Lexus RC 300h F-Sport – TEST

avatar
Aleksander Pławski
20 sierpnia 2016

Czasami na drodze testującego pojawia się samochód – oszust. Ale co to znaczy? Na przykład to, że jakieś auto wygląda niepozornie, a jeździ nadspodziewanie dobrze. Patrząc na nie jesteś przekonany, że coś tak brzydkiego i bezpłciowego nie może się dobrze prowadzić. A jednak już pierwsze kilometry za kółkiem sprawiają, że nie chcesz przerywać jazdy. W przypadku Lexusa RC 300h sprawa wygląda nieco inaczej. Ten absolutnie przepiękny wóz (tak, wiem, o gustach itd.) uwodzi swoją seksowną sylwetką a w wersji F-Sport, ozdobiony doskonałym czerwonym lakierem Radiant aż kipi charakterem i… mocą? Niestety to tylko złudzenie. Ten wóz chwilę po starcie w brutalny uświadamia nam, że podobieństwo do wersji RC F jest tylko wizualne.

No właśnie. Bo wszystko zależy od odpowiedniego nastawienia. A testowany RC 300h F-Sport wygląda jak pożeracz torów, i nie mam tu na myśli tych kolejowych. Moim skromnym zdaniem to jedno z piękniejszych sportowych coupe aktualnie obecnych na rynku. Podobieństwo do topowego RC F jest tak uderzające, że po prostu ja sam, jakże naiwny, nie wyobrażałem sobie, że w wersji hybrydowej ten samochód będzie jeździł jak Prius. No dobra, może to i zbytnie uproszczenie, ale przyznajcie sami, że widząc to auto oczekuje się czegoś więcej?

DSC_0218

Teraz od początku.

O spektakularnym wyglądzie już wspomniałem. Koń jaki jest, każdy widzi. I nie ma się tutaj co rozpisywać. Dość powiedzieć, że mało było osób, które na drodze nie odwróciłyby za mną (to znaczy za Lexusem) głowy z nieukrywanym zainteresowaniem bądź podziwem. Choć może sprawiał to dość ostentacyjny napis na tylnym zderzaku „WITAJCIE HYBRYDY. ŻEGNAJCIE DIESLE”? Sam nie wiem. W każdym razie dla mnie (tak, wiem, znowu się powtarzam) RC 300h F-Sport to naprawdę piękny samochód i basta!

Po takim wstępnie macie prawo myśleć, że testowany Lexus jeździ co najwyżej przeciętnie. To nieprawda. Jeździ się nim bardzo dobrze. Po prostu trzeba zapomnieć jak wygląda z zewnątrz i wyobrazić sobie, że to zwykła, dość dynamiczna hybryda (8,6 sek do 100 km/h i 190 km/h prędkości maksymalnej) Można przenieść się w myślach do środka np. Lexusa IS 300h i wtedy będzie dobrze.

DSC_0270

Nawet środek jest prawie taki sam, czyli bardzo ładny. Materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego prezentują dobrą jakość i jeszcze lepsze spasowanie. Ruchome zegary niczym w LFA to bajer efektowny, choć chyba mało przydatny. Znakomita jest natomiast kierownica – z grubym, mięsistym wręcz wieńcem i o idealnej wielkości. Oczywiście regulowana elektrycznie w dwóch płaszczyznach. Optymalną pozycję do jazdy znalazłem bardzo szybko. Fotel kierowcy opuszcza się dość nisko, jest również regulowany elektrycznie (wielopłaszczyznowo) i zapewnia dużo wygody oraz wystarczające trzymanie boczne, jak na osiągi tego auta.

O tylnych miejscach nie warto wspominać. Poprzestańmy na tym, że są. Czytałem gdzieś nawet, że jak już uda się tam dostać, podróż może być całkiem przyjemna. Możliwe. Gratuluję sukcesu. Dla mnie RC 300h to bardzo wygodne coupe dla dwóch osób i sporej ilości bagażu (374 litry). Co prawda wysoko poprowadzony tunel środkowy i masywna deska rozdzielcza sprawiają, że zostajecie „otuleni” luksusem Lexusa, ale na ciasnotę na pewno nie można narzekać. To auto jest po prostu szyte na miarę.

Ergonomia – japońska. Czyli w większości duże przyciski, logiczne rozplanowanie i przez to – intuicyjna obsługa. Nie powinniście mieć żadnych problemów z obsługą radia, systemu nawigacji satelitarnej czy komputera pokładowego. Jedyne, czego będę się czepiał, to specyficzny pad, po którym wodzimy palcem niczym w laptopie, by trafić w odpowiedni punkt na ekranie. Jest lepszy niż wcześniej u japońskiego producenta spotykana „myszka”, ale to wciąż nie jest rozwiązanie, które chciałbym tu widzieć. No cóż, iDrive jest tylko jeden…

DSC_0240

Na dużą pochwałę zasługuje natomiast wyciszenie kabiny od odgłosów z zewnątrz. Dopiero przy prędkościach niedozwolonych w Polsce we wnętrzu robi się nieco głośniej. Warto nadmienić, że jazda nawet po dużych nierównościch nie powoduje absolutnie żadnych niechcianych trzasków, trzeszczeń czy stuków w kabinie. Czuć, że wszystko zostało bardzo solidnie zmontowane i spasowane ze sobą. Ten sam kawałek drogi o złej nawierzchni przejechany najpierw RC 300h a chwilę potem Toyotą Avensis z 2012 roku dobitnie pokazał, za co płacimy kupując Lexusa. I chociaż złego słowa nie mogę powiedzieć o Toyocie, to pod względem komfortu akustycznego Lexus po prostu bije ją na głowę.

Kolejny plus należy się RC za zestrojenie zawieszenia – mimo 19-calowych kół i niskoprofilowych opon Lexus bardzo sprawnie wybierał wszelkie nierówności nawierzchni, pozostając niezmiennie cichym. Jednocześnie w szybko pokonywanych zakrętach nie było czuć większych wychyłów nadwozia. Mimo tylnego napędu nadsterowność pojawiała się z rzadka a szybkie wiraże nie robiły na samochodzie większego wrażenia.

DSC_0225

Czuć jednak było jego niemałą masę własną (1775 kg). Zerwanie przyczepności tyłu było jednak dość łatwe do uzyskania przy próbach bardziej dynamicznego ruszenia z miejsca na mokrym asfalcie. Przy czym komplet systemów bezpieczeństwa dbał o to, by nie zrobić sobie (i autu) krzywdy a bezstopniowa skrzynia biegów skutecznie kastrowała sportowe zapędy kierowcy. Całe szczęście, że nawet przy „gazie w podłodze” nie powodowała strasznego wycia silnika, znanego choćby z niektórych modeli Toyoty. Zapewne dobre wyciszenie łącznie z odpowiednim oprogramowaniem skrzyni zrobiły swoje. Tym bardziej, że łączna moc układu elektryczno-spalinowego w testowanym aucie to niemałe 223 konie mechaniczne. A to oznacza, że taki duet nie wymaga takiego katowania jak np. słabszy, 136-konny odpowiednik (Toyota Auris).

Spalanie

Jako, że mamy do czynienia z autem hybrydowym, zużyciu paliwa powinienem poświęcić oddzielny akapit. I gdybym testował Priusa, na pewno bym to zrobił. W wypadku „sportowego” Lexusa uważam to jednak za niestosowne. Tak samo, jak niestosowne byłoby sprawdzanie, ile najmniej spali w mieście, trasie i cyklu mieszanym. Otóż od pierwszego dnia, zeźlony faktem, iż nie jest to RC F, jeździłem dość dynamicznie, ani chwili nie myśląc o eko-drivingu. Dodajmy, że przynajmniej połowę testowego dystansu pokonałem w trybie Sport, bo tylko wtedy Lexus wykazywał jakiekolwiek chęci do dania mi choćby namiastki sportowej jazdy. W takich warunkach normalne auto o podobnej mocy, wielkości i masie potrzebowałoby pewnie średnio około 12 – 14 litrów na setkę. RC 300h na koniec testu pokazał mi w okienku komputera pokładowego cyfrę 10,2 co uważam za naprawdę niezły wynik.

DSC_0186

O wyposażeniu

testowanego samochodu można by pisać wiele. Mam jednak wrażenie, że i tak każdy przeskakuje tę część, skupiając się na osiągach, wrażeniach z jazdy i cenie. Dlatego tym razem pozwolę sobie jedynie na krótkie stwierdzenie – bogato! Wystarczy wejść w konfigurator, wybrać wersję 300h F-Sport i dodać do niej wszystko, co możliwe. Na końcu okaże się, że jeśli chcemy nabyć to auto w rzeczonej wersji, przyjdzie nam sięgnąć do portfela po prawie 290 tysięcy złotych.

No cóż, Lexusy nigdy nie należały do tanich aut. RC 300h F-Sport to przepiękne, sportowe coupe ze świetnym wyposażeniem, bardzo dobrą jakością wnętrza, komfortowym zawieszeniem oraz oszczędnym i cichym zespołem napędowym. A znając życie – na pewno też niezawodnym. Jeździ się nim znakomicie dopóty, dopóki się z niego nie wysiądzie i nie zobaczy, że wygląda jak RC F. A wtedy pojawia się frustracja. Bo przecież to topowe, 477-konne coupe można kupić już od 397.900 złotych. A wtedy już nic nie będzie takie samo.

Aleksander Pławski

Przygotowaliśmy dla Ciebie również inne ciekawe teksty:

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *