Hyundai Veloster – uniwersalne coupe w teście

avatar
Rafał Pazura
07 czerwca 2012

W lusterku wstecznym zauważyłem błysk niebieskiego światła. Chyba jednak chodzi o mnie. Zjechałem na pobliski parking i zaparkowałem samochód. Radiowóz zatrzymał się za mną. Spotkanie z władzą zawsze wywołuje we mnie dziwny niepokój. O co chodzi, przecież jechałem spokojnie… Ręce przepisowo na kierownicy, w ułamkach sekund szukam w zakamarkach pamięci powodów zatrzymania. Uchylam boczną szybę. „Co, wystraszył się Pan? Przepraszamy, ale musieliśmy Pana zatrzymać. Co to za samochód?” – zapytał policjant. Hyundai Veloster – odpowiedziałem z ulgą, bo wiedziałem już, że to spotkanie będzie należało do przyjemnych.

Takich reakcji, jak ta z udziałem policjantów z Kamienia Pomorskiego, doświadczyłem jeszcze kilku podczas siedmiodniowego testu tego koreańskiego auta (przy okazji – serdecznie pozdrawiam przemiłych funkcjonariuszy). To zadziwiające, jak wielkie zainteresowanie u innych ludzi wzbudza Veloster. Kilka razy stojąc na światłach zostałem „uraczony” kciukami skierowanymi w górę przez kierowców stojących obok. Tankując na stacji musiałem odpowiadać na pytania ciekawskiego Pana, który jest szczęśliwym posiadaczem nowego Mini. Przyznaję – to nieco peszące, acz miłe doświadczenia. Najbardziej zadziwiające jest to, że testowałem już auta za ponad 500 i 600 tys. zł, ale nigdy nie budziły one takich emocji. Co takiego jest w wyglądzie tego – co by nie było – kompaktu?

Inny

O gustach trudno dyskutować, ale w przypadku Velostera jego design robi kolosalne wrażenie. I nie chodzi tylko o to, że auto jest asymetryczne porównując oba jego profile. Od strony kierowcy mamy długie, pojedyncze drzwi. Coupe? No to spójrzcie nie linię prawego boku – para drzwi niczym w typowym hatchbacku. Oczywiście patent z klamką tylnych drzwi ukrytą w słupku nie jest autorskim pomysłem Koreańczyków. Podobnie jak wspomniana asymetria – wystarczy wspomnieć choćby Mazde RX-8 czy Mini Clubmena. Jednak we wspomnianych autach dodatkowe drzwi otwierają się pod wiatr i są dosłownie ich namiastką, z racji skromnych wymiarów.

Hyundai na nowo zdefiniował to rozwiązanie i zaserwował coś genialnego w swojej prostocie. Otóż stworzył auto w klimacie coupe z łagodnie opadającą linią dachu, które nie jest pozbawione praktyczności, przez co może być bez obaw użytkowane przez niedużą rodzinę. Jeśli zatem jesteś młody/-a (także duchem), a właśnie na teście ciążowym zauważyłeś/-aś dwie równoległe kreski, nie musisz być skazany/-a na nudnego sedana, czy oklepanego hatchbacka – że o kombi nie wspomnę. Możesz czerpać radość z przepięknie wystylizowanego nadwozia, a jednocześnie bez kłopotu wyjąć dziecko z fotelika, albo dowieźć teściową na cotygodniowe spotkanie kółka różańcowego. To właśnie ta dwoista natura Hyundaia sprawia, że jest on tak wyjątkowy.

Hyundai-Veloster-1

A to, że styliści świetnie wywiązali się ze swojego zadania, to już wartość dodana. Przednie nadkola sięgają niemal maski, dlatego 18-calowe koła to wizualnie optymalny wybór. Veloster z każdej strony wygląda intrygująco. Z przodu patrzą na nas rozciągnięte do połowy maski reflektory, w które wkomponowano diody LED pełniące rolę świateł do jazdy dziennej. Muskulatura zderzaka i maska z atrapami wlotów powietrza budują sportowy klimat całości. Podobnie jak wielka szklana tafla klapy bagażnika, która dosłownie wgryza się w płaszczyznę dachu. Tylne światła ulokowano na wysokości lusterek bocznych, a potęgę tylnego zderzaka podkreśla dyfuzor rodem z bolidu, pośrodku którego „straszy” podwójna końcówka układu wydechowego. Do tego niezwykle krótkie zwisy nadwozia i mamy przepis na ociekającego mocą hot-hatcha, który ubrany w jaskrawozielony kolor przyciąga w sposób nieprzyzwoity uwagę każdego. Co ważne – mimo bogactwa smaczków i detali stylistycznych nie odnosi się wrażenia przesytu formą. Nie, to nie barok, to energia i młodość w czystej formie.

Niestety

nie da się tego powiedzieć o tym, co drzemie pod maską. Od razu wyleję więc swoje żale, bo to jedyne poważne „ALE” jakie mam do Velostera. Gdy czytałem pierwsze recenzje kolegów, w stylu, że „140 KM nie jedzie”, że „jest zamulony,” że „za słaby” – sądziłem, że dużo w tym przesady. Niestety sporo w tym prawdy. Ten silnik po prostu słabo komponuje się z tym, do czego prowokuje wygląd auta. I być może gdybym opisywał model i30 uznałbym, że osiągi są akceptowalne, że to auto dla rozsądnie myślącego kierowcy. Jednak w przypadku takiego nadwozia, po prostu czuć niedosyt.

Hyundai-Veloster-2

Silnik oznaczony jako 1,6 GDI to nowoczesna konstrukcja wyposażona we wtrysk bezpośredni. Suche dane katalogowe sugerują, że z osiągami nie jest tak źle jak na 140 KM (przyspieszenie: 9,7 s do 100 km/h). Jednak subiektywne odczucia są zgoła odmienne. Silnik przede wszystkim zbyt ospale reaguje na dodanie gazu, gdy wskazówka obrotomierza znajduje się poniżej cyfry „4” na obrotomierzu. Tylko brutalne traktowanie pedału przyspieszenia pozwala wyzwolić z tego motoru szczyptę temperamentu. Rzut oka w dane techniczne i wszystko jasne – maksymalna moc uzyskiwana jest przy 6300 obr/min, a kulminacyjny punkt momentu obrotowego (167 Nm) znajduje się przy wartości 4850 obr./min.

Jasne, do wszystkiego można się przyzwyczaić, ale kręcenie silnika non stop w tak wysokie rejestry, jest po prostu męczące. Na pocieszenie trzeba dodać, że sześciostopniowa skrzynia biegów działa bardzo dobrze, a krótki skoki lewarka zachęca do żonglerki biegami. I drugi pozytyw – spalanie. Co prawda z czasem moja chęć na wyciskanie temperamentu z silnika została skutecznie osłabiona, więc styl jazdy zmienił się w bardziej przyjazny oszczędzaniu, to i tak wyniki spalania na poziomie niespełna 9 litrów w mieście oraz poniżej 7l/100 km w trasie uznać należy za więcej niż przyzwoite.

Wygląd Hyundaia prowokuje innych do chęci sprawdzenia się. Kilka razy zdarzyło mi się ,że stojąc na czerwonym świetle obok mnie „parkowało” coś szybkiego w okolicach 200 KM. Szybkie rozpoznanie przeciwnika i … udawałem kogoś lepszego. Niby nie zainteresowany ruszałem majestatycznie i powoli nie dając się podpuścić na „plebejskie” zawody. Mało kto przecież wie, że centralna, podwójna końcówka wydechu nie jest oznaką nadmiaru mocy.

Veloster nie występuje w innej kompilacji jak ze wspomnianym silnikiem, dlatego czara goryczy związana z osiągami jest tym bardziej bolesna. Na szczęście producent zdaje sobie sprawę z tego faktu i już niebawem zapowiedział debiut silnika o tej samej pojemności, ale wyposażonego w turbinę. Spodziewana moc na poziomie ok. 200 KM z pewnością diametralnie odmieni charakter auta. Dlatego – dość już o tym, czekamy na doładowaną wersję. I wtedy – kierowco z białego Accorda Type-R z ul. Wolskiej w Warszawie – nie dam Ci już forów!

Potencjał

sportowy drzemiący w Velosterze z pewnością jest. Twarde nastawy zawieszenia z łatwością poradzą sobie z mocą o sto „rumaków” wyższą, dlatego spokojny jestem o zachowanie auta w zakrętach. Podczas testu trudno było ocenić granice jego możliwości, ale dynamiczne napady na zakręty nie skutkowały wyczuwalną pod-, czy nadsterownością. Czasami do głosu dochodził system ESP, ale nie działa on przesadnie czule. Mimo to – auto zachowuje pełną stabilność i pewnie się prowadzi. Spora w tym zasługa zaskakująco czułego i precyzyjnie działającego układu kierowniczego o zmiennej sile wspomagania. Tak dobrego układu w koreańskiej marce jeszcze nie zaznałem.

Hyundai-Veloster-3

Osadzając nadwozie tych gabarytów na osiemnastocalowych kołach (215/40 R18) trzeba pogodzić się z utratą komfortu. Jego brak odczuwa się najbardziej przejeżdżając po zapadniętej studzience ściegowej czy poprzecznej nierówności w postaci szyn tramwajowych. Tyłem auta potrafi wtedy nieco zarzucić – tu ewidentnie czuć, że w tylnym zawieszeniu zastosowano belkę skrętną zamiast wielowahaczowego układu.

Kabina

Velostera zapewnia przyzwoitą przestrzeń dla czwórki osób. Z jednym zastrzeżeniem – osoby siedzące z tyłu nie mogą mieć więcej niż 175 cm wzrostu. Dlaczego? Opadająca linia dachu, wyraźnie ogranicza ilość miejsca nad głowami. Jest jeszcze inna niedogodność. Nad osobami siedzącymi z tyłu rozpościera się szklana tafla pokrywy bagażnika. Mimo, że wygląda na przyciemnioną, promienie słoneczne potrafią mocno uprzykrzyć życie i świecą wprost na głowy podróżnych. Przekonałem się o tym, gdy mój czteroletni synek zaczął domagać się… zasunięcia rolety. A takowej w Velosterze nie ma.

Fotele w odmianie Style, jaką przyszło mi jeździć, były wystarczająco wygodne i właściwie wyprofilowane, a półskórzana tapicerka prezentowała się okazale. Jedynie wyższe osoby zauważą, że samo siedzisko mogłoby być nieco dłuższe. Projekt kokpitu podąża za modnym stylem karoserii. Co jednak istotne z ciekawym designem idzie w parze duża funkcjonalność, więc obsłudze urządzeń pokładowych trudno cokolwiek zarzucić.

W roli głównej występuje tu kolorowy, siedmiocalowy ekran dotykowy, który wyświetla wszelkie informacje: od ustawień klimatyzacji po rozbudowane opcje systemu audio. Mam nadzieję, że z czasem będzie tam można także cieszyć się z systemu GPS, który póki co na razie w Polsce nie jest oferowany. Natomiast nie trzeba dopłacać za wejście USB/iPod czy system Bluetooth. Podobać się mogą zegary główne „zatopione” w głębokich tubach, które podświetlono na biało-niebieski kolor.

Estetów i „macaczy” plastików rozczaruje nieco twardość plastików. Jednak oceniając materiały wykończeniowe pod względem dokładności montażu i faktury materiałów – nie sposób negować ich jakości.

Praktyczność nadwozia podkreśla pojemność bagażnika – 320 l to świetny wynik jak na tak awangardowo wyglądający pojazd. Jedyne co może przeszkadzać, to próg załadunku – pakując ciężkie walizy i nesesery trzeba dźwignąć je naprawdę wysoko. Poza tym bez uwag.

Cennik

Velostera rozpoczyna suma 83,5 tys. zł za wersję Comfort. Sporo jak na ograniczone osiągi jedynej jednostki napędowej, ale atrakcyjnie patrząc na listę standardowego wyposażenia. Pięć tysięcy drożej wyceniono odmianę Style i właśnie ta opcja wydaje się być najbardziej racjonalnym wyborem. Poza standardem, czyli m.in.: kompletem poduszek powietrznych, systemów trakcyjnych, elektryki szyb i lusterek, automatycznej klimatyzacji, rozbudowanym zestawem audio otrzymujemy o cal większe felgi aluminiowe (18-calowe), połskórzaną tapicerkę, zestaw bluetooth, 7-calowy ekran dotykowy, czujniki parkowania tyłem, aluminiowe nakładki na pedały, czy chromowane klamki wewnętrzne. To bardzo rozsądnie ulokowanie dla 5 tys. zł. Dopłacając 2 tys. zł za perłowy kolor metaliczny o nazwie Green Apple, cena „testówki” zatrzymuje się na kwocie 90,5 tys. zł.

Patrząc na to, jak efektowny i dobrze wyposażony jest Hyundai, można to zaakceptować. Jedyny niedosyt budzi jednostka napędowa, a dokładniej jej skromne osiągi. Jeśli do oferty wejdzie zapowiadana wersja z turbo, wówczas nawet dodatkowe 10 tys. zł będzie uzasadnionym wydatkiem. Dlatego z niecierpliwością czekam na Velostera z mocą ok. 200 KM.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , ,