Renault Captur 1.2 TCe 120 EDC Helly Hansen – modnie i praktycznie – TEST

avatar
Rafał Pazura
01 kwietnia 2015

Moda na miejskie crossovery sprawiła, że dziś niemal każdy producent ma taki model w swojej ofercie. Choć są to nieco droższe auta niż ich kompaktowe odpowiedniki, wielu klientów jest gotowych zapłacić więcej za wyższą pozycję za kierownica, większy prześwit, a czasami opcjonalny napęd na obie osie. Renault Captur to jeden z najnowszych przedstawicieli tego gatunku, którego odważny i atrakcyjny design ma przyciągnąć młodych, aktywnych ludzi szukających uniwersalnego środka transportu. Rodzina? W tym przypadku niekoniecznie. Tu liczy się styl, dbałość o detale i nowoczesne technologie multimedialne.

Jeśli dla kogoś standardowy charakter Renault Captur to wciąż zbyt mało, francuski producent przygotował specjalną wersję o nazwie Helly Hansen. Zapytasz – co to za firma? To znaczy, że jesteś facetem, gdyż dla płci pięknej Helly Hansen to raczej oczywistość, iż mamy do czynienia z marką odzieżową, która dedykowana jest młodym ludziom aktywnie spędzającym czas. Oczywiście firma produkuje także rzeczy dla mężczyzn, ale zdecydowanie bardziej celuje w kierunku kobiet. Dokładnie tak samo jak Captur.

Renault-Captur-bok

Helly Hansen czyli teren?

Według marketingowców z Renault, odmiana HH to najbardziej terenowa propozycja spośród wszystkich wersji Captura. Jednak wypowiadając słowo „terenowy” trzeba tu mrugnąć okiem i wziąć pod uwagę fakt, że model ten nie występuje z napędem 4×4. O co więc chodzi? Przecież autem o nieznacznie wyższym prześwicie od typowej osobówki i napędem na przód nikt normalny nie zapuści się w teren. Projektanci Captura dają więc namiastkę off-roadu w postaci systemu Extended Grip.

Pod tym anglojęzycznym zwrotem kryje się po prostu system ułatwiający poruszanie się po nawierzchniach o gorszej przyczepności, który poprawia trakcję napędzanych kół. Za pomocą umieszczonego na tunelu środkowym pokrętła kierowca wybiera jeden z trzech trybów w zależności od warunków jazdy: „drogowy”, „grząskie podłoże” lub „ekspert”. Szczerze? Nie odważyłem się zjechać poza gruntową drogę o niezbyt wymagającym podłożu. Czy auto zachowuje się lepiej na takiej nieutwardzonej nawierzchni? Da się zauważyć lepszą przyczepność podczas ruszania. Także podczas deszczu miałem wrażenie, że dynamiczne wciśniecie gazu skutkuje nieco lepszą trakcją. Osobiście jednak zalecam sporą dozę rozsądku przy jakichkolwiek off-roadowych próbach. Nawet jeśli ktoś wierzy w efekt placebo, to ostrzegam, że ustawienie pokrętła w trybie Expert nie uczyni z francuskiego crossovera mistrza bezdroży. Captur nie jest bowiem SUV-em, a braku napędu obu osi nie da zastąpić się nawet zaawansowaną elektroniką.

Renault-Captur-logo

Co jeszcze na zewnątrz odróżnia limitowaną i designerską wersję od innych „kapturów”. Przede wszystkim dwukolorowe barwy nadwozia, które zdecydowanie poprawiają wygląd auta. Szczególnie testowana wersja w kolorze „Czerwony Flamme”, z szarymi osłonami przedniego i tylnego zderzaka oraz 17-calowymi aluminiowymi obręczami kół w kolorze czarnym przyciąga spojrzenia innych użytkowników dróg.

Miłym zaskoczeniem

okazuje się fakt, że limitowana wersja Helly Hansen z najmocniejszym silnikiem benzynowym o mocy 120 KM występuje wyłącznie z automatyczną przekładnią. To bardzo udany tandem, którego cechami wyróżniającymi są przyzwoite osiągi, akceptowalne spalanie i duży komfort podczas jazdy. Sama, dwusprzęgłowa i 6-biegowa przekładnia działa bardzo płynnie i zaskakuje dynamiką. Sprint od 0-100 km/h wynosi 10,9 s., co w zupełności wystarcza do sprawnego poruszania się zarówno po mieście jak i w trasie. Mimo, że silniczek o pojemności 1.2 litra wydaję się na papierze zbyt słaby, dzięki turbinie i wspominanemu automatowi – ochoczo przyspiesza i szybko reaguje na wciśnięcie pedału przyspieszenia. Oprócz tego jest dobrze wyciszony, a podczas dynamicznej jazdy całkiem przyjemnie brzmi. Spalanie nie jest przesadnie duże, choć w mieście wynik 8 l/100 km pozycjonuje Renault pośrodku tego, co oferuje konkurencja. W trasie apetyt na oktany utrzymuje się w granicach 6-6,5 l/100 km i to przy zachowaniu dynamicznego stylu jazdy.

Renault-Captur-wnetrze

Kabina

Captura z pewnością przypadnie do gustu młodszym kierowcom. Wszystkie instrumenty pokładowe wyglądają nie tylko nowocześnie i świeżo, ale są zarazem łatwe w obsłudze. To wcale nie takie oczywiste w dobie dotykowych ekranów i pędzie ku digitalizacji najbardziej prostych funkcji. Zegary główne – analogowy obrotomierz i wskaźniki oraz cyfrowy prędkościomierz – znamy choćby z Clio. Nie zgłaszam żadnych uwag do ich praktyczności. Poza tym cieszy, że klimatyzacją steruje się za pomocą klasycznego i intuicyjnego pokrętła.

Dla maniaków multimediów niezwykle zaawansowane w funkcje systemy MEDIA NAV i Renault R-Link. W praktyce kierowca ma w konsoli centralnej wbudowany cyfrowy tablet samochodowy (7 cali) , który zapewnia w prosty sposób dostęp do praktycznych opcji: nawigacji TomTom, systemu audio, telefonu, informacji dotyczących samochodu i różnych aplikacji dostępnych w internetowym sklepie R-Link Store. Wspomniane funkcje stanowią standard odmiany Helly Hansen.

Renault-Captur-multimedia

Plus za fakt, że wszystkie inne modele Renault Captur są wyposażone w bluetooth, gniazda USB i jack, co umożliwia korzystanie z telefonu w trybie głośnomówiącym i słuchanie muzyki w audio streamingu. Jak widać, kiedyś opcjonalne i drogie gadżety stopniowo trafiają do bazowych odmian.

Nawigacja w Renault dostarcza nie tylko informacji o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym, ale umożliwia optymalizację czasu przejazdu i zużycia paliwa. Połączenie systemu z modułami elektronicznymi samochodu zapewnia dostęp do zaawansowanej funkcji „eko-jazdy”, która umożliwia ocenę stylu jazdy kierowcy i mu rad pozwalających obniżyć zużycie paliwa. Kto lubi takie zabawki, z pewnością będzie mieć frajdę w zdobywaniu kolejnych punktów za ekonomiczną jazdę.

Renault-Captur-bagaznik

Przestrzeń

stanowi rozwinięcie tego, co oferuje Renault Clio. Z przodu – dzięki bardziej pochylonej szybie – optycznie jest go więcej. Z tyłu wygospodarowano go tyle, by osoby do wzrostu ok. 170 cm czuły się całkiem swobodnie. Nie ma co jednak ukrywać, że najwygodniej będzie tam dzieciom. Bagażnik w stosunku do Clio urósł o niemal 25 procent i jego pojemność wynosi 377 litrów. To już wartość, która zadowoli nawet rodzinę w układzie 2+1. W momencie zwiększonego zapotrzebowania na przestrzeń bagażową, wystarczy złożyć drugi rząd i wówczas pojemność bagażnika wzrasta do 1 235 l. To dobra nowina dla osób wożących sprzęt sportowy.

Wersja Helly Hansen to także miłe dla oka dodatki wewnątrz – m.in. czerwone wstawki w kokpicie i specjalna tapicerka z elementami skóry ekologicznej. Bardzo oryginalnie prezentują się właśnie fotele, które są całkiem wygodne, jednak wyściełano je jakby siateczką. Zastanawiam się tylko jak trudne może być usuwanie spomiędzy ”oczek” okruchów czy innych zabrudzeń. Średnie wrażenie robi także jakość materiałów, z jakich wykonano kokpit. To, że tworzywa są twarde i surowe – można jeszcze przeżyć, zważywszy na segment, do którego zalicza się Captur. Jednak spasowanie poszczególnych elementów nie jest najlepsze – podczas jazdy słychać, że „plastiki pracują”, a przecież miałem do czynienia z niemal nowym egzemplarzem. Odnosząc to do bezpośredniej konkurencji w postaci np. Peugeota 2008 – jest wyraźnie gorzej. Za to design wnętrza przemawia wg mnie zdecydowanie na korzyść Renault.

Renault-Captur-kierownica

Parametry jezdne

francuskiego crossovera to typowy przykład na to, jak dobrym pomysłem są auta z nieco wyższym nadwoziem. Zyskuje na tym nie tylko lepsza widoczność za kierownicą, ale także większe wnętrze i bagażnik. A wszystko to bez uszczerbku dla sposobu prowadzenia się auta. Captur resoruje dość sztywno, ale nadal można liczyć na zadowalające pokłady komfortu.

Auto prowadzi się pewnie na zakrętach, a prewencyjnie skalibrowane systemy odpowiedzialne za trakcję i stabilność skutecznie temperują zapędy co bardziej krewkich kierowców. Pozytywnie oceniam także sposób w jaki układ kierowniczy komunikuje się z kierowcą. Jest wystarczająco czuły, by nawet dynamiczna jazda po łukach nie wiązała się z utratą wiedzy na temat tego, co dzieje się na styku: koła-nawierzchnia.

Cennik

bardzo atrakcyjnej dla oka, ale i wyjątkowo hojnie wyposażonej wersji Helly Hansen otwiera kwota 69,4 tys. zł za odmianę z 90-konnym motorem 0,9 TCe i manualną przekładnią. Mocniejszy wariant 1.2 TCe standardowo spięty z „automatem”, to już wydatek 77,4 tys. zł. I osobiście uważam, że właśnie ta droższa wersja jest bardziej godna polecenia. Bardzo udana skrzynia automatyczna to zbawienie w mieście, a głównie do tego celu stworzono przecież Captura.

Renault-Captur-przod

Imponujące wyposażenie odmiany HH to m.in.: automatyczna klimatyzacja, czujniki światła i deszczu, system bezkluczykowy, system multimedialny Renault R-Link z nawigacją i usługami on-line, tylne czujniki parkowania, el. szyby i lusterka, przyciemniane szyby w tylnej części auta, skórzana kierownica, fotel kierowcy z regulacją wysokości, tylna kanapa przesuwana i dzielona w stosunku: 1/3 – 2/3, światła przeciwmgłowe z funkcją doświetlania zakrętów, komputer pokładowy, cała armia systemów trakcyjno-stabilizujących oraz komplet poduszek powietrznych czy 17-calowe alufelgi.

Biorąc to wszystko pod uwagę, można uznać, że producent nie przesadził z cennikiem. Bazowa wersja Energy o mocy 90 KM jest naprawdę niezłą propozycją – 55,4 tys. zł za modne i praktyczne nadwozie to kusząca oferta. Jeśli wyłożymy dodatkowe 10 tys. zł będziemy mieli bogato wyposażony model, który pozwoli indywidualistom zaspokoić swoje EGO w tym zakresie.

Rafał Pazura

Foto: Rafał Pazura

Tagi: , , , ,