Mini Cooper SD ALL4 Countryman – piękno czy przyjemność? – TEST

avatar
Rafał Pazura
06 stycznia 2015

Kilka lat temu Countryman, czyli podniesione Mini, budziło powszechną sensację. Czterodrzwiowe Mini? Do tego w odmianie 4×4 i z powiększonym prześwitem – dziwili się puryści. Dziś, choć Contryman nadal działa jak magnes na ludzkie spojrzenia, to już niemal klasyk gatunku. Nie przesadzam – bowiem crossoverów na bazie aut segmentu B jest bez liku, a sama marka Mini oferuje tak nietypowe modele jak Paceman czy Roadster. To jednak nic. Bo jeśli ortodoksi przełknęli gorzką pigułkę w postaci Countrymana, to co powiedzą teraz, skoro klasyczne Mini można obecnie zamawiać w odmianie … pięciodrzwiowej?

Ten dylemat to jednak temat na oddzielną dyskusję, bowiem bohaterem tego tekstu jest Countryman. Odmiana sygnowana znaczkiem „SD” na klapie bagażnika oznacza, że pod maską pracuje mocniejszy diesel. Dopisek „ALL4” ulokowany na dole przednich drzwi zdradza, że w tym przypadku moc przenoszona jest na obie osie napędowe.

Deja vu

Kiedy cztery lata temu zasiadłem po raz pierwszy za kierownicą Countrymana była to odmiana z napędem 4×4, automatyczną przekładnią i 143-konnym dieslem pod maską, czyli … dokładnie ten sam zestaw co tym razem. Czy coś się zmieniło? Patrząc na auto z zewnątrz drapałem się w głowę pytając gdzie te różnice? Dopiero detektywistyczne porównanie zdjęć obu wersji pozwoliło mi odnaleźć subtelne detale różniące oba modele. Jest ich niewiele, to m.in. chromowana poprzeczka zamontowana w atrapie przedniej, ogólnie więcej chromowanych dodatków w progach i osłonach o charakterze offroadowym i ogromny napis „COUNTRYMAN” na tylnej klapie kufra wersji aktualnie oferowanej. Poza tym nic nowego. Czy to źle?

Mini-Countryman-tyl

Moim zdaniem – w tym przypadku – lepsze jest wrogiem dobrego, więc po co zmieniać unikalny i przyciągający oko design tylko dlatego, że w metryce przybyły kolejne cztery lata? Dlatego dobrze, że projektanci nie silili się na oryginalne zmiany byle tylko sztucznie odmłodzić model.

Nie lubię stereotypów, ale Countryman jak mało które auto kojarzy mi się z płcią piękną. I najlepiej komponuje się z tym autem właśnie kobieta. Przepraszam, odwrotnie… do kobiety idealnie pasuje Countryman. I do tego musi być to kobieta niezależna, pewna siebie i lubiąca przyciągać spojrzenia swoim wyglądem. W duecie z Mini ma to jak w banku. Trzeba pogodzić się z faktem, że spojrzenia wszystkich w koło kierowane są na nas. Są osoby, które za ten fakt skłonne są zapłacić i to całkiem sporo. Odnotować należy także fakt, że coraz modniejszy staje się w świecie motoryzacyjnym kolor szafirowo-niebieski, choć to męska klasyfikacja, więc proszę wziąć na to poprawkę. W cenniku Mini nazwano go Starlight Blue i wyceniono na 2,2 tys. zł.

Mini-Countryman-wnetrze

Zmiany we wnętrzu

są równie symboliczne jak w przypadku nadwozia. Poprzednika krytykowałem za ulokowanie włączników do sterowania szybami na dole konsoli centralnej, co powodowało, że banalna czynność otwierania okien oznaczała odrywanie pleców od oparcia i błądzenia w poszukiwaniu odpowiedniego „guzika”. Tym razem wszystko jest klasycznie i przyciski do szyb znajdują się – jak Bóg przykazał – w boczkach drzwi. W każdym Mini styl zdecydowanie wygrywa z ergonomią. Prędkościomierz jest tak wielki, że aż niewidoczny, dlatego osobiście preferuję obserwowanie prędkości w okienku obrotomierza (jedna z wielu opcji komputera).

Takich smaczków jest wiele, dlatego zachęcam do zajęcia miejsca w kabinie jakiegokolwiek Mini, by naocznie poznać dokładnie to, co autor miał na myśli. Tu projektanci mogli popuścić wodze swojej fantazji. Jedni kochają za tę inność Mini, drudzy nie potrafią się odnaleźć w nietypowym ułożeniu zegarów, czy włączników.

Mini-Countryman-zegar

Co ciekawe, przy całej odmienności Countrymana może on pod pewnymi warunkami pełnić rolę niedużego, rodzinnego crossovera. Miejsca na przednich fotelach jest w sam raz, ale drażnią wyraźnie przykrótkie siedziska, dlatego w dłuższej trasie dyskomfortu w postaci drętwiejących ud nie odczują przede wszystkim osoby o drobniejszej sylwetce. Pozytywne wrażenie robi skórzana tapicerka Gravity Polar Beige (dopłata 3,4 tys. zł). Na tylnej kanapie da się względnie wygodnie podróżować we dwie osoby, ale już bagażnik o pojemności 350 litrów wypada dość blado na tle innych kompaktowych crossoverów.

Na szczęście przesuwana kanapa tylna pozwala powiększyć go o dodatkowe sto litrów, a to już wartość, która czyni z Mini auto praktyczne i daje możliwość zabrania wystarczającej ilości bagażu dla niedużej rodziny. Co do niedawna było obce samochodom tego producenta – projektanci wnętrza podjęli próbę dostosowania go do pewnych walorów praktycznych. Mam tu na myśli schowki, uchwyty na napoje etc. Nie jest ich przesadnie dużo, ale są i dobrze wywiązują się ze swojej roli.

Mini-Countryman-obrotomierz

Wnętrze nie zaskakuje jakością wykonania. Jest niestety tak samo plastikowe jak było. Mam tu na myśli wszystkie tworzywa jakimi obudowano zegary oraz wloty powietrza. Szokujące, że w aucie za takie pieniądze nie można było tego zrobić lepiej. Każda próba dotknięcia owych elementów skutkuje wyraźnym skrzypieniem. Powstaje pytanie – co będzie, gdy auto osiągnie przebieg rzędu 100-150 tys. km? Czy te dźwięki będą samoczynnie wydobywać się po każdym wjechaniu w nierówność? Podobno niemiecki właściciel mocno wziął sobie do serca te uwagi i najnowsze produkty Mini, tj. 3 i 5 drzwiowy hatchback to całkiem nowa, lepsza jakość. Jeszcze nie miałem okazji tego sprawdzić, ale poinformuję, jak się przekonam.

Paradoskalnie

największym atutem Countrymana nie jest wcale jego wygląd. Wszelkie nietypowe rozwiązania i wpadki jakościowe przestają mieć znaczenie, gdy zapniemy pas, dźwignię automatycznej skrzyni ustawimy w pozycji D, a na jezdni zauważymy kałuże lub pierwszy śnieg. To auto, które przede wszystkim genialnie się prowadzi. W tej dziadzienie konkurencja w zasadzie nie istnieje. Mini wprowadza do świata małych SUV-ów i crossoverów pojęcia do tej pory obce tym klasom, jak: „ostry jak brzytwa, chirurgiczny układ kierowniczy”, „sportowa charakterystyka pracy zawieszenia.”

Mini-Countryman-bok

W kwestii komfortu: wygrały tu geny odpowiedzialne za sport. Mini Cooper SD ALL4 Countryman ma twarde i bezkompromisowe zawieszenie. Dlatego nie polubią go osoby stawiające na harmonijną pracę i miękkie tłumienie nierówności. Jest twardo, a przejazd prze torowisko oznacza podskakiwanie nadwozia. W zamian zyskujemy jednak doskonale wyważone w zakrętach auto, które z napędem obu osi zdaje się zaprzeczać prawom fizyki. I nie chodzi o to, że tym samochodem trzeba cały czas jechać ostro, by docenić ten fakt. Jest w tym przede wszystkim aspekt bezpieczeństwa, bowiem na oblodzonej jezdni, czy mokrej nawierzchni niezwykle łatwo można odczytać to, co dzieje się z autem.

Napęd 4×4 to typowe rozwiązanie znane z innych SUV-ów. Inaczej niż w przypadku układu xDrive rodem z aut BMW, gdzie preferowana jest tylna oś napędowa. W Mini moc trafia na przód, a dopiero w „potrzebie” w odpowiednich proporcjach przekazywana jest na tył. Elektronika steruje wszystkim, ale najważniejsze, że robi to sprawnie i szybko, przez co nie czuć, że tylny napęd załącza się z opóźnieniem. Oczywiście Countryman nie nadaje się nawet w lekki teren, a nadwozie jest tylko nieznacznie wyższe od typowego kompakta i pozwala co najwyżej nieco pewniej poruszać się gruntową drogą.

Mini-Countryman-Cooper-SD

Dwulitrowy silnik

diesla to produkt BMW znany z tego, ze jest dobrze odizolowany akustycznie od kabiny, a praca samej jednostki nie przenosi drgań do środka. Maksymalny moment (305 Nm) jest dostępny od niskich prędkości obrotowych (1750 obr./min), dlatego nie sposób zarzucić jednostce braków w elastyczności. Ponad 140 KM to optymalna moc, by jechać dynamicznie i nie załamywać rąk pod dystrybutorem – sprint do setki zajmuje 9,5 sekundy. Spalanie w mieście oscylowało w granicach 8,5 litra, a wynik uzyskany w trasie wahał się w granicach 6,2-6,6 l/100 km. W samych superlatywach można wypowiadać się także o sześciobiegowym „automacie.” Podczas spokojnej jazdy aksamitnie żongluje biegami, a w trybie sport pokazuje temperament.

Racjonalność

zakupu Mini Countrymana sprowadza się do odpowiedzi na dwa pytania. Czy jesteś w stanie zapłacić więcej za wygląd spektakularnie przykuwający uwagę innych? Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, drugie pytanie: czy ponad komfort i jakość wykonania cenisz sobie fakt, że auto genialnie się prowadzi? Jeśli w tym przypadku na usta ciśnie się słowo „TAK”, to salon Mini zaprasza.

Mini-Countryman-przod

Cennik 143-konnej odmiany z dieslem i napędem 4×4 to wydatek minimum 121,8 tys. zł. Jeśli więc nadal rozpatrujesz ten zakup w sposób racjonalny musisz wiedzieć, że ulokowane pieniądze nie przełożą się wprost na wielkość nadwozia. Tu istnieje mocna wewnętrzna, koncernowa konkurencja w postaci np. BMW X1. Dorzucając automatyczną skrzynię biegów (6,7 tys. zł) i kilka pakietów sprawiających, że nasz Countryman naprawdę wygląda tak jak auto na zdjęciach, trzeba wysupłać z kieszeni niemal 170 tys. zł. Biorąc to oczywiście na chłodno – totalna przesada.

Jednak kiedy zatopisz się w miękkiej skórzanej tapicerce, ustawisz sobie jeden z 8 kolorów podświetlenia wnętrza, włączysz zestaw HiFi sygnowany nazwą Harman Kardon (dopłata 3,7 tys. zł) i pobawisz zestawem GPS, którego ekran stanowi zintegrowaną część największego na świecie prędkościomierza w aucie osobowym, być może zrozumiesz, że warto, a pieniądz to tak naprawdę… rzecz nabyta.

Rafał Pazura

Foto: Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *