Nissan Micra – mieszczuch oswojony (TEST)

avatar
Rafał Pazura
19 kwietnia 2011

Rynek niedużych miejskich aut zdaje się nie mieć dna. Powstają coraz to nowe podkategorie czy nisze. Wszystkie łączy jedno – na relatywnie małej bazie stworzyć przestronne i bezpieczne auto. Od niemal dwudziestu lat jednym z głównych graczy wśród miejskich pogromców ulic jest Nissan Micra. Czy jego najnowsze wcielenie to nadal atrakcyjna propozycja?

Czasy, kiedy samochód stanowił dobro luksusowe raczej już nigdy nie wrócą. I bardzo dobrze. Tym samym podział aut na segmenty wedle ich wielkości ma już w Polsce sens. Kiedyś bowiem wystarczyło mieć „jakiś” samochód, by spełniał on każdą rolę – od rodzinnego środka transportu po bagażówkę. W kraju nad Wisłą zadanie to spoczywało najczęściej na poczciwym „maluchu.” Pamiętam więc te zawistne spojrzenia w stronę np. Daihatsu Charade, które będąc typowym mieszczuchem, u nas urastało do rangi luksusowego auta dla całej familii. Dość jednak tej nostalgii.

Teraz miejskie auto to miejskie auto. Kupuje się je jako kolejne w rodzinie, by dojechać do pracy, zawieźć dzieci do przedszkola itd. Oczywiście nie każdy udaje się po nowy egzemplarz do salonu, ale funkcje jakie ma on spełniać i powody dla których się go kupuje, są takie same.

Ulubienica kobiet

Micra zadomowiła się na rodzimym rynku blisko 20 lat temu i z każdą kolejną generacją przybywa jej fanów. Od zawsze szczególną estymą darzyły ją Panie. Mały Nissan uwodzi cukierkowym wyglądem. Wyłupiaste oczka modelu K12, obłe kształty karoserii czy pastelowe kolory nadwozia budzą najwyraźniej matczyne odruchy u przedstawicielek płci pięknej.

Dlatego pewnym zaskoczeniem jest tu design najnowszej Micry, która choć podobna do poprzedniczki, nie kusi już tak krągłościami. Widać tu ewidentne nawiązania do modelu K11, który debiutował w 1992 r. i który może pochwalić się tytułem Car of the Year 1993.

Bardziej geometrycznie narysowane linie mogą się jednak podobać. Nissan nie jest już taki słodki i milusi, ale wiadomo, że to Micra i chyba o to chodziło projektantom.

Nissan-Micra-1

Na diecie

W celu obniżenia wagi przednie błotniki wykonano z tworzywa sztucznego. Kolejne kilogramy udało się zbić poprzez zastosowanie lżejszych drzwi oraz maski silnika i klapy bagażnika. Wynik końcowy to redukcja masy o 35 kg w stosunku do poprzednika. Niby niewiele, ale pamiętać trzeba, że auto jest teraz większe i lepiej wyposażone, co niewątpliwie podnosi ciężar ogólny.

Ciekawostkę stanowią nietypowe przetłoczenia na dachu. Nie są one jedynie zabiegiem stylistycznym. Ich zadaniem jest lepsze rozprowadzanie strumienia powietrza, dzięki czemu w podsufitce udało się umieścić cieńsze maty wygłuszające.

W kwestii gabarytów Nissan powiela teorię, że każda kolejna generacja danego modelu jest większa. Nie widać może tego na pierwszy rzut oka, ale auto urosło o kilka centymetrów wzdłuż (6,1 cm) i wszerz (1 cm). W połączeniu z większym o 2,2 cm rozstawem osi w kabinie udało się wygospodarować większą ilość miejsca.

O ile z przodu trudno zauważyć, że przybyło jakoś znacząco przestrzeni, to już z tyłu czuć to dość wyraźnie. Pasażerowie mają teraz więcej miejsca na nogi i zauważalnie więcej nad głowami. Teraz osoba przekraczająca nieznacznie wzrostem 180 cm nie musi obawiać się o zburzenie misternie przygotowanej fryzury. W aucie miejskim nie można oczekiwać cudów, jeśli chodzi o bagażnik. Jednak tu Micra ze swoimi 265 litrami pojemności na tle konkurencji wypada dość blado.

Kabina Micry

nie rozpieszcza także jakością wykonania i doborem materiałów wykończeniowych. Daleko jej do lidera segmentu w tej dziedzinie – Volkswagena Polo – ale na tle pozostałych rywali nie ma się czego wstydzić. Poza tym, w stricte miejskim pojeździe, można przymknąć oko na fakt, że dominują twarde i surowe w formie tworzywa. Najważniejsze, że precyzja montażu jest na odpowiednim poziomie i do uszu jadących nie dociera uciążliwe stukanie plastików.

Duży zakres regulacji fotela i dwustopniowy kolumny kierowniczej pozwalają zająć właściwą pozycję zarówno niskim osobom, jak i tym, których natura obdarzyła bardziej hojnie. Denerwuje niestety skokowa regulacja oparć foteli. Trzeba się mocno nagimnastykować, by precyzyjnie dobrać optymalny kąt podparcia dla pleców. Poza tym urządzenia pokładowe obsługuje się prosto, bo logika umiejscowienia wszelkich przycisków ewidentnie była mocną stroną projektantów. Jedyna ekstrawagancja we wnętrzu to okrągłe wloty nawiewów powietrza oraz panel klimatyzacji w formie sporego koła z elektronicznym wyświetlaczem pośrodku.

Jak na miejskie auto przystało, Micra jest bardzo zwrotna i poręczna. Łatwo wcisnąć się autem w wąską lukę parkingową czy sprawnie zawrócić w ciasnej alejce przed marketem.

To, co może się podobać, to świetna widoczność w każdym kierunku. W testowanej wersji można ponadto podczas parkowania wspomóc się czujnikami umieszczonymi z tyłu pojazdu oraz systemem (PSM), który ułatwia manewrowanie na ulicy. Jest to propozycja dla kierowców wyjątkowo opornych na zgłębienie techniki parkowania tyłem. Jak działa? Jeśli ktoś nie jest pewien, czy ilość miejsca pomiędzy dwoma autami jest wystarczająca, może skorzystać z usług podpowiadacza. Należy uaktywnić system i wolno przejechać wzdłuż aut, pomiędzy którymi planujemy się wcisnąć. Elektroniczny sufler zmierzy tę odległość i poinformuje, czy miejsca na manewr jest wystarczająco. To jednak nie wszystko – na wyświetlaczu pojawia się także informacja o stopniu trudności manewru, a czujniki akustyczne wspomaga wyświetlacz informujący o odległości od przeszkody. Brzmi śmiesznie? W sumie trochę tak, ale z drugiej strony nie każdy posiada doświadczenie, by idealnie ocenić sytuację. Nissan wyciąga więc pomocną dłoń do mniej wprawnych kierowców i – no dobra powiem to, choć wiem, że narażę się feministkom – Pań, które wg moich obserwacji mają z tym częsty kłopot.

Nissan-Micra-2

Na bogato

Testowy model zaskoczył mnie bogatym wyposażeniem, a nie była to wcale najwyższa opcja. Odmiana Acenta kosztuje 44,3 tys. zł (podstawowa Visia 38,9 tys. zł) i oferuje naprawdę sporo. Mamy więc pełne wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa, czyli: poduszki czołowe, boczne i kurtynowe, ABS z EBD, ESP. Wartym podkreślenia jest fakt, że system ESP to standardowa pozycja każdego małego Nissana. Ponadto m.in.: el. szyby i lusterka (podgrzewane i składane), automatyczna klimatyzacja, skórzana kierownica, regulacja wysokości fotela kierowcy, system audio z funkcją bluetooth, komputer, tempomat. Prawda, że nieźle? Testowy egzemplarz wzbogacono ponadto w czujniki parkowania wraz ze wspomnianym systemem wspomagającym (1,2 tys. zł), 5-calowy ekran dotykowy wraz z nawigacją i gniazdem USB/iPod/MP3 (2,3 tys. zł) oraz lakier metalik (1,7 tys. zł). Tak bogato skrojony model kosztuje równe 49,5 tys. zł. Zapewniam jednak ,że wyposażenie jest adekwatne do ceny i rekompensuje tę dość znaczną kwotę, jak na miejski samochodzik.

Pewniak

Micra nie zaskakuje niczym w kwestii prowadzenia. To jednak akurat komplement. Autko pewnie trzyma się drogi i dzięki pełnej elektronice z zakresu bezpieczeństwa wyręcza kierowcę, gdy ten mocniej zaatakuje zakręt lub zbyt dynamicznie ruszy ze śliskiego podłoża. ESP reaguje dość impulsywnie, ale tu chodzi w głównej mierze o zniwelowanie uślizgów przedniej osi i błędów kierowcy.

Stosunkowo sztywne zawieszenie poprawnie niweluje niedoskonałości rodzimych duktów, zwanych przez niektórych dość prowokacyjnie – drogami. Czasem słychać, jak coś dobije pod podłogą, ale musi być to już naprawdę spora dziura czy zapadnięta studzienka kanalizacyjna.

Bez szaleństw

Jak na razie do wyboru – choć de facto to żaden wybór – klient ma tylko jedną jednostkę napędową (wkrótce powinien pojawić się także motor z Dieslem), która znana jest z poprzedniej generacji Micry. Pojemność 1,2 l i moc 80 KM to parametry, które nie gwarantują ekstremalnych przeżyć (przyspieszenie od 0-100 km/h w 13,7 s.), ale pozwalają na sprawne poruszanie się po mieście. Skromna wartość maksymalnego momentu obrotowego (110 NM) osiągana jest przy cyferce „4” na obrotomierzu. To wymaga od kierowcy mocnego wciskania gazu i szybkiego operowania skrzynią biegów, by sprawnie wykonać np. manewr wyprzedzania. I tu ujawnia się wada 3-cylindrowego silnika oraz 5-cio biegowej przekładni.

Mały motorek niemiłosiernie warczy, gdy wzrasta poziom obrotów jednostki, zupełnie jakby obdzierano go ze skory. Nie byłoby to dziwne gdyby nie fakt, że ten sam silnik w modelu poprzedniej generacji jest wyraźnie cichszy. Czyżby producent oszczędził na wygłuszeniu kabiny? No i ta skrzynia biegów… Daleko tu do japońskiej precyzji. Operując lewarkiem miałem nieodparte wrażenie, że palce w jej konstruowaniu musieli maczać Francuzi. Skrzynia działa topornie i szorstko, nie znosi też szybkich redukcji – wówczas zdarza się, że niektóre tryby po prostu „haczą” przy próbie ich zapięcia. To element do jak najszybszej poprawy. Może warto więc pokusić się o występujący w opcji bezstopniowy „automat” CVT, skoro kosztuje zaledwie 4,8 tys. zł więcej od „manuala”?

Nissan-Micra-3

W temacie

spalania Nissan Micra trzyma średnią klasy, jaką reprezentuje. W mieście, takim jak zatłoczona stolica, spalanie na poziomie 7,5 l na sto kilometrów to przeciętny wynik. Lepiej jest w trasie, bo wówczas, bez wyrzeczeń kosztem dynamiki, można osiągnąć wynik na poziomie 5,8 litra.

Podsumowując: Micra to idealny pojazd do miasta, który oferuje całkiem sporo miejsca nawet dla czwórki dorosłych. Rozczarowuje nieco pojemność bagażnika i praca skrzyni biegów. Jednak cena auta oraz bogaty poziom wyposażenia pozwalają przypuszczać, że niebawem na ulicach polskich miast nowy japoński model nie będzie wcale rzadkim widokiem. Szczególnie, że np. w aktualnej promocji Micra z 2010 r. w wyposażeniu Visia wzbogacona m.in. o manualną klimatyzację kosztuje tylko 36,9 tys. zł.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , , ,