Podwójny oszust, czyli Lexus IS 300h F Sport (TEST)

avatar
Aleksander Pławski
30 grudnia 2013

8 lat. Tyle trwała produkcja Lexusa IS drugiej generacji. I mimo, że niektórym osobom ten samochód (podobno) wciąż się podobał, to obiektywnie oceniając, po prostu się zestarzał. Na szczęście trzecia generacja japońskiego przedstawiciela klasy D Premium nie jest tylko drobnym liftingiem. To zdecydowanie krok milowy dla tego modelu. Szkoda tylko, że w testowanej wersji 300h F Sport okazuje się być swojego rodzaju oszustem. I to podwójnym! Dlaczego? Odpowiedź w tekście.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem najnowszą generację Lexusa IS na zdjęciach, pomyślałem, że tym razem Japończycy przesadzili ze stylizacją. Szczególnie „twarz” wersji F Sport wydała mi się wręcz karykaturalnie przerysowana. Przód przypominał pług śnieżny po wiejskim tuningu, a profil i tył również nie powalały urodą, epatując dziwnie poprowadzonymi przetłoczeniami. Całość przywodziła na myśl statek kosmiczny, zbudowany ze szczątków Darth’a Vadera, rozbitych maszyn z „Avatara” i łazików z „Prometeusza”.

Wyobraźcie sobie teraz moją minę, kiedy w dniu odbioru prasowego IS’a 300h F Sport oczom moim ukazała się absolutnie fantastyczna, zawstydzająca wszystkie auta wokół, śnieżnobiała limuzyna. Nie wiem, czy to wina źle zrobionych zdjęć, czy mojej spaczonej percepcji i braku kilku kluczowych układów scalonych w głowie, ale jedno jest pewne – w rzeczywistości ten samochód wygląda o niebo lepiej niż na fotach! OK, przyznaję – wciąż jest nieco przerysowany i w pewnym sensie wulgarny, ale jakoś w „realu” to wszystko razem do siebie pasuje i zniewala wyglądem. Jeżeli więc chodzi o design – jestem kupiony.

Lexus-IS-300h-wnetrze

Wnętrze

Kto miał okazję poznać przedział pasażerski poprzedniej generacji IS’a, ten z miejsca zauważy, jak wiele się zmieniło. Na lepsze, a nawet dużo lepsze… Obecnie miejsce pracy kierowcy przypomina bardziej to, które znamy (niestety tylko ze zdjęć) z super-sportowego modelu LFA. Genialna, mięsista, skórzana kierownica, futurystyczne wskaźniki z ciekłokrystalicznym, kolorowym wyświetlaczem (ale z mechanicznie przesuwanymi „zegarami”!), imponującej wielkości ekran komputera pokładowego czy dotykowo sterowana automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja. Do tego wysoko poprowadzony tunel środkowy i dobrze trzymające, nisko osadzone i bardzo wygodne fotele. Przy lewarku automatycznej, bezstopniowej skrzyni biegów znalazło się specjalne pokrętło pozwalające sterować trybami pracy auta. Wszystko to sprawia, że czujesz się jak dowódca statku kosmicznego. Takiego z dziecięcych marzeń, pełnego elektroniki, bajerów i niemal bezgłośnie przemierzającego kosmiczną przestrzeń. Jestem pod wrażeniem.

Na tylnej kanapie wreszcie więcej miejsca na nogi dla pasażerów, nad ich głowami jednak już tak różowo nie jest. No, ale w sedanach klasy D Premium tak bywa. Tu liczą się inne wartości – takie jak np. tak zwana „jakość odczuwalna”. A ta stoi w Lexusie na naprawdę wysokim poziomie. Co prawda gdzieniegdzie można jeszcze spotkać nieco gorsze materiały, ale porównując kabinę nowego IS’a z tą z poprzedniego modelu… w sumie to nie ma co porównywać… To przeskok o klasę i basta!

Co ważne, przy okazji „obchodu” auta okazuje się, że hybryda nie musi się już kojarzyć z małą przestrzenią bagażową. Dzięki sprytnemu umieszczeniu akumulatorów, IS Hybrid legitymuje się 450 litrami pojemności bagażnika. To tylko o 30 litrów mniej niż w zwykłej, spalinowej odmianie. Brawo!

O wyposażeniu standardowym i opcjonalnym można by pisać dużo. Nie będę jednak przynudzał. IS ma wszystko, czego do szczęścia potrzeba. Na bezpieczeństwie zaczynając a na systemie audio firmowanym tradycyjnie przez Mark Levinson kończąc. Zainteresowanych odsyłam na strony producenta.

Lexus-IS-300h-przod

OK, ale jak to jeździ?

Na „papierze” dane nie powalają, by nie powiedzieć, że rozczarowują. Wydając grubo ponad 200 tysięcy złotych na auto klasy Premium, które w testowanej wersji F Sport wygląda, jakby miało pod maską przynajmniej 300 mechanicznych rumaków, masz prawo oczekiwać czegoś więcej, niż 8,3 sekundy do setki i 200 kilometrów na godzinę prędkości maksymalnej. I niewiele zmienia tu fakt, że mamy do czynienia z autem, które już z założenia ma być oszczędne, bo jest hybrydą. Przecież jest jakiś powód, dla którego na tunelu środkowym umieszczono pokrętło pozwalające sterować parametrami jazdy. I chyba nieprzypadkowo kierowca może włączyć tryb Sport +, uśpić wszystkie systemy bezpieczeństwa i zmieniać (niestety sztucznie definiowane) biegi łopatkami przy kierownicy?

Zastanawiam się tylko, po co to wszystko, skoro po pierwsze – osiągi są (jak na takie auto) mizerne? Po drugie – pomimo świetnego prowadzenia (tu duża pochwała dla zestrojenia układu kierowniczego i dobrze skalibrowanego aktywnego zawieszenia) radość z dynamicznej jazdy kompletnie zabiera bezstopniowa przekładnia automatyczna. I wierzcie mi, na nic się tu zdadzą „fałszywe” przełożenia, wymuszane przez elektronikę. Ten „zestaw” nigdy nie pozwoli Wam poczuć auta na 100 procent. Nawet kiedy wejdziecie w zakręt bokiem i uda Wam się utrzymać poślizg dłużej niż 2 sekundy, przy dodaniu „gazu” zawsze będziecie się czuli jak dziecko, któremu wręczono wielkiego, kolorowego lizaka, po czym pozwolono mu lizać go jedynie przez folię.

Lexus-IS-300h-tyl

A skoro już mówimy o przykrych rzeczach, nie sposób pominąć „cudowny” bajer F Sporta w postaci specjalnego systemu, generującego w kabinie sztuczny dźwięk V8-ki wraz ze strzałami w tłumik… Rozumiem, że benzynowe R4, w które wyposażono hybrydę nie brzmi najlepiej, ale naprawdę nie jestem w stanie pojąć, dlaczego drogie, skądinąd fantastyczne (Tak, będzie i o tym!) auto wyposaża się w tak dziadowski gadżet, który nie dosyć, że razi sztucznością, to jeszcze działa nie zawsze synchronicznie ze wzrostem obrotów i „przekrzykuje” się z prawdziwym silnikiem!

Lexus IS 300h F Sport jest więc podwójnym oszustem – nie dość, że wygląda na bestię a wrażeń oferuje niewiele, to jeszcze próbuje nadrobić te braki, traktując Cię jak nastolatka przerabiającego wydech w swoim starym, obniżonym Civicu, który co prawda już ledwo jedzie do przodu, za to brzmi jak WRC… Przy autach tej klasy raczej o to nie chodzi?

Na szczęście poza tymi wadami, nowy IS ma też kilka bezsprzecznych zalet

Trzeba tylko zmienić podejście i spojrzeć na niego jak na luksusową, prestiżową, oszczędną i nowoczesną limuzynę, która ma dobrze wyglądać, być komfortowa, prestiżowa i oszczędna zarazem. No i wtedy wszystko zaczyna się układać jak trzeba. Okazuje się bowiem, że tradycyjnie już dla marki, Lexus ma fenomenalne wyciszenie kabiny. Jeśli tylko jeździcie normalnie, bez zmuszania automatu do korzystania z najwyższych obrotów oraz oczywiście wyłączycie sztuczne dźwięki silnika, generowane przez komputer, jazda IS’em staje się wręcz kojąca.

Lexus-IS-300h-zegary

Lexus, niczym wspomniany wcześniej statek kosmiczny, porusza się po mieście niemal bezgłośnie, korzystając głównie z silnika elektrycznego, a bardzo często bez patrzenia na wskazania komputera pokładowego kierowcy trudno zorientować się, że układ przełączył się już na napęd spalinowy. To naprawdę robi wrażenie. Jakby nie hałas dochodzący z nowiutkiego kompletu opon zimowych, auto byłoby prawie niesłyszalne, czy to w środku, czy też na zewnątrz.

Poza tym, kiedy nauczymy się korzystać z atutów napędu hybrydowego, jazda po mieście kosztuje naprawdę niewiele. Pomijając szybką jazdę w trasie, kiedy to musimy się zdać na tradycyjny napęd i liczyć ze zużyciem paliwa rzędu 9 litrów na 100 kilometrów (przy prędkości około 120 – 130 km/h), to poruszanie się po zatłoczonej stolicy nie powinno skutkować wynikiem wyższym niż 5,8 litra. Średnie spalanie z całego testu (800 kilometrów w proporcji 70% miasto, 30% trasa) wyniosło 6,7 litra. To dla mnie więcej niż zadowalający wynik. Dodam, że auto używane było normalnie, bez specjalnego przejmowania się zbyt mocnym wciskaniem pedału gazu, choć oczywiście gdzieś w mojej podświadomości czaiła się chęć wykazania jak najlepszym wynikiem.

Lexus-IS-300h-noc

Zawieszenie

Mimo 18-calowych felg ze stopów metali lekkich, zawieszenie IS’a wyjątkowo cicho i sprawnie radzi sobie z wybieraniem mniejszych i większych nierówności polskich dróg. Auto nawet w trybie Sport + zachowuje sporo komfortu, nie przechylając się przy tym zbytnio na boki w czasie pokonywania szybkich zakrętów. Nieco wcześniej w tekście wspomniałem też o dobrze zestrojonym układzie kierowniczym. Jest wystarczająco bezpośredni i wspomagany odpowiednia siłą, oczywiście zależną od prędkości (oraz wyboru trybu jazdy). Gdyby nie bezstopniowy automat, przyjemność z jazdy byłaby naprawdę wielka.

Podsumowując…

…w kilku słowach to auto, trudno o jednoznaczny werdykt, bo nowy Lexus IS 300h F Sport to wóz pełen sprzeczności. Z jednej strony patrząc na jego drapieżną sylwetkę spodziewasz się nie lada osiągów i ostrych wrażeń z jazdy, a wcale ich nie dostajesz. Dodatkowo jesteś uszczęśliwiany na siłę sztucznymi dźwiękami, mającymi zastąpić potężny silnik, którego nie ma.

Z drugiej jednak – podchodząc doń jak do luksusowej hybrydy – dostajesz to, co powinieneś: komfort, prestiż, oszczędność i wygodę. Jak dla mnie to auto jest nieco schizofreniczne. Skłamałbym pisząc, że jest po prostu złe, ale nie napiszę też prawdy, gdy stwierdzę, że jest doskonałe. Ono po prostu szuka swej tożsamości i pewnie niejednokrotnie trafi do kogoś, kto jest w podobnej sytuacji.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *