Mazda 6 Kombi 2.2 MZR-CD Sport- nietypowy test

avatar
Aleksander Pławski
15 lutego 2011

Tak się złożyło, że w dniu, w którym po zakończonym teście oddawałem Mazdę 6 do parku prasowego, spotkałem kolegę, którego nie widziałem dłuższy czas.
– Czym teraz jeździsz? – zapytał od razu, pomijając chociażby „Co tam u ciebie?”, czy „Jak żyjesz?”.
Oddałem właśnie Mazdę 6 kombi, z którą spędziłem kilka dni – odpowiedziałem.
Świetnie! Opowiedz mi o niej, bo właśnie zastanawiam się, czy by takiej nie kupić. Przejrzeliśmy z narzeczoną katalogi wszystkich aut z segmentu D i właśnie „Szóstka kombi” podoba nam się najbardziej. Nie miałem tylko jeszcze czasu umówić na jazdę próbną w salonie, więc może mnie trochę oświecisz? Zrobiłeś nią pewnie sporo kilometrów, to powiesz mi, jakie ma wady a jakie zalety, no nie?

„No nie…” – chciałem odpowiedzieć, ale ugryzłem się w język. On zawsze dużo i dziwnie gadał, ale w sumie dobry z niego chłop, więc czemu mu nie pomóc? Przynajmniej przed przelaniem odczuć z jazdy na papier, uporządkuje je sobie w głowie – pomyślałem.

– Jaki silnik miałeś, jakie wyposażenie, ile ci w mieście palił? Wiesz, bo my z Irenką chcemy w lato wybrać się w podróż poślubną po Europie, więc potrzebujemy pojemnego, silnego auta, które będzie pewne i oszczędne, no i w sumie powiem ci stary, że sami gubimy się w tych katalogowych danych, opiniach znajomych, cenach i poziomach wyposażenia…

Wyrzucał z siebie słowa w takim tempie, że chyba nawet szybkostrzelne UZI nie nadążyłoby w tym czasie wywalać z lufy podobnej ilości naboi.

– Wkurzają mnie już, stary, te poszukiwania, porównania, wyliczenia, dywagacje, no i Irenka coraz mocniej na mnie naciska, żebym wreszcie podjął jakąś męską decyzję i coś kupił, bo inaczej nigdzie nie wyjedziemy a ona zerwie zaręczyny. Wiesz, mówi mi, że przecież ona nie jest od wyboru auta, że to męska sprawa itd. No i wszystko gitarra, ale potem, jak ja już coś zaproponuję, to ona mi mówi, że brzydki, że drogi, albo nieekonomiczny. Jak ja mam jej dogodzić, motyla noga? Stary, przecież nie mogę dać plamy, ale w końcu nerwicy się przy niej nabawię, normalnie dopóki nie kupię wreszcie jakiegoś auta, to ona mi spokoju nie da, a przecież nie rozumie tego, że ja chcę pomóc, ale ona też mi musi…

Mazda-6-1

– Andrzeju, nie denerwuj się! – przerwałem ten słowotok. Robiło się niebezpiecznie, bo bezwiednie zaczynał się drzeć i mówić w takim tempie, że z dwóch krótkich słów robiło się jedno przydługie i do tego mało zrozumiałe. Ludzie w kawiarni, do której weszliśmy porozmawiać, przyglądali się mojemu koledze z coraz większym zaciekawieniem…

– Po pierwsze nie pij już tej kawy, a po drugie przestać na chwilę nadawać, bo w ten sposób nawet, jak coś zacznę mówić, i tak mnie nie usłyszysz. Skup się teraz i powiedz mi, na czym Wam zależy najbardziej? W jakim aucie czułbyś się najlepiej? A Twoja narzeczona Irenka? Co najbardziej ceni w samochodzie?

– Dobra, stary, masz racje… postaram się na spokojnie. Poza tym mam nawet przy sobie kartkę na której z jednej strony ja napisałem swoje zachcianki, a z drugiej moja kochana ale nieokiełznana Irenka zrobiła to samo. Zresztą, sam weź i przeczytaj…

No to zobaczyłem… na stronie zatutułowanej „Irenka” napisane było dokładnie tak:

– koniecznie ciemny, śliczny metallic!
– najchętniej jasne skóry w środku
– czujniki parkowania, żebym nie musiała się zastanawiać, czy znowu walnę tyłem w auto sąsiada, czy nie 🙂
– podgrzewanie pupci też musi być!
– podświetlane lusterko w osłonie przeciwsłonecznej, żebym mogła poprawić makijaż!
– duży bagażnik na zakupy (bo kocham wyprzedaże)
– niskie spalanie, żeby mi więcej kasiurki na kosmetyki zostawało!
– dobry sprzęt audio, bo lubię słuchać głośno muzyki
– atrakcyjna cena
– wysoka jakość wykonania, żebym czuła się dobrze
– dobre warunki gwarancji

Przeczytałem i uśmiechnąłem się pod nosem. Postanowiłem nie pytać Andrzeja, czy na pewno chciał bym to wszystko w takiej formie przeczytał, ale dałem spokój. W sumie wiedział, co tam jest. Siedział wreszcie spokojnie, wpatrując się we mnie jak wyrocznię i pewnie myśląc, że za chwilę wybiorę za niego auto. Miałby kłopot z głowy.

Odwróciłem więc kartkę na drugą stronę. Byłem ciekaw, jakie są priorytety Andrzeja. Oto, co napisał:

– samochód musi być wygodny, duży, i mieć pojemny bagażnik na zakupy ukochanej 🙂
– ma mieć mocnego kopa, a przy tym palić niewiele
– jako, że często jeździmy na weekendy do teściowej (dalsza trasa), powinien być naprawdę komfortowy
– powinien też dobrze się prowadzić przy większych prędkościach
– fajnie, żeby miał grzanie zadka, dwustrefową, automatyczną klimę i ksenony
– a, no i dobre audio, koniecznie!
– no to jeszcze z takich dodatków koniecznych: fotochromatyczne lusterko wsteczne, komplet poduch, kontrola trakcji i stabilizacja toru jazdy itd.
– bluetooth, sterowanie radiem i kompem z kierownicy
– skórzana tapicerka, najchętniej jasna, żeby ożywić wnętrze
– wysoka jakość wykonania

Mazda-6-2

Odłożyłem kartkę na bok i spojrzałem zamyślonemu koledze prosto w oczy:

– Andrzeju, myślę, że będziecie z Irenką udanym małżeństwem. Przynajmniej pod względem kupna nowej fury macie podobne priorytety, choć może trochę inaczej czasem je przedstawiacie. Uważam, że naprawdę powinniście się wybrać do salonu na jazdę testową tym autem.

– Naprawdę? Mówisz poważnie? Kurna Olek, to brzmi zajefajnie. Ech, jaka szkoda, że nie spotkałem Cię wczoraj. Dałbyś się przejechać i wszystko byłoby jasne. A tak to trzeba przez salon…

– Jak to dobrze, że nie spotkałem go wczoraj – pomyślałem. Zamęczyłby mnie, jakbym nie dał mu poprowadzić, a przecież wadomo, że nie zgodziłbym się na to. Jeszcze w liceum zyskał sławę, kiedy to maluchem naszego wspólnego przyjaciela wjechał w lato do stawu. Tłumaczył potem, że gaz mu się zaciął i nic nie mógł zrobić. Stare dzieje, ale pewnych rzeczy zapomnieć się nie da.

– Słuchaj, ta Mazda ma wszystko, czego razem z narzeczoną chcecie – kontunuowałem. Po pierwsze jest duża, bardzo funkcjonalna i ma pojemny bagażnik z wygodnym dostępem. Roleta podnosi się razem z klapą – to bardzo sprytne rozwiązanie. Przednie fotele są oczywiście podgrzewane. Dwustopniowo – dla każdego coś miłego. Poza tym są naprawdę dobrze wyprofilowane i nawet dłuższa podróż was nie umęczy.

– A jakość, stary, jak z jakością wykonania? Wiesz, chodzi mi o to, czy nic w środku nie skrzypi, nie ma szpar, czy wykończona jest jak trzeba?

– Jest git – odparłem. – Może materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego nie są miękkie, ale ogromna większość z nich robi naprawdę dobre wrażenie. Ponadto montaż i spasowanie poszczególnych elementów stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nawet jak przejeżdżasz przez torowisko, absolutnie nic nie trzeszczy. Będziesz zadowolony.

– Super, a ma dobrego kopa i mało przy tym pali? No i czy jest bluetooth i dobre audio? Wiesz, bo ja lubię depnąć i posłuchać dobrej muzy. A do Irenki ciągle wydzwaniają koleżanki i nie chciałbym, żeby jeździła z komórką przy uchu, dlatego bluetooth to ważna rzecz!

Mazda-6-3

– Andrzej, spokojnie, przyspieszenie to auto ma naprawdę jak trzeba. Poza tym silnik jest dosyć elastyczny. Oczywiście moc nie przyrasta tak równomiernie jak w większości benzyn, ale jak na diesla jest naprawdę ok. Jeśli lubisz pojeździć dynamicznie po mieście, namachasz się trochę drążkiem, ale to nic, bo skrzynka biegów w tym aucie jest naprawdę świetna. Krótkie, precyzyjne skoki dźwigni powodują, że aż chce się zmieniać biegi. Spalanie? Naprawdę dobre. Średnie z całego testu wyniosło jakieś 6,8 litra na 100 kilometrów. Wierz mi, jak na naprawdę spore auto z dobrymi osiągami to bardzo dobry wynik, tym bardziej, że jeździłem raczej dynamicznie. Bluetooth oczywiście też jest, tylko sparowanie telefonu nie jest wcale takie proste za pierwszym razem. A jeśli chodzi o audio to wersja SPORT, którą jeździłem wyposażona była w opcjonalny system Bose. Może nie jest to sprzęt, który dogodzi audiofilom, ale na moje ucho amatora brzmi naprawdę nieźle.

– Ej, coraz bardziej podoba mi się ta fura – poruszył się nerwowo i znowu podniósł głos tak, że goście z sąsiedniego stolika aż podskoczyli. – No dobra, to powiedz mi jeszcze, jak z prowadzeniem itd? No wiesz, czy dobrze wchodzi w zakręty, trzyma się drogi jak trzeba? Lubię auta, które czuję…

-Ha! – odparłem – Jeśli o to chodzi to znowu bingo! Mimo przedniego napędu i lekkiej podsterowności ona wręcz wgryza się w asfalt swoimi dużymi kołami i aż prosi się, żeby kolejny wiraż wziąć jeszcze szybciej. A układ kierowniczy jest naprawdę niezły i sprawia, że dobrze wiesz, co dzieje się na styku opon z asfaltem. Polecam.

– Kurna Olek, ty opowiadasz jakbyś naprawdę chciał mi ją sprzedać. Albo sobie jaja ze mnie robisz, albo jest naprawdę taka dobra. No, jak to jest, powiedz coś jeszcze!

W tym momencie Andrzej nie zapanował nad gestykulacją i łokciem przywalił w oparcie swojego krzesła, aż zaskrzypiało. Całe szczęście, że sąsiednie stoliki były poza jego zasięgiem. Pewnie sprzedałby niechcący kuksańca sąsiadowi.

– Stary, prawda jest taka, że bardzo dobrze mi się jeździło tym autem. W sumie chyba żadną z Mazd nie jeździło mi się źle. Ale przecież nie ma aut bez wad, prawda? No i pierwszą skuchą jest cena. Za takie auto trzeba niestety wyłożyć ponad 130 tysi, więc tanio nie jest. Choć z drugiej strony nie jest to jakiś dramat cenowy, bo przecież dostajesz kawał naprawdę dobrze wyposażonego kombi, w dodatku naprawdę oszczędnego. Pewnie jakbym był bogatszy, inaczej bym na to patrzył… Brakowało mi chyba tylko nawigacji. Poza tym nie było na co narzekać. Ale jakby miał kupować dla siebie, pewnie wybór padłby na benzynę. Po pierwsze robię więcej kilometrów po mieście niż w trasie, poza tym lubię ciszę. Nie to, żeby diesel w Madzi pracował mało kulturalnie, ale przy każdym przyspieszaniu zawsze pamiętasz, że masz do czynienia z ropuchą. Jeśli jednak chcecie z użytkować ją głównie w trasach, ten diesel jest wart polecenia. A, i przypomniała mi się jeszcze jedna, fajna rzecz – dodałem – tylna kanapa składa się w bardzo prosty sposób – można ją złożyć w okamgnieniu dwoma cięgienkami z bagażnika. Niby drobiazg, a cieszy i bardzo ułatwia pakowanie większych rzeczy. Przyczepiłbym się może jeszcze do mało intuicyjnej obsługi komputera pokładowego i radia, ale w sumie nie jest to rzecz nie do przeskoczenia. Po prostu mogłoby być prościej z niektórymi funkcjami. Tak czy owak, całokształt i tak wychodzi na duży plus…

Nagle okazało się, że teraz to ja gadam i gadam, robiąc to coraz głośniej i szybciej. A siedzący nieopodal ludzie patrzyli teraz na mnie, a nie na Andrzeja. Nie miałem innego wyjścia, jak tylko zakończyć szybko ten przydługi wywód i wracać do obowiązków.

– Andrzej, sorry, ja muszę już lecieć. Będziemy w kontakcie, daj znać jak coś kupisz – powiedziałem i podniosłem się z krzesła.

– Spoko, stary, naprawdę dzięki, rzeczywiście udam się do salonu i poproszę o jazdę testową. Ale czuję, że to naprawdę samochód dla nas…

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , ,