Nissan Qashqai Tekna 110 dCi – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
11 grudnia 2014

Model Qashqai to niewątpliwy sukces Nissana – crossover ten zaskarbił sobie sympatię klientów na Starym Kontynencie, co przekładało się na dobre miejsca w rankingach sprzedaży, także w Polsce. Przy wprowadzaniu nowej generacji Japończyków czekało zatem niełatwe zadanie: stworzyć samochód, który powtórzy sukces poprzednika w tym bardzo konkurencyjnym segmencie aut. Czy ta sztuka się udała? Przekonajmy się.

Poprzednia generacja Qashqaia nie była adresowana dla klientów poszukujących ekstrawagancko skrojonego nadwozia. Bryle brakowało tego „czegoś”, dzięki czemu wyróżniłaby się z tłumu. Spokojne, regularne linie, wszędobylskie obłości – było przyjemnie, nie kuło w oczy, ale nikt pewnie nigdy nie zemdlał zauroczony urodą crossovera Nissana. W nowym wcieleniu Qashqaia sprawy mają się zgoła inaczej.

Japońska firma jakiś czas temu postawiła na zmianę stylu projektowania swoich aut. Widać to w nowym X-Trailu, Pulsarze, czy testowanym przez nas niedawno modelu Note. Przetłoczenia na masce nadające sylwetce muskularności, ostro zarysowane światła (z diodami LED do jazdy dziennej układającymi się w agresywny kształt > <), czy atrapa chłodnicy sprawiają, że Qashqai zwraca na siebie uwagę. W trakcie trwania testu zanotowałem naprawdę sporo mniej, lub bardziej dyskretnych spojrzeń innych osób w moją stronę. Linia boczna i tył dobrze komponuje się z tym, co widzimy z przodu – wszystko tu ze sobą „gra” i cieszy oko.

Nissan-Qashqai-Tekna-tyl

Egzemplarz testowy…

…to najbogatsza dostępna odmiana Tekna, dostępna u dealerów w cenie 106 500 zł. To dużo pieniędzy – zdarzą się propozycje droższe w tej klasie aut, ale też zauważalnie tańsze. Co oferują Japończycy aby umotywować w oczach klientów zostawienie takiej kwoty w salonie?

Pod względem wyglądu – aby wspominanych wyżej pełnych pożądania spojrzeń było jeszcze więcej – Qashqai w wersji Tekna „obuty” jest domyślnie w 19 calowe felgi. W testowanym egzemplarzu z okazji zimy znalazły się „siedemnastki” i moim zdaniem nie jest to wcale za mała wielkość do tego samochodu. Felgi mają ładny wzór, wcale nie giną w nadkolach, a przy okazji zapewniają znacznie lepszy komfort, niż te o rozmiarze 19”. No i dodatkowo lepiej sprawdzą się gdybyśmy chcieli trochę zaszaleć i zjechać Qashqaiem z asfaltu.

Nissan-Qashqai-Tekna-felga

Wersja Tekna to też naprawdę dużo dodatkowego wyposażenia z paroma ciekawymi pozycjami na liście. O „oczywistościach” pokroju klimatyzacji dwustrefowej, tempomatu, czy nawigacji nie będę pisał. O tych elementach wypadałoby wspomnieć tylko wtedy, gdyby ich nie było. A co wymaga dodatkowych kilku słów, bo jest obecne?

Chociażby światła przednie wykonane w całości w technologii LED. Cieszy mnie, że ta technologia upowszechnia się, bo precyzja, intensywność i zasięg świecenia LEDów to nie tylko „bajer”, ale coś, co ma realne przełożenie na bezpieczeństwo podczas jazdy po zmroku. Wart odnotowania jest również ogromny szklany dach zasuwany elektrycznie. Wymaga dopłaty 2700 zł, ale świetnie doświetla wnętrze i poprawia samopoczucie pasażerów. Nie są to pieniądze wyrzucone w błoto.

Nissan-Qashqai-Tekna-kamera-cofania

W Nissanie znalazł się również wyjątkowo rozbudowany zestaw asystentów (zawarty w pakiecie Safety Shield). Mamy asystenta zmiany pasa ruchu, samochód „czyta” dla nas też znaki drogowe, sygnalizuje gdy będziemy zbyt szybko zbliżać się do obiektu przed nami, czy gdy będziemy chcieli zmienić pas ruchu, a w martwym polu lusterek znajdzie się inny pojazd.

Wisienką na „asystentowym” torcie jest zestaw wspomagaczy parkowania. Mamy tu chociażby system kamer obejmujących 360 stopni wokół samochodu. Wymaga on jeszcze dopracowania, bo np. w BMW znacznie lepiej korygowane są zniekształcenia wywołane szerokokątnymi obiektywami kamer, lepsza jest też jakość obrazu. Ale podstawowy cel tego systemu jest spełniony. Nissanem, mimo średniej widoczności, łatwo się manewruje i ciężko jest w coś przypadkowo uderzyć. Co ciekawe w lusterkach zamontowane zostały dodatkowe kamery, które pokazują obraz na przednie nadkola wraz z obrysami nadwozia na jezdni. Do tego dochodzi system automatycznego parkowania prostopadłego i równoległego, któremu jednak okazjonalnie zdarza się trochę „zgłupieć”. Dlatego traktuję go raczej jako gadżet, niż realne ułatwienie (szybciej jest z taką ilością kamer parkować samemu), ale fakt obecności tylu systemów w samochodzie jest wart odnotowania.

Nissan-Qashqai-Tekna-wnetrze

Wnętrze

A czym kusi crossover Nissana, gdy zagłębimy się w do środka przedziału pasażerskiego? W porównaniu do wyjątkowo topornie wyglądającego kokpitu poprzedniej generacji tu znajdziemy zupełnie inne podejście. Deska rozdzielcza jest masywna, ciekawie i nowocześnie nakreślona. Pozytywnie zaskakuje jakość wykonania. „Zgrzytem” jest twardy i nieprzyjemny plastik użyty do wykończenia tunelu środkowego, jednak w innych miejscach kokpitu znajdziemy już miękkie, miłe w dotyku materiały, w dodatku dobrze spasowane. Miejsca, w które zazwyczaj wędrują nasze ręce podczas jazdy (okolice sterowania przełącznikami szyb, skrzynia biegów, kierownica czy podłokietnik) doczekały się wykończenia skórą. Niektórym może nie podobać się fakt, że we wnętrzu wszystko jest czarne – dla tych osób za 2500 zł przygotowano jasną tapicerkę ze skóry i alcantary.

To, co też nie jest najlepsze w Nissanie to widoczność. Bryła samochodu pociągnęła za sobą konieczność dużego pochylenia szyby i wydłużenia przednich słupków. Ograniczają one widoczność, a małe szyby z tyłu nie poprawiają sytuacji. Całe szczęście, że wspominane wyżej systemy asystujące przy parkowaniu ratują sytuację. Oczywiście o ile nie wybierze się niższych wersji wyposażenia (Visia, Acenta), które nie są w nie wyposażone.

Nissan-Qashqai-Tekna-szklany-dach

Jeśli chodzi o ilość miejsca, to o ile z przodu nie mam zastrzeżeń, to z tyłu jest niestety dosyć ciasno. Pasażerowie nie będą musieli oczywiście siedzieć w Qashqaiu po turecku, aby mieć co zrobić z nogami, ale ilość przestrzeni jest zwyczajnie uboga jak na gabaryty samochodu. Wystarczy, że z przodu usiądzie ktoś wyższy, a już z tyłu robi się problem. Nad głowami nie jest lepiej, co może doskwierać pasażerom o wzroście powyżej 185 cm. W bagażniku do dyspozycji oddano 401 litrów pojemności i dwa funkcjonalne schowki pod podłogą „kufra”.

Oszczędnie i spokojnie

Czas poruszyć temat wrażeń z jazdy Nissanem Qashqai. W testowanym egzemplarzu pod maską znalazł się jedyny w palecie silnik diesla o pojemności 1,5 litra i mocy 110 KM. Koni jest mało, jak na samochód ważący bez pasażerów i bagażu 1350 kg. Przekłada się to na osiągi, które na nikim nie zrobią wrażenia – 12,4 sekundy do „setki”, koniec przyspieszania przy prędkości 182 km/h. Przyspieszaniu nie towarzyszy w dodatku zbyt przyjemny dźwięk. Jednak gdy prędkość się ustabilizuje hałas znika, a sześciobiegowa skrzynia dba o to, aby nie powrócił nawet przy szybszej jeździe.

Nissan-Qashqai-Tekna-silnik

Czy zatem jest to zła jednostka napędowa do tego samochodu? To oczywiście zależy. Osiągi dla „cywilnych” zastosowań nie są wcale tragiczne – samochodowi co prawda brak jest „kopa”, ale jeśli ktoś nie ma duszy sportowca i nie musi na każdych światłach być pierwszy, to w zupełności wystarczą. A mały diesel odwdzięcza się za to śladowym zapotrzebowaniem na paliwo (poprawianym jeszcze przez system START-STOP). W mieście, wcale nie oszczędzając Nissana, można uzyskać wynik około 6 litrów. W trasie jest jeszcze lepiej – prędkości około 100 km/h Qashqai „pije” 4-4,5 litra ropy na każdy 100 kilometrów. Nawet drogi szybkiego ruchu nie robią na nim wrażenia – około 6-6,5 litrów przy prędkościach w okolicach 140-150 km/h to świetny wynik. Jadąc w trasę Qashqaiem naprawdę rzadko będziemy musieli zaglądać na stacje benzynowe (chyba, że „za potrzebą”) – to mi się podoba.

Prowadzenie

W Qashqaiu widać, że komfort był priorytetem dla konstruktorów. Sposób prowadzenia i resorowania Nissana dobrze współgra z tym, co oferuje silnik i żaden z tych elementów nie ogranicza drugiego.

Nissan-Qashqai-Tekna-start

Kilka godzin za kółkiem w Qashqaiu nie będą skutkować ani nadwyrężonym kręgosłupem, ani bolącą jego niższą częścią. Fotele są stosunkowo twarde, nie zapewniają sensacyjnego trzymania bocznego, ale są przy tym wyjątkowo wygodne. Zawieszenie zostało tak pomyślane, aby utrzymać pewność prowadzenia Nissana na dobrym poziomie, przy tym oferując odpowiednią dozę komfortu. Nadwozie nie przechyla się na zakrętach, auto dobrze trzyma się drogi, a na nierównościach radzi sobie bardzo przyzwoicie.

A gdy Nissanem wyjedziemy na dobrą, równą drogę, to wręcz połyka on kolejne kilometry. To jest wymarzone środowisko jego pracy – długie trasy, drogi ekspresowe. Qashqai reklamowany jest jako miejski crossover. W terenie zabudowanym Nissan oczywiście sobie poradzi, ale jego gabaryty/widoczność czasami będą doskwierać. Wciąż twierdzę, że w takich warunkach lepiej sprawdzi się po prostu mały, miejski hatchback, który wszędzie się wciśnie. W większy teren raczej też nie ma co się nim zapuszczać – nie zachęcają do tego ani duże felgi, ani brak napędu na cztery koła. Zniknięcie z cennika w Polsce wersji 4×4 sugeruje, że duża część nabywców nad Wisłą również nie przewidywała dla crossovera Nissana zastosowań bardziej offroadowych (zdecydowani na Qashqaia z napędem na obie osie będą musieli swoją uwagę zwrócić np. na rynek niemiecki, gdzie ta wersja jest nadal dostępna). Jednak poza miastem, na asfalcie, albo nieutwardzonej, leśnej drodze będzie to idealny kompan podróży.

Nissan-Qashqai-Tekna-przod

Podsumowanie

Super wyposażenie, za słaby silnik – tak najlepiej można podsumować testowanego Nissana Qashqai. Osobom o mniejszym temperamencie za kierownicą 110 KM wystarczy. Co mają jednak zrobić Ci, którzy preferują mieć trochę więcej „pod stopą”? Im zostaje motor benzynowy o mocy 165 KM. Cena podobna, a dynamika na pewno lepsza.

Poza silnikiem testowanemu Qashqaiowi naprawdę ciężko coś zarzucić. Jest to solidne auto – nie wyjątkowe, ale wolne od większych wad, a ponadto znacznie ładniejsze i nowocześniejsze, niż poprzednik. Również droższe od niego. Jednak biorąc pod uwagę to, co oferuje w zamian w kwestii bezpieczeństwa, komfortu i wyglądu chętnych na nowego „Kaszkaja” wciąż nie powinno brakować.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,