Infiniti Q50 2,0t AT Sport – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
17 grudnia 2014

Oferta producentów w klasie premium pozwala na kupno naprawdę potężnego samochodu. Ale co zrobić, gdy ktoś nie potrzebuje ogromnej mocy, ośmiu cylindrów i spalania oscylującego wokół 20 litrów na „setkę”, a jednocześnie chciałby podróżować ciesząc się ponadprzeciętnym komfortem, jakością wykonania i prestiżem? Dla takich osób Infiniti przygotowało model Q50 z silnikiem benzynowym o „skromnej” pojemności dwóch litrów. Jak sprawdza się taka jednostka napędowa w luksusowym sedanie z Japonii? Odpowiedzi w dalszej części tekstu.

Wspomniane wyżej dwa litry zostały wyposażone jednak w turbosprężarkę, która pozwala uzyskać z nich moc 211 koni mechanicznych. A to już wcale taka skromna wartość nie jest. Zwłaszcza, jeśli połączymy ją z napędem na tylną oś.

Infiniti-Q50-tylne-swiatla

Dla kierowcy

Infiniti Q50 to samochód stworzony przede wszystkim dla kierowcy. Nie jest to limuzyna prezesa przez stosunkowo ograniczoną ilość miejsca z tyłu. Pasażerowie powyżej 185 cm będą mogli narzekać na brak wystarczającej przestrzeni na nogi, czy nad głowami. Nie będą jednak mieli prawa narzekać na komfort oferowany przez tylną kanapę – jest to naprawdę wygodne miejsce do siedzenia.

To jednak nic w porównaniu z tym, jaki fotel do dyspozycji otrzymuje kierowca. Jeśli ktoś dałby mi 1000 zł za wskazanie chociaż jednej jego wady, to wróciłbym do domu z pustymi rękami. Dzięki wszechstronnej regulacji każdy znajdzie idealną pozycję za kierownicą. Elektrycznie możemy regulować nachylenie siedziska, oparcia, wypełnienie odcinka lędźwiowego, oraz „pompować” jego boczne części. To wszystko można zapisać w pamięci samochodu, dzięki czemu nawet użyczając go komuś innemu nie stracimy idealnej kombinacji. Wykonanie foteli i wygoda zasługują na słowa uznania. Skóra wysokiej jakości, odpowiednio dobrana twardość siedziska. Idealny zestaw na krótkie, dynamiczne przejażdżki, jak i na wielogodzinne podróże po autostradzie.

Infiniti-Q50-felga

Prowadzenie

Ciekawostką jest, że w sedanie Infiniti koło kierownicze nie jest w żaden sposób połączone mechanicznie z kołami. Ruchy kierownicy zamieniane są na impulsy elektryczne, a wszystkim co dzieje się później steruje komputer. Fani klasycznych, mechanicznych układów złapią się za głowę, jednak zupełnie niepotrzebnie. Komputery bowiem dają tu radę w 100%! Dzięki systemowi „Infiniti Drive Mode Selector” można dowolnie modyfikować zachowanie koła kierownicy. Wedle życzenia możemy obracać nią zupełnie bez wysiłku, niczym w miejskim hatchbacku, albo ustawić maksymalny opór. Ja zdecydowanie preferowałem tą drugą opcję, która zapewnia znacznie lepsze (i wyróżniające się na tle konkurencji) czucie samochodu podczas jazdy.

Od układu kierowniczego nie odstaje zawieszenie. Infiniti nie jest samochodem dla osób, które poszukują pojazdu „płynącego” po drodze. Tutaj czuć każdy wybój i każdą nierówność (chociaż ich za bardzo nie słychać – kultura pracy układu stoi na wysokim poziomie). Dużą rolę odgrywają tu niskoprofilowe, 19” felgi, jednak samo zawieszenie też nie należy do najbardziej miękkich. Nie każdemu się to spodoba, ale fakt zostaje – dzięki takiemu zestrojeniu samochód wręcz klei się do drogi i daje kierowcy duży spokój podczas pokonywania zakrętów.

O bezpieczeństwo i spokój podróżujących dbają również różne systemy wspomagające kierowcę podczas jazdy. Q50 naprawdę dużo może zrobić za nas. Sam ostrzeże o potencjalnej kolizji i wytraci prędkość gdy wyczuje, że za szybko zbliżamy się do przeszkody przed nami, sam przyspieszy, sam wykryje inny pojazd w martwym polu, sam skoryguje tor jazdy gdy wyczuje, że samochód opuszcza swój pas ruchu. Oczywiście te systemy nie zwalniają kierowcy z troski o bezpieczną jazdę, ale miło wiedzieć, że ewentualna chwila nieuwagi może zostać nam wybaczona przez elektroniczny parasol ochronny.

Infiniti-Q50-silnik

Silnik OK, skrzynia już mniej

Odpowiadając na pytanie zadanie w pierwszym akapicie – umieszczenie w Q50 dwulitrowej benzyny sprawdza się bardzo dobrze. W żadnej sytuacji nie czułem, że Infiniti brakuje mocy. Obojętnie czy mówimy o włączaniu się do ruchu w mieście, wyprzedzaniu na drodze krajowej, czy autostradzie. Q50 zawsze miało chęć do dynamicznego przyspieszania. Miło zaskoczyła mnie kultura pracy tego benzynowego motoru – na niskich obrotach jest niemal niesłyszalny (co doskonale łączy się z dobrym wyciszeniem kabiny i gwarantuje spokój nawet przy wyższych prędkościach), a gdy wkręcimy go pod czerwone pole, wydaje całkiem przyjemny dla ucha dźwięk.

Niestety skrzynia biegów, 7-stopniowy automat, nie jest już tak godna pochwały. Jej atutem jest fakt, że zmienia biegi niezauważalnie, bez jakiekolwiek szarpnięcia i to obojętnie na jakich obrotach jedziemy. Jednak jej znaczącą wadą jest szybkość działania. Widać to zwłaszcza, gdy zechcemy pobawić się trochę manetkami i popatrzymy ile czasu potrzebuje skrzynia, aby spełnić nasz „rozkaz” zmiany biegu. W porównaniu z tym, co oferuje bezpośrednia konkurencja jest tu wiele do poprawy.

Infiniti-Q50-naszycie

Czy czegoś brakuje?

Konfigurując testowy egzemplarz ludzie w Infiniti „nie brali żadnych jeńców” i umieścili na pokładzie wszystko, co ten model ma do zaoferowania. W porównaniu do niemieckiej konkurencji w Q50 przejrzenie listy wyposażenia nie zajmuje dwóch dni oraz nie wymaga rozrysowania sieci zależności („zamówienie tej opcji anuluje dwie poprzednie”), a większość opcji została zawarta w tematycznych pakietach.

Na liście wyposażenia warto podkreślić chociażby rewelacyjnie świecące, skrętne LEDy z przodu, które przy jesiennej aurze raz za razem pokazywały swoją klasę. Bardzo dobrze gra również zestaw BOSE składający się aż z 14 głośników – melomani spokojnie mogą sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się do Infiniti. Podczas parkowania bardzo pomaga też 360-stopniowy widok z kamer.

Infiniti-Q50-zmiana-biegow

Jak na premium przystało

Powyżej przedstawiłem kilka bardziej rzucających się w oczy elementów. Ale w Infiniti znajdziemy bardzo wiele smaczków i drobiazgów, które połączone ze sobą sprawiają, że kierowca czuje się w nim wyjątkowo i po prostu dobrze. Prześledźmy chociażby proces wejścia do samochodu. Pociągamy za klamkę, a samochód sam się otwiera dzięki systemowi bezkluczykowemu. Po zajęciu miejsca i włączeniu silnika kierownica wraz z fotelem elektrycznie ustawia się w pożądanym położeniu, a pasy lekko się same napinają. Przy wychodzeniu fotel się odsuwa, kierownica podnosi, a pas dzięki pracy silnika elektrycznego zwija. Wszystko, aby ułatwić wysiadanie. To różni Infiniti i jego „kolegów premium” od „zwykłych” samochodów.

Również samo wykonanie wnętrza nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z górną półką. Skóra, aluminium, dobrej jakości plastiki, ciekawy projekt deski rozdzielczej – nie ma się do czego przyczepić. No…może do zegarów, bo za dużo jest w nich Nissana, a za mało Infiniti.

Infiniti-Q50-ekran

Tablety górą?

W Infiniti znakomicie odnajdą się miłośnicy urządzeń z dotykowymi ekranami. W Q50 znalazły się bowiem dwa wyświetlacze sterowane dotykiem. Górny odpowiada za nawigację (można go też dzielić, np. ze wskazaniami komputera pokładowego), dolny „ogarnia” pozostałe systemy. Japończycy poszli tutaj trochę inną ścieżką, niż większość konkurencji, która stawia na obsługę za pomocą wielofunkcyjnego pokrętła. Czy dobrą?

Moim zdaniem nie do końca. Chociażby dlatego, że zastosowanie ekranu pojemnościowego sprawia, że aby z niego korzystać musimy zdjąć rękawiczki. Całe szczęście, że w czasie testu mrozy na dworze odpuściły… Po drugie umiejscowienie sterowania większością funkcji w jednym intuicyjnym pokrętle otoczonym fizycznymi przyciskami mniej rozprasza uwagę, niż celowanie w wirtualne przyciski na ekranie. Również sam system nie jest idealny – przejścia pomiędzy stronami w menu, czy niektóre zakładki otwierają się z trochę zbyt dużym opóźnieniem. Jest to zdecydowanie specyficzna filozofia obsługi auta, być może wymaga dopracowania. Nie oznacza to, że Q50 pod tym względem jest złe. Nie jest, a obsługę podstawowych funkcji można załapać szybko. Jednak osobiście wolę chociażby iDrive z BMW niż to, co przygotowało dla nas Infiniti.

Infiniti-Q50-tyl

Wygląd

Warto też wspomnieć o tym, jak auto się prezentuje. Napisać, że Infiniti Q50 to ładny samochód to tak, jakby nie napisać nic. Japońscy projektanci odwalili kawał dobrej roboty tworząc bryłę, która jest z jednej strony elegancka, a przy tym agresywna i pokazująca „kto tu rządzi”. Największe wrażenie oczywiście robi przód, z wściekle „patrzącymi” reflektorami, czy długą i muskularną maską. Jeśli dodamy do tego ogromne 19” felgi, w które wyposażony został egzemplarz testowy, otrzymujemy sylwetkę, która cieszy za każdym razem, gdy się na nią spojrzy. I sądzę, że nawet za parę lat specjalnie się ona nie zestarzeje.

Infiniti ma też jedną cechę, która dla części klientów będzie dużą zaletą – nie ginie w tłumie. Niemiecka konkurencja – powiedzmy to sobie szczerze – trochę spowszedniała na naszych ulicach. Limuzyn segmentu D od Mercedesa, Audi, czy BMW jeździ na tyle dużo, że potrzeba wydać sporo pieniędzy na pakiety stylistyczne i duże felgi, aby zrobić na kimkolwiek wrażenie. A Infiniti Q50, nawet mniej ekstremalnie skonfigurowane, niż opisywany egzemplarz (wersja Sport + 19” felgi) będzie przykuwać uwagę.

Infiniti-Q50-turbo

Podsumowanie

Testowe Infiniti kosztuje 205 000 zł. 171 500 zł kosztuje „podstawa” z dwulitrowym silnikiem benzynowym, do tego dochodzi jeszcze skromne 35 000 zł na dodatki. Moim zdaniem wersja 2,0 turbo jest idealnym wyborem dla tego samochodu patrząc na przelicznik cena-możliwości. Jest tańsza niż diesel 2,2 litra i mocniejsza od niego o 41 KM. Zużywa więcej paliwa, ale podnoszenie tego argumentu przy podanej wyżej cenie zakupu mija się z celem (za to sens ma wspomnienie o 80 litrowym baku, który zapewnia samochodowi naprawdę solidny zasięg).

Wyżej jest jeszcze model Q50S Hybrid z silnikiem V6 o budzącej respekt mocy 364 KM. Jeśli kogoś stać, to oczywiście warto. „More is better”, jak mawiał Jeremy Clarkson. Jednak do normalnej, codziennej jazdy po mieście, czy poza terenem zabudowanym 211 KM w zupełności wystarcza. Szkoda jedynie, że ta moc nie może być przenoszona na wszystkie koła – napęd AWD zarezerwowany jest tylko dla wspomnianego wyżej topowego Q50S.

Infiniti Q50 nie jest wolne od wad. Główną jest skrzynia biegów, która w porównaniu z konkurencyjnymi rozwiązaniami nie grzeszy szybkością. Jednak lista zalet japońskiego sedana jest znacznie dłuższa. Mnie osobiście najbardziej urzekł jego agresywny charakter, który widać zarówno w bryle zewnętrznej, jak i w sposobie prowadzenia. Ten samochód ma dawać kierowcy radość, a zarazem pewność i poczucie luksusu. Ze wszystkich zadań wywiązuje się znakomicie. Jeśli macie leżące luzem 200 000 zł, to nic tylko brać… 🙂

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , ,