Nowa Toyota Corolla 1,6 Valvematic Multidrive S Prestige – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
31 października 2013

Toyota Corolla – samochód legenda, przy opisywaniu którego wręcz nie sposób jest nie wspomnieć jednej liczby: 39 milionów. Tyle Corolli sprzedało się na świecie od 1966 roku. Ilość ta działa na wyobraźnię – gdyby ograniczyć dystrybucję tego modelu tylko do terytorium Polski, to każdy obywatel naszego kraju posiadałby swój egzemplarz, a kilkaset tysięcy osób nawet dwa. Czy najnowsza, niedawno debiutująca generacja Corolli ma szansę kontynuować dobrą sprzedażową passę poprzedniczek? Sprawdźmy.

Corolla jest (a przynajmniej była dotychczas) postrzegana jako auto niezawodne, godne zaufania, ale jednocześnie „trochę” nudne. Wystarczy zajrzeć nieco w przeszłość. Ostatnią Toyotą Corollą która mogła wzbudzać jakieś większe emocje była ósma generacja tego modelu, którą wielu kibiców kojarzy z rajdowych odcinków specjalnych. Część osób zna ją zapewne również ze słynnej awarii na ostatnich metrach ostatniego OS-a Rajdu Wielkiej Brytanii, który kosztował Carlosa Sainza tytuł mistrzowski. Trochę kłóci się to z obrazem oazy niezawodności, ale umówmy się – jeden egzemplarz na 39 milionów miał prawo się kiedyś zepsuć.

Gdy VIII generacja Corolli odeszła na emeryturę, wraz z nią zaniknęły rajdowe aspiracje Toyoty, a samochód „zdziadział”, stając się do bólu wręcz poprawny. Decydenci japońskiego producenta zdawali sobie z tego sprawę, a ta świadomość zaowocowała likwidacją Corolli w wersji hatchback i premierą Aurisa o zupełnie innym charakterze. Agresywny, zadziorny – Auris bardzo mocno kontrastował z będącą w sprzedaży równolegle Corollą. Ale to już przeszłość…

To nie może być Corolla

Tak się składa, że trasa, którą pokonuję bardzo często, przyozdobiona została dużym billboardem reklamującym nową Toyotę Corollę. To był mój pierwszy kontakt wizualny z nową generacją bestsellera Toyoty, który bardzo mnie zaintrygował. Samochód na zdjęciu wyglądał rewelacyjnie, zupełnie niepodobnie do nudnego poprzednika. Gdy zobaczyłem „moją” testową Corollę po raz pierwszy byłem jeszcze bardziej zaintrygowany. W projekcie nadwozia królują wyraziste, agresywne linie. Bez względu na to, czy patrzymy na samochód z przodu (chociaż tutaj są najbardziej widoczne), z boku, czy z tyłu.

Toyota-Corolla-bok

Producent nie skąpił również chromu do wykończenia nadwozia, a testowany egzemplarz otrzymał także bardzo gustowne 16-calowe felgi aluminiowe. To wszystko sprawiło, że w mojej ocenie nowa Corolla jest najładniejszą Toyotą na rynku. Nie licząc GT86, ale tutaj mówimy o samochodzie grającym trochę w innej lidze.

Silnik i skrzynia – płynność przede wszystkim

W testowanej Corolli producent zamontował najmocniejszą benzynową jednostkę oferowaną w tym modelu. Chociaż „najmocniejsza” nie znaczy tutaj akurat „bardzo mocna”. Mówimy o wolnossącym silniku 1,6 o mocy 130 KM, która na asfalt przenoszona jest za sprawą bezstopniowej skrzyni biegów CVT. Jak radzi sobie ten duet? Żadnych szaleństw nie ma co się spodziewać – w „Corollowej rzeczywistości” odnajdą się raczej kierowcy gustujący w spokojniejszej i maksymalnie płynnej jeździe.

Nie chcę tu oczywiście powiedzieć, że tak „uzbrojona” Corolla będzie zawalidrogą. Zdecydowanie nie będzie, ale nie będzie też sportowcem. Silnik oferuje sprint do 100 km/h w czasie lekko przekraczającym 12 sekund, co w zupełności wystarcza do sprawnego poruszania się po mieście, a Corolla potrafi bez problemu odnaleźć się na drogach szybkiego ruchu. I to nie tylko na prawym pasie.

Jednak nie jest to poziom wybijający się ponad przeciętność, bo nie oszukujmy się – większość współcześnie produkowanych samochodów coś takiego oferuje. Corolla z silnikiem 1,6 nie odstaje od średniej, a jeśli się wybija, to bardzo lekko. Jest przy tym całkiem ekonomiczna – wynik trochę ponad 8 litrów w mieście jak na benzynę z automatem można zakwalifikować jako plus, a nie minus. Na trasie od miejskiego wyniku można odjąć 2-3 litry. A nie jeździłem „o kropelce”.

Toyota-Corolla-skrzynia

Corolla za to zdecydowanie wyróżnia się płynnością jazdy. Wszystko za sprawą bezstopniowej skrzyni CVT, którą można albo kochać, albo nienawidzić. W tej pierwszej grupie znajdą się zwolennicy płynnej, spokojniejszej jazdy – w takich warunkach sprawdza się ona idealnie. Wrzucamy „D”, puszczamy hamulec i o nic więcej się nie martwimy. Ta druga grupa, mniej przychylnie nastawiona do CVT to miłośnicy bardziej sportowej jazdy – tutaj trochę brakuje, czy to dźwięku, czy to przyrostu mocy po „redukcji”. Piszę w cudzysłowie, bo biegi w CVT są przecież sztucznymi tworami.

Wrażenia z jazdy

Wiemy już, że Corollą 1,6 można jechać dynamicznie, ale w pewnych granicach. Co można powiedzieć o innych właściwościach jezdnych? Tutaj jest naprawdę dobrze. Samochód prowadzi się bardzo pewnie, bez względu na to, czy wyprzedzamy tira, czy pokonujemy ciaśniejszy łuk. Przez tydzień testu i 900 wyjeżdżonych kilometrów ani razu nie miałem wrażenia, że nowy model Toyoty w jakiś sposób może nie podołać zadaniu. Co prawda nie sprawdzałem jej na żadnym torze, ale ile Corolli będzie eksploatowanych w takich warunkach? W „prawdziwym świecie” Toyota poradzi sobie bez zarzutu.

Dobre wrażenia z podróży wspomaga wysoki poziom komfortu oferowany przez Corollę. Samochód jest świetnie wyciszony i jeśli nie będziemy przekraczać dopuszczalnej w naszym kraju prędkości autostradowej to na żaden nieprzyjemny hałas nie mamy prawa narzekać. Akustyka niedomaga wyłącznie, gdy gwałtowanie przyspieszamy. Wtedy robi się nie tyle głośno, co nieprzyjemnie, ale to zawdzięczamy silnikowi sprzężonemu ze skrzynią CVT.

Również izolacja od nierówności nawierzchni zasługuje na pochwałę. Wyważenie twardości zawieszenia i foteli sprawia, że nawet długie drogi nie będą skutkowały żadnymi niepożądanymi konsekwencjami. Toyota połyka kolejne kilometry i robi to w bardzo dobrym stylu.

Toyota-Corolla-wnetrze

W kabinie…

We wnętrzu bardzo widać wzorowanie się Aurisem. Projekt kokpitu został wręcz żywcem przeniesiony z hatchbacka Toyoty i w żaden sposób nie uważam tego za wadę. Podoba mi się nowa filozofia japońskiej firmy w kwestii tworzenia wnętrza z pionową konsolą centralną w roli głównej. Nie podoba mi się za to umieszczany z iście maniakalnym uporem zegarek, który wygląda wręcz dramatycznie słabo na tle bardzo gustownie prezentującego się wnętrza. Na szczęście to tylko mały detal, do reszty naprawdę nie sposób się przyczepić.

Zauważalną różnicą względem testowanego przeze mnie niedawno Aurisa jest kolor użyty do wykończenia wnętrza. Połączenie jasnokremowych plastików i tkaniny z ciemnymi wstawkami moim zdaniem jest strzałem w dziesiątkę. Co prawda gdy przychodzi do utrzymywania czystości będzie to bardziej strzałem w stopę, ale i tak warto wybrać taką kombinację kolorystyczną decydując się na Corollę.

Jeśli chodzi o ilość miejsca to z przodu nie ma żadnych problemów – wszystko da się odpowiednio wyregulować tak, aby znaleźć odpowiednią pozycję. Z tyłu na nogi miejsca jest pod dostatkiem, a trochę gorzej na głowę przez dosyć szybko opadającą linię dachu. Atrakcyjny design wymaga poświęceń i ponieważ problem ten nie jest specjalnie nasilony, to jestem gotów wybaczyć to projektantom Toyoty. W przypadku bagażnika żadnych zastrzeżeń już mieć nie można.

Powiew prestiżu

Testowana przeze mnie Corolla była naprawdę solidnie wyposażona. W wersji Prestige otrzymujemy w standardzie wszystko to, co potrzebne jest do wygodnej jazdy z klimatyzacją, multimedialnym systemem z Bluetooth i USB, czy wielofunkcyjną kierownicą. Dostajemy też czujniki parkowania z przodu i z tyłu, wraz z kamerą cofania i systemem sprawiającym, że Toyota sama parkuje tyłem. Jest to świetna wiadomość, bo w Corolli oszacowanie gdzie kończy się karoseria nie jest najłatwiejszą sprawą.

Toyota-Corolla-znaczek

Taki luksus ma jednak swoją cenę. Testowana Corolla była wyposażona we wszystko co się da oprócz skórzanej tapicerki i wyceniona na 92 200 zł. To dużo, jednak otrzymujemy kompletnie wyposażony samochód radzący sobie dobrze zarówno w mieście, dzięki czujnikom parkowania, jak i na trasie.

Osoby chcące mieć Corollę, ale trochę zaoszczędzić mogą wybierać wśród kilku wersji wyposażeniowych i silników. Osobiście nie polecałbym najsłabszego „benzyniaka” 1,3 litra – 99 KM może okazać się niewystarczające. Ale testowany przeze mnie motor 1,6, tylko w połączeniu z manualną przekładnią i pozbawioną kilku dodatków, ale wciąż bogatą opcją wyposażeniową Premium to już bardzo rozsądna propozycja.

Corolla XI generacji jest nowa przez duże „n”. W końcu może się podobać, na dodatek jest wygodna, cicha i dobrze się prowadzi. A znając inżynierów Toyoty będzie się również rzadko psuć. Brzmi jak recepta na sukces rynkowy? Moim zdaniem tak.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , , , , ,