Lexus GS450h F-Sport – TEST

Lexus GS450h - TEST
avatar
Aleksander Pławski
10 września 2015

Nowy Lexus GS450h w wersji F-Sport to coś więcej, niż tylko zwykła hybryda. To auto, które w magiczny sposób łączy w sobie komfort, sport, luksus i niskie zużycie paliwa. Jeśli jesteś indywidualistą i masz dosyć wybierania wśród niemieckiej trójcy, udaj się na jazdę testową Lexusem. Może się okazać, że nie będziesz już chciał z niego wysiąść.

Ok, wiele jest dobrych i bardzo dobrych aut w tej klasie. I żeby była jasność – nie zmierzam w tym tekście jakoś specjalnie faworyzować GS-a. Ale prawda jest taka, że to auto ma w sobie jakiś magiczny pierwiastek – czyli coś, co już po kilkunastu przejechanych kilometrach sprawia, że nawet najgorętszy przeciwnik hybryd i bezstopniowych skrzyń biegów „wymięka” i rewiduje swój, wydawałoby się, niezmienialny światopogląd. I tak właśnie było ze mną. Ale zacznijmy od początku…

Lexus-GS450h-przod

Nowy GS450h F-Sport wygląda…

a niech każdy to oceni według własnego gustu. Jeśli o mnie chodzi – mimo znacznego przerysowania przodu wersji F-Sport i generalnego przestylizowania auta, testowany samochód podoba mi się niemiłosiernie. Nie wiem, czy to za sprawą fantastycznego lakieru „grafitowy metalik” (dopłata 5.500 zł) czy przodu a la hełm Lorda Vader’a, czy może przez dynamicznie poprowadzoną linię boczną, ta japońska limuzyna ma w sobie jakiś tajemniczy magnetyzm. Moim skromnym zdaniem jest to obecnie jedno z ładniejszych i bardziej odważnie narysowanych aut segmentu E na rynku. Nie sposób pomylić go z nowym Audi, BMW czy Mercedesem, a to już coś.

Środek

GS-a wreszcie jest taki, jaki być powinien. Po archaicznej stylizacji poprzedniej generacji tego modelu nie pozostał żaden ślad. Wszystko wygląda nowocześnie i stylowo, a materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego są bardzo dobrej jakości. Zresztą ich montaż i spasowanie też stoją na wysokim poziomie. Po zajęciu miejsca kierowcy moją uwagę od razu przykuwa ładna, nie za wielka, mięsista kierownica z logotypem F-Sport.

Lexus-GS450h-wnetrze

W mój gust trafia również minimalistyczna, nie przeładowana przyciskami konsola środkowa oraz prosty, analogowy zegarek wkomponowany pomiędzy nawiewy powietrza. Nieco powyżej niego, na odpowiedniej głębokości, umiejscowiono wielki, kolorowy ekran systemu multimedialnego, który w zależności od potrzeb wyświetla różne informacje. Znakomicie prezentuje się również ciemno-czerwona, skórzana tapicerka, która w nienachalny sposób ożywia kabinę, dodając jej odrobiny szaleństwa. Wszystko razem tworzy odpowiedni klimat, a tzw. „jakość odczuwalna” jest znakiem rozpoznawczym GS-a.

Osobiście przepadam za „zabudowanymi” autami, dlatego od razu spodobała mi się wysoko poprowadzona konsola środkowa. Z jednej strony japońska limuzyna oferuje naprawdę sporą przestrzeń dla pasażerów, z drugiej jednak kierowca ma wrażenie, że auto go otula i nie chce wypuścić. Taki chwyt daje dodatkowe poczucie bezpieczeństwa. Lubię to.

Lexus-GS450h-fotel

Przednie fotele w testowanej wersji są regulowane w niemal każdej płaszczyźnie i zapewniają również bardzo dobre trzymanie na boki (boczki są pompowane, więc można je wyregulować w zależności od indywidualnych potrzeb). O pamięci ustawień oraz komfortowym dostępie do miejsca pracy kierowcy już nie wspominam. Pasażerowie tylnej kanapy też nie powinni narzekać na brak komfortu. Nikomu nie powinno zabraknąć miejsca ani na nogi, ani na szerokość. Oczywiście mówimy o podróży w cztery dorosłe osoby.

Obsługa

wszelakich urządzeń pokładowych nikomu nie powinna nastręczać trudności. Tradycyjnie u Japończyków ergonomia stoi na wysokim poziomie. W obsłudze multimediów na pewno pomaga wielki, kolorowy ekran (nie jest dotykowy). Jest tu jednak pewien zgrzyt – chodzi o urządzenie, jakim jest swojego rodzaju joystick. Jest to wynalazek stworzony na podobieństwo komputerowej myszki. Za jego pomocą poruszamy kursorem po ekranie. I w teorii wszystko wygląda pięknie, tym bardziej, że możemy regulować siłę potrzebną do poruszania tym ustrojstwem. Niestety w praktyce podczas jazdy po nierównej drodze kierowcy jest naprawdę ciężko wcelować np. w poszczególne litery, kiedy zechce wpisać kolejny cel podróży w nawigacji satelitarnej. Niewiele pomaga „magnetyzm” kursora, który dwoi się i troi, żeby pomóc nam wskoczyć na odpowiednią pozycję. Słyszałem już wiele opinii o tym joysticku – od najbardziej krytycznych do tych wychwalających go pod niebiosa. Niestety, do mnie to rozwiązanie nie trafia. Jest średnie i kropka.

Lexus-GS450h-joystick

Mógłbym się teraz rozpisywać o tym

jak przyjemnie działa automatyczna klimatyzacja, jak szybko czuć ogrzewanie bądź wentylowanie foteli, jak pięknie gra opcjonalne audio Mark Levinson (ale tylko przy dużej głośności) czy piać zachwyty nad jakością wyświetlacza head-up. To wszystko jest oczywiście ważne, ale najważniejszą rzeczą dla mnie jest prowadzenie tego auta. A tak naprawdę – suma wszystkich rzeczy, które się na to składają. Lexus GS450h został bowiem wyposażony w układ hybrydowy, którego kulturę i precyzję pracy można śmiało porównać do najlepszych na świecie, szwajcarskich zegarków.

Dzięki dopracowaniu poszczególnych elementów oraz genialnemu wyciszeniu wnętrza bardzo często nie wiemy, czy jedziemy na prądzie, czy na benzynie. Oczywiście bardzo łatwo to stwierdzić zerkając na odpowiednie kontrolki, ale jeśli nie chcemy o tym myśleć – skupiamy się po prostu na tym, że testowane auto wprost płynie w błogiej ciszy. I nie chce się wtedy wcale włączać markowego audio z 17-stoma głośnikami. Nawet w trybie SPORT Lexus „deptany w podłogę” nigdy nie zawyje w niebogłosy, prosząc o chwilę wytchnienia. Jego benzynowa V6 wydaje wtedy przepiękne, aksamitne dźwięki, pieszcząc nasze uszy najlepszą muzyką pod słońcem. Ale nie będzie to koncert heavy – metalowy! Szykujcie się raczej na doznania delikatniejsze, rodem z występów Dire Straits, gdzie Mark Knopfler zawadiacko prowadzi gitarę, łącząc ją ze swoim charyzmatycznym, zdecydowanym, ale mimo wszystko łagodnym głosem.

Lexus-GS450h-felga

Co ważne

to, że mimo sporej masy własnej oraz wymiarów auta, Lexus pozostaje fenomenalnie zwinny przy większych i bardzo zwrotny przy mniejszych prędkościach (system czterech kół skrętnych). Wreszcie włączając tryb SPORT można poczuć, że całe auto się zmienia. I dotyczy to nie tylko pracy rewelacyjnego skądinąd zawieszenia, ale także układu kierowniczego i reakcji na gaz. Poza tym, dzięki połączeniu mocy „elektryka” i „benzyny” to auto zawsze dysponuje odpowiednim zapasem mocy. A to daje nam poczucie bezpieczeństwa.

Wspomniałem na początku

że nie zaliczam się do fanów bezstopniowych, automatycznych skrzyń biegów. Zazwyczaj kojarzą mi się z autami o mizernych osiągach, nieprzyjemnym wyciu silnika i wrażeniu ślizgania się sprzęgła. W Lexusie jest zupełnie inaczej. Dzięki dużej mocy i momentowi obrotowemu hybrydowego „zaprzęgu” nigdy nie poczujesz, że auto robi coś na siłę. Tutaj nie ma mowy o nieprzyjemnym odgłosie silnika czy wrażeniu braku mocy. Czy jedziesz 80 czy 200 km/h w aucie zawsze jest cicho, komfortowo i przyjemnie. Oczywiście można skorzystać z trybu ręcznej zmiany przełożeń, kiedy to skrzynia stara się naśladować tradycyjną przekładnię. Pytam tylko „po co” jeśli zwykły tryb dopracowano do perfekcji?

Lexus-GS450h-zegary

Co ciekawe

spalanie z całego testu wyniosło nie mniej nie więcej niż 7,9 litra na 100 kilometrów. Auto jeździło głównie po autostradzie, przepisowo lecz dość dynamicznie. Poza tym około 30% przebytego dystansu stanowiła jazda po Warszawie. Czy mając do dyspozycji ponad 340 koni mechanicznych i 5,9 sekundy do „setki” można chcieć czegoś więcej? Chyba tylko niższej ceny.

Aktualnie cennik Lexusa rozpoczyna się kwotą 212.600 zł za wersję 300h Elite. Literka „h” w nazwie zdradza, że w tym wypadku również mamy do czynienia z wersją hybrydową, jednak nieco słabszą. Silnik benzynowy zamiast 3.5 ma 2,5 litra pojemności i tylko cztery cylindry w rzędzie. Słabsza względem naszej „testówki” jest również jednostka elektryczna. Osiągi takiej konfiguracji to 190 km/h i 9,2 sek do 100 km/h.

Lexus-GS450-h-tyl

Jeżeli ktoś ma apetyt na więcej, wybierze wersję 450h. Tutaj cennik otwiera również wersja Elite (zamiennie z Eco), za to z wyższą ceną – 260.700 zł. Wraz z ceną wzrastają również osiągi – 250 km/h prędkości maksymalnej i 5,9 sekundy do „setki”. Wersja testowana to F-Sport, której ceny startują od 357.800 zł. Jak to zwykle bywa, testowany egzemplarz został jeszcze doposażony w kilka bajerów, co oznacza wydatek przeszło 400.000 zł. Lista wyposażenia tak skonfigurowanego samochodu przyprawia o zawrót głowy. Zainteresowanych odsyłam na stronę producenta, bo raczej nikt z Czytelników nie chciałby w tym miejscu czytać katalogu.

Lexus GS450h

to limuzyna premium pełną gębą. Potrafi być cudownie komfortowy i bardzo szybki, kiedy tego trzeba. Może być świetnym kompanem podróży nie tylko w długiej trasie, ale także i w zatłoczonym mieście. Dzięki dużej zwrotności i niewielkiemu zużyciu paliwa jest bardzo uniwersalnym, a jednocześnie bardzo reprezentacyjnym samochodem. Nigdy nie będzie tak sportowy, jakim potrafi być np. BMW, ale niemieckiej konkurencji trudno będzie mu dorównać hybrydową techniką. To auto dla kogoś, kto ponad sport ceni komfort, indywidualizm i osiągi. I dysponuje odpowiednim zapasem gotówki.

Aleksander Pławski

Tagi: , , ,