Kombi po szwedzku, czyli test Volvo V70

avatar
Rafał Pazura
05 lutego 2012

Mówiąc Szwecja pojawiają się różne skojarzenia. Najczęściej jest to obraz pewnej globalnej marki meblarskiej, nieskazitelnie czyste środowisko i samochód (starsi datą widzą jeszcze Kmicica upychającego ładunek wybuchowy w wielkiej armacie rodem ze Skandynawii, która przyjechała, by zrobić „kuku” pewnemu klasztorowi w Polsce). Zatrzymajmy się jednak przy tym aucie. Zamknijcie oczy i co widzicie? Bo ja zawsze nadwozie kombi. I markę, której logo zawiera symbol żelaza.

Dla większości osób logotyp Volvo, który stanowi litera „O” ze strzałką skierowaną ukośnie do góry, to symbol płci męskiej. To jednak tylko część prawdy, gdyż wspomniany symbol to starożytne oznaczenie chemiczne żelaza. Ponadto w języku łacińskim wyraz „volvo” oznacza „toczę się.” Określenie to idealnie oddawało pierwotny charakter marki, która nim zaczęła produkować samochody, zajmowała się wytwarzaniem łożysk kulkowych. Znak żelaza na samochodzie miał nawiązać do cenionej na świecie, słynnej szwedzkiej stali.

Po prostu Volvo

Dziś żelazne logo reprezentuje markę, która silnie przemawia do emocji klientów. Patrząc na największe kombi spod znaku Volvo można spuentować jego wygląd jednym słowem – solidny. Automatycznie dorzuca się do tego przymiotniki: bezpieczny oraz trwały. To doskonały kapitał wizerunkowy, na który nie miały wpływu mariaże marki z Fordem, czy przejęcie przez chińskich właścicieli. Wspomniane cechy emanują w szczególny sposób od modelu V70, który pozostał jeszcze w poprzedniej epoce, jeśli chodzi o stylistykę szwedzkiej marki. Wystarczy spojrzeć na Volvo V60, by zrozumieć co mam na myśli.

Linia V70 z pewnością nie przypadnie do gustu każdemu. To dość surowo naszkicowany projekt, który – co tu ukrywać – przemawia do konserwatywnie usposobionego klienta. I wcale nie chodzi tu o jego wiek. Raczej w grę wchodzi tu pragmatyczne podejście do życia – minimalizm oraz prostota formy, ale pod spodem najnowocześniejsza technika i wysoka jakość. W testowanym egzemplarzu dodano jednak całości nieco pieprzu poprzez „ubranie” Volvo w opcjonalny pakiet R-Design. Dzięki temu monumentalna sylwetka wygląda zdecydowanie lżej, a auto poprzez detale (zderzaki, spojlery, progi, felgi) nabrało nieco sportowego sznytu.

Volvo-V70-1

Ekologia to priorytet

Model oznaczony jako T4 nie oznacza wcale, że pod maską zamieszkały tabuny narowistych rumaków. Tym symbolem już kilkanaście lat temu znakowano auta Volvo, które dysponowały mocą minimum 200 KM. Tym razem jest inaczej. Szczególnie, że pod potężną maską umieszczono silnik o pojemności…1.6 litra. Nie żartuję. Jest co prawda turbina, która wyciska z tego silniczka 180 KM, ale czy taka jednostka poradzi sobie ze sprawnym rozpędzaniem ciężkiego i wielkiego nadwozia? I przede wszystkim, czy taki motor pasuje do charakteru V70?

Argumentów, aby serwować taką jednostkę w Skandynawii jest cała masa, a jednym z  głównych jest oczywiście ekologia. Wyobraźcie sobie, że na Zachodzie firmy organizując przetargi na zakup floty samochodowej coraz powszechniej stosują zasadę, że jednym z  głównych kryteriów decydujących o zakupie jest niska emisja CO2. Ekologia idzie w parze z ekonomią, a oszczędności są oczywiste – zniżki w ubezpieczeniu, mniejsze podatki, mniejsze zużycie paliwa. Wielkie auta mają z tym problem, dlatego powstają takie mariaże, jak duże kombi i małolitrażowa jednostka napędowa. Tyle teoria, ale jak to jeździ?

Przyznaję, że byłem sceptycznie nastawiony i obawiałem się, że autem po prostu można się tylko toczyć. „Gdybym miał kapelusz, chyba nie zdejmowałbym go nawet w kabinie tego emeryckiego auta” – pomyślałem nim po raz pierwszy uruchomiłem silnik. Po dziesięciu minutach jazdy miałem już jednak zupełnie inne zdanie.

Po pierwsze – 180 KM i moment obrotowy dostępny w bardzo szerokim zakresie obrotów (240 Nm przy 1600-5000 obr. /min) sprawiają, że dynamika okazuje się bardzo przyzwoita. Co więcej – nawet sprint od 0-100 km/h jest całkiem zadowalający, bowiem ważącemu ponad 1,6 tony autu zajmuje 8,7 sekundy. Oczywiście szwedzkie kombi z tym silnikiem nie ma natury sportowca i przeznaczone jest raczej dla spokojnie usposobionego kierowcy. Jednak wyprzedzanie, szybka zmiana pasa – to manewry, które kierującemu V70 z tym silnikiem nie przysporzą specjalnego stresu.

Po drugie – auto wyjątkowo oszczędnie obchodzi się z każdym litrem paliwa. Nawet jazda po zatłoczonych ulicach stolicy nie przełożyła się na spalanie wyższe niż 10,5l na każde sto kilometrów. Podczas testu bywały dni, gdy komputer wskazywał spalanie na powyższym dystansie nieznacznie przekraczające 9l. W trasie, łagodne traktowanie gazu odwdzięczy się wynikiem w okolicach 7l/100 km. Jak dla mnie  – to doskonałe parametry, które rekompensują w pewien sposób ograniczone osiągi auta. Słowa uznania dla systemu START-STOP, który pomaga w osiągnięciu niskiego zapotrzebowania na oktany. Silnik momentalnie uruchamia się, gdy wciskamy sprzęgło i wręcz niezauważalnie przechodzi w stan spoczynku gdy „na luzie” stajemy na światłach. Spora w tym zasługa wzorowego wyciszenia jednostki napędowej i jej wysokiej kultury pracy.

Volvo-V70-2

Nie za miękko

V70 resoruje sztywniej i sprężyściej, niż się spodziewałem. Mimo rodzinnych inklinacji auto nie jest przesadnie miękkie, dzięki czemu nadwozie nie wychyla się zbyt mocno na boki, gdy ostrzej potraktujemy zakręt. Długie nadwozie nie lubi jednak dynamicznej jazdy w slalomie o czym informuje także  układ kierowniczy, który zbyt ospale przekazuje informacje z osi skrętnej na koło kierownicy. Bądźmy jednak sprawiedliwi – jego aspiracją nie jest optymalne prowadzenie się po górskich serpentynach.

Zawieszenie V70 jest przewidywalne oraz pewnie i cicho rozprawia się z większością nierówności. Można je określić mianem złotego środka, gdyż udanie łączy cechy auta komfortowego, zapewniając równocześnie odpowiednie czucie pojazdu na różnych jakościowo drogach. Samochód jest wprost stworzony do długich podróży, w których ujmuje komfortem i spokojem z jakim się prowadzi.

Po staremu

Na temat szwedzkiej szkoły stylizacji wnętrza napisano już chyba wszystko. Projektanci do perfekcji doprowadzili symbiozę nowoczesnej sztuki użytkowej z klasyczną prostotą i ergonomią. Tu nic nikogo nie zaskoczy, a instrukcja obsługi prawdopodobnie na wieczność pozostanie w folii. To specyficzne połączenie minimalistycznej, surowej formy, której nie sposób odmówić artystycznego polotu. W żadnym innym aucie określenie „deska rozdzielcza” nie przekłada się w tak dosłowny sposób, jak w autach Volvo. Słynna, pływająca konsola centralna jest cienka niczym listewka i zwrócona w stronę kierowcy. Dla oponentów takiego porządku oryginalny panel centralny będzie tylko wygiętą deską do prasowania, a nie oldschoolowym narzędziem pracy. Jednak nawet przeciwnicy takiego stylu przyznają, że cechuje go wyjątkowa poręczność obsługi.

Po liftingu zniknął wysuwany ze środka konsoli ekran systemu multimedialnego – teraz jest on na stałe umieszczony pod specjalnym daszkiem – inspiracja niemiecką konkurencją klasy Premium jest tu oczywista. Może nie wygląda to lekko i zwiewnie, ale poprawia czytelność ekranu podczas słonecznych dni. Grubą skórzaną kierownicę oraz duże przyciski do sterowania systemem audio i tempomatem doceniłby z pewnością „hardcorowy koksu,” którego dłonie przypominają bochny chleba. Jedyne co przeszkadza, to małe i zbyt blisko siebie ulokowane przyciski pomiędzy czterema pokrętłami panelu centralnego. Robert Burneika miałby problemy z właściwym trafieniem w odpowiedni klawisz.

Volvo-V70-3

Prewencja

Bezpieczeństwo podróżnych – to element szczególnie bliski dla skandynawskiej marki. Mamy więc system City Safety, który samoczynnie wyhamowuje pojazd, gdy laserowy czujnik uzna, że za szybko zbliżamy się do auta znajdującego przed nami. Układ działa do 30 km/h i jego zadaniem jest walka z typowymi stłuczkami, których tak naprawdę w ruchu miejskim jest najwięcej.

Na pokładzie Volvo otrzymamy oczywiście komplet poduszek powietrznych i aktywne zagłówki, układ dynamicznej kontroli stabilności oraz inne typowe dla klasy Premium wspomagacze trakcji i hamowania. Testowany egzemplarz wzbogacony o wspomniany wcześniej pakiet R-Design wyróżniają m.in.: chromowane wstawki w kokpicie, dwukolorowa i skórzana tapicerka, specjalny system poprawy jakości powietrza w kabinie, dwustrefowa klimatyzacja, asystent parkowania, przyzwoicie grający sprzęt audio (z nawigacją i DVD/MP3) z ośmioma głośnikami i złączem USB, 18-calowe alufelgi czy doskonałe biksenonowe reflektory skrętne.

Specjalność – rodzina

Niejako na deser zostawiłem sobie specjalność V70, jaką jest jego rodzinny charakter. W kabinie nie powinno braknąc miejsca nawet rosłym pasażerom. Na wyjątkowo wygodnych fotelach łatwo znaleźć optymalną pozycję, choć regulacja podparcia lędźwiowego znajduje się w dość problematycznym miejscu. Z tyłu także nie poskąpiono miejsca długonogim osobom, a niemal płaska podłoga zachęca do jazdy we trójkę na wygodnej kanapie.

Doskonałym pomysłem okazuje się opcja wkomponowanych podkładek dziecięcych (dopłata 1530 zl), które „pojawiają się,” gdy pociągniemy dźwignię znajdującą się przy siedziskach skrajnych miejsc na tylnej kanapie. Oczywiście nie można tam wozić zbyt małych dzieci (dla nich trzeba korzystać z opcji zewnętrznego fotelika), ale już „od trzylatka” wzwyż spełniają one swoją rolę doskonale. Owe podkładki posiadają regulację na dwóch wysokościach – górne położenie jest przeznaczone dla dzieci o wzroście od 95 do 120 cm i wadze od 15 do 25 kg, natomiast dolne dla dzieci o wzroście od 115 do 140 cm i wadze od 22 do 36 kg., Takie rozwiązanie pozwala na właściwe przypięcie dziecka pasami bezpieczeństwa, a razem z układem ograniczającym siłę napięcia pasów umożliwia zmniejszenie nacisku na szyję i klatkę piersiową małego podróżnika. Ponadto rozwija się kurtyna powietrzna (IC), by zapewnić dodatkową ochronę przy uderzeniu w bok samochodu. Oczywiście gdy podwyższenia nie są potrzebne można je łatwo schować w siedziskach tylnych siedzeń i mamy ponownie do dyspozycji normalną kanapę.

Klasą samą w sobie jest bagażnik. Prawie 580 litrów foremnie ukształtowanej przestrzeni, pozwoli „upakować” do kufra naprawdę więcej niż potrzeba na wyjazd wakacyjny całej rodziny. Pod podłogą, która po odchyleniu podtrzymuje teleskop, znalazły się praktyczne przegrody do umieszczenia drobniejszych przedmiotów. Po złożeniu oparcia kanapy powstaje idealnie równa płaszczyzna, dzięki czemu łatwo przewieźć długie przedmioty (po złożeniu oparcia fotela pasażera z przodu – ponad 3 m długości) czy wielkie kartony, np. pralkę, czy 42-calowy telewizor LCD. Jak na luksusowe auto przystało, klapę bagażnika można otwierać i zamykać elektrycznie.

Cennik

Volvo V70 T4 R-Design otwiera suma 162 tys. zł. Za tę kwotę otrzymujemy naprawdę dobrze wyposażoną wersję, której luksusowy klimat podkreśla dedykowana, skórzana tapicerka wnętrza. R-Design to także: bardziej sportowe nastawy zawieszenia oraz nieco rasowego wyglądu nadwozia. Analizując cennik – to chyba najtańsza opcja, by cieszyć się z nadwozia kombi o bardziej wysublimowanej stylizacji.  Pozostaje tylko pytanie, czy taka kwota jest adekwatna do silnika o pojemności 1.6 litra? Jeśli auto służyć ma do „wożenia się” z rodziną – nikt nie powinien być rozczarowany. Jest jeszcze kwestia wizerunkowo-mentalna – jeśli komuś nie przeszkadza, że pod maską luksusowego auta pracuje „plebejskie,” czterocylindrowe serce, to rekompensata w postaci przyzwoitych osiągów i niskiego spalania powinna być przekonywująca.

Rafał Pazura

Zdjęcia: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *