SsangYong Korando – powrót koreańskich smoków (TEST)

avatar
Rafał Pazura
07 grudnia 2011

Ssangyong Korando. Tym modelem koreańska marka próbuje pisać nowy rozdział w swojej historii na europejskim rynku. Dwa lata temu firma wycofała się ze Starego Kontynentu z powodu finansowej zapaści. Ratunek przyszedł z Indii. Nowy właściciel Mahindra & Mahindra postawił na sprawdzone rozwiązania – linie Korando nakreśliło słynne włoskie studio stylistyczne Giugiaro. Teraz Ssangyong może z otwartą przyłbicą atakować segment kompaktowych SUV-ów.

Prawda jest bowiem taka, że o ile wcześniej modele tej koreańskiej marki prezentowały się przyzwoicie pod względem technicznym, o tyle w kwestii stylistyki były mówiąc delikatnie – kontrowersyjne. Actyon, Kyron czy Rexton czerpały nawet technologie od starszych modeli Mercedesa, ale wizualnie były dla Europejczyka zbyt egzotyczne. Niekwestionowanym „liderem” w tej materii był niewątpliwie Rodius – tyleż praktyczny, co mówiąc wprost – brzydki, laureat wielu nieformalnych rankingów na najbrzydszy pojazd globu.

Po prostu ładny

Teraz wszystko się zmienia. Nowy Korando to całkowicie odmienne podejście do tematu designu marki, której nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza „bliźniacze smoki.” Hinduski właściciel Ssangyonga nie wynalazł prochu – obserwując europejski sukces Hyundaia i KIA poszedł tym samym tropem i projekt auta powierzył najlepszym stylistom na kontynencie. Efekt – oceńcie sami.

Ssangyong-Korando-1

Moim zdaniem Korando wygląda świetnie – muskulatura SUV-a świetnie koresponduje tu z lekkością łagodnych linii. Z przodu uwagę przyciąga atrapa chłodnicy, która z powodzeniem pasowałaby do sportowego auta. Muskularny zderzak emanuje zarówno siłą jak i elegancją poprzez chromowane wstawki. Za sprawą krótkich zwisów nadwozia zarówno z przodu jak i z tyłu, Korando wygląda na mniejsze niż jest w rzeczywistości. Auto prezentuje się nowocześnie i wyróżnia pozytywnie na tle konkurencji. Trudno pomylić je z inną marką, a to już plus dla osób szukających indywidualizmu. Ponadto podwójna końcówka wydechu sugeruje mocne serce pracujące pod maską.

Sztuka wyboru

W kwestii oceny napędu mam dwie wiadomości – dobrą i złą. Dobra jest taka, że pod maską znalazł się dwulitrowy motor Diesla o imponującej mocy 175 KM, za który nie trzeba dopłacać, bowiem jest on standardem dla wszystkich odmian wyposażenia. Złe wieści są takie, że innego wyboru nie mamy. Tylko Diesel i tylko o takiej,  a nie innej mocy. Miłośnicy jednostek benzynowych muszą poczekać – debiut nowego silnika benzynowego zapowiadany jest niebawem. Na pocieszenie mogę dodać, że do SUV-a właśnie mocny motor wysokoprężny okazuję się być najbardziej racjonalnym napędem.

Ten konstrukcji Ssangyonga nie ma już wspólnych genów z jednostkami Mercedesa, ale robi naprawdę dobre wrażenie. Po pierwsze nie brakuje mu „pary,” bo do 100 km/h rozpędza bryłę o masie ok. 1,7 tony w czasie równych dziesięciu sekund. Moment obrotowy o wartości 360 Nm pozwala na sprawne nabieranie prędkości, choć czuć pewien niedostatek mocy, gdy wskazówka znajduje się poniżej cyferki „2” na tarczy obrotomierza. Poza tym brak zastrzeżeń w temacie dynamiki. Korando okazuje się być nawet szybsze niż 150-konna Toyota RAV4 z 2.2 litrowym Dieslem.

Gorzej nieco poradzono sobie z izolacją jednostki od dźwięków wydobywających się spod maski. Niemal zawsze wiemy, że w baku chlupocze „ropa”, choć dźwięk do nieprzyjemnych nie należy. Ponadto na wolnych obrotach czuć wibracje silnika, które przenoszą się zarówno na koło kierownicy jak i lewarek zmiany biegów. Dramatu nie ma, ale konkurenci robią to po prostu lepiej. Nie do końca przypadła mi także do gustu praca skrzyni biegów. Same przełożenia, których jest sześć, dobrano właściwie. Jednak szybka zabawa lewarkiem sprawia, że pojedyncze tryby potrafią sprawiać opór podczas przełączania, szczególnie „dwójka.”

Dużą zaletą silnika oznaczonego jako e-XDi200 jest natomiast jego apetyt na paliwo, a mówiąc dokładniej – jego powściągliwa natura w tym aspekcie. Podczas jazdy zakorkowanymi ulicami stolicy nie było ono większe niż 9,0 l/100 km. W trasie, płynna jazda na szóstym biegu odwdzięczy się wynikiem w granicach 6,5 litrów. Jak na czteronapędowego SUV-a, to wartości dające jego twórcom powody do dumy.

Kierunek – komfort

Korando prowadzi się tak, jak na SUV-a przystało. Pewne właściwości jezdne niezależnie od warunków panujących na drodze to powód, dla którego tak wiele osób decyduje się właśnie na auta tego typu. Napęd obu osi jest sterowany elektronicznie i jest typowym przedstawicielem gatunku AWD (All Wheel Drive). Podczas jazdy po suchym asfalcie samochód zachowuje się jak typowe przednionapędowe auto, w którym 100% siły napędowej przypada właśnie na tę oś. Takie rozwiązanie pozwala zmniejszyć zużycie paliwa.

Natomiast podczas ostrego startu spod świateł lub na mniej przyczepnej nawierzchni, kiedy potrzebna jest optymalna trakcja, elektroniczny czujnik optymalnie rozdziela moment obrotowy na wszystkie koła. Kiedy zajdzie potrzeba możemy za pośrednictwem przycisku „Lock” zblokować na stałe rozdział momentu pomiędzy osie napędowe w stosunku 50:50. Po przekroczeniu ok. 45 km/h system wyłącza blokadę osi i przechodzi w tryb AUTO.

Ssangyong-Korando-2

Priorytetowo potraktowano temat komfortu. Wielowahaczowe zawieszenie tylnej osi skutecznie filtruje wszelkie niedostatki rodzimych dróg. Co ważne robi to z gracją i nie emituje przy tym nieprzyjemnych dźwięków w kabinie. W ostro pokonywanych łukach daje się odczuć jego miękka natura, która wyczuwalnie przechyla nadwozie. Armia elektronicznych kagańców dba jednak, by wszystko odbywało się w sposób przewidywalny i bezpieczny dla podróżujących Korando. Podczas szybszej jazdy układ kierowniczy ujawnia, że do perfekcji sporo mu brakuje. Wówczas kierowca otrzymuje ograniczone informacje na temat tego, co dzieje się na styku opon i jezdni. To jednak pewna specyfika SUV-ów i na co dzień, podczas typowej, „rozsądnej” eksploatacji, nie stanowi to o wadzie całego układu.

Nowa jakość

W kabinie Korando styliści raczej sobie nie poszaleli. Jednak nie o to chodzi w aucie tego pokroju. Kokpit powinien być praktycznie zaprojektowany i rzeczowo urządzony. I tak jest w istocie. Ilość przycisków ograniczono do niezbędnego minimum, a każdy jest logicznie opisany i umieszczony. No może prawie każdy, bowiem niechlubnym wyjątkiem jest przełącznik do sterowania komputerem pokładowym, który umieszono na konsoli centralnej. Oczywiście mogłoby być gorzej, co udowadniają nawet zacniejsze wizerunkowo marki, lokując ów ważny przycisk za kierownicą przy zegarach centralnych. Niemniej panowie projektanci i księgowi -warto przyjąć do wiadomości, że najbardziej logiczne miejsce na sterowanie komputerem to koło kierownicy, względnie przycisk w dźwigni kierunkowskazów bądź wycieraczek. Kropka.

We wnętrzu widać zauważalny postęp jakościowy, który dokonał się w porównaniu do poprzednich modeli tej marki. Co prawda dominują twardsze tworzywa, ale do ich wyglądu jak i precyzji spasowania nie można mieć uwag. Test w postaci jazdy po „kocich łbach” i sporych wybojach nie obnażył niedostatków w tej dziedzinie – w środku było przyjemnie cicho. Przed oczami kierowcy zegary o klasycznej formie i stylizacji. Są nad wyraz czytelne i estetycznie wykonane.

W sam raz

Rozstawem osi wynoszącym 2650 mm Korando deklasuje Toyotę RAV4 (2560 mm) i pokonuje Hyundaia ix35 (2640 mm). Faktycznie, w środku jest naprawdę sporo miejsca, ale nie na tyle więcej od rywali, by dało się to wyraźnie odczuć. Same liczby bywają więc złudne.

Z przodu, na całkiem wygodnych fotelach, „odnajdą się” nawet ciała wysokich osób. Fotele są wszechstronnie regulowane, a kolumna kierownicza posiada regulację pionową i osiową, co wcale nie jest tak oczywiste w przypadku azjatyckich pojazdów. Gorzej, gdy oceniać fotele pod kątem utrzymania sylwetki w ciasno pokonywanych zakrętach. Ewidentnie przydałoby się lepsze wyprofilowanie oparć.

Z tyłu wygospodarowano sporo przestrzeni, a brak tunelu środkowego zachęca do zajęcia centralnego miejsca, które zazwyczaj bywa najbardziej unikane przez pasażerów. W dłuższej trasie przyda się także możliwość pochylenia oparcia tylnej kanapy.

Bagażnik dysponuje pojemnością ponad 480 litrów, co należy do przeciętnych wyników w klasie SUV. Cieszy natomiast jego praktyczny charakter. Jednym ruchem ręki składa się oparcie kanapy i zyskujemy ponad 1300 litrów przestrzeni do zagospodarowania. Bardzo pomysłowo rozwiązano kwestię zdjętej rolety, gdy przewozimy jakieś duże pakunki. Zazwyczaj nie ma co z nią zrobić. W Ssangyongu nie ma z tym problemu, gdyż dla rolety przewidziano specjalne miejsce pod podłogą bagażnika. Poza tym na drugim poziomie kufra znalazły się praktyczne przegródki do umieszczenia drobnych przedmiotów, co pozwala utrzymać porządek w jego wnętrzu.

Ssangyong-Korando-3

Największy atut

Głównym wyróżnikiem Korando w odniesieniu do konkurencji jest to, co w dobie kryzysu może okazać się sporym atutem. Chodzi o cenę.

Podstawowa wersja Crystal w aktualnej promocji kosztuje 83 tys. zł. W standardzie więcej niż niezbędne wyposażenie: ABS z EBD, ESP, kontrola trakcji, elektryka szyb i lusterek, poduszki: czołowe, boczne i kurtynowe, asystent ruszania pod górę, tempomat, czy komputer pokładowy. Ponadto: audio z CD/MP3 i wejściem USB oraz systemem bluetooth. A wszystkim tym można sterować za pomocą multifunkcyjnej kierownicy. Do tego 16-calowe alufelgi i manualna klimatyzacja. Nieźle jak na bazową odmianę?

Wersja Crystal nie posiada jednak napędu 4×4. Ten jest dostępny opcjonalnie w jeszcze bogatszej opcji Quartz za 93 tys. zł (dodatkowo m.in.: automatyczna klimatyzacja, 17-calowe alufelgi, skórzana kierownica i drążek zmiany biegów, czujniki cofania, podgrzewane fotele, fotochromatyczne lusterko wewnętrzne). Za napęd obu osi trzeba dopłacić 6 tys. zł. To nadal mniej niż sto tysięcy złotych za niemal kompletnie wyposażonego SUV-a. Patrząc na podobnie wyposażone auta konkurencji w postaci Hyundaia ix35 i KIA Sportage – w kieszeni zostaje ok. 10-15 tys. zł. Dodając do tego pięcioletnią gwarancję producenta (ograniczona do 100 tys. km przebiegu) otrzymujemy atrakcyjnie opakowanego SUV-a, który aby zaistnieć na rynku musi jeszcze odbudować swoją pozycję w świadomości Polaków. Pierwszy ruch jaki wykonano jest ewidentnie w dobrym kierunku.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , , ,