Opel Mokka 1,7 CDTI Cosmo 4×4 – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
19 maja 2013

Eksplozja popularności małych, miejskich SUVów jest idealnym przykładem, jak czasami niecodzienne nisze można odnaleźć w świecie motoryzacji, a następnie przekuć je w sukces. Jeszcze parę lat temu idealnym autem do miasta był mały, zwinny hatchback, którego można było wcisnąć w niemal każdy kawałek wolnej przestrzeni. A teraz? Każdy szanujący się producent musi mieć w swojej ofercie kompaktową, podwyższoną pseudo terenówkę. Opel oczywiście nie mógł odpuścić tego segmentu i pod koniec 2012 roku zaatakował rynek swoją propozycją – Mokką. Czy był to szturm udany?

Wszystko zaczęło się od Nissana Juke – ten oryginalny japoński crossover pokazał, że da się zrobić podwyższone auto, którego naturalnym środowiskiem wcale nie są drogi poza miastem (obojętnie, czy utwardzone, czy nie), a właśnie miejska dżungla. Konsumenci pokazali w odpowiedzi, że chcą takie samochody kupować, a niedługo potem inni producenci zaczęli czynić starania, aby te nieodkryte wcześniej potrzeby jak najlepiej zaspokoić.

Opel Mokka jest młodym graczem w segmencie kompaktowych SUVów. Zaprezentowany został pierwszy raz podczas Geneva Motor Show w kwietniu 2012 roku, by około pół roku później wjechać do salonów sprzedaży. Mniej więcej w tym samym czasie konkurenci prezentowali swoje propozycje samochodów tej klasy, więc Opla czeka niełatwe zadanie, jednak sam posiada mocne argumenty.

Pierwszym z nich jest projekt karoserii. To już nie te czasy, kiedy Ople kojarzyły się z nudnymi, brzydkimi autami. Obecnie wiele modeli z palety niemieckiego producenta wyróżnia się na tle konkurentów w swoich klasach. A Mokka znajduje się w tej grupie. Designerzy Opla wykonali świetną robotę i stworzyli nadwozie, za którym niejedna osoba ogląda się w chwili obecnej i zapewne taka sytuacja będzie miała miejsce również wtedy, gdy Mokka na rynku „posiedzi” już jakiś czas. Auto wygląda bardzo muskularnie, ale nie można mu zarzucić, że przy okazji ociężale. Trudno znaleźć jakiś detal, który w zauważalny sposób wyróżniałby się in minus. W testowanej wersji kropką nad „i” są felgi, które dzięki swojemu dużemu rozmiarowi (18”) i lekko przyciemnionej kolorystyce bardzo dobrze komponują się z masywnym nadwoziem. Ten rozmiar kół jest dla Mokki idealny – w podstawie oferowane są 16” felgi stalowe. Osobiście nie widziałem takiego połączenia w akcji, ale zdecydowanie warto dopłacić za większe obręcze w tym samochodzie, jeśli komuś zależy na odpowiedniej prezencji, którą Mokka potrafi zagwarantować.

Opel-Mokka-1

Dopłacić warto również do systemów wspomagających parkowanie.  Ciekawy design samochodu okupiony został niestety problemami z widocznością. Do przodu nie jest źle – da się wyczuć gdzie kończy się maska, słupki A też nie są przesadnie rozbudowane. Gdy spojrzymy za siebie robi się niestety znacznie gorzej. Tylna szyba jest mała i nie widać przez nią zbyt wiele, a jeszcze słabiej jest z widocznością na boki. Tylne słupki są bardzo masywne, a sytuacji nie poprawia bardzo wysoko poprowadzona linia bocznych szyb, a także ich przyciemnienie w testowej wersji. We znaki daje się to chociażby podczas skręcania w prawo. Obecnie na chodnikach pojawiła się duża ilość rowerów, których właściciele często decydują się przejeżdżać przez pasy nie schodząc z jednośladów. Zobaczenie przy prawoskręcie takiego rowerzysty, czy nawet przechodnia wymaga intensywnej gimnastyki na fotelu kierowcy.

To jest spora wada Mokki, bo naprawdę może doskwierać w codziennym użytkowaniu samochodu i wymaga dużej ostrożności przy wykonywaniu niektórych manewrów. W celu poprawy sytuacji Opel oferuje w swoim SUVie czujniki parkowania z przodu i z tyłu, a cofanie wspomaga ponadto umieszczona na tylnej klapie kamera. Całość działa bardzo sprawnie, kamera nawet w słabo oświetlonej okolicy zapewnia dobrą jakość obrazu. Tak uzbrojona w czujniki Mokka nie powinna nastręczać wielkich problemów przy parkowaniu. Tutaj znowu odniosę się do podstawowej wersji samochodu, która żadnych wspomagaczy nie posiada. Wtedy parkowanie nie jest już taką łatwą czynnością.

Opel-Mokka-wnetrze

Trochę ponarzekałem, czas na trochę pochwał.  A te same cisnęły się na usta gdy wsiadłem do testowej, bogato wyposażonej Mokki. Całe wnętrze to miks brązu, odcienia ciemnej szarości i srebrnych wstawek, co w konsekwencji daje bardzo gustownie dobraną kombinację kolorystyczną. Do jakości zastosowanych materiałów też nie można się zbytnio przyczepić. Zdarzają się oczywiście twarde plastiki, ale ulokowane są one w miejscach, których w normalnej eksploatacji zazwyczaj się nie dotyka. Reszta, czyli kierownica, gałka zmiany biegów, sterowanie szyb czy konsola centralna to albo skóra, albo dobrej jakości tworzywa. I nic nie skrzypi. Nie wolno też zapominać o ciekawym projekcie samego kokpitu i jego funkcjonalności. W tym samochodzie po prostu przyjemnie się siedzi, wszystko co potrzebne do sterowania samochodem jest na swoim miejscu, a żadne przedmioty nie będą latały luzem dzięki pokaźnej ilości schowków (w zasięgu kierowcy naliczyłem ich dziewięć).

Niektórym może przeszkadzać mnogość przycisków, którymi Mokka jest wręcz najeżona. Przyznaję, że w porównaniu z konkurencją forsującą wykorzystywanie pokręteł, czy rozwiązań dotykowych panuje tu lekki chaos, jednak sądzę, że po jednym dniu jeżdżenia Mokką każdy załapie jak można uzyskać dostęp do poszczególnych funkcji.

A tych w testowanej Mocce nie brakowało – Opel przy konfigurowaniu tego egzemplarza postawił na komfort podróżowania, nie zwracając uwagi specjalnie na cennik. To zaowocowało całą masą uprzyjemniających życie kierowcy „bajerów”, między innymi podgrzewaną kierownicą, nawigacją satelitarną (sprawnie działającą, ale mniej więcej o rok przeterminowaną), kamerą czytającą znaki drogowe i ostrzegającą przed kolizjami, wspomaganiem ruszania ze wzniesień czy dwustrefową klimatyzacją. Gdybym miał pieczołowicie wymieniać wszystkie udogodnienia zastosowane w Oplu Mokka mało osób dotrwałoby do końca tej litanii, a to najlepiej świadczy o tym, jak dobrze wyposażyć można tego miejskiego SUVa.

Opel-Mokka-zegary

Warto wspomnieć dwa słowa o ilości miejsca w środku – pasażerowie siedzący z przodu, jak i z tyłu nie powinni specjalnie narzekać na ciasnotę. Z przodu bez problemu można zająć odpowiednią pozycję, a bardzo pomaga w tym wszechstronna regulacja foteli. Na tylnej kanapie komfortowo mogą podróżować nawet osoby o wyższym niż przeciętny wzroście. O ile ogromnej przestrzeni na nogi nie otrzymają, to wysoko poprowadzona linia dachu sprawia, że nad głowami zostaje jeszcze spory zapas miejsca. Bagażnik oferuje pojemność 356 litrów, a więc „szału” nie robi, po złożeniu siedzeń przestrzeń zwiększa się do 1372 litrów.

A jak wygląda jazda Mokką? Czy będzie to argument za, czy przeciw zainteresowaniu się tym samochodem? Po tygodniu i przejechaniu ponad 500 kilometrów w różnych warunkach mogę śmiało powiedzieć, że wrażenia z jazdy można wpisać na listę plusów Mokki. Przemawia za tym kilka rzeczy. Na początek fotele, które są bardzo wygodne, zapewniają wszechstronną regulację (częściowo elektryczną), jednak trochę za mało trzymają ciała pasażerów podczas pokonywania zakrętów. Dalej jest zawieszenie – przyjemne, sprężyście działające, ale niestety stosunkowo głośno reagujące na nierównościach. To jest generalnie problem Mokki, ponieważ wyciszenie kabiny również od odgłosów pracy sinika pozostawia trochę do życzenia – można było liczyć na lepszą izolację akustyczną od tego, co dzieje się na zewnątrz.

Zostając w temacie silnika – pod maską testówki pracował najmocniejszy diesel w palecie o pojemności 1,7 litra i mocy 130KM i przenoszący tę moc na wszystkie koła. Motor nie jest demonem prędkości (tutaj pewnie lepsze wrażenie robiłaby jednostka benzynowa 1,4 Turbo), jednak do komfortowego podróżowania w mieście, jak i poza nim wystarcza w zupełności. W terenie zabudowanym dynamika jest bardziej niż zadowalająca, a również na autostradzie wyprzedzenia kolejnego tira nie trzeba specjalnie planować. Widzimy takiego delikwenta przed nami, wciskamy pedał w podłogę, po chwili ciężarówka jest już gdzieś z tyłu, widoczna jedynie w lusterku wstecznym. Do takich manewrów nie trzeba Mokki specjalnie „kręcić”, wszystko czego potrzebujemy osiągamy tuż po przekroczeniu wartości 2000 obrotów. Pisałem, że turbodoładowana benzyna mogłaby wygrać z dieslem w kryterium dynamiki jazdy, ale na pewno przegrałaby w oszczędnościach na paliwie.

Opel-Mokka-silnik

Średnio w teście Mokka spaliła lekko ponad 6 litrów ropy na 100 kilometrów. Był to wynik osiągnięty bez żadnych starań, czy ecodrivingu – normalna jazda, nawet z lekko dynamicznym zabarwieniem. Jeśli ktoś się postara spokojnie urwie jeszcze kilka dziesiątych części litra na „setkę”, a przy jeździe poza miastem w granicach 100km/h Mokka zadowoli się naprawdę śladowymi ilościami paliwa. W mieście o ekonomię jazdy dba dodatkowo system start-stop.

Do pracy układu kierowniczego też nie miałem żadnych zastrzeżeń – auto pewnie trzyma się drogi, także w trochę ciaśniejszych łukach. W nocy bardzo pomagają adaptacyjne światła ksenonowe, które dostrajają sposób świecenia do prędkości i ilości światła docierającego z otoczenia – możliwych rodzajów świecenia jest osiem i poprawiają komfort, a zarazem bezpieczeństwo jazdy po zmroku.

Wrażenia po tygodniu obcowania z Oplem Mokką były jak najbardziej pozytywne. To ładne, wygodne i dobrze prowadzące się auto. „Zgrzytem” jest wspominana wyżej widoczność, ale nie jest to minus przysłaniający plusy. Jednak aby rozkoszować się tak komfortowymi podróżami za kierownicą Mokki trzeba głęboko sięgnąć do kieszeni. Podstawowa wersja kosztuje 67 900zł i poza pełną gamą systemów bezpieczeństwa nie oferuje zbyt wiele. O stalowych kołach, braku czujników parkowania już wspominałem. Jednak w standardzie najuboższej wersji Essentia nie otrzymujemy nawet klimatyzacji.

Rozsądnym wyborem zdaje się być dopłata do wersji wyposażeniowej Enjoy, czy najbogatszej Cosmo. Tutaj jednak wchodzimy w rejony cennika, gdzie kwoty zaczynają robić się sześciocyfrowe. Jeśli chcemy podróżować tak wyposażonym egzemplarzem, jaki otrzymałem do testów w salonie trzeba zostawić ponad 110 000zł, a więc całkiem „sporo”.

Czas zadać zasadnicze pytanie – czy warto? Jeśli ktoś chce komfortowo podróżować bardzo ładnym samochodem i, w przeciwieństwie chociażby do sedanów, patrzeć na innych kierowców z góry, to jak najbardziej. Co prawda za tak wyposażoną Mokkę zapłacimy dużo, ale nie można zapominać o tym, że również dużo otrzymamy.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , ,