Niech moc będzie z Wami – test Lexusa IS F

avatar
Aleksander Pławski
28 czerwca 2011

Kiedy w lipcu ubiegłego roku po zakończonym teście z żalem oddawałem do parku prasowego Lexusa IS 250 F-Sport, mogłem sobie tylko wyobrażać, jakich wrażeń dostarcza prawdziwa bestia, czyli IS F. Skoro wersja 208-konna zapewniała ogromną frajdę z jazdy, to co będzie przy 423 mechanicznych rumakach? W końcu nadszedł dzień, w którym dane mi było to sprawdzić. Zapnijcie pasy!

Na początku jako ciekawostkę przytoczę fakt, że pierwotnie Lexus IS F nie był brany pod uwagę w żadnej długoterminowej strategii ani długofalowych planach japońskiej firmy. Prawda jest taka, że model ten powstał dzięki entuzjazmowi dwóch inżynierów, Yaguchi-san i Sakamoto-san. Jak dowiadujemy się z materiałów producenta, to właśnie ich osobiste zaangażowanie w ideę wysokich osiągów znalazło już wcześniej swoje odzwierciedlenie w eksperymencie ze starszym modelem IS 300. Wraz z debiutem nowego IS-a kontynuowali swoje dzieło doskonalenia każdego aspektu jego dynamiki, jednocześnie silnie naciskając najwyższe kierownictwo w celu uzyskania wsparcia. Wreszcie zaangażowanie i fachowość dwóch idealistów przyniosły owoce. Pomysł nabrał realnych kształtów i został przedstawiony kadrze zarządzającej, uzyskując jej przychylność. Ojcem projektu został Yukihiko Yaguchi i w efekcie, w roku 2004 zaświeciło się zielone światło dla inicjatywy znanej dotąd pod wewnętrzną nazwą jako projekt „F”. Trzy lata później świat ujrzał seryjną wersję Lexusa IS F.

Po tygodniu…

…spędzonym z tą maszyną i przejechaniu ponad tysiąca kilometrów po polskich drogach wiem jedno – jest to auto wyjątkowe. Nie znaczy to oczywiście, że na świecie nie ma lepszych tego typu samochodów, ale jedno trzeba powiedzieć głośno i wyraźnie: IS F w fenomenalny sposób łączy dwie z pozoru niemożliwe cechy – prawdziwie sportowe osiągi i możliwość użytkowania na co dzień. To samochód, którym da się zupełnie komfortowo pojechać w 4 osoby na weekendowy wypad, skoczyć na zakupy, lub po prostu dojeżdżać do pracy.

Lexus-ISF-1

Ale ten przybysz z Kraju Kwitnącej Wiśni ma także swoje drugie JA. Bowiem kiedy tylko najdzie nas na to ochota, możemy śmiało pojechać nim na tor, a tam wyłączyć wszystkie „geriavity” i cieszyć się każdym z jego 423 koni mechanicznych. Możemy sunąc z dużą prędkością poślizgiem w zakręcie, by zaraz potem wdepnąć „gaz w podłogę” i poczuć brutalną siłę przyspieszenia na jeszcze szybszej prostej. A tym zabawom za każdym razem będzie nam towarzyszył niewyobrażalnie piękny dźwięk silnika, wydobywający się z aż czterech końcówek układu wydechowego. Po kolei więc…

Wnętrze IS F…

…nie zaskoczy kogoś, kto poznał jego cywilną wersję bez „F” w nazwie. Poza kilkoma detalami typu logo, aluminiowe pedały czy rewelacyjnymi, sportowymi fotelami to wciąż nasz stary dobry znajomy. Ale czy to źle? Bynajmniej! Przecież chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, że wnętrze sportowej wersji seryjnego auta będzie wyglądało zupełnie inaczej? Poza tym trzeba przyznać, że kabina testowanego auta jest bardzo dobra. Prostota obsługi, wysoka jakość wykończenia, niezła pozycja za kierownicą oraz wszystkie potrzebne urządzenia sterujące na wyciągnięcie ręki. Tak pokrótce można scharakteryzować przedział pasażerski i samo miejsce pracy kierowcy w IS F.

Ale jak naprawdę jest z tą przestrzenią?

Jeżeli potraktujemy Lexusa jako auto typowo sportowe, można się naprawdę pozytywnie zdziwić – przecież ma czworo drzwi i może nim podróżować zupełnie komfortowo czwórka dorosłych (ale niezbyt rosłych) pasażerów. Do tego znajdzie się jeszcze 378 litrów przestrzeni na ich bagaże. Czy ktoś może być niezadowolony? Chyba nie…

Lexus-ISF-2

Nieco inaczej będzie…

…jeśli potraktujemy go po prostu jako szybkiego sedana klasy średniej premium. Wtedy odezwą się głosy, że mogłoby być lepiej z „metrażem” wnętrza, a pasażerowie tylnej kanapy mogliby w łatwiejszy sposób zajmować na niej miejsca i mieć więcej przestrzeni nad głowami czy na nogi. No dobrze, ale zadajmy jedno pytanie – czy konkurencja w postaci BMW serii 3 czy np. Mercedesa klasy C oferuje coś więcej? Nawet sześcioletni syn mojego kolegi z pracy doskonale wie, że takich aut nie kupuje się po to, by w 5 osób wyruszać na objazd Europy…

Przejdźmy więc lepiej…

…do wrażeń z jazdy, bo przecież tak naprawdę głównie o to tutaj chodzi. Zajmuję miejsce za mięsistą, elektrycznie regulowaną, dobrze leżącą w dłoniach kierownicą. Od razu czuję, że fotel otula mnie opiekuńczo, jakby już od tego momentu starając się utrzymać moje ciało we właściwej pozycji. Przed oczami mam proste, czytelne i bardzo eleganckie w formie „zegary”. Po chwili moja ręka sama trafia na łopatki do zmiany biegów. Nie czekając długo naciskam przycisk START ENGINE. Zza moich pleców zaczyna dobiegać stłumiony, basowy pomruk 5-cio litrowego, niczym nie doładowanego V8. Ściany podziemnego garażu jakby drżą nieco, ostrzegając przed eksplozją mocy. To auto ze zdjętym ogranicznikiem zdolne jest ponoć rozpędzić się do 330 km/h. Z ogranicznikiem też niemało, bo 270 km/h… Ostrożnie wytaczam się na ulice nieco zakorkowanej stolicy.

Początkowo delikatnie…

…z wyczuciem operuję pedałem „gazu”,by oswoić się z autem. Okazuje się jednak, że Lexus przy normalnym traktowaniu zachowuje się jak całkiem zwykłe auto. O ile nie gnieciemy ostro prawego pedału i nie przekraczamy 3 tysięcy obrotów, czujemy się jak w zwinnym kompakcie, a nie szosowym potworze. Wielowahaczowe zawieszenie ze zrozumiałych względów nie należy do miękkich, ale po pokonaniu pierwszych torowisk i nierówności jestem zdziwiony dużą dozą relatywnego komfortu, jaką dostarcza. Co ciekawe, cały czas mam poczucie, że auto jest maksymalnie zbite i sztywne i na pewno nie będzie wychylać się na szybko pokonywanych zakrętach. To fantastyczne, że już po kilkunastu kilometrach jazdy kierowca czuje jedność z IS F. Normalna, miejscami nawet dosyć dynamiczna jazda miejska, nie wyzwala z wydechu jakiegoś nadprogramowego hałasu. Delikatne, basowe pomruki przez cały czas przypominają mi, ile mocy mam „po nogą”, ale odbywa się to w bardzo kulturalny i nienachalny sposób. Ośmiostopniowa, automatyczna skrzynia biegów niepostrzeżenie żongluje poszczególnymi przełożeniami.

Lexus-ISF-3

Pogoda sprzyja…

…więc czym prędzej udaję się za miasto w poszukiwaniu mało uczęszczanych, krętych acz szerokich dróg o dobrej nawierzchni. Czuję już, że układ kierowniczy bardzo dobrze przekazuje mi informacje o tym, co dzieje się na styku opon z asfaltem i po prostu nie mogę się doczekać pierwszego szybkiego wirażu. Zestrojenie podwozia i układu wspomagania nie ma nic wspólnego z wielką limuzyną LS, czy nawet modelem GS, o SUV-ie RX nie wspominając. Tu liczy się coś innego. Wystarczy wspomnieć, że symbol F w nazwie testowanego auta odnosi się do miejsca jego narodzin – toru wyścigowego Fuji Speedway, gdzie mieści się Higashi Fuji Technical Centre.

Kiedy w końcu…

…znajduje się poza wszelkimi zabudowaniami a w asfalcie nie ma ubytków, wciskam przycisk PWR a skrzynię przełączam w tryb manualny. Pierwszy ostry start z miejsca i przyspieszenie do „mandatowej” prędkości powoduje, że buzia sama się śmieje, a po plecach biegają stada mrówek. To niesamowite, że nagle z normalnie jeżdżącego auta, IS F przeistacza się w torowego ściganta, który wręcz kipi niutonometrami i emanuje olbrzymią mocą! Po przekroczeniu około 3800 obrotów na minutę jego potężne V8 zaczyna wytwarzać taki dźwięk, że mam wrażenie, jakbym przekraczał barierę dźwięku. Mocy zaś jest tyle, że nawet przy 100 km/h na suchym asfalcie wdepnięcie „gazu” w podłogę powoduje, że tył ma wielką ochotę, by wymknąć się nam spod kontroli.

Ale bez obaw – fantastycznie zestrojona, zaawansowana elektronika czuwa, i jeżeli tylko mamy trochę oleju w głowie – nie pozwoli nam się zabić. Doskonałe jest również to, że IS F pozwala nawet przeciętnemu, jak ja, kierowcy przejechać zakręt pięknym slajdem, nie gasząc poślizgu w zarodku. Zerwanie przyczepności na łuku jest jednak tak proste, że cały czas musimy się pilnować, by nie ulec tej pokusie w zwykłym ruchu ulicznym, gdzie obok nas są także inni użytkownicy drogi! Dobre wrażenie robią również hamulce, z których wyciśnięto maksymalną skuteczność. W skład opracowanego we współpracy z Brembo układu hamulcowego wchodzą 360-milimetrowe wentylowane przednie tarcze hamulcowe z 6-tłoczkowymi zaciskami, oraz 345-milimetrowe tylne tarcze z zaciskami 2-tłoczkowymi. Ponoć są odporne nawet na bezlitosne traktowanie w najtrudniejszych, torowych warunkach…

Przejeżdżając kolejny raz…

…ten sam kręty odcinek trasy łapię się na tym, że robię to coraz szybciej, balansując na krawędzi zdrowego rozsądku. Brutalna, niekończąca się moc, upajający dźwięk silnika, świetne prowadzenie oraz genialna praca skrzyni w trybie manualnym (zmiana przełożenia trwa jedynie 0,1 sekundy )powodują, że z całego serca chcę, żeby te chwile trwały wiecznie. Nie wiem tylko, na ile starczyłoby opon…

Lexus-ISF-4

A jeśli już mowa o automatycznej skrzyni Sport Direct Shift (SPDS), warto wspomnieć, że jej najważniejszą zaletą jest to, że właśnie w trybie ręcznego sterowania „M” kierowca ma pełną kontrolę nad zmianą biegów. Dodatkowo, przy przyspieszaniu i zwalnianiu na biegach wyższych niż pierwszy, możliwa jest pełna blokada przekładni hydrokinetycznej. Pozwala to na bezpośrednie przeniesienie siły napędowej z silnika, dokładnie tak jak w przypadku mechanicznej skrzyni biegów. Jednak w przypadku, gdy na biegu 2. lub wyższym prędkość obrotowa silnika jest zbyt niska, przekładnia hydrokinetyczna działa normalnie. Dobra wiadomość dla kierowców nie znoszących efektu „ślizgania się” przy przyspieszaniu: tutaj go nie uświadczycie!

Nie wiedzieć kiedy…

…zapada zmrok. Czas wracać do domu. Z trudem przywołuję się do porządku i zmuszam do sprawdzenia, ile paliwa IS F zużyje w trasie przy spokojnej jeździe. Gdy mijam rogatki miasta, komputer pokładowy informuje mnie, że średnie spalanie wyniosło 10,6 litra na 100 kilometrów. Czyż to nie piękne? Oczywiście podczas naprawdę ostrej jazdy wyniki nie będą już tak różowe, ale nie ma czemu się dziwić. „Deptanie w podłogę” powoduje, że spalanie może się niebezpiecznie zbliżyć nawet do 30 litrów na „setkę”. Jednak średnie zużycie paliwa uzyskane w całym teście oscylowało wokół 16,5 litra, a nie jeździłem jak modelowy emeryt. Przyznajcie, że to niezły wynik!

Koszty/wyposażenie

Lista gadżetów, w które wyposażono bohatera tego testu jest imponująca: tempomat, automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja, bezkluczykowy dostęp do auta, skórzana tapicerka, elektrycznie regulowane i podgrzewane fotele przednie z pamięcią ustawień to tylko część umilaczy podróży. Do naszej dyspozycji oddano również w pełni elektrycznie sterowane lusterka boczne, wycieraczki z czujnikiem deszczu, czy czujniki parkowania przód/tył plus kamera cofania. Jest też doskonały, 14-sto głośnikowy zestaw audio firmowany przez firmę Mark Levinson, którego i tak prawie nikt nie słucha, bo każdy woli dźwięk silnika. Nie zabrakło również systemu nawigacji satelitarnej z 7-calowym, dotykowym wyświetlaczem oraz systemu Bluetooth. Nie ma już chyba sensu pisać o reflektorach ksenonowych, komplecie poduszek powietrznych i zaawansowanych systemach bezpieczeństwa…

Taki „zestaw męskiego szczęścia” kosztuje obecnie jakieś 347.000 złotych. Niejeden złapie się za głowę mówiąc, że absurdem jest wydać na auto tyle pieniędzy. Ale na szczęście znajdą się i tacy, którzy pójdą do salonu i po prostu go kupią. Może dzięki takim klientom za kilka lat i ja będę mógł mieć IS F na własność. Tymczasem idę zagrać w Lotto…

Aleksander Pławski

Realizacja filmu:
Emil Andrzejak i Tomek Pyra
Muzyka i udźwiękowienie:
Rafał Wiszowaty – EFEKTURA

Tagi: , , , , , ,