Nowe Mitsubishi Space Star – pierwsza jazda

avatar
Michał Strzyżewski
15 września 2014

W ostatnim czasie byliśmy świadkami roszady w gamie modelowej Mitsubishi. Bardzo konkurencyjny segment B firma spod znaku Trzech Diamentów będzie obsadzać modelem Space Star, który zastąpił dotychczas oferowanego Colta. Jak prezentuje się nowe Mitsubishi? Zapraszam do przeczytania wrażeń z jazdy tym małym mieszczuchem.

Czego poszukujemy w autach do miasta? Praktyczności, objawiającej się tym, że takie auto wszędzie się wciśnie, zaparkuje tam, gdzie na pierwszy rzut oka zaparkować się nieda, wykaże się zwinnością i gibkością manewrując po ciasnych, miejskich uliczkach. Dodatkowo powinno mało kosztować, bo to przecież tylko autko do miasta, a nie żadna limuzyna, jednocześnie oferując dobry poziom wyposażenia.

Mitsubishi stara się nas przekonać, że wszystkich powyższych cech nie trzeba już wymieniać z nazwy. Wystarczy powiedzieć Space Star i wszystko będzie jasne. Na papierze małe Mitsubishi prezentuje się ciekawie. Chociażby gdy popatrzymy na zwrotność – Space Star może zrobić nawrotkę na łuku, którego promień wynosi 4,6 metra. Również udostępniona kierowcom przestrzeń pasażerska jest większa, niż w przypadku Colta, mimo, że gabaryty samego samochodu uległy zmniejszeniu.

Mitsubishi-Space-Star-tyl

Jak to wygląda?

Miałem okazję spędzić ze Space Starem trochę czasu, sprawdzić jak to jest w rzeczywistości. Czy właściciele Mercedesów i BMW powinni rwać sobie włosy z głowy, że ostro przepłacili za swoje cacka premium, podczas gdy motoryzacyjny Święty Graal dostępny jest w salonie Mitsubishi od 38 990 zł?

Zacznijmy od wyglądu – w tej klasie samochodów ciężko jest o sprawienie, aby samochód wzbudzał pożądanie swoimi liniami. Małe samochody, aby podróżujący nimi mieli gdzie podziać górną część swoich ciał muszą być „pudełkowate”, co sprawia, że o zwiewności i lekkości konstrukcji nie ma mowy. Nie oznacza to jednak, że w tej klasie mamy do czynienia z samymi brzydkimi autami – Space Star w mojej opinii zdecydowanie do tej grupy się nie zalicza. Samochód, którym jeździłem wyposażony został w aluminiowe felgi o przyjemnym wzorze, czarny lakier metalik i naprawdę wyglądał dziarsko. A gdy spojrzymy na spoiler z tyłu, to niemal sportowo.

Mitsubishi-Space-Star-wnetrze

Jak w tym się siedzi?

Projekt wnętrza jest klasyczny, co mnie osobiście bardzo cieszy. Nie mamy tutaj zegarów umieszczonych po środku, ani „fikuśnych” elementów, które każą nam zadać sobie pytanie czy siedzimy w prawdziwym samochodzie, czy może zabawce dla dzieci do lat 5. Wszystko jest tam, gdzie powinno być, a przy okazji wygląda całkiem miło dla oka. Materiały są oczywiście twarde, jednak zachowują się kulturalnie podczas jazdy.

Pod względem wyposażenia jest bardzo dobrze – oczywiście duża tu zasługa faktu, że do jazd przygotowane zostały samochody w najbogatszej wersji Intense. Tu możemy mówić o konkretnym pakiecie „umilaczy” korzystania ze Space Stara. Mamy tu chociażby tempomat, bezkluczykowy dostęp do samochodu, skórę na kole kierowniczym i dźwigni zmiany biegów, automatyczne światła i wycieraczki, klimatyzację, a większością z tych dobrodziejstw możemy zarządzać nie odrywając rąk od kierownicy.

Miejsca w kabinie jest całkiem sporo. Z przodu łatwo można zająć wygodną pozycję, z tyłu pasażerowie nie mogą liczyć na ogromne luksusy, jednocześnie przesadnie ciasno też nie jest. U osób siedzących z tyłu bardziej cierpieć będzie ich zmysł estetyczny, a nie kolana, czy głowa. Tylna kanapa jest bowiem dramatycznie brzydka – pozbawiona jakiegokolwiek wyprofilowania, wygląda niczym deska do prasowania. Na szczęście na wyglądzie podobieństwa się kończą, bo gdy na niej zasiądziemy okazuje się całkiem wygodna.

Mitsubishi-Space-Star-felga

Jak to jeździ?

Przyzwoicie – tak jednym słowem można by odpowiedzieć na to pytanie. Do dyspozycji mamy trzycylindrowy silnik benzynowy 1,2 l, a „pod butem” moc 80 KM. W mojej ocenie do jazdy miejskiej w zupełności taki motor wystarcza. Jak na trzycylindrowaca przystało jego dźwięk nie jest powalający, jednak dynamika jest całkiem niezła. Szybsze ruszenie spod świateł, zmiana pasa ruchu – to nie nastręczy Space Starowi większych problemów. Również poza miastem ten maluch nie będzie czuł się nieswojo. Prędkości dozwolone poza terenem zabudowanym w Polsce nie robią na nim większego wrażenia, a zadyszki spodziewałbym się dopiero przy staraniach o przekroczenie prędkości na autostradzie.

Cały samochód obsługuje się wyjątkowo łatwo – kierownica chodzi bez oporu, tak samo pedały, ze skrzynią również nie trzeba walczyć. Zdaję sobie sprawę, że w małym aucie miejskim o to właśnie chodzi. Aby noga nie bolała w korkach, a ręce przy zawracaniu na 7 razy w wyjątkowo ciasnej, zastawionej samochodami uliczce. Jednocześnie w moich oczach jest to czynnik, który w znaczącym stopniu odbiera radość z jazdy. Jest po prostu za lekko, a przez to niespecjalnie precyzyjnie i trochę nudno. Oczywiście w mojej opinii, bo tak jak wspominałem wyżej – w małym mieszczuchu tak generalnie ma być.

Pod względem manewrowości jest faktycznie bardzo dobrze – Space Star jest zwrotny i naprawdę sprawnie można nim się poruszać gdy miejsca jest mało. Bardzo pomaga tutaj świetna widoczność, bez problemu można wyczuć gdzie kończy się karoseria samochodu.

Mitsubishi-Space-Star-wrazenia

Podsumowanie

Mitsubishi Space Star ma dla mnie wszystko co powinien mieć mały samochód miejski. Jest zwinne, wyposażone w podstawowe (a nawet bardziej, niż podstawowe) elementy zapewniające wygodne przemieszczanie się, jego układ kierowniczy sprawdzi się doskonale w terenie zabudowanym. Jest przy tym atrakcyjny cenowo – więc jeśli rozglądacie się za małym, miejskim autem zdecydowanie w toku poszukiwań zajrzeć do salonu z Trzema Diamentami nad wejściem.

Tagi: , ,

Jedna myśl nt. „Nowe Mitsubishi Space Star – pierwsza jazda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *