Nowa Klasa B – Mercedes przez duże „B” (TEST)

avatar
Rafał Pazura
08 maja 2012

Niedawno Mercedes przedefiniował swoją politykę dotyczącą produkcji mniejszych modeli. Do tej pory auta z gwiazdą na masce sytuowane poniżej Klasy C, bardziej niż z kompaktowymi hatchbackami, kojarzyły się z minivanami. Różniły się głównie wielkością. Nowa klasa B pozostała wierna idei jednobryłowego auta o nieco podwyższonej linii dachu, a klasa A, której debiut nastąpi „za chwilę”, ewoluowała w stronę sportowo usposobionego hatchbacka klasy kompakt. Czy nowy model klasy B jest lepszy od poprzednika?

Nie będę konkurować z mistrzem suspensu i odpowiem od razu – tak. Jest lepszy w każdej materii i pod każdym względem, choć wizualnie bryła auta nie została poddana istotnym zmianom. Zmieniła się natomiast koncepcja podwozia – zrezygnowano z podwójnej płyty podłogowej na rzecz tradycyjnego rozwiązania. Z tego powodu zmieniły się proporcje auta – jest wyraźnie niższe i dłuższe, przez co sylwetka nadwozia prezentuje się dynamiczniej.

Wyrazisty

Nowe wcielenie Klasy B z pewnością wygląda bardziej intrygująco od poprzednika. Obłym i łagodnym liniom towarzyszą jednocześnie ostrzejsze kształty wielu detali. Charakter sylwetki budują liczne przetłoczenia karoserii. Szczególnie z linii bocznej auta emanuje energia, która konserwatywnej bryle rodzinnego minivana dodaje nieco „pieprzu.” Masywny przód z dużym logo Mercedesa po środku nie pozwala zapomnieć z jaką marką mamy do czynienia. Całkowicie na nowo zdefiniowano reflektory i lampy tylne, które przyciągają spojrzenia swoim LED-owym oświetleniem (tradycyjne żarówki posiadają światła stop, cofania i przeciwmgielne). Co warte pokreślenia, światła do jazdy dziennej nie wyglądają na doczepione na siłę w przypadkowym miejscu, jak to ma miejsce u wielu innych producentów. Mercedes nie jest upstrzony świecidełkami jak choinka w Boże Narodzenie – oświetlenie jest subtelne i bije od niego klasa. Niemcy zadbali nawet o nazwę tego wyjątkowego „ledowego” spektaklu – Mercedes-Benz Inteligent Light System. Parę słów o tym systemie, bo powoli rozwiązania zarezerwowane dotąd dla luksusowych limuzyn „schodzą” do segmentu popularnych i tańszych aut.

Sercem systemu są biksenonowe reflektory zarówno dla świateł mijania, jak i świateł drogowych. Za sposób rozprowadzania światła odpowiada aktywny system oświetlenia ILS, który zapewnia optymalną widoczność w każdej pogodzie, niezależnie od warunków drogowych. Jak to działa w praktyce? Gdy z naprzeciwka nadjeżdżają inne pojazdy, podczas jazdy na zakrętach, we mgle lub prostej drodze, system dostosowuje się do sytuacji i indywidualnie ustawia charakterystykę oświetlenia. Ponadto adaptacyjny asystent świateł drogowych zapewnia największy możliwy zasięg świateł mijania. W porównaniu z tradycyjnymi światłami mijania umożliwia to wcześniejsze zauważenie pieszych, rowerzystów czy przeszkód na jezdni. Kamera steruje zasięgiem świateł w taki sposób, by oświetliły drogę odpowiednio do sytuacji, uwzględniając uczestników ruchu znajdujących się przed samochodem. Gdy system zarejestruje samochód nadjeżdżający z przeciwka lub poruszający się z przodu, dopasowuje przez cały czas zasięg do odległości od niego. Gdy system nie zarejestruje innych uczestników ruchu, automatycznie włączają się światła drogowe. Działa to wszystko doskonale, o czym przekonałem się podczas nocnej jazdy krętą i uczęszczaną drogą. Uwierzcie mi – warto dopłacić (6871 zł) za to rozwiązanie, bo naprawdę „jest różnica.”

Mercedes-B-klasa-1

Krok do przodu

Wnętrze zrobiło na mnie doskonałe wrażenie i na tle poprzedniej generacji nowa Klasa B wygląda świeżo i nowocześnie. Materiały użyte do wyłożenia deski rozdzielczej są perfekcyjnie spasowane, a ich jakość nie budzi większych zastrzeżeń. Oczywiście nie ma mowy o gatunkach plastików rodem z klasy E czy S, ale wrażenia estetyczne jednoznacznie wprowadzają nas w świat klasy Premium. Fakturę kokpitu, prócz wspomnianej jakości, charakteryzują też walory praktyczne – nie widać na niej kurzu i jest odporna na zarysowania. Zapach, dbałość o detale (vide: przepięknie wystylizowane okrągłe wloty nawiewów powietrza czy srebrzysta wstawka o fakturze plastra miodu) i kolorystyka – tu wszystko zostało przemyślane przez designerów. Szczególnie w wersji wyposażeniowej SPORT (dopłata 7337 zł), którą przyszło mi testować – z opcjonalnym oświetleniem wewnętrznym (dopłata 1379 zł), które nocą wprowadza pasażerów w wyjątkowy nastrój.

Co prawda kolorystyka ciemnego wnętrza okraszonego srebrnymi wstawkami nie wszystkim przypadnie do gustu, ale o tym, że mamy do czynienia z autem segmentu Premium przekona każdego lista opcji do wyboru. Na życzenie wyposażymy nową Klasę B np. w pakiet Exclusive wyróżniający się wysokiej jakości wnętrzem z wyposażeniem skórzanym oraz deską rozdzielczą i środkowymi powierzchniami drzwi pokrytymi sztuczną skórą ARTICO.

W sam raz

Wielka przednia szyba mocno wysunięta do przodu to znany wybieg stylistów, który optycznie buduje przestrzeń. Szerokie przednie słupki ograniczają niestety widoczność, zwłaszcza podczas ostrego skręcania w lewo. Samo parkowanie nie nastręcza jednak większych problemów, gdy doposażymy Klasę B w czujniki parkowania z tyłu i z przodu auta. Szczególnie te ostatnie przydają się na ciasnych parkingach, a ich perfekcyjne ulokowanie pozwala na zaparkowanie dosłownie „na centymetry.” Wszystko dzięki temu, że czujniki umieszczono także po bokach przedniego zderzaka. Mimo faktu, iż rozstaw osi nowego modelu w stosunku do protoplasty zmniejszył się o niemal 8 cm, ani z przodu ani na tylnej kanapie nie odczuwa się deficytu miejsca w stosunku do pierwszej generacji. Czary? Nie do końca. Podobno w przyrodzie nic nie ginie i ta teza ma swoje uzasadnienie także w tym przypadku. W nowym modelu bagażnik „skurczył się” do 486 l, co nadal jest dobrym wynikiem, ale oznacza, że na wakacje zabierzemy o 70l mniej bagażu niż w starej wersji. Cieszy natomiast podwójna podłoga, praktycznie regulowana roleta i foremny kształt kufra. Dla rodziny w sam raz.

Mercedes-B-klasa-2

Najlepiej, jeśli będzie to czteroosobowa familia, gdyż tylna kanapa – choć naprawdę wygodna – swoim ukształtowaniem siedziska preferuje raczej dwójkę podróżujących. Za to przednie fotele są obszerne i świetnie wyprofilowane, dlatego długa podróż nie oddziałuje negatywnie na kręgosłupy jadących Mercedesem. Posiadają ponadto wszechstronną regulację, także na wysokość.

Ergonomii obsługi nie sposób cokolwiek zarzucić. Jest prosto, logicznie, intuicyjnie – czyli po niemiecku. Na konsoli głównej uwagę zwraca centralny ekran standardowego systemu audio. Charakteryzuje go bardzo dobra jakość obrazu, a najwygodniej steruje się nim pokrętłem zlokalizowanym na tunelu środkowym (można także tradycyjnie klawiszami z konsoli). Ekran o przekątnej 14,7 cm może współpracować z opcjonalną nawigacją Becker (dopłata: 3424 zł). Co cieszy – system posiada polskie menu. Sprawnie działa także zestaw bluetooth, który po „sparowaniu” z telefonem bezbłędnie się z nim łączy bez żadnej ingerencji ze strony kierowcy.

Zawieszenie

ku mojemu zaskoczeniu okazało się bardziej sztywne, niż nastawione na komfort. Komfort zawieszenia podporządkowany jest bezpiecznym właściwościom jezdnym, stąd dla niektórych może być zbyt twardo. Drobne nierówności są tłumione właściwie, ale poprzeczne uskoki nawierzchni, takie jak tory tramwajowe, czasami nieprzyjemnie dają o sobie znać poprzez wyczuwalne podskakiwanie nadwozia. Z pewnością to domena wersji SPORT, która posiada m.in. obniżone i usztywnione zawieszenie w stosunku do innych odmian minivana Mercedesa.

Nowa Klasa B, w porównaniu do poprzedniej generacji, posiada zdecydowanie bardziej bezpośredni układ kierowniczy. Auto prowadzi się z dużym wyczuciem nawet podczas szybszej jazdy po zakrętach, a podczas manewrowania na parkingu układ nie sprawia wrażenia „betonowego.” Jak na auto tego segmentu – trudno oczekiwać czegoś więcej.

Mercedes-B-klasa-3

Nad właściwą trakcją czuwa cała armia elektronicznych asystentów „od wszystkiego”. Ich trzyliterowe skróty są powszechnie znane, więc daruje sobie ich analizę. Prewencyjnie zestrojona elektronika nie będzie w smak amatorom poślizgów czy „bączków.” I dobrze, bo to nie auto dla nich. Rozbudowane systemy mają bowiem korygować drobne błędy kierowcy, ingerować w trudnych sytuacjach i przede wszystkim dawać poczucie bezpieczeństwa bez względu na panujące warunki na drodze. Zresztą inna charakterystyka byłaby po prostu nie na miejscu w samochodzie o rodzinnych inklinacjach. Inna sprawa, że do szaleństw nie zachęcał motor, jaki znalazł się pod maską testowanego egzemplarza…

Rozsądek

Pod maską pracowała bowiem najmniejsza odmiana benzynowa o pojemności 1.6 litra i mocy 122 KM. Mało? I tak i nie. Osiągi nie są co prawda piorunujące, bo pierwsza setka pojawia się na liczniku prędkościomierza po niemal 10,5 sekundy, a prędkość maksymalna to 190 km/h. Jednak wrażenia z jazdy są całkiem przyjemne. Wszystko za sprawą turbosprężarki, bezpośredniego wtrysku benzyny i systemu zmiennej regulacji zaworów. Ta mała jednostka generuje więc przyzwoitą wartość 200 Nm, które dostępne są w bardzo szerokim zakresie obrotów: od 1250-4000. To pozwala na bardzo płynne i sprawne nabieranie prędkości bez konieczności częstego wachlowania lewarkiem skrzyni biegów. Skądinąd, skrzynia o sześciu przełożeniach działa bardzo precyzyjnie i z przyjemnym oporem.

Co jednak imponuje w tym silniku najbardziej? To kultura pracy jednostki oraz bardzo rozsądny apetyt na oktany. Mercedes nie chciał spalić na ulicach zatłoczonej stolicy więcej niż 9,2 l benzyny na 100 km, a bywało że czasem było to nawet litr mniej. Duża w tym zasługa seryjnego systemu ECO Start-Stop, który wyłącza silnik na każdym postoju. W trasie, jeśli zbytnio nie przesadzamy z prędkością rezultat na poziomie 6,2-6,5 litra nie będzie specjalnie trudny do osiągnięcia. Jak na auto tego segmentu o masie 1,4 tony to świetne rezultaty.

W wyposażeniu

testowego egzemplarza znalazło się wszystko to, co niezbędne by poczuć się dobrze. Mało precyzyjne określenie? Oczywiście jak każde auto z gwiazdą na masce, także i Klasę B można doposażyć do niebotycznych kwot, ale zrobić to z głową to już sztuka. Bardzo często w testowanych przeze mnie niedużych autach klasy Premium cena finalna wędruje o blisko 80, a nawet 100 procent wzwyż. Tym razem zostałem miło zaskoczony, bo okazuje się, że nową klasę B można tak skonfigurować, by posiadała przyzwoite wyposażenie, a jej cena nie wołała o pomstę do nieba.

Mercedes-B-klasa-4

Bazowy model z tym silnikiem otwiera aktualnie kwota 101,1 tys. zł (ach te kursy walut, niedawno była to jeszcze suma pięciocyfrowa). W tej cenie otrzymujemy m.in.: półautomatyczną klimatyzację, multifunkcyjną kierownicę, komputer pokładowy, elektrykę szyb i lusterek, system audio CD z 6 głośnikami oraz wejściem AUX/USB, światła dzienne w technologii LED, komplet poduszek powietrznych (czołowe, boczne, kurtynowe i kolanowa dla kierowcy), systemy: ABS, ASR ,ESP, system ECO Start-Stop, asystent ruszania pod górę, czujnik ciśnienia opon czy podłokietnik przedni ze schowkiem. Ponadto w standardzie znalazły się zaawansowane systemy bezpieczeństwa:
Collision Prevention Assist – dźwiękowo i wizualnie ostrzega kierowcę o zbyt małej odległości od poprzedzającego samochodu,
Attention Assist – na podstawie czujników rozpoznaje oznaki zmęczenia u kierującego i zaleca ewentualną przerwę w jeździe.
Adaptive Brake – wspomaga i przygotowuje układ hamulcowy do awaryjnego działania w zależności od sytuacji na drodze.

To wszystko sprawiło, że organizacja Euro NCAP uznała Mercedesa Klasy B za najbezpieczniejsze auto w klasie kompaktowych minivanów w 2011 r.

Co wybrać?

Mercedes B 180 BlueEFFICIENCY, czyli taki jak testowy egzemplarz, imponuje ekonomiką eksploatacji. Z tego powodu warto rozważyć, czy opłaca się kupować podstawowego Diesla o mocy 109 KM, który nie góruje wcale dynamiką na benzyniakiem, a kosztuje … no właśnie to największe zaskoczenie. Różnica w cenie wynosi tylko 1,8 tys. zł na niekorzyść silnika zasilanego olejem napędowym. Porównywalne osiągi, a jeśli ktoś jeździ sporo zakup Diesla będzie chyba bardziej racjonalny.

Cieszy jednak fakt, że amator jednostki benzynowej ma wybór – może mieć świetnie wykonane, całkiem dynamiczne i oszczędne auto rodzinne. Szczególnie, jeśli ma uprzedzenia do Diesli lub robi krótkie trasy na co dzień, które jak wiemy – są wrogiem nowoczesnych „ropniaków” wyposażonych w filtr cząstek stałych.

Rafał Pazura

foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , ,

2 myśli nt. „Nowa Klasa B – Mercedes przez duże „B” (TEST)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *