Bogactwo w czasach kryzysu – Mercedes S 250 CDI (TEST)

avatar
Aleksander Pławski
12 stycznia 2012

Mercedesa klasy S nie kupują ludzie o chudym portfelu. Te z założenia drogie auta zazwyczaj mają jeszcze sporo dodatkowego wyposażenia, które winduje ich cenę w rejony niedostępne dla większości zwykłych śmiertelników. Mercedesy z najwyższej półki kojarzą się z jeszcze jednym – dużymi, mocnymi silnikami. Czy włożenie pod maskę „S-ki” czterocylindrowego, 2.1-litrowego diesla ma jakikolwiek sens? Okazuje się, że tak.

Pamiętam, jak kilka ładnych lat temu, miałem możliwość jeździć chyba najbardziej kultową odmianą klasy S – modelem W140, którego właścicielem był mój kolega. I mimo, że w tych samochodach królowały mocne jednostki benzynowe – ten egzemplarz miał 3.5 litrowego diesla połączonego z „automatem” i – jeśli mnie pamięć nie myli – 150 koni mechanicznych mocy. Choć auto miało już swoje lata, jego wnętrze prezentowało się wciąż bardzo dobrze, a jazda nim była po prostu bajką.

Czasy się zmieniają, a wraz z nimi auta  Pragniemy coraz większych mocy, nowych gadżetów wspomagających jazdę, jeszcze większego komfortu podróży. Ale chyba nawet ci najbogatsi nie lubią przepłacać i jeśli tylko mają taką możliwość, szukają rozsądnych oszczędności. Oczywiście ci, którzy są fanatykami osiągów i brzmienia pójdą do salonu i wypowiedzą trzy magiczne literki: AMG. Najlepiej, żeby od razu zabrali ze sobą cysternę z paliwem. Jednak od jakiegoś czasu mam wrażenie, że większość użytkowników aut luksusowych szuka w nich czegoś zupełnie innego. Wydaje mi się, że dla nich najbardziej liczą się wygodne fotele, czterostrefowa klimatyzacja, błoga cisza i bezpieczeństwo, czyli wszystko to, co składa się na najwyższy komfort podróży.

Oczywiście auto musi mieć odpowiedni zapas mocy, by w razie potrzeby móc swobodnie wyprzedzić innych na trasie, ale nie znaczy to wcale, że silnik musi być wielki i benzynowy. Najwyraźniej do takich samych wniosków doszło kierownictwo koncernu Mercedez-Benz i postanowiło zainstalować w klasie S małego, czterocylindrowego diesla, który nie dość, że ma sobie dobrze radzić z tą limuzyną, to musi przy tym zużywać niewielkie ilości paliwa.

Mercedes-S-klasa-1

Zanim odebrałem…

…auto do testu, sprawdziłem, ile złotówek trzeba minimalnie wyłożyć, by stać się właścicielem wersji S 250 CDI. Okazało się, że startujemy z poziomu 333.000 złotych. Właśnie tyle trzeba, żeby wyjechać z salonu nowiutkim Mercedesem S za standardowym, oczywiście bogatym wyposażeniem. Jakże wielkie było moje zdziwienie, kiedy na umowie użyczenia auta przeczytałem, że „wartość samochodu wraz z dodatkowym wyposażeniem zostaje ustalona na 520.000 złotych”!

Oznaczało to, że Mercedes został doposażony iście po królewsku i jakbym chciał odkryć wszystkie jego gadżety i zalety, musiałbym w nim codziennie nocować. Szczerze mówiąc – w pewnym momencie miałem nawet na to ochotę…

Już pierwsze wejście…

…do środka i zajęcie miejsca za kierownicą pokazało, że mam do czynienia z najlepszym z najlepszych. Doskonałej jakości materiały wykończeniowe, prosta i elegancka stylistyka, łącząca tradycję z nowoczesnością i poczucie absolutnego luksusu. To m.in. za to trzeba płacić tyle pieniędzy. Jednak chyba największe wrażenie zrobiły na mnie przednie fotele – wielkie, pokryte przemiłą w dotyku skórą i regulowane bodaj w każdym możliwym kierunku. Oczywiście podgrzewane lub wentylowane w zależności od potrzeb, a także wyposażone w funkcję kilku rodzajów masażu. Fotele, przez które nie chciało się wysiadać z tego auta…

Mercedes-S-klasa-2

O ilości miejsca…

…dla kierowcy i pasażerów nie ma co się rozpisywać. Sprawa jest prosta – nie zabraknie go nikomu, tak z przodu jak i z tyłu pojazdu. Każda z czterech podróżujących osób ma do swojej dyspozycji osobną regulację fotela. Automatyczna klimatyzacja również jest czterostrefowa, co przy dalekich podróżach dla niektórych nie jest bez znaczenia. A jeśli już jesteśmy przy długich wojażach, to jest to auto wprost do nich stworzone. Pomijając wspomniane wcześniej rewelacyjne fotele (przednie mogą również pompować boczki przy ostrzej branych zakrętach) i wielką przestrzeń dla wszystkich podróżujących, trzeba też powiedzieć o fantastycznym sprzęcie audio/video.

To, że pasażerowie tylnej kanapy mają oddzielne monitory w zagłówkach przednich foteli (plus oddzielne zestawy słuchawek) nie jest wielką nowością, ale bardzo ciekawe rozwiązanie zastosowano w przedniej części samochodu. Otóż na dużym ekranie pośrodku deski rozdzielczej możemy korzystać w tym samym momencie z dwóch funkcji naraz. Podczas, gdy pasażer ogląda film z DVD lub program telewizyjny, kierowca na tym samym wyświetlaczu widzi np. wskazania systemu nawigacji satelitarnej. Mercedes nazywa ten wynalazek SplitView i trzeba przyznać, że to naprawdę działa! Sama nawigacja również zasługuje na pochwałę. Obsługuje się ją za pomocą pokrętła umieszczonego między fotelami, przy podłokietniku. Mapy są dokładne, bardzo czytelne, a korzystanie z menu jest intuicyjne.

Przy samochodzie z tej półki pisanie o komplecie poduszek powietrznych czy wszystkich możliwych systemach bezpieczeństwa mija się z celem. Tak samo jak wymienianie elementów wyposażenia typu „pełna elektryka szyb i lusterek” czy biksenonowe reflektory skrętne albo aktywny tempomat. Można natomiast zwrócić uwagę na świetne, pneumatyczne zawieszenie Airmatic, które powoduje, że niemiecka limuzyna wprost płynie przez nierówności naszych dróg. Jeśli ktoś jednak uzna, że auto jest zbyt „kanapowate”, wystarczy, że wciśnie przycisk Sport. Samochód stanie się bardziej sztywny i zwarty, lecz wciąż bardzo komfortowy.

Mercedes-S-klasa-3

Warty odnotowania jest również system Night Vision, czyli mówiąc prościej – noktowizor. Jedno kliknięcie w przycisk po lewej stronie od kierownicy powoduje, że wyglądający jak „prawdziwy”, analogowy prędkościomierz znika a jego miejsce zajmuje obraz z kamery umieszczonej na przodzie auta. Dzięki temu nawet w największych ciemnościach widzimy drogę przed sobą. Ba, pieszych na chodnikach, tak jak i rowerzystów na poboczach jesteśmy w stanie zauważyć dużo szybciej niż w snopie świateł mijania. Dzięki takiemu umiejscowieniu wyświetlacza można bez zbytniego odrywania wzroku od drogi obserwować czy ktoś nie wtargnie nam na jezdnię. To w niektórych sytuacjach drogowych bardzo przydatny wynalazek.

Silnik…

…pracuje bardzo cicho i przyjemnie. Nie trzeba być specjalistą by zauważyć, jak duży nacisk położono na odizolowanie przedziału pasażerskiego od odgłosów pracy jednostki napędowej. Udało się to po mistrzowsku. Nawet przy silnym wciskaniu pedału „gazu” ten niewielki, wyposażony w dwie turbosprężarki diesel po prostu miło mruczy, nie wykazując przy tym żadnych oznak przemęczenia. Przy poruszaniu się po mieście miałem wrażenie, jakbym jeździł sporo mocniejszym autem, a przecież „moja S-ka” ma nie aż tak wiele, bo 204 konie mechaniczne.

Jednak tajemnica sukcesu tkwi gdzie indziej: do naszej dyspozycji jest aż 500 Niutonometrów maksymalnego momentu obrotowego, dostępnego już od 1600 obr/min. Genialny mariaż tej jednostki napędowej z 7-biegową, automatyczną skrzynią biegów 7G-Tronic Plus sprawił, że auto przyspiesza do „setki” w 8,2 sekundy i pozwala osiągnąć prędkość maksymalną 240 km/h. Czy w dużym, reprezentacyjnym aucie, nie przeznaczonym do wyścigów spod świateł, potrzeba czegoś więcej?

Mercedes-S-klasa-4

Średnie spalanie…

…zanotowane z całości czterodniowego testu wyniosło 8,5 litra na 100 kilometrów. Naprawdę ciężko uwierzyć, że ważące niemal 2 tony auto może przy spokojnej jeździe w trasie zadowolić się około 6,5 litra oleju napędowego. W warunkach miejskich przy nieagresywnej, lecz zdecydowanej jeździe S-ka wypije 10,5 – 11 litrów. Czapki z głów! Tu nawet nie chodzi o to, że jak kogoś stać na takie auto, stać go też na paliwo. Pomyślcie o tym, jak rzadko trzeba odwiedzać stację paliw – bak mieści 90 litrów paliwa, co przy średnim spalaniu z testu daje nam zasięg ponad 1000 kilometrów. To duża wygoda.

Podsumowanie

Krótkie spotkanie z testowanym Mercedesem udowodniło, że nawet z niewielkim silnikiem diesla pod maską jest wciąż luksusowym, wartym dużych pieniędzy samochodem. W tym segmencie aut kupujący szukają bardziej luksusu, wygody i prestiżu, niż tabunów koni i osiągów rodem z aut sportowych.

Okazuje się, że waga i gabaryty auta nie są przeszkodą w sprawnym poruszaniu go za pomocą 204 dieslowskich koni. Najnowsze osiągnięcia techniki sprawiają, że mamy do czynienia z rewelacyjnie niskim spalaniem, dzięki czemu poza oszczędzaniem pieniędzy, nie musimy co chwila jeździć na stację paliw, by „napoić konie”. Wyposażenie dodatkowe? Więcej niż bardzo dobre. Cena? Dla tych, których stać na taki luksus, na pewno adekwatna do tego, co Mercedes oferuje.

Cóż, może za ładnych parę lat i ja będę mógł zrobić to, co zrobił kiedyś mój kolega, tylko zamiast W140 kupię sobie W221. Oczywiście 250 CDI…

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , ,