Mercedes ML – siła spokoju (TEST)

avatar
Rafał Pazura
17 grudnia 2012

Obserwując cenniki najbardziej luksusowych aut można wysnuć wniosek, że od pewnego pułapu cenowego, to czy auto kosztuje np. 250, czy 280 tys. zł przestaje mieć znaczenie dla potencjalnego klienta. Podobnie jak zużycie paliwa czy koszty eksploatacji. Tak twierdzą ci, którzy nigdy nie kupią takiego auta, bo zwyczajnie nie będzie ich na to stać. Oczywiście jest grono zamożnych, którzy w ogóle nie przywiązują wagi do takich „detali,” ale moje doświadczenia są zgoła odmienne. Jest bardzo wielu bogatych ludzi, którzy zwracają uwagę na koszty użytkowania, w tym i zużycie paliwa. Mogą wydać dodatkowe 10 tys. zł na obszycie skórą górnej części deski rozdzielczej, ale przepłacać na stacji paliw? Tego nie znoszą. Być może dlatego w klasie SUV zdecydowanie najlepiej sprzedają się auta z silnikami diesla. Okazuje się, że w potężnym Mercedesie ML może to być nawet jednostka o czterech cylindrach i pojemności 2,1 litra.

ML. Dla niektórych to być może inicjały sympatii z lat szkolnych (np. Małgosia Laskowska), ale nie dla mnie. Pamiętam, gdy w 1997 roku oglądałem drugą część Jurassic Park i zachwyciłem się. Powodem mojej atencji nie była bynajmniej fabuła czy unikatowa technika zdjęć wykorzystana w kultowej serii Stevena Spielberga. To był Mercedes ML, który nim pojawił się w salonach, debiutował właśnie na szklanym ekranie wśród dinozaurów.

Trzecią już generację ML-a (W166), Mercedes zaprezentował światu w ubiegłym roku, a sam producent lokuje go w Klasie M.

Co się zmieniło?

Na pierwszy rzut oka styliści nie poszaleli. Jednak w tej klasie aut nie liczą się ekstrawaganckie kształty i rewolucyjne zmiany. Duży SUV ma być … jak duży SUV, czyli budzić zaufanie i nie szokować obłościami. Nowy ML idealnie wpisuje się w tę filozofię, ale w stosunku do poprzednika zaszły zasadnicze zmiany. Moim zdaniem najnowsze wcielenie straciło nieco offroadowego stylu i upodobniło się z wyglądu  do bardziej miejsko usposobionych aut.  Świadczą o tym np. błotniki, które teraz nie są wyraźniej zaznaczone, czy bardziej subtelnie akcentowane osłony podwozia. Bez zmian pozostawiono natomiast charakterystyczny dla wszystkich generacji ML-a słupek C, który łagodnie opada ku tyłowi. Główne novum stanowi natomiast kształt tylnych lamp, które niczym w sedanie zdominowały pas tylny. Szczerze mówiąc, to jedyny element, który mnie drażni w nowym modelu. Wolałem klasyczne rozwiązanie z poprzednich generacji uterenowionego Mercedesa.

Mercedes-ML-1

Tak czy inaczej, niemiecki SUV wygląda teraz bardziej subtelnie, jakby nieznacznie złagodniał. Co prawda testowy egzemplarz „kłuje w oczy” 19-calowymi felgami i śnieżnobiałym lakierem, ale delikatność sylwetki w stosunku do generacji wstecz jest dla mnie oczywista.

Jeśli chodzi o gabaryty, nowy ML jest dłuższy, szerszy i wyższy od poprzednika, ale już rozstaw osi (2915 mm) pozostał bez zmian. Bagażnik natomiast wyraźnie się rozrósł bowiem liczy sobie 690 litrów do linii okien (poprzednik: 500 l). To pozwala zabrać naprawdę pokaźną ilość bagażu dla kompletu pasażerów. Jeśli chodzi o wysiłek fizyczny przy zamykaniu potężnej klapy bagażnika, to kierowcy pozostaje w tym przypadku jedynie siłownia. Jak przystało na luksusowe auto jest ona sterowana w pełni automatycznie.

Sprawdzone wzorce

Gdyby posadzono mnie za kierownicą ML-a  z zawiązanymi oczami i zaklejono znaczek  na kierownicy, to po zdjęciu opaski i tak bym natychmiast rozpoznałbym to wnętrze. I wcale nie dlatego, że jest kopią z poprzedniego modelu. Tu wszystko jest po prostu poukładane logicznie jak w modelach sprzed 15-20 lat! Rozczulające są elementy takie jak brak dźwigni sterowania wycieraczkami z prawej strony, czy nieśmiertelny patent na obsługę elektryki foteli w formie – miniaturowego fotelika, wkomponowanego w boczek drzwi. Prościej i efektywniej się nie da.

Jest wielu kierowców, którzy wolą wiedzieć, czego można się spodziewać. Dlatego inżynier Mamoń z „Rejsu” byłby zachwycony. Tylko osoba nie obeznana ze znaczkiem gwiazdy na masce przez chwilę szukałaby lewarka automatycznej skrzyni biegów w tradycyjnym miejscu, czyli na tunelu środkowym. W autach Mercedesa  od kilku już lat dźwignia ta powędrowała tam, gdzie znajdowały się pierwsze „automaty” – czyli na prawą część kolumny kierowniczej.

Za kierownicą łatwo odnaleźć ulubioną pozycję – sprzyjają temu bardzo obszerne i wygodne fotele (podgrzewane i klimatyzowane), a także elektrycznie regulowana kolumna kierownicza. Panowie z mięśniem piwnym docenią fakt, że odsuwa się ona po wyłączeniu zapłonu, aby ułatwić wysiadanie z auta. Jadącym z przodu nic nie krępuje swobody ruchów. Również tylna kanapa rozpieszcza przestrzenią dla pasażerów, a płaska podłoga i brak wystającego tunelu środkowego nie dyskryminują osoby siedzącej pośrodku kanapy.

Mercedes-ML-2

Smak, styl, asceza nowoczesności – to cechy wnętrza ML-a. Trudno na rynku spotkać równie dopracowany i perfekcyjnie wykonany środek auta. Nowy model jeszcze wyżej stawia poprzeczkę w kwestii jakości, niż miało to miejsce u poprzednika. Doskonałe tworzywa, wszystko miłe w dotyku i działające kojąco na zmysł powonienia. Co prawda za większość luksusowych dodatków trzeba słono dopłacać, ale to oczywistość w klasie Premium. Tu wnętrze auta traktowane jest jak baza, którą dopiero klient personalizuje wedle własnego uznania. Ilość opcji jest tak ogromna, że trudno będzie spotkać identyczny egzemplarz. Dlatego klienci są skłonni wydawać spore kwoty, by wnętrze swoich ukochanych „czterech kółek” uszyć sobie jak garnitur u najlepszego krawca. A że indywidualizacja wnętrza wpływa często na wzrost ceny o 30 proc. w stosunku do opcji podstawowej, to już zupełnie inna kwestia.

Sprawdźmy zatem

co takiego można zamówić do luksusowej terenówki? Oczywiście podstawowy model ML 250 BlueTEC 4Matic, posiada wystarczająco dużo, by uznać go za luksusowy, ale by był to luksus przez duże „L” producent oferuje nam wiele interesujących opcji. Zacznijmy od tapicerki – czarna skóra z jasnymi przeszyciami to wydatek niemal 10 tys. zł. Komu mało skóry, może obszyć nią za dodatkowe 4,1 tys. zł górną część deski rozdzielczej. To prawdziwa okazja cenowa, bo u innego niemieckiego konkurenta za podobną usługę trzeba zapłacić 2,5 razy więcej.

Standardowo fotele przednie posiadają elektryczne sterowanie. Kto jednak chce cieszyć się podgrzewaniem i wentylacją musi zainwestować dodatkowo niemal 5 tys. zł. Na kolejne 5 tys. zł wyceniono pamięć ustawień foteli. Świetne wrażenie, szczególnie z kontrastowym, białym lakierem „diamentowym” (dopłata ok. 8 tys. zł) robi szklany panoramiczny dach (ok. 9 tys. zł). Spory wydatek niesie za sobą inwestycja w system COMAND on-line (ponad 12 tys. zł). Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie jednak luksusowego Mercedesa bez tego centrum zarządzania multimediami. Ten bardzo zaawansowany system łączy w sobie funkcje  audio, telefoniczne i nawigacyjne. Ponadto  jest wyposażony w przeglądarkę internetową czy asystenta rozpoznawania znaków drogowych. Musze przyznać, że ten ostatni świetnie wywiązuje się ze swoich zadań i niemal bezbłędnie przypomina o wszystkich ograniczeniach prędkości. Nie mam pojęcia jak gra opcjonalny system audio sygnowany przez firmę Bang&Olufsen (dopłata 23 tys. zł), bowiem półkę niżej w cenniku znajduje się zestaw audio marki Harman/Kardon Logic7, który posiadał testowany przeze mnie egzemplarz. Za cenę ok. 4 tys. zł nasz słuch może zostać dopieszczony przez doskonale grający zestaw, który imponuje głębią basów i soczystym brzemieniem głośników wysokotonowych. Absolutnie polecam tę opcję.

Specjalność – komfort

Wyliczać inne „umilacze” podróży w jakie wyposażony był testowy ML mógłbym jeszcze bardzo długo, ale skupię się jeszcze tylko na kilku istotnych, które wpływają bezpośrednio na sposób prowadzenia auta i poprawę bezpieczeństwa. Zacznę od pneumatycznego zawieszenia AIRMATIC (ok. 9 tys. zł), które diametralnie wpływa na podniesienie poziomu komfortu jazdy. Współpracuje ono z automatyczną regulacją amortyzatorów, które stale dostosowywują pracę do aktualnej sytuacji na drodze  i w ten sposób zapewniają wspaniały komfort nawet na sporych nierównościach. Przy jeździe z większą prędkością pojazd opuszcza się automatycznie, co poprawia stabilność jazdy i zmniejsza opór powietrza, a co za tym idzie – także apetyt na paliwo. Ponadto, kierowca może samodzielnie wybrać jeden z dwóch bardziej sportowych programów amortyzacji o twardszym zestrojeniu – przydatne na autostradzie. Na drogach o gorszej jakości lub o trudnym podjeździe można jednym naciśnięciem guzika podnieść podwozie o kilka centymetrów i zwiększyć tym samym sprawność auta w nietypowych warunkach.

ML to jednak pojazd specjalizujący się w tzw. dostojnej jeździe, co nie znaczy wolnej. To idealne auto na długie podróże, w którym nawet wyjątkowo daleka trasa okazuje się być przyjemnością. Gdy jednak zachce nam się dynamicznie jeździć w zakrętach poczujemy, że układ kierowniczy jest po prostu zbyt silnie wspomagany. Przekonałem się o tym sunąc krętymi drogami Kaszub, gdzie sekwencje ostrych łuków sprawiały, że reakcje osi skrętnej na ruchy kierownicy były wyraźnie opóźnione.

Jak po szynach

W segmencie dużych SUV-ów Mercedes nie eksperymentuje z opcjonalnym napędem na jedną oś.  Każdy ML wyposażony jest więc w napęd 4×4 oznaczany u Mercedesa jako 4Matic. W odróżnieniu od powszechnie stosowanych układów w SUV-ach, ten jest non-stop aktywny. Dzięki temu działa natychmiast i bez opóźnień, wspierając kierowcę szczególnie podczas jazdy w trudnych warunkach drogowych. Jego mózg stanowi skrzynka rozdzielcza z centralnym mechanizmem różnicowym, zintegrowana w skrzyni biegów. Siła napędowa jest rozdzielana pomiędzy osie przednią i tylną w stosunku 45:55.

Mercedes-ML-3

Permanentny napęd na cztery koła współpracuje ściśle z systemami ESP oraz kontroli trakcji. Ten ostatni selektywnie przyhamowuje koła w przypadku ich uślizgu, zwiększając siłę napędową na kołach, które mają dobrą przyczepność. System wykorzystuje sygnały czujników do pomiaru automatycznych impulsów hamowania, co poprawia trakcję na śliskich nawierzchniach i zwiększa stabilność podczas krytycznych manewrów. W praktyce wygląda to tak, że koła mielą asfalt jak ratrak stok narciarski i Mercedes zachowuje się niczym niewzruszony głaz. Tu priorytetem jest bezpieczeństwo i pewność prowadzenia. Docenia się ją, kiedy na oblodzonej nawierzchni trzeba ruszyć spod świateł lub włączyć się do ruchu na obleganej krzyżówce. Żadna elektronika nie da tyle, co stały napęd na obie osie. Kropka.

Mały ale…

Na deser zostawiłem sobie opis jednostki napędowej. Przyznam, że bardzo sceptycznie oceniałem na papierze jej możliwości. Główny dylemat był taki – jak silnik diesla o pojemności 2143 ccm poradzi sobie z masą niemal 2,1 tony?  I choć na koniec testu pewien niedosyt pozostał, to był on jednak innej natury niż moje wcześniejsze obawy.

Po pierwsze – dokładna analiza osiągów poprawia samopoczucie. O ile moc 204 KM w aucie tego typu nie imponuje, to już wartość maksymalnego momentu obrotowego wynosząca 500 Nm dostępnych w zakresie 1600-1800 obr./min. pozwala przypuszczać, że z ruszeniem takiego kolosa z miejsca nie będzie tak źle. I faktycznie – już od najniższych obrotów ML sprawnie nabiera prędkości i wcale nie ma się wrażenia, że motorowi brakuje pary. Do tego wzorowe wyciszenie silnika od kabiny sprawia, że zarówno dźwięk jak i naturalna wibracja „czterocylindrówki” nie drażnią uszu pasażerów.

To co może niektórym przeszkadzać, to zbyt wolna praca siedmiobiegowej, automatycznej skrzyni biegów podczas dynamicznej jazdy. Owszem, pracuje ona bardzo płynnie i bez szarpnięć, ale po prostu brak jej temperamentu, nawet gdy korzystamy ze sportowych ustawień elektroniki auta czy posiłkując się łopatkami przy kierownicy. Na pocieszenie – jest ona standardem dla wszystkich wersji ML-a, więc nie trzeba za nią dopłacać. Po prostu ML z silnikiem BlueTEC 250 nie jest typem sportowca.

Za to w kwestii spalania silnik pokazuje klasę. Zaledwie 9,5 litra podczas miejskiej eksploatacji i ok. 8 litrów w trasie na każde 100 km. Jadąc zwykłymi, jednopasmowymi drogami udało mi się zejść nawet do poziomu 7 l/100 km. To doskonałe wyniki jak na wielkość i masę auta. W osiągnięciu niskiego apetytu na oktany w mieście pomaga wydajny system Stary-Stop, który – co ważne – nie irytuje kierowcy swoją pracą.

Luksus w cenie

Cennik modelu ML250 BlueTEC otwiera kwota niemal 280 tys. zł. Doposażając auto w ekstra dodatki, takie jak w „moim” egzemplarzu, trzeba przygotować się na wydatek niemal 400 tys. zł. Cenowe okazje w klasie Premium? To nie ten adres. Tu najwyższa jakość idzie w parze z wysoką ceną, dlatego jeśli chcemy rabatów udajmy się do Tesco po chiński skuter. Jednak wówczas nie mamy co liczyć na całą armię najbardziej zaawansowanych systemów bezpieczeństwa, które za kilka lat staną się bardziej powszechnym elementem w klasie popularnych pojazdów. Wspomnę jeden z nich, który integruje w sobie kilka elementów.

Płacąc ok. 11 tys. zł otrzymujemy w pakiecie:
– aktywny tempomat (Distronic Plus), który automatycznie utrzymuje odległość od auta jadącego przed nami i samoczynnie wyhamowuje auto, gdy zajdzie taka potrzeba,
Attention Assist , czyli układ stale monitorujący koncentrację kierującego. Analizuje on zachowanie kierowcy podczas jazdy, m.in. za pomocą specjalnego czujnika kąta skrętu na kolumnie kierownicy. Jeśli reakcje kierowcy odbiegają od zaprogramowanej w systemie przeciętnej normy, wtedy asystent diagnozuje to jako zmęczenie i ostrzega o niebezpieczeństwie za pomocą sygnału akustycznego i optycznego. Na wyświetlaczu pojawia się sympatyczna ikonka z filiżanką kawy, która jasno sugeruje – zatrzymaj się i zrób sobie przerwę w podróży,
– aktywny asystent utrzymania właściwego pasa ruchu. Gdy bez sygnalizacji kierunkowskazem auto zmieni pas ruchu, to czuć na kierownicy wyraźne wibracje, a układ kierowniczy samoczynnie skoryguje tor jazdy na ten właściwy,
– układ śledzący martwy punkt w lusterkach bocznych za pomocą czujników radarowych monitoruje obszar bezpośrednio obok i za samochodem. Jeśli w polu tym znajdzie się inny pojazd, na lusterku zewnętrznym zaświeci się symbol ostrzegawczy w postaci. pomarańczowego lub czerwonego trójkąta. Jeżeli kierowca pomimo to włączy kierunkowskaz, rozlegnie się dodatkowo dźwiękowy sygnał ostrzegawczy.

To oczywiście nie wszystkie opcje z listy „bezpieczeństwo.” Można domówić sobie także asystenta jazdy nocnej, który za pomocą kamery filmuje oświetlony za pomocą nieoślepiającego reflektora podczerwieni odcinek drogi i przesyła jego obraz w odcieniach szarości na wyświetlacz systemu COMAND On-line. Na ekranie można więc szybciej i wyraźniej zobaczyć przeszkody czy słabo oświetlonych uczestników ruchu. Ponadto, dzięki specjalnej funkcji rozpoznawania pieszych, osoby zarejestrowane przez system są specjalnie oznaczane na monitorze, dzięki czemu kierowca łatwiej je zauważa.

Nowy ML to bardzo ciekawa propozycja w klasie luksusowych, dużych SUV-ów. Wyposażenie auta ogranicza praktycznie tylko wyobraźnia klienta. Z najmniejszym silnikiem diesla nie jest wcale zawalidrogą, ale zadowoli osoby raczej spokojnie usposobione, które ponad osiągi cenią spokój, komfort i bezpieczeństwo podróżowania. Oraz fakt, że na jednym baku można pokonac dystans ok. 1100 km.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *