a/crosovera, który z definicji jest autem o nieco większych możliwościach jazdy w trudniejszych warunkach od zwykłej osobówki, w opcji z napędem tylko na jedną oś. I nie ma dla mnie znaczenia – na którą. Po prostu nie i basta. Prawda jest jednak taka, że samochody w takiej konfiguracji sprzedają się coraz lepiej, więc jeśli taka jest potrzeba rynku – nie będę z nią polemizował.

To jak się tym jeździ?

Ano całkiem sympatycznie. Co prawda „na papierze” osiągi nie powalają (11,5 sek do 100 km/h i 185 km/h prędkości maksymalnej) ale dzięki udanemu mariażowi jednostki napędowej z bardzo sprawną automatyczną skrzynią biegów odczucia z jazdy są pozytywne. Nie spodziewajmy się oczywiście sportowych wrażeń – ale jeśli nie oczekujemy zbyt wiele – taka kombinacja spokojnie wystarczy do normalnej jazdy w mieście i poza nim. Niewielki diesel bardzo chętnie wchodzi na obroty i charakteryzuje się sporą elastycznością. Słowa uznania należą się również dwusprzęgłowemu „automatowi” – poszczególne przełożenia załączane są bez zbędnej zwłoki i szarpnięć a reakcja na dodanie gazu jest odpowiednio szybka. Być może zwolennicy dynamicznej jazdy odczują pewne braki w szybkości działania, ale oni nie wybiorą przecież takiego silnika…Ogólnie odczucia z jazdy Tucsonem należą do tych pozytywnych. Wreszcie układ kierowniczy działa tak jak powinien. Zniknęła pewna sztuczność działania znana z ix35, a pojawiła się przyjemność z wchodzenia w zakręty zarówno przy niskich jak i wysokich prędkościach. Kierowca dostaje teraz sporo informacji o tym, co dzieje się na styku opon z nawierzchnią i czuje się pewnie nawet przy nieco ostrzejszej jeździe. Nie jest to może jeszcze wzór układu kierowniczego, ale zauważalny jest wyraźny progres. Poza tym Tucson jest oczywiście nieco podsterowny, ale o ile nie postanowimy być mądrzejsi od praw fizyki, system stabilizacji pojazdu zgasi w zarodku każdą niebezpieczną sytuację.

Nie znoszę używać tego wyświechtanego frazesu, ale zawieszenie testowanego Hyundaia stanowi udany kompromis pomiędzy pewnym prowadzeniem a komfortem jazdy. No po prostu tak jest. Generalnie wszystko w tym samochodzie działa jak należy. Przedział pasażerski jest wystarczająco przestronny – Tucsonem można wygodnie podróżować w 4 dorosłe osoby i nikt nie powinien narzekać na brak miejsca. Jazda w piątkę też nie będzie stanowiła większego problemu, chociaż wiadomo, że z tyłu nie będzie już tak komfortowo jak przy dwójce pasażerów.Bagażnik Hyundaia nie jest mistrzem pojemności w klasie – 513 litrów i wnikające do przestrzeni bagażowej nadkola nie ułatwiają załadunku większych walizek czy innych pakunków. Nie można jednak powiedzieć, że bagażnik Tucsona jest nikły – ot, przeciętny, ale w większości przypadków pewnie wystarczający i na duże zakupy i na rodzinny wyjazd za miasto.

Wróćmy jednak jeszcze do miejsca pracy kierowcy.

Projekt deski rozdzielczej naprawdę może się podobać – proste, czytelne zegary, brak przeładowania zbędnymi przyciskami, poręczna – mięsista kierownica. Obsługa wszelkich urządzeń pokładowych jest dość intuicyjna – większość z nas spokojnie sobie ze wszystkim poradzi bez studiowania instrukcji obsługi. Jeżeli chodzi o jakość materiałów zastosowanych w kabinie – to pierwsze wrażenie jest bardzo dobre. Co prawda w miarę badania kolejnych połaci „plastiku” okazuje się, że często mamy do czynienia z twardym i mało przyjemnym w dotyku materiałem, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Otóż montaż i spasowanie poszczególnych elementów nie budzą żadnych zastrzeżeń a faktura materiałów jest przyjemna dla oka. Dlatego fakt, że nie są miękkie przestaje mieć znaczenie. Podczas jazdy nic nie trzeszczy i nie stuka – a to dobrze wróży na przyszłość.Ale żeby nie było tak różowo muszę zwrócić uwagę na jedną rzecz – przydałaby się lepsza izolacja akustyczna kabiny od odgłosów pracy jednostki napędowej. Nie mogę powiedzieć, że Tuscon z dieslem pod maską jest bardzo głośnym autem, ale nie mogę też rzec, że jest autem cichym. I taki sam zarzut mam do głośności pracy zawieszenia. Na ogół pracuje ono cicho i przyjemnie, jednak podczas jazdy po wertepach nierzadko się zdarza, że do przedziału pasażerskiego przedostają się nieporządane dźwięki. I nie mam tu na myśli katowania auta po bezdrożach, tylko np. nieplanowany najazd na zapadniętą studzienkę ściekową.

Na początku tekstu napisałem, że taka konfiguracja napędu powinna przyczynić się do niskiego spalania. Otóż rzeczywiście wyniki zużycia paliwa podczas testu przedstawiają się bardzo przyzwoicie, choć z danymi katalogowymi nie mają one nic wspólnego. W tydzień przejechałem Tucsonem 600 kilometrów – jakieś 50% w trasie i tyle samo po Warszawie. Dynamicznie, ale bez przesady – w zależności od dnia szybciej lub wolniej. Na pewno nie byłem zawalidrogą. Wynik końcowy to średnie 8,4 litra na 100 km. Jak na przestronnego, kompaktowego SUV-a to bardzo przyzwoity rezultat. Niemniej jednak katalogowe 4,9l to jakaś bajka, ale tak jest najczęściej i to nie tylko w Hyundaiu ale w większości marek.

Wyposażenie?

Testujemy Hyundaia w wersji Style + kilka dodatków. To druga opcja „od góry”. Wyżej jest już tylko Premium. Na pokładzie naszego egzemplarza znalazły się takie elementy wyposażenia, jak np. nawigacja z 8” dotykowym ekranem, kamerą cofania, cyfrowym radiem DAB i programem aktualizacji MapCare, Bluetooth, komplet poduszek powietrznych i systemów i bezpieczeństwa wraz z aktywną maską. Jest też dwustrefowa, automatyczna klimatyzacja, pełna „elektryka” szyb i lusterek, bezkluczykowy dostęp do auta, tempomat, czujnik deszczu i zmierzchu, przednie i tylne czujniki parkowania, czy podgrzewane 4 fotele i kierownica. Mam wymieniać dalej?Jest naprawdę bogato. A wszystko to (i wiele więcej) za 127,990 złotych. Rozsądna propozycja (pomijając napęd na jedną oś, ale to mój problem), nieprawdaż? Co prawda testowany egzemplarz to koszt jakichś 135.000 złotych, ale tutaj ponad wyposażenie Style znalazły się jeszcze takie dodatki, jak stylowe, 19-calowe felgi, czy pakiet bezpieczeństwo (system monitorowania martwego pola, system ostrzegania o ruchu poprzecznym, system automatycznego hamowania).

Podsumowując krótko tę tygodniową przygodę z Tucsonem stwierdzam, że jeśli ktoś ponad znaczek na masce i sportowe osiągi przedkłada bogate wyposażenie, świetny wygląd, oszczędny silnik i dobry automat, niech śmiało idzie do salonu Hyundaia na jazdę próbną. Nie jest to szczególnie tanie auto, ale po głębszej analizie okazuje się, że za konkretną kwotę oferuje bardzo wiele. Dodając do jego walorów bardzo dobre warunki gwarancji i wciąż rosnące zaufanie do koreańskiej marki, kompaktowy SUV staje się nader interesującą propozycją na polskim rynku.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *