Renault Clio Energy dCi 90 Intens – TEST

avatar
Aleksander Pławski
09 października 2013

Clio od początku swojego istnienia jest bardzo ważnym graczem w palecie Renault. Pierwsze trzy generacje tego sympatycznego, miejskiego auta znalazły na 115 rynkach świata ponad 12 milionów nabywców. Segment B jest obecnie najważniejszy dla większości, jeśli nie dla wszystkich europejskich producentów. W dobie coraz wyższych cen paliwa każdy szuka oszczędności. Testowana przeze mnie najnowsza, czwarta odsłona Clio z wysokoprężnym sercem pod maską wydaje się być świetną propozycją na trudne czasy. Zapraszam na pokład.

Ale zanim wsiądziemy za kółko, dwa słowa o karoserii. Mimo, że o gustach się nie dyskutuje, śmiem twierdzić, że jest to najładniejsze Clio, jakie dotychczas powstało. Przynajmniej dla mnie. Masywny, przeprojektowany przód z dużymi reflektorami, wielkim logo i świetnie wkomponowanymi światłami LED do jazdy dziennej wygląda doskonale. Co ciekawe, tył hatchbacka jest równie atrakcyjny. Wąskie, poprowadzone pod kątem klosze świateł nadają małemu Francuzowi sportowego sznytu. Całości dopełnia dynamiczny profil i dobrze pasujący, czarny kolor testowanej wersji. Jedynym słabym punktem tej konfiguracji jest mało ciekawy wzór felg. Na szczęście można wybrać inne. Podobno projektant – Laurens van der Acker, scharakteryzował styl nowego Clio trzema słowami: prosty, ciepły i zmysłowy. Moim zdaniem brakuje tu jeszcze jednego przymiotnika – „sportowy”. Poza tym wszystko się zgadza.

Przy pierwszym wejściu do środka uwagę zwraca mięsista, dwukolorowa kierownica oraz pokaźna, jakby doklejona konsola środkowa z dużym, kolorowym ekranem dotykowym – centrum sterowania multimediami i różnym funkcjami auta. Generalnie, mimo zastosowanie w niektórych miejscach tanich materiałów, wnętrze „Klijówki” robi dobre wrażenie. Jest nowocześnie, rzekłbym nawet „młodzieżowo”, do tego ładnie i wygodnie.

Renault-Clio-wnetrze

Niektórym może przeszkadzać brak tradycyjnego, analogowego prędkościomierza. Będą się musieli przyzwyczaić do cyfrowego „licznika”, który jest wtopiony w tubusy (na szczęście analogowego) obrotomierza i wskaźnika poziomu paliwa. Cały projekt wygląda świeżo i ciekawie a wskazania instrumentów pokładowych są bardzo czytelne. Niestety w słoneczne dni zdarza się, że chromowane obwódki potrafią nieprzyjemnie oślepić kierowcę.

Design kolorowego ekranu systemu multimedialnego trafi w gusta tych, dla których kontakt z tabletami i dotykowymi smartfonami to codzienność. Może poszczególne ikony są nieco zbyt krzykliwe, ale trzeba przyznać, że wszystko jest bardzo czytelne, przez co i proste w obsłudze. No i po polsku.

Radio gra bardzo przyzwoicie, a automatyczna klimatyzacja bardzo dobrze wywiązuje się ze swojego zadania, szybko i skutecznie schładzając kabinę Clio w gorące dni. Znalezienie odpowiedniej pozycji za kółkiem nie nastręcza większych trudności a przednie fotele okazują się być wygodne, nawet w dłuższej podróży. Tylna kanapa, jak na auto segmentu B, jest również wygodna. Z powodzeniem można na nią zapakować dwie dorosłe osoby. Oczywistym jest fakt, że nie poczują się tam jak królowie życia, ale biorąc pod uwagę klasę auta, na przestrzeń nie można narzekać.

Renault-Clio-bagaznik

Bagażnik testowanego samochodu legitymuje się pojemnością równych 300 litrów, co należy uznać za satysfakcjonującą wartość. Po złożeniu oparcia tylnej kanapy przestrzeń bagażowa wzrasta do 1146 litrów, co w niektórych przypadkach pozwoli nam zawieźć do domu nowo kupiony sprzęt AGD czy RTV, whatever…

Największą zaletą bohatera naszego testu jest jednak to, w jaki sposób jeździ i jaki ma apetyt na paliwo. Pod zgrabną, czarną maską kryje się bowiem niewielka, wysokoprężna jednostka napędowa, która wydaje się być optymalnym wyborem do miejskiego auta. 1461 centymetrów sześciennych pojemności zasilane „ropą” daje nam 90 koni mechanicznych oraz 220 Niutonometrów maksymalnego momentu obrotowego, dostępnego już od 1750 obrotów na minutę. Dodając do tego dobrze zestopniowaną (choć tylko 5-biegową) skrzynię biegów i rozsądną masę własną na poziomie 1071 kg okazuje się, że Clio potrafi rozpędzić się do setki w 11,7 sekundy oraz osiągnąć prędkość maksymalną 178 km/h. Zdaję sobie sprawę, że niecałe 12 sekund potrzebne na osiągnięcie 100 km/h to nie jest sportowy wynik, ale dobrze wyciszony, ciągnący już od niskich obrotów silnik sprawia, że odczucia są naprawdę miłe. Dzięki dobrej pracy skrzyni biegów i fajnie, „miejsko” zestrojonemu układowi kierowniczemu Clio potrafi dać kierowcy sporo frajdy z jazdy!

Zawieszenie jest zestrojone w sposób, który z jednej strony daje nam  niezłe czucie auta i pewność prowadzenia, a z drugiej nie jest przesadnie twardy, co w codziennym użytkowaniu mogłoby szybko stać się powodem do narzekań. Zastrzeżenia budzi jedynie czasami nieco zbyt głośna praca podwozia.

Najlepsze jest jednak to, że nawet dynamiczna jazda po zakorkowanym mieście nie spowoduje wyczyszczenia naszego portfela podczas wizyty na stacji benzynowej. Muszę się tutaj przyznać, że w pewnym momencie testu byłem zupełnie przekonany, że testowany egzemplarz ma uszkodzony wskaźnik poziomu paliwa. Jeździłem i jeździłem, a on ani drgnął…

Renault-Clio-tyl

Oczywiście do czasu. Ale i tak końcowe wyliczenia udowodniły, że przy mieszanej jeździe miejsko-autostradowej (60/40) Clio zadowoliło się średnio 4,8 litra na każde 100 kilometrów. To ja się pytam, po co nam hybryda? Jestem przekonany, że gdybym się postarał, spokojnie urwałbym jeszcze z tego wyniku te 0,6 – 0,8 litra. I gwarantuję, że nie byłbym wcale zawalidrogą.

Nowe Clio hatchback można obecnie kupić już od 40.950 złotych. Nie będzie co prawda miało ani diesla pod maską (tylko benzynowy silnik 1,2 o mocy 75 koni mechanicznych) ani bardzo bogatego wyposażenia, ale nie będzie też zupełnym „golasem”. Prawie 70 tysięcy złotych trzeba natomiast zapłacić za testowany przez nas egzemplarz (1,5 dCi Intens + dodatki). Nawet jak na bogate wyposażenie i świetny silnik to dużo, przynajmniej jak na polskie warunki.

Można jednak również zdecydować się np. na słabszego, 75-konnego diesla w wersji ZEN. Wtedy nasz portfel uszczupli się o jakieś 53.900 zł (w tej cenie zwykły lakier) a wyposażeniu standardowym znajdą już się m.in. radioodtwarzacz z systemem Bluetooth i gniazdem USB, system Media Nav, 4 poduszki powietrzne, przednie szyby sterowane elektrycznie czy światła do jazdy dziennej LED oraz wiele innych. I to jest chyba rozsądniejszy wybór.

Krótko mówiąc, nowe Renault Clio jest atrakcyjnym wizualnie, udanym i bardzo zwinnym autem. Szukając niedużego auta do miasta (ale i w trasę), naprawdę warto się nim zainteresować. Nie dosyć, że może dać sporo frajdy z jazdy, to z dieslem pod maską potrafi być również mistrzem oszczędności. Wygodny, poręczny i świeży. Nie bez wad, ale z ewidentną przewagą zalet.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , ,