Lexus RX350 F Sport – TEST

avatar
Aleksander Pławski
29 lipca 2013

Mimo, że Lexus jest stosunkowo młodą marką, zdążył już zaskarbić sobie szerokie rzesze fanów. Komfort podróżowania, najnowsza technika, doskonałe silniki i bezawaryjność to bezdyskusyjnie największe zalety aut japońskiego producenta. Jednak mimo stosowania świetnych systemów hybrydowych i przodowaniu w innowacjach technicznych,  marka bardzo ostrożnie podchodzi do rozszerzania gamy modelowej. Chcesz SUV-a od Lexusa? Proszę bardzo, możesz wybierać. Ale pod jednym warunkiem – to musi być model RX.

Wielu moich znajomych wie, że mam słabość do Lexusów. Sam do końca nie wiem czy przez to, że są ciekawą alternatywą dla „niemieckiej trójcy”, czy może dlatego, że każdy model, którym dotychczas jeździłem, miał w sobie „to coś”, co sprawiało, że nie chciało się z niego wysiadać. Mówiąc szczerze, miałem pewne obawy, czy po tygodniu obcowania z RX 350 w zadziornie wyglądającej wersji F Sport nie zostanę nim na tyle otumaniony, że nie będę w stanie zauważyć jego wad. Na szczęście tak się nie stało…

Lexus-RX

Już pierwszego dnia testu rzucałem pod nosem wiązanki w kierunku magicznego joysticka, który niby jest super intuicyjny i precyzyjny, a jednak nie do końca działa tak, powinien. Mówię tu o wichajstrze zawiadującym systemem multimedialnym auta, klimatyzacją i innymi funkcjami umilającymi nam podróż. Rozumiem, że Japończycy nie chcieli bądź po prostu nie mogli skopiować sprawdzonego rozwiązania typu iDrive czy MMI, ale ten wynalazek uważam za nietrafiony. Sam pomysł może nie był zły, problem w tym, że „manipulator z układem wspomagania trafień” jest tak czuły na ruchy i kliknięcia, że np. wprowadzenie adresu do systemu nawigacji podczas jazdy nawet stosunkowo równą drogą jest niewykonalne. Przynajmniej dla mnie. Albo niechcący klikałem i potwierdzałem coś za wcześnie, albo nie mogłem trafić we właściwą opcję.

A jeśli już jesteśmy przy wadach, to nie sposób nie wspomnieć o automatycznej skrzyni biegów. Ona po prostu nie nadąża za silnikiem i resztą samochodu. Kupując prestiżowego SUV-a o mocy 277 koni mechanicznych i to w wersji F Sport (to tylko lepszy wygląd, niestety…) chciałoby się poczuć, że naprawdę jest w co „depnąć”. W wypadku RX 350 z „defaultowym automatem” nie do końca się to sprawdza. Co prawda samo V6 pracuje przepięknie i jedwabiście, płynnie zagrzewając swe rumaki do boju, ale tradycyjny, 6-stopniowy „automat” skutecznie je kastruje.

Oczywiście podczas spokojnej i płynnej jazdy wszystko odbywa się jak na arystokrację przystało: poszczególne przełożenia wskakują płynnie i bez żadnych szarpnięć, a o źle dobranym biegu do prędkości nie ma nawet mowy. Niestety czar pryska, kiedy chcemy raptownie wyprzedzić jakiegoś zawalidrogę lub po prostu przegonić RX-a po serii szybkich zakrętów. Wtedy okazuje się, że skrzynka ma temperament szachisty na emeryturze, podczas, gdy silnik chciałby już być 3 kilometry dalej. Na niewiele zdaje się wtedy przełączenie w tryb manualny i używanie łopatek przy kierownicy. Ten „automat” jest spokojny z natury i nikt nie zmusi go do udawania sprintera. Basta!

A co z zawieszeniem?

Tu znowu jest mały problem… bo z jednej strony auto bardzo sprawnie radzi sobie z mniejszymi i większymi nierównościami polskich dróg (a nawet pól), skutecznie izolując kręgosłupy pasażerów od drgań z podwozia, ale czemu u licha, tak przy tym hałasuje? Szczególnie z tylnego zawieszenia nazbyt często do uszu podróżujących dobiegają nieprzyjemne i niepokojące dźwięki. Dodam, że egzemplarz testowy miał przejechanie nieco ponad 1300 kilometrów, więc raczej nie było to spowodowane zużytym zwieszeniem. W przypadku auta kosztującego przeszło 300 tysięcy złotych taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Lexus-RX-2

Idźmy jednak dalej, bo byłbym mocno niesprawiedliwy, gdybym skupił się tylko na wadach Lexusa. Przecież on ma również zalety – i to całkiem sporo!

Po pierwsze w wersji F Sport i perłowo-białym kolorze nadwozia wygląda dostojnie, a zarazem agresywnie i imponująco. Oczywiście wielu z Was powie, że to maszkaron, ale o gustach się nie dyskutuje. Zakończmy więc na tym, że mi się to auto podoba. Komuś innemu nie musi. I nikt z nas nie jest z tego powodu lepszy ani gorszy.

Wnętrze jest przestronne i wygodnie urządzone. Gdyby nie wspomniany wcześniej „zbyt precyzyjny” joystick, obsługa auta, mimo wielu opcji jest intuicyjna i nie wymaga studiowania iluś tomów instrukcji obsługi. Fotele są regulowane w kilku płaszczyznach i bardzo wygodne nawet w dłuższej trasie. Tylna kanapa jest bardzo dobrze wyprofilowana a na brak miejsca na nogi czy głowy nie powinni narzekać nawet naprawdę wysocy pasażerowie.

W kwestii jakości materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego zachodzi pewien dysonans: część z nich jest świetnej, a część tylko przeciętnej jakości. Jednak ogólne wrażenie, czyli tzw. „jakość odczuwalna” stoi na wysokim poziomie. System audio, mimo, że w testowanej wersji nie „topowy”, doskonale wywiązuje się ze swojej pracy, umilając podróż czystymi dźwiękami, wspartymi dodatkowo świetną (jak to u Lexusa bywa) izolacją od odgłosów ze świata zewnętrznego.

Lexus-RX-wnetrze

Wreszcie idealnie wyglądająca i bardzo dobrze leżąca w dłoniach kierownica ze sterowaniem tym i owym, regulowana oczywiście dwupłaszczyznowo, dodaje klimatu kabinie. Wyraźny, wielofunkcyjny Heads-Up Display to kolejny gadżet, za który byłbym skłonny wiele dopłacić. Na szczęście w wersji F Sport – nie trzeba.

Jazda…

…tym autem może dostarczyć kierowcy sporo przyjemności. RX 350 to paradoksalnie znakomity kompan na autostradę. Jest przestronny, wygodny i doskonale wyciszony nawet przy wysokich prędkościach. Dzięki dobrze zestrojonemu zawieszeniu nawet bardzo szybko pokonywane łuki nie powodują niepokojących przechyłów nadwozia. Co ważne – nagłe zmiany kierunku jazdy nie przyprawiają kierowcy o zawał serca – to pewnie zasługa „sportowych tłumików drgań nadwozia”. Trzymanie się drogi jak na niemal dwutonowego SUV-a (na równej i suchej nawierzchni) jest znakomite. Do tego dochodzi rewelacyjny (choć oczywiście odpowiednio zgłuszony) dźwięk silnika i zaskakująco dobrze jak na SUV’a pracujący układ kierowniczy.

A spalanie?

Jak kogoś stać na auto za 330 tysięcy, zapewne 14-16 litrów w mieście nie będzie dla niego problemem. Problemem nie będzie również 13,5 litra, które wyliczyłem jako średnie z całego testu. Ale uwaga – jeśli zamierzasz śmigać polską autostradą dodając „VAT” do prędkości przepisowej, licz się ze zużyciem 17 litrów paliwa na 100 kilometrów. Pal licho pieniądze, ale komu będzie się chciało zjeżdżać na stację co około 400 kilometrów?

Lexus-RX-4

Lexusie…

…tym razem nie rzuciłeś na mnie magicznego zaklęcia i pozwoliłeś dostrzec swoje główne wady. Nie jesteś takim sportowcem, na jakiego się stylizujesz. Pasujesz bardziej na długą, spokojną trasę z rodziną czy do bezpiecznego i wygodnego rozwożenia dzieci do szkoły, niż do dynamicznej, ostrej jazdy. Silnik pewnie by chciał, ale skrzynia nie nadąża a zawieszenie tłucze na nierównościach, namawiając do jady po równej nawierzchni. Twój „manipulator” może jest niezłym pomysłem, ale trzeba go jeszcze dopracować. Poza tym przy szybkiej jeździe palisz zbyt wiele.

Jesteś jednak duży, prestiżowy i bardzo komfortowy. Twój prześwit i napęd 4×4 pozwoli mi podczas śnieżycy mieć poczucie, że dojadę do swojej posesji przez kilka zasp bez konieczności wychodzenia i babrania się w śniegu z saperką. Masz wygodne fotele, świetne audio i bogate wyposażenie. Żona cię lubi, bo czuje się przy tobie bezpiecznie, pozwalasz jej widzieć więcej na drodze. Bagażnikiem może nie powalasz, ale wstydu nie przynosisz. To się ceni. Tylko czemu u licha kosztujesz krocie i palisz niemało?

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , , , , ,