Mercedes C200 – test

avatar
Michał Strzyżewski
19 września 2014

Dzisiaj zapraszam Was na test nowego Mercedesa Klasy C, wyposażonego w silnik o mocy 184 KM, duże felgi wchodzące w skład pakietu stylistycznego AMG, lśniący biały lakier i dodatki kosztujące równowartość całkiem „dopasionego” hatchbacka. Czy w takiej kombinacji udało mi się dostrzec jakieś wady, czy może będę wychwalał „Merca” od czujników parkowania z przodu, aż po końcówki wydechu z tyłu? Po odpowiedź zapraszam do dalszej części tekstu.

Coś pięknego

W tym roku Mercedes wystawił nowe „działo” w walce z odwiecznymi rywalami na froncie małych (chociaż Klasa C nie jest już najmniejszą limuzyną w ofercie firmy ze Stuttgartu, wraz z nową generacją przerosła Mercedesa CLA, od którego dotychczas była mniejsza) sedanów. Czas był odpowiedni, bo stara Klasa C zestarzała się już, co prawda godnie, jednak postawiona obok Audi A4 i BMW serii 3 odstawała na pierwszy rzut mojego oka. Zwłaszcza od przedstawiciela firmy z Bawarii, bo Audi ogranicza się ostatnio do skalowania swoich samochodów, przez co ich stylistyka mocno mi się już opatrzyła.

Ale o Mercedesie miało być, a nie o konkurencji. Stara Klasa C powstała na fali kanciastości, którą Mercedes forsował w połowie minionej dekady. Tak jak wspominałem wcześniej, był to samochód ładny, jednocześnie niezbyt wyrazisty. Niepozorne auto, które w odpowiedniej wersji silnikowej mogło uchodzić za „cichego zabójcę”, a przy słabszym motorze po prostu jako dyskretna, luksusowa limuzyna.

Mercedes-Klasy-C-tyl

Nowa generacja wywraca postrzeganie tego auta do góry nogami. Pierwszy raz nową Klasę C widziałem na targach Poznań Motor Show 2014. Przyznam się szczerze, że nie powaliła mnie wtedy na kolana, a w głowie zakwalifikowałem ją jako „przekombinowaną”. W chwili obecnej mocno dziwię się swojemu dawnemu „ja”, ponieważ Mercedes Klasy C naprawdę udał się niemieckim stylistom. Testowemu egzemplarzowi przyjrzałem się bezwstydnie z każdej strony i naprawdę nie udało mi się znaleźć elementu, który w tym samochodzie by mi się nie podobał.

Patrzymy z boku – nienaganne proporcje, przetłoczenia nadające całej konstrukcji lekkości. Z tyłu? Oryginalne, ale finalnie bardzo dobrze komponujące się z resztą nadwozia lampy, reszta utrzymana w stylu „dynamicznej elegancji”. Przód? Tu dopiero rozwiąże się worek z pochwałami. Zdaję sobie sprawę, że moje zachwyty wynikają po części z tego, że testowany egzemplarz samochodu doposażony został w pakiet stylistyczny AMG, jednak nawet bez niego muskularna, długa maska, ciekawy kształt reflektorów i atrapy chłodnicy mają zdecydowanie większe szanse się podobać, niż nie. Mercedes wykonał kawał dobrej roboty i wśród swojej bezpośredniej konkurencji w moich oczach bezapelacyjnie zasługuje na tytuł tego najładniejszego w kwestii wyglądu.

Mercedes-Klasy-C-wnetrze

W środku nie jest gorzej

Po zajęciu miejsca w kabinie miałem w głowie tylko jedną myśl „chcę tu zamieszkać”. Podobnie jak w przypadku karoserii, również tutaj styliści Mercedesa postawili na opływowe linie i łagodne łuki. Efekt jest nader udany. Mimo mnogości funkcji na pokładzie nie mamy tu poczucia przytłoczenia ilością przycisków, czy przełączników. Wszystko zostało poukrywane w menu komputera (do którego mamy dostęp wygodnym wybierakiem, a do niektórych funkcji gładzikiem dotykowym), a na fizyczne przyciski zasłużyły jedynie najbardziej podstawowe funkcje. To mi się podoba.

Jeszcze bardziej podoba mi się, wyposażona w wiele przycisków kierownica. Wchodzi ona w skład pakietu AMG, jest odpowiednio gruba, została spłaszczona u dołu i obszyta miłą w dotyku skórą. Trzymać taki wieniec to czysta przyjemność. W ogóle całe wnętrze wykończone zostało skórą, więc atmosfery luksusu w nim nie brakuje. Na wstępie zadałem pytanie o ewentualne wady Mercedesa. W kabinie mogę dostrzec dwie. Po pierwsze – tworzywo o fakturze „piano black”, w którym wykonana została deska rozdzielcza. Wygląda świetnie, ale tylko gdy jest czyste. Po krótkim użytkowaniu czar pryska, a wszelkie zostawione na nim odciski palców i okruszki byłyby prawdziwą gratką zapaleńców kryminalistyki. Pół biedy, jeśli mówimy o rzeczach, które można wytrzeć szmatką. Znacznie gorzej wyglądać będzie sytuacja, gdy upuścimy na ten materiał coś ostrego, np. klucze. Ślad murowany, a w tak drogim i dobrze wykończonym wnętrzu każda niedoskonałość w głowie nabywcy będzie jawiła się jako 7 razy większa, niż jest w rzeczywistości. Drugim minusem jest ekran LCD, który wygląda jakby został niejako doczepiony na siłę. Ale to wszystko są drobiazgi, które nie mają prawa zepsuć pozytywnych odczuć, jakie mamy podczas przebywania we wnętrzu Klasy C.

Mercedes-Klasy-C-zegary

A jak z miejscem? W przedziale pasażerskim jest bardzo dobrze. Z przodu, dzięki wszechstronnej regulacji, można bez problemu zająć dobrą pozycję. Z tyłu wcale nie jest gorzej – tylna kanapa jest dobrze wyprofilowana i wygodna, a miejsca zarówno na nogi, jak i na głowę jest pod dostatkiem. W bagażniku mamy do dyspozycji 480 litrów pojemności, czyli ilość porównywalną z tym, co oferuje konkurencja. Jedynym mankamentem kufra w Mercedesie może być podwyższająca się na końcu linia podłogi.

Wrażenia z jazdy

W testowanym egzemplarzu do dyspozycji dostaliśmy kombinację benzynowego silnika o pojemności dwóch litrów i mocy 184 KM i automatycznej skrzyni biegów 7G-TRONIC PLUS. Już po trzech minutach jazdy Mercedesem wiedziałem, że się z układem napędowym Klasy C polubimy, a może nawet będzie z tego „coś więcej”.

Mercedes-Klasy-C-felga

Silnik zapewnia odpowiednią ilość mocy w każdych warunkach – w mieście dzięki sprintowi do setki w 7,3 sekundy spod świateł będzie można ruszać co najmniej dynamicznie. W trasie również z wyprzedzaniem innych aut nie ma problemu. Ledwo włączymy kierunkowskaz, a już wyprzedzany TIR jest daleko za nami. Skrzynia biegów bardzo dobrze sobie radzi z ich zmianą, jeśli nie męczymy samochodu przesadnie. W normalnych warunkach, gdyby nie wyświetlacz i wskazówka obrotomierza nawet nie wiedzielibyśmy, że właśnie nastąpiła zmiana przełożenia. Jedynie gdy zechcemy „podkręcić” silnik Mercedesa pod czerwone pole, czuć lekkie szarpnięcia przy wrzucaniu kolejnych biegów – do ideału trochę brakuje i inżynierowie mają nad czym pracować w swoich laboratoriach.

Układ kierowniczy Mercedesa świetnie wpasowuje się w to, co można napisać o silniku i skrzyni biegów. Samochód prowadzi się bardzo pewnie, kierownica stawia zauważalny, ale nie za duży opór. W tym miejscu warto wspomnieć o możliwości zmiany „zwinności” samochodu, realizowanej przez specjalny przełącznik opatrzony napisem „AGILITY”. Możemy dzięki niemu zmieniać charakterystykę silnika, oraz układu kierowniczego. Gdy chcemy pojeździć spokojnie wybieramy ustawienia Comfort, a gdy chcemy się trochę zabawić, to przełączamy samochód w tryb Sport i robi się naprawdę ciekawie. Miałem okazję pojeździć tym Mercedesm sporo po mazurskich, leśnych drogach i mogę powiedzieć jedno – każdy posiadacz Klasy C powinien tam się wybrać, aby poczuć to auto. Wtedy dopiero można docenić precyzję układu kierowniczego i zawieszenia, ogromną stabilność samochodu i pewność prowadzenia, jakie daje on kierowcy.

Mercedes-Klasy-C-agility

Dobre wrażenie dopełniają fotele. Możemy je elektrycznie regulować w każdej płaszczyźnie i dopasować idealnie do swojej sylwetki. Zapewniają dodatkowo bardzo dobre trzymanie poboczne i najzwyczajniej w świecie są wygodne. Wielogodzinne podróże na pokładzie Mercedesa nie powinny negatywnie odbijać się na stanie zdrowia pasażerów.

Wspomnę jeszcze, że spalanie Klasy C stoi na przyzwoitym poziomie. Około 10 litrów na 100 kilometrów w mieście, w trasie 7 litrów. Nic więcej do dodania nie mam, ponieważ przy aucie za ponad 200 000 zł na kilkuzłotowe różnice przy dystrybutorze nikt nie będzie patrzył.

Dodatki, dodatki, dodatki

Wspominałem o tym, że na pokładzie Mercedesa Klasy C znalazło się „sporo” dodatkowego wyposażenia. Tak rzeczywiście jest. O udogodnieniach w postaci klimatyzacji, tempomatcie czy kamerze cofania nie będę się rozwodzić. Kilka rzeczy z listy opcji zwróciło jednak moją baczniejszą uwagę.

Mercedes-Klasy-C-kierownica

Po pierwsze moduł w postaci poprawy jakości powietrza w kabinie. Możemy włączyć funkcję jonizacji, co ma poprawiać samopoczucie pasażerów. Czy poprawia? Nie mam pojęcia, ponieważ mnie każda podróż Mercedesem wprawiała z automatu w dobry nastrój. Dodatkowo do dyspozycji mamy dozownik zapachów, dzięki któremu możemy ustawić w kabinie pożądany przez nas aromat. W samochodzie znalazł się również gładzik dotykowy, dzięki któremu możemy odręcznie wpisywać adresy w nawigacji, albo nawigować po menu. Fajny bajer, niemniej jednak po rozległych (ale bardzo intuicyjnych) ekranach komputera pokładowego najwygodniej przemieszcza się pokrętłem sterującym.

Warto wspomnieć jeszcze o reflektorach, które w całości zostały wykonane w technologii LED. Jest to element, od którego zaczynałbym doposażanie Mercedesa Klasy C, jeśli myślałbym o zakupie tego samochodu. Świecą one po prostu doskonale. LED-owe światło jest wyjątkowo precyzyjne – dolna część drogi pozostaje jasna, podczas gdy inni kierowcy nie są oślepiani. Dodatkowo włącznik świateł długich śmiało mógłby zostać opatrzony napisem „day/night”. Po włączeniu ich snop światła jest tak mocny i sięga tak daleko, że naprawdę możemy jechać w nocy z pewnością dorównującą podróży za dnia. Tego wszystkiego dopełnia fakt, że światła reagują na to, co dzieje się z samochodem, dzięki czemu np. doświetlane są zakręty przy obrocie kierownicą, lub też włączeniu kierunkowskazu. Ukoronowaniem jest funkcja świateł automatycznych, w których samochód sam włącza „długie”, a gdy widzi inne auto w polu widzenia – wygasza część snopu światła, aby nie oślepiać kierowcy jadącego z naprzeciwka, podczas gdy reszta drogi wciąż oświetlona jest maksymalną wiązką. I to naprawdę działa. REWELACJA!

Mercedes-Klasy-C-przod

Podsumowanie

Tak jak można było się spodziewać test ten miał „generalnie” wydźwięk pozytywny. Ale jak mogłoby być inaczej? Mamy do czynienia z samochodem kosztującym 220 000 zł – za takie pieniądze możemy oczekiwać perfekcji w każdym calu i taką w rzeczywistości otrzymujemy. A nawet przy wspomnianej wyżej cenie wciąż możemy, według naszych preferencji, długo doposażać Mercedesa Klasy C czyniąc go jeszcze lepszym. W końcu system audio Harman Kardon na pewno nie zaszkodzi, prawda? Albo aktywny tempomat i dostęp bezkluczykowy. O mocniejszej jednostce napędowej nawet nie wspomnę. Ktoś kiedyś powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają. Nie twierdzę, że to określenie jest nieprawdziwe. Mogę jednak z całym przekonaniem powiedzieć jedno – twórca tych słów na pewno nigdy nie podróżował Mercedesem Klasy C :)

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , ,

3 myśli nt. „Mercedes C200 – test

  1. Pingback: Mercedes C250 BlueTEC AMG - TEST - TestySamochodowe.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *