Nissan Juke NISMO RS – TEST

avatar
Rafał Pazura
27 maja 2016

Wygląda zadziornie. Z białym lakierem kontrastowo zestawiono czarne, osiemnastocalowe felgi. Czerwone dodatki w postaci lusterek, zacisków hamulców i ozdobnych pasków dodają nieco „pieprzu” całości. Z tyłu pokaźny dyfuzor, a po jego środku czerwona lampa przeciwmgielna kojarząca się z bolidami F1. Patrzysz i poznajesz to nadwozie, to przecież popularny Juke. Niby taki sam, tylko ten znaczek – NISMO. O co chodzi? Dla znawców tematu wszystko oczywiste. Oni wiedzą, że z miejskim crossoverem ten wariant nie ma wiele wspólnego. Po siedmiu dniach za kierownicą tego miejskiego killera wiem jedno. Chciałbym jeszcze.

Nigdy nie byłem fanem stylistyki Juke’a. Kształt nadwozia i wyłupiaste reflektory to nie moja bajka. Podobnie jak obłości, dmuchane nadkola, czy wymyśle kształty tylnych lamp. I nie zmienia tu nic nawet najbardziej rasowa odmiana Nissana Juke’a, czyli NISMO RS. Wiecie z kim mi się kojarzy to auto? Z Frankiem Ribery. Choć to genialny piłkarz, który czaruje swoją grą na skrzydle w Bayernie Monachium i reprezentacji Francji, ma „specyficzną” urodę. Wszystko przez wypadek, jakiemu uległ w wieku 2 lat, gdy wypadł z auta przez przednią szybę. Blizna pozostała po obrażeniach sprawiła, że nie wygląda równie gładko jak Cristiano Ronaldo. Jest za to piekielnie szybki, zwrotny i sprawny. Gdy dopadnie do piłki to jakby dzik poszedł w żołędzie. Być może te przymioty i osobowość sprawiły, że przekonał do siebie atrakcyjną dziewczynę, której na imię Wahiba i od kilku lat jest jego żoną. Tym samym Ribery’ego łączy go z Juke’iem jeszcze coś – najbardziej  podoba się kobietom.

DSC_0001

NISMO czyli adrenalina

Powierzchowność Juke’a NISMO RS jest dla większości myląca. Dlaczego? Bo mimo sportowych akcentów i tak dla 99,9 proc. społeczeństwa to zwykły Juke. A 99,9 proc. z modeli jeżdżących po ulicach to zwykłe wersje zasilane 115-konnym benzyniakiem lub 110-konnym dieslem. Tylko nieliczni wiedzą, że NISMO to skrót analogiczny dla M-Power w BMW czy AMG w Mercedesie. Ta sama ekipa japońskich specjalistów pracowała m.in. nad Nissanem GT-R NISMO, który przyspiesza do setki w 2,4 sekundy. Usportowiony Juke nie jest oczywiście nawet w połowie tak ekstremalny, ale konkurencja nie oferuje nic równie szalonego. Czy ktoś kto szuka modnego crossovera na miasto myśli o kubełkowych fotelach Recaro i sztywnym zawieszeniu kosztem utraty komfortu? Nissan natomiast daje tym, którzy myślą inaczej alternatywę. I za to należą się marce wielkie brawa, że idzie pod prąd poprawności. Okazuje się, że na bazie racjonalnego auta miejskiego o podwyższonym nadwoziu można stworzyć świetnie jeżdżący pojazd, który osiągami zawstydzi niejedno poważniejsze auto.

Juke Nissmo RS to nie tylko mocniejszy silnik, parę stylistycznych pierdół i sportowe fotele. Japońskie auto ma sporo wspólnego z usportowionym hot-hatchem ze znaczkiem Renault.

DSC_0006a

Po pierwsze – silnik. Ta sama jednostka pracuje bowiem w Clio RS, ale w Nissanie generuje ona nieznacznie wyższą moc – 218 KM. Motor o pojemności 1,6 litra z bezpośrednim wtryskiem paliwa oraz wspomagany turbiną zapewnia Nissanowi bardzo przyzwoite osiągi. Sprint od zera do 100 km/h trwa 7,0 sekundy, a Juke wykazuje ochotę do zabawy przy niemal każdym muśnięciu prawą stopą pedału przyspieszenia. Szkoda tylko, że dźwięk silnika jest nijaki, mimo iż producent chwali się poprawionym układem wydechowym z tłumikiem przelotowym.

Po drugie – hamulce. Czerwone zaciski nie są tylko tanim gadżetem, bowiem posiadają powiększoną średnicę, a klocki hamulcowe zostały specjalnie zmodyfikowane by sprawniej wyhamowywać auto. Juke staje niemal dęba, gdy zechcemy, ale najlepsze, że daje się bardzo precyzyjnie dozować siłę hamowania dzięki czemu można sobie pozwolić na hamowanie w szybko pokonywanych zakrętach bez zbytniego ryzyka, że stracimy kontrolę nad pojazdem.

DSC_0005

Po trzecie – prowadzenie auta. Zmiany w zawieszeniu to nie tylko sprężyny i amortyzatory usztywnione o 10 proc. w stosunku do seryjnej wersji. Modyfikacjom poddano najważniejsze punkty nadwozia, które zostało wzmocnione w celu usztywnienia platformy oraz umożliwienia pełnego wykorzystania zwiększonej mocy auta. Do tego „pobawiono się” aerodynamiką, co wydatnie wpłynęło na prowadzenie się Juka Nismo RS. I jak podaje producent, sumarycznie siła docisku auta do podłoża poprawiła się o 37 proc. – „przedni spojler kieruje strumienie powietrza w stronę boków pojazdu. Spojler na tylnej klapie zapewnia dodatkową siłę dociskającą z tyłu. A dyfuzor na tylnym pasie poprawia przepływ powietrza pod podwoziem”. Zero marketingu – czysta prawda.

Dzięki tym zabiegom Juke zaskakująco łatwo rozprawia się z zakrętami. Najwięcej frajdy sprawia kręta droga, a każdy przejechany zakręt uświadamia kierowcy, że można jeszcze szybciej i agresywniej. Zadziwiające jest to, że wyższe nadwozie Juka w ogóle nie stanowi przeszkody, by auto prowadziło się jak przyklejone do jezdni – przechyły boczne są wręcz minimalne. Spece od aerodynamiki i specjaliści, którzy usztywnili całą konstrukcję naprawdę wiedzą jak budować sportowe auta.

DSC_0231

Napęd 4×4? I tu dziwna kompilacja. Można go mieć pod warunkiem, że zdecydujemy się na automatyczną przekładnię Xtronic CVT, która niestety nie będzie dobrym wyborem. W porównaniu z manualną skrzynią przyspieszenie od 0-100 km/h trwa o całą sekundę dłużej, a „automat” kosztuje aż o 12 tys. zł więcej. Moim zdaniem – bezsensowny wydatek. I to nawet, jeśli ręczna skrzynia nie jest mistrzem precyzji, co niestety w przypadku Nismo RS jest faktem.

DSC_0083a

Doskonałemu prowadzeniu auta sprzyja bardzo precyzyjny mechanizm sterowania kołem kierownicy. Gdy włączymy tryb Sport – oprócz lepszej reakcji na gaz – kierownica stawia wyraźnie większy opór, co przekłada się m.in. na lepsze czucia auta przy większych prędkościach.

Komfort – tu trzeba iść na ustępstwa. Dynamiczny Juke nie filtruje tak skutecznie nierówności jak zwykłe wersje. Auto podskakuje i wpada w rezonans, gdy pokonujemy torowisko czy suniemy po brukowanej jezdni. Czuć z kolei, że elementy zawieszenia są solidnie zamontowane. Nic nie dzwoni pod podłogą, jakby wszystko było jednym, solidnym monolitem. Tyle, że dość surowym i twardym.

DSC_0015c

O silniku

można mówić tylko w superlatywach. Dzięki turbinie, z pojemności 1,6 litra uzyskano 218 KM, które w zupełności wystarczą, by uśmiech nie znikał z twarzy kierującego. Motor oferuje wartość 280 Nm w zakresie prędkości obrotowych: 3600-4800 obr./min. To oznacza, że mimo turbiny silnik lubi być wkręcany w nieco wyższe rejestry obrotomierza. „Na dole” też nie czuć niedostatków mocy i Juke sprawnie się rozpędza, ale dodatkowy kop następuję powyżej 4 tys. obr/min., a plecy kierowcy są wtedy mocno wciskane w oparcie fotela. Łatwo dać się uwieść temu zjawisku, bo radość z przyspieszania jest naprawdę spora.

Spalanie? W przypadku aut nacechowanych sportem jest to drugorzędna informacja. Z moich obserwacji poczynionych przez 7 dni testu wiem jedno. Nismo RS potrafi spalić w mieście zarówno 9,0 l jak i 14 l benzyny – wszystko zależy od tego, jak często korzystamy z uroków dynamicznego przyspieszania. W trasie normalna jazda oznacza spalanie w granicach 7,5-8l na każde 100 km. Wspomnę jeszcze o trybie ECO – jest. Pozwala zaoszczędzić paliwo, ale mocno psuje charakter auta i doznania towarzyszące jeździe.

DSC_0094

Wnętrze

Juke’a Nismo RS także optycznie odróżnia się od wersji „cywilnej”. Mam na myśli przede wszystkim fotele. To klasyczne kubełki marki Recaro (opcja płatna 6,3 tys. zł), których nie polubią osoby o słuszniejszej posturze. Wyprofilowane niczym rynna siedzisko mocno okala uda siedzących z przodu, a w boczki trzeba się wręcz wcisnąć plecami. W zamian jadący otrzymują optymalne warunki, by utrzymać ciała podczas agresywnej jazdy – np. po torze. Uwaga jedynie podczas wsiadania – zarówno paniom jak i panom może dać się we znaki ostra krawędź siedziska, która potrafi wbić się we wrażliwe miejsce. Trzeba więc opatentować metodę bezbolesnego zajmowania miejsca – ja wybrałem opcję z lekkim podskokiem w fazie lotu.

Sportowe atrybuty to także gruby wieniec kierownicy, którą wyłożoną alcantarą oraz skórą, obrotomierz z czerwoną tarczą, czarna podsufitka i daszek nad zegarami głównymi wyściełany syntetycznym zamszem. Mimo dominujących twardych plastików nie słychać, by coś grzechotało w środku. Po prostu dobra, stara japońska szkoła montażu. Lepiej niczego nie dotykać i nie macać i skupić się na trzymaniu kierownicy.

Z przodu jest tyle miejsca, ile w normalnym Juke’u, a szerokość nadwozia sprawia, że nie można narzekać na ciasnotę. Z tyłu z kolei jest wyraźnie mniej przestrzeni na nogi pasażerów – to wina kształtu sportowych foteli, które „kradną” dla siebie kilka centymetrów. Z tego powodu odmiana Nismo RS z opcją Recaro nie będzie dobrym wyborem dla rodziny z dziećmi. Bagażnik akceptowalny, bo oferuje 354 litry pojemności, ale posiada wysoką krawędź załadunku, przez co trzeba się nieco natrudzić by wcisnąć tam ciężką torbę. Kto jednak zwraca uwagę na takie detale?

DSC_0016

Logika obsługi pokładowych urządzeń taka sama jak w każdej wersji Juke’a. Jest kilka dodatkowych opcji, jak możliwość obserwowania siły działającej w zakrętach, czy położenia środka ciężkości, ale to zbędne bajery, względnie gratka dla gadżeciarzy. Na plus zaskoczyły mnie za to dwa elementy. Pierwszy, to system kamer 360 stopni, który przydaje się podczas parkowania w ciasnych miejscach. A drugi to genialny w swojej prostocie system wykrywania martwego pola w lusterkach. Większość konkurencji stosuje oprócz sygnału dźwiękowego diody ostrzegające o pojeździe, który znajduje się na sąsiednim pasie – które to diody zapalają się w lusterkach bocznych. Po co jednak tak kombinować? Nissan wymyślił prostsze i bardziej skuteczne miejsce. Od strony wnętrza kabiny zapala się po prostu odpowiednia lampka, którą zlokalizowano przy bocznej szybie. Jest większa i dużo lepiej widoczna niż patent z diodą w lusterku.

Na koniec

kwestia ceny. Bardzo dobrze wyposażona odmiana Juke’a Nismo RS to wydatek 102 tys. zł (lakier metalik w cenie). Warto dorzucić 4 tys. zł do reflektorów ksenonowych, które dostaniemy m.in. w opcji z systemem kamer 360 stopni. Fotele Recaro? To opcja bardziej dla tych, którzy mają w planach regularne wizyty na torach wyścigowych lub lubiących poczucie siedzenia w imadle.

Generalnie, jak na ilość sportowych doznań w aucie dla Kowalskiego – cena całkiem akceptowalna. Konkurencja? Brak, bo póki co nikt w nadwozie crossovera nie zdecydował się upakować auta z takimi osiągami i sportowym zacięciem.

Porównywalne – z racji wspólnych genów silnikowych – Renault Clio RS Trophy kosztuje 96,9 tys. zł, ale po doposażeniu w lakier metalik i sportowe fotele różnica przestaje istnieć. Tak naprawdę jednak Nissan Juke Nismo RS to propozycja dla wybitnych indywidualistów. A japońskie auto daje właśnie tę szansę, by się wybitnie odróżnić od innych oferując zarazem niezwykle dojrzały samochód, któremu przydomek Sport nie pasuje jak kwiatek do kożucha.

Serdeczne podziękowania dla Powiatu Wołomińskiego za pomoc i zgodę na realizację sesji zdjęciowej na terenie pałacu w Chrzęsnem: http://www.palacwchrzesnem.pl/

tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

 

 

Tagi: , , , , , ,