Mitsubishi ASX 1.6 2WD Cool Edition – TEST

avatar
Rafał Pazura
19 lipca 2017

Kupiliście sobie kiedyś buty uznanej marki, które otarły wam stopy po pierwszym założeniu? Nagle czar pryska i walka z bąblami na palcach powoduje, że nie chcecie o nich słyszeć na drugi dzień. Po kilku dniach przychodzi refleksja, że spróbujecie raz jeszcze je założyć – w końcu nie mało kosztowały i ciągle są ładne. Wtedy okazuje się, że „się rozeszły”, już tak nie obcierają i są całkiem wygodne. Ja tak miałem z Mitsubishi ASX, które w pierwszym kontakcie potrafi nieco rozczarować, ale z każdym przebytym kilometrem przekonuje kierowcę do siebie.

Metafora o przyciasnych butach nijak się ma do tego, co oferuje wnętrze Mitsubishi ASX. To jest – jak na klasę, którą reprezentuje – jednym z obszerniejszych. Także bagażnik o pojemności 419 l należy do największych w klasie, a jego ukształtowanie pozwala spakować wystarczającą ilość bagaży na urlop 4-osobowej rodziny. Walorów użytkowych japońskiego crossovera nie zamierzam kontestować. O co więc chodzi z tym pierwszym dziwnym wrażeniem?

ASX jest – mówiąc delikatnie – oldskulowe.

I nie ma to wcale związku z nazwą wersji Cool Edition, którą akurat testowałem. Jej wyróżnikiem jest po prostu czarny kolor dachu i słupków. Wygląda to nieźle, ale czar pryska, gdy uświadomimy sobie, że to zwykła folia, do tego dość niedbale położona – o czym świadczą pęcherze powietrza w kilku miejscach. Ale zostawmy to. Ascetyczne wnętrze ma swoje zalety. Zazwyczaj oznacza to łatwą i intuicyjną obsługę. I Mitsubishi punktuje w tej kategorii. Trzy tradycyjne pokrętła do sterowania klimatyzacją, proste w obsłudze audio z dużymi przyciskami i czytelne, tradycyjne zegary główne. To lubię. Ale nie lubię, gdy sterowanie komputerem pokładowym odbywa się przyciskiem zlokalizowanym przy obrotomierzu. To średniowieczny wręcz patent, który nie ma nic wspólnego z logiką i bezpieczeństwem. Dlatego nie jestem w stanie pojąć dlaczego po liftingu nikt tego nie poprawił?

Bardzo mało cool jest także to, że limitowana wersja Cool Edition, którą wyceniono na ok. 75 tys. zł nie posiada systemu bluetooth. Nie mogłem w to uwierzyć, więc dobre 40 minut szukałem wszelkich możliwych sposobów na uaktywnienie – nieistniejącej jak się okazało – opcji. A uwierzcie mi, że producenci czasami potrafią zaskoczyć. Niestety, w tej wersji zabrakło tak oczywistego w obecnej rzeczywistości udogodnienia. Przymknąłbym oko, gdyby było to auto za połowę wspomnianej ceny.

Wspominałem już, że kabina ASX należy do jednej z największych wśród miejskich SUV-ów. Fotele przednie zakotwiczone są wysoko, więc zza kierownicy dobrze obserwuje się drogę. Samie siedziska są całkiem obszerne, podobnie i tylna kanapa, dlatego daleka trasa nie będzie katorgą dla nóg i pleców podróżnych. Szkoda tylko, że całe wnętrze wykończono niezwykle surowymi i plastikowymi materiałami. W połączeniu z wszechobecną czernią ma się wrażenie przebywania w bunkrze. 

Pancernie wyglądające tworzywa są też podatne na zarysowania, co nie wróży dobrze na przyszłość. Mimo to nawet jazda po bruku i nierównej nawierzchni nie generuje trzasków czy nieprzyjemnych dźwięków. Wszystko spasowano po prostu ze sobą bardzo solidnie. Po japońsku.
Mitsubishi ASX należy do jednego z wyższych miejskich crossoverów. Prześwit wynoszący 19 cm pozwala na bezproblemowe przedzieranie się w miejskiej dżungli (osiedlowe spowalniacze, krawężniki), a także bezstresową jazdę leśnymi duktami – nie ma obawy o szorowanie podwoziem czy miską olejową. Bardzo dobre wrażenie pozostawiła na mnie praca zawieszenia – miękko i optymalnie sprężyście. Dzięki temu balans między komfortem a dobrym czuciem auta w zakrętach stawia ASX wśród liderów tego segmentu aut.

Większość właścicieli ASX-a

wybiera odmianę przednionapędową – w sumie nic w tym zaskakującego. I taka była też wersja, którą jeździłem. Osoby, które potrzebują napędu 4×4 nie mają wyboru i muszą zdecydować się na silnik diesla o pojemności 1,6 lub 2,2 l. Odmiana benzynowa o pojemności 1,6 litra ma napęd tylko na przód i jedną wersję mocy, czyli 117 KM. Nie każdemu odpowiadają takie parametry oraz osiągi jakie ona zapewnia. W mieście nie mam zastrzeżeń – ASX sprawnie przyspiesza i nie czuć dyskomfortu w postaci braku temperamentu, gdy suniemy z nurtem innych pojazdów. Kłopot pojawia się w trasie. I nie chodzi nawet o umiarkowaną dynamikę. Jadąc 120 km/h problemem okazuje się hałas jednostki napędowej. Z pewnością można by ją lepiej wygłuszyć, ale głównym źródłem natarczywego dźwięku silnika jest pięciobiegowa, manualna przekładnia. Przy wspomnianej prędkości wskazówka obrotomierza przekracza cyfrę „4” i w kabinie robi się nieprzyjemnie głośno. Z silnikiem diesla z pewnością jest lepiej, bo tam motor sprzęgnięty jest z 6-biegowym mechanizmem. Aby być sprawiedliwym – 5-stopniowa, manualna przekładnia działa bardzo precyzyjnie i gładko.

Osiągi nie powalają – od 0-100 km/h ASX przyspiesza w 11,5 sekundy a 154 niutonometrów dostępnych przy 4 tys. obr/min wymagają wkręcania silnika w górne rejestry obrotomierza, by poczuć jako taką dynamikę. W zamian motor ma opinię trwałego i niewysilonego, co może mieć znaczenie dla osób planujących dłuższe użytkowanie zakupionego auta. Na plus zaskakuje za to spalanie. Pomimo tylko pięciu przełożeń skrzyni biegów w trasie udało mi się zejść poniżej 7 l/100 km, a w mieście rozsądne operowanie pedałem przyspieszenia nie powinno być okupione spalaniem wyższym niż 9-9,5l/100 km. W dobie mody na kurczenie się baków paliwa, Mitsubishi reprezentuje stara dobra szkołę – zbiornik 63 l pozwala na przejechanie w trasie ok. 900 km, co w dalekiej wakacyjnej eskapadzie z pewnością należy uznać za atut.

Jaki jest więc ASX?

W pierwszym kontakcie szorstki i surowy. Potrafi do siebie najpierw zrazić, by po kilku dniach kierowca przewartościował tę opinię. W swojej prostocie bliżej mu do crossoverów Suzuki niż np. Nissana czy Skody. Konserwatywne podejście do silnika i jego mocy, a z drugiej strony bardzo dopracowane zawieszenie i obszerna kabina. To solidne auto, które docenią koneserzy starszej szkoły motoryzacji.

tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

 

 

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *