Lexus GS450h F Sport – sportowiec mimo woli

avatar
Rafał Pazura
30 kwietnia 2013

Od razu można pokochać to wnętrze. Szczególnie, że testowy egzemplarz Lexusa GS 450h urzekł mnie kolorem tapicerki. Czerwona skóra z białymi szwami otula zarówno fotele, tunel środkowy, jak i boczki drzwi. Grafitowa barwa skórzanego poszycia (także z białymi szwami) dodaje uroku również górnej części deski rozdzielczej, gdzie w roli głównej występuje 12,3 calowy kolorowy ekran LED. Lexus, a raczej luksus pełną gębą. Od razu widzę postęp w stosunku do poprzedniego modelu japońskiej limuzyny. Jakością wykonania jeszcze żaden model z wielką literą „L” na masce, nie był tak blisko niemieckiej konkurencji z klasy Premium. Ale czy w innych aspektach jest w stanie nawiązać walkę z rywalami? Poznajcie moje zdanie w tym temacie.

Aby cieszyć oko tak „pikantnie” doprawionym wnętrzem trzeba zdecydować się na GS-a w stylizacji F Sport. Oprócz tapicerki w kolorze „czerwień granatu” otrzymamy m.in. czarną podsufitkę, aluminiowe nakładki pedałów, „metaliczne” elementy ozdobne w desce rozdzielczej, specjalne listwy progowe oraz kierownicę i dźwignię zmiany biegów pokryte perforowaną skórą. Taki zestaw buduje sportowy klimat wnętrza i dodaje mu sporo charakteru.

Lord Vader

To jednak nic w porównaniu z tym, jak pakiet F Sport „działa” na karoserię auta. Popatrzcie na jego przód. Czy coś Wam to przypomina? Jak dla mnie „wypisz-wymaluj” hełm Lorda Vadera z Gwiezdnych Wojen. Zresztą nie jestem odosobniony w tej opinii, bo kilka osób, które zagadnąłem miało dokładnie takie same skojarzenia.

Usportowiony design modelu GS, oprócz agresywnej linii zderzaków, wyróżniają dodatkowo: „wrzecionowaty” grill oraz dyskretne emblematy na przednich błotnikach. Do tego specjalny wzór obręczy kół ze stopów aluminium w rozmiarze 19’cali oraz nastawione na sportową jazdę zawieszenie, nadają tej wersji wyjątkowy, ekscytujący charakter.

Można dyskutować, czy tak „skrojony” przedni zderzak pasuje do – co by nie było – limuzyny, ale jedno trzeba oddać japońskim projektantom: byli odważni w swojej wizji. Nawet „cywilna” odmiana bez przydomka F Sport w nazwie z przodu prezentuje się groźnie. To zasługa nowego, ogromnego i trapezowatego w kształcie grilla, który wcina się w zderzak i sprawia wrażenie, jakby Lexus chciał połknąć wszystko co napotka na swojej drodze. Poza kontrowersyjnym przodem cała linia nowego GS-a wygląda naprawdę świetnie. Odpowiednie dla limuzyny proporcje, klasyczny, ale nie oklepany tył auta z ładnie wkomponowanymi światłami w linię boczną. Dla znudzonych niemiecką poprawnością w tej klasie aut, Lexus może być ciekawą odmianą. Tym bardziej, że poza wyglądem ma zdecydowanie więcej atutów.

Lexus-GS450h-1

Eko-siła

Literka „h” w nazwie aut oznacza oczywiście jedno – pod maską oprócz silnika spalinowego drzemie dodatkowe serce w postaci napędu elektrycznego. W sumie oba silniki generują łączną moc 345 KM, która przenoszona jest na koła tylnej osi. To inaczej niż w większym modelu LS, gdzie napędzane są obie osie. Szczerze mówiąc obawiałem się nieco trakcji auta, bo tak duża moc auta w połączeniu z zimową aurą, w jakiej przyszło mi testować GS-a, wydawała się być problemem. Okazało się, że nie zawsze. Wszystko zależy od trybu jaki wybierze sobie kierowca.

Możemy wybierać spośród czterech opcji: ECO, NORMAL,SPORT S lub SPORT S+, które różnią się od siebie pod względem równowagi między zużyciem paliwa a osiągami. Tryb ECO polecam na miasto. Nastawiony jest na to, aby osiągnąć jak najniższe zużycia paliwa, ale dynamika jest więcej niż wystarczająca jak na teren zabudowany. W poskramianiu apetytu na paliwo pomaga dodatkowo inteligentne sterowanie klimatyzacją i ogrzewaniem foteli. Elektronika rządzi!

NORMAL – to nic innego jak kompromis, pomiędzy komfortem, spalaniem i dynamiką. W praktyce jednak, właśnie ów opcja okazuje się złotym środkiem w jeździe poza miastem. Największe wrażenie zrobiły na mnie tryby sportowe. I nie dlatego, że auto wyrywa do przodu jak z procy, a zawieszenie staje się niezwykle czułe i sztywne. Zaskoczył mnie fakt, że w najbardziej sportowych ustawieniach auto pozbawione jest praktycznie elektronicznych poskramiaczy. System ESP zostaje deaktywowany, a Lexus staje się wówczas prawdziwie dzikim rumakiem. Zamiatanie tyłem w zakrętach? Proszę bardzo. Trzeba tylko pamiętać, że wyłączenie ESP to jak zabawa granatem z wyciągniętą zawleczką. Jednym słowem – ryzykownie. Przyspieszenie do 100 km/h poniżej 6-ciu sekund to świetny wynik.

Lexus-GS450h-2

Dla maniaków ekologii i oszczędzania jest funkcja EV. To tryb w pełni elektryczny, w którym Lexus GS 450h może poruszać się bezgłośnie, nie zużywając paliwa i nie wydzielając szkodliwych związków do atmosfery. Podobnie jak w innych autach hybrydowych koncernu Toyoty, jazda wyłącznie na prądzie możliwa jest na dystansie ok. 2 km. Gdy prąd „się skończy”, auto ponownie staje się hybrydą. Przy prędkościach powyżej 64 km/h do akcji po cichu włącza się 3,5-litrowy silnik benzynowy V6 z bezpośrednim wtryskiem paliwa, działający w cyklu Atkinsona, który w razie potrzeby wspomagany jest przez silnik elektryczny.

Nie ulega wątpliwości, że właściciela GS-a stać na benzynę, dlatego argument dotyczący zużycia paliwa z pewnością nie jest kluczowy przy kupnie auta wartego ponad 350 tys. zł. Jednak fakt, że 345-konna limuzyna o zacięciu sportowym jest w stanie spalać w mieście w granicach 9l budzi podziw. To specjalność aut z napędem hybrydowym, które w przypadku klasy Premium są bardziej wizytówką poglądów właściciela niż dowodem na jego oszczędność. W naszym kraju niestety nic – co ekologiczne w motoryzacji – nie znajduje uznania władz, dlatego wszelkie podatki czy opłaty są identyczne jak dla aut zasilanych tradycyjnym paliwem. Dlatego właścicielowi GS450h musi wystarczyć świadomość, że swoim wyborem „czterech kółek” przyczynia się do redukcji CO2 do atmosfery.

Sportowiec

W trybach EV, ECO i NORMAL zegary centralne są podświetlone na niebiesko i – wzorem innych aut hybrydowych – w miejscu obrotomierza wyświetlany jest specjalny wskaźnik mocy, który podpowiada jak jechać „ekonomicznie”. Jeśli jednak zdecydujemy się na opcje SPORT S lub SPORT S+ podświetlenie przyrządów zyskuje żywy czerwony kolor, a w miejscu wskaźnika mocy pojawia się obrotomierz. I absolutnie nie jest to zbędny gadżet, bo wówczas charakter Lexusa zmienia się diametralnie…

Lexus-GS450h-3

Szczególnie jeśli korzystamy z programu SPORT+, który pozwala na maksymalne wykorzystanie wszelkich osiągów. Nie tylko zmienia on charakterystykę układu napędowego, ale także wspomagania kierownicy czy systemu zintegrowanego zarządzania dynamiką pojazdu (VDIM). W wersji F Sport system VDIM współdziała z układem czterech kół skrętnych, nazywanym dynamicznym układem jezdnym (LDH – Lexus Dynamic Handling System). Układ LDH monitoruje prędkość, kierunek jazdy oraz działania kierowcy i na tej podstawie oblicza optymalny kąt skrętu każdego koła. W praktyce oznacza to, że sterowanie kątem kół przednich i tylnych może być niezależnie od siebie, przez co samochód lepiej wchodzi w zakręty i wychodzi z nich. Auto porusza się stabilniej i zwinniej pokonuje ciasne łuki, a tylne koła nie mają tendencji do zrywania przyczepności. To naprawdę daje się wyczuć, gdy kierowca do maksimum próbuje wykorzystać osiągi auta. W tej materii nowy model GS-a dzieli przepaść w odniesieniu do poprzednika – w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Komfort

Największa zaleta nowego GS-a? Moim zdaniem fakt, że w zależności od preferencji czy nastroju, mamy albo auto o wyraźnym zacięciu sportowym, albo superluksusowy krążownik. To niebywałe, że ten sam samochód po chwili szaleńczej jazdy potrafi rozpieszczać komfortem swoich pasażerów. To zasługa nowej konstrukcji zawieszenia. Układ korekcji sztywności zawieszenia (Adaptive Variable Suspension – AVS) monitoruje nawierzchnię drogi, układ kierowniczy i hamulcowy, dopasowując charakterystykę amortyzacji do warunków i sytuacji. Co ciekawe – nowa konstrukcja tylnego zawieszenia wielowahaczowego pozwoliła na znaczne powiększenie przestrzeni bagażowej. W poprzedniku irytował mizerny kufer liczący sobie 280 l. Dla wielu był to wręcz element dyskwalifikujący hybrydową odmianę GS-a. Japończycy stale jednak rozwijają swoje koncepcje i tym razem nowy GS ze znaczkiem ”h” w nazwie oferuje jak najbardziej akceptowalną pojemność bliską 470l przedziału bagażowego.

Jak wspomniałem na początku – nowy GS wyraźnie poprawił jakość materiałów we wnętrzu. I byłoby idealnie, gdyby nie kilka detali. Niestety Japończykom brakło konsekwencji i doskonałym materiałom tapicerskim towarzyszy zwyczajnie tani – jak na segment Premium – plastik, który udaje szczotkowane aluminium. Podobne wrażenie sprawiają plastikowe wstawki w kierownicy i manetki to sekwencyjnej zmiany biegów. Szkoda, bo gdyby nie to, do liderów byłoby dosłownie o włos.
Moje zastrzeżenia budzi także kilka elementów odpowiedzialnych za ergonomię. Po pierwsze włącznik automatycznego hamulca (hold), którego aktywacja zwalnia kierowcę od konieczności trzymania stopy na hamulcu podczas postoju na światłach. Dlaczego ulokowano go za kierownicą w miejscu całkowicie nie widocznym dla kierowcy? To zagadka znana tylko projektantom.

Lexus-GS450h-4

Mieszane uczucia budzi także sterownik Remote Touch, który w Lexusie pełni role podobne do iDrive w BMW czy MMI w Audi. Niby to pomysłowe, bo prawą ręką steruje się nim podobnie jak komputerową myszką. Niestety podczas jazdy nie jest to wygodne rozwiązanie, bo absorbuje zbyt dużo uwagi kierującego, który musi precyzyjnie nakierować kursorem w interesująca go opcję na ekranie. Za to sam ekran jest wprost genialny. Ponad 12-cali pozwala na niezwykle czytelne ulokowanie wszelkich multimedialnych projekcji. Szczególnie wygodnym okazuje się możliwość podziału ekranu na strefy, np. dotyczące wskazań nawigacji czy zestawu audio firmy Mark Levinson. Ten ostatni to opcja (dopłata 5700 zł) i zawiera 17 głośników, supernowoczesny system 7.1-kanałowego cyfrowego dźwięku surround czy dysk twardy. Słuchanie muzyki i oglądania płyt DVD z takiego zestawu dostarcza wrażeń porównywalnych do udziału w koncercie na żywo.

Doskonałe wrażenie zrobiły na mnie fotele – podgrzewane i wentylowane. Są oczywiście regulowane elektrycznie, a fakt, że można to robić w 16-stu kierunkach pozwala niezwykle precyzyjnie dopasować je do własnego ciała. Prawdziwie mistrzostwo.

Musze wspomnieć jeszcze o kilku drobiazgach. Do tej pory nawet flagowy model Lexusa oferował detale, które mówiąc wprost „zalatywały myszką.” Chodzi o przyciski do sterowania elektryką szyb i lusterek czy cyfrowy zegarek – pamiętające wczesne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. No i fakt, że w żadnym aucie Lexusa nie można było skorzystać z opcji trzykrotnego mrugnięcia kierunkowskazem, by zmienić pas. Po prostu prehistoria, która drażniła szczególnie w autach wartych kilkaset tysięcy złotych. Coś tam się nie zgadzało – płacę i dostaję po części to samo co właściciel Aurisa? Teraz to już przeszłość. Nowy GS zrywa z tym niechlubnym zwyczajem. Szczególnie miłe dla oka wrażenie sprawia analogowy zegarek, z subtelnym LED-owym podświetleniem cyferblatu. Nowocześnie i klasycznie zarazem. Wreszcie…

Bezpieczeństwo…

stoi w GS450h na najwyższym światowym poziomie i wymienianie wszystkich pasywnych oraz aktywnych systemów nie ma tu sensu. W tym segmencie to pewien kanon, dlatego odsyłam do folderów reklamowych marki.

Na uwagę zasługuje jednak bardzo sprawnie działający aktywny tempomat, który optymalnie dobiera siłę hamowania, gdy auto samoczynnie zwalnia za jadącym przed nim pojazdem. Miłym akcentem jest także Projektor HUD, który wyświetla podstawowe parametry auta (prędkość, obroty silnika, wskazania nawigacji) „wirtualnie” za przednią szybą. Jest równie czytelny i funkcjonalny jak wzór tego typu rozwiązań stosowany przez BMW.

Nowy GS może być także wyposażony w system zaawansowanej ochrony przedzderzeniowej (APCS) z funkcją monitorowania kierowcy, który znamy już z modelu LS. Do kompletu: układ wspomagania utrzymania pojazdu na pasie ruchu (LKA). Dzięki zastosowaniu radarów i kamer systemy te rozpoznają objawy zmęczenia kierowcy i generują odpowiednie ostrzeżenia, pomagają utrzymać auto miedzy namalowanymi pasami na jezdni oraz — co najważniejsze — aktywują przedzderzeniowe wspomaganie hamowania i przedzderzeniowe napinacze pasów. Rozwiązania te  wykorzystywane są także do automatycznego utrzymywania odległości od poprzedzającego pojazdu (ACC — tzw. tempomat adaptacyjny).

Lexus-GS450h-5

Niestety nieporozumieniem okazuje się być system szumnie określany przez Lexusa jako Night Vision. Zapewniam, że nie ma on wiele wspólnego z rozwiązaniami stosowanymi u niemieckiej konkurencji. Jest to po prostu zwykła kamera noktowizyjna, która graficznie nie odróżnia np. idących drogą ludzi od drzew. W produktach konkurencji osoby, czy zwierzęta rozpoznawane są na podstawie ciepłoty ciała i wyświetlane na ekranie innym kolorem. To w decydujący sposób wpływa na ich identyfikację podczas jazdy nocą – co w założeniu jest przecież ideą tego typu rozwiązań. W GS-ie to po prostu zwykła kamera na podczerwień, która w minimalny sposób pomaga podczas jazdy nocą. Opcja zdecydowanie zbędna, która występuję w pakiecie z bardzo przydatnymi gadżetami jak: aktywny tempomat czy system ochrony przeciwzderzeniowej – w sumie 35,9 tys. zł. Dlatego lepiej skorzystać z pakietu za 22,5 tys., który nie zawiera Night Vision i za zaoszczędzone ponad 13 tys. zł pojechać na jakiś fajny urlop z „połowicą”.

Wybór

opcji w Lexusie, jeszcze nigdy nie był tak duży jak w przypadku GS-a. I mimo, że w większości stanowią go bardziej lub mniej rozbudowane pakiety, widać, że Japończycy zmierzają w słuszną stronę większej personalizacji swoich modeli. Mój uśmiech na twarzy wywołał jednak jeden gadżet – podgrzewanie kierownicy, które jest standardem od wersji wyposażeniowej Comfort. Okazuje się, że jeśli ktoś nie chce tego udogodnienia otrzyma zwrot w wysokości tysiąca złotych. Jeśli w wersji Prestige komuś nie w smak np. drewniane wstawki na kierownicy – do portfela wróci kolejne 1,9 tys. zł. To się nazywa poważne podejście do tematu.
Jaki wybrać model GS-a? Z pewnością odmiana F Sport wyróżniająca się swoim dynamicznym designem jest dedykowana dla kierowców o zacięciu sportowym. Agresywną stylizację przedniej części nadwozia dopełniają 19-calowe alufelgi. Co ciekawe, model ten „dostrajany” był przez zespół, który do pracował nad ultra sportowym modelem – Lexusem LFA V10. „To przekłada się na lepsze prowadzenie i czucie auta” – informuje producent. Trochę w tym PR-u, ale przyznać trzeba, że auto prowadzi się lepiej od pozostałych wersji.

Lexus GS 450h F Sport to intrygujące połączenie ekologicznego auta, które potrafi być zarówno sportowcem jak i luksusowym środkiem transportu. I to są jego największe zalety.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , ,