Renault Clio Grandtour GT Energy 120 TCe EDC – TEST

Renault Clio Grandtour GT Energy 120 TCe EDC - TEST
avatar
Michał Strzyżewski
27 lipca 2015

Czy kombi na bazie małych hatchbacków muszą być nudnymi autami kupowanymi z konieczności, a nie z wyboru? Nie, co udowadnia dzisiejszy bohater – Renault Clio Grandtour GT. Czy mogą być przy tym tanie? Tutaj też odpowiedź jest (tym razem niestety) przecząca – „nasz” egzemplarz kosztował bowiem około 75 000 zł. Dlatego zapraszam na poszukiwanie odpowiedzi – czy biorąc wszystkie aspekty pod uwagę Clio w kombi i ze znaczkiem GT na tylnej klapie warte jest zainteresowania?

Prezencja

W kwestii wyglądu Renault Clio Grandtour GT zdecydowanie warte jest wydanych na niego pieniędzy. Ten mały mieszczuch udał się francuskim stylistom, dzięki czemu nawet w podstawowej wersji może cieszyć oko – wygląda po prostu „dziarsko”, jak na przedstawiciela tej klasy samochodów przystało (bo elegancji nie ma co od tak małych aut wymagać). W odmianie GT nadwozie poddane zostało zauważalnej kuracji wyostrzającej charakter. Już na pierwszy rzut oka dostrzec można przemodelowany przedni zderzak z dyskretnym napisem GT umiejscowionym pod logo producenta. Nadwozie zyskało sporo srebrnych (lekko przyciemnionych) elementów – na ten kolor polakierowane zostały lusterka i dyfuzor z tyłu. Korespondują z nimi felgi o rewelacyjnym kształcie i dyskretny pasek podkreślający przetłoczenie na drzwiach.

Renault-Clio-Grandtour-GT-tyl

Gdy do tego wszystkiego dodamy czerwony lakier metalik otrzymujemy samochód, który wprost zmusza do tego, aby spojrzeć w jego kierunku. Zwarty, agresywny, po prostu ładny bez względu na to z której strony patrzymy.

We wnętrzu

W kabinie również nie skąpiono sportowych akcentów, co bardzo cieszy, bo czasami producenci skupiają się na tym, aby samochód „podostrzyć” z zewnątrz, zapominając o jego wnętrzu. Po zajęciu miejsca w fotelu przede wszystkim uwagę zwraca kierownica, która jest stosunkowo mała, spłaszczona u dołu, gruba, miękka, obszyta skórą. Jedynie w samochodach segmentu premium kosztujących grubo ponad 200 tysięcy złotych spotkałem się z kierownicami, które lepiej leżały w dłoniach – w przedziale cenowym w którym plasuje się Clio jest ona bezkonkurencyjna. Mamy ponadto logo Renault Sport na desce rozdzielczej, szarą tarczę obrotomierza i fotele, które wykonane zostały z tkaniny układającej się we wzór wyścigowej szachownicy.

Renault-Clio-Grandtour-GT-wnetrze

Poza sportowymi akcentami miło zaskoczyły mnie materiały użyte do wykończenia wnętrza. Cała deska rozdzielcza wykonana jest z miękkiego, uginającego się delikatnie pod palcami tworzywa. Nie wszędzie jest oczywiście miękko, bo okolice hamulca ręcznego, czy boczki drzwi to już twardy niczym skała plastik, jednocześnie trudno jest doszukać się miejsc w których materiały wykonane do wykończenia kabiny Clio wyglądają przesadnie tanio lub tandetnie. Ponadto sam projekt kokpitu jest całkiem przyjemny w odbiorze – mnie szczególnie do gustu przypadły zegary z centralnie umieszczonym, cyfrowym prędkościomierzem i tradycyjnym obrotomierzem.

Obsługa instrumentów pokładowych nie nastręcza zbyt wielu kłopotów – całym samochodem steruje poprzez system R-Link, z poziomu ekranu dotykowego. Niestety w Clio zabrakło fizycznych przycisków i joysticka znanego z innych modeli, co może być problematyczne zwłaszcza w miesiącach zimowych, kiedy to trzeba zdejmować rękawiczki aby obsługiwać samochód przed dotyk. Za to przez cały rok ten sposób obsługi powoduje konieczność skupienia większej uwagi na ekranie, zmniejszając koncentrację kierowcy na tym, co dzieje się za szybą samochodu. Niestety wciąż obsługa radia odbywa się z poziomu manetki przy kierownicy – na samym kole kierowniczym umieszczone zostały tylko przyciski odpowiedzialne za obsługę tempomatu. Na początku tego akapitu wspomniałem, że obsługa nie jest problematyczna – chciałbym podkreślić, że to co napisałem powyżej nie neguje tych słów. Jednocześnie Clio nie wyróżnia się w tym aspekcie niczym specjalnym, a w wielu konkurencyjnych autach sterowanie systemami pokładowymi jest wygodniejsze.

Renault-Clio-Grandtour-GT-zegary

O dobre samopoczucie pasażerów dba szklany dach, który niestety nie jest odsuwany elektrycznie. Na szczęście nie zajmuje on powierzchni całego dachu samochodu, więc można go odsuwać i zasuwać bez konieczności przemieszczania się do tyłu. Pod względem dostępnej przestrzeni jest bardzo przyzwoicie. Pasażerowie tylnej kanapy nie powinni narzekać na brak miejsca na nogi przez dobrze wyprofilowane przednie fotele, których tylna część pozwala na wygospodarowanie kilku dodatkowych centymetrów miejsca. Ja ze wzrostem 185 cm siadając „za sobą” nie narzekałem na brak miejsca na nogi. Podobnie było z głową, chociaż tutaj margines wolnej przestrzeni był minimalny i na większym wyboju mógłbym siedząc wyprostowany lekko uderzyć głową w sufit. Pojemność bagażnika to 443 litry, a przestrzeń ładunkowa punktuje regularnością kształtów.

GT – te litery zobowiązują

Kupując wersję samochodu, która w nazwie ma człon „GT” można oczekiwać ponadprzeciętnych wrażeń po zajęciu miejsca za kierownicą. W przypadku opisu tego elementu w Clio Grandtour zacznijmy od silnika, który napędza to auto. Niestety pod maską nie znajduje się żaden potwór, ponieważ zamontowana tam została jednostka napędowa 1,2 TCe o mocy 120 koni mechanicznych, połączona z dwusprzęgłową skrzynią EDC.

Renault-Clio-Grandtour-GT-silnik

9,4 sekundy do „setki”, 199 km/h prędkości maksymalnej – takie osiągi gwarantuje powyższa kombinacja. To dobrze, czy nie? Dużo zależy od tego jak na nie spojrzymy. Z jednej strony są one bardziej niż wystarczające przy normalnym użytkowaniu. Większość kilometrów za kierownicą Clio zrobiłem poza miastem i tam 1,2 TCe sprawdzał się rewelacyjnie. Przyspieszanie po wyjściu z zakrętu, wyprzedzanie – to nie robi na tej jednostce napędowej większego wrażenia i zapewnia kierowcy poczucie komfortu. Dodatkowo silnik pracuje wyjątkowo kulturalnie – na niskich obrotach jest niesłyszalny, na wyższych jego dźwięk nie przeszkadza. Spalanie również jest bardzo przyzwoite – w mieście przy dynamiczniej jeździe Clio zużywa 8-9 litrów, a w trasie spokojnie można zejść do 5-6 litrów (nawet przy prędkościach autostradowych).

Z drugiej strony silnik ten nie jest sportowcem. Nie wbija w fotel podczas wciskania pedału gazu, a tego przecież można oczekiwać po zajęciu miejsca w kabinie modelu GT. Podobnie skrzynia biegów nie ma specjalnie sportowego zacięcia – działa bardzo płynnie, a biegi wchodzą zupełnie niezauważalnie, jednocześnie potrzebuje ona chwili namysłu za każdym razem, gdy kierowca mocniej wciśnie pedał gazu (albo sekwencyjnie zmieni bieg, za sprawą dużych, metalowych, ale niestety nieobracających się wraz z kierownicą manetek).

Renault-Clio-Grandtour-GT-felga

Boli to tym bardziej, że samochód rewelacyjnie się prowadzi i w zakrętach naprawdę czuć, że siedzi się w usportowionej odmianie Clio. Układ kierowniczy jest precyzyjny i czuły, aż zdaje się prowokować kierowcę, aby pojechał trochę ostrzej. Zawieszenie jest sztywne, dzięki czemu zapewnia dobrą stabilność. Osoby o mniej sportowym zacięciu uznają to za wadę, bo w Clio Grandtour GT czuć znacznie więcej niedoskonałości asfaltu, niż w większości innych samochodów. Na szczęście sytuację ratują fotele, które są wykonane „po francusku”, czyli dosyć miękko. Ale co ważne – nie za miękko. Poprawiają one komfort, ale dzięki doskonałemu wyprofilowaniu pewnie trzymają ciała pasażerów podczas szybkiej jazdy i nie powodują dyskomfortu nawet po kilku godzinach za kółkiem bez przerwy.

Charakter samochodu wyostrzyć można dodatkowo aktywując tryb RS – wtedy koła jeszcze żwawiej reagują na ruchy kierownicą, a skrzynia zaczyna znacznie bardziej lubić wysokie obroty silnika. Aby przetestować ten tryb w Clio wybrałem się nim na liczącą kilkaset kilometrów podróż na Mazury. I dopiero na krętych, leśnych asfaltach samochód ten pokazał pełnię swoich możliwości – byłem zaskoczony jak dużą frajdę może sprawić pokonywanie kolejnych zakrętów w kombi na bazie małego hatchbacka.

Renault-Clio-Grandtour-GT-RS-Monitor

Wisienką na torcie w Clio Grandtour GT jest system RS Monitor. Zapewnia on kilka ekranów w menu, które w najdrobniejszych szczegółach rejestrują dane dotyczące naszych poczynań za kierownicą. Przeciążenia, temperaturę płynów, przyspieszenie do 100 km/h, 400 metrów, stoper – to tylko część możliwości RS Monitor. Dodatkowo wszystkie dane można zapisać na pendrivie i później analizować w domu.

A to wszystko kosztuje…

Renault Clio Grandtour GT to wydatek 75 600 zł, o ponad 30 000 zł więcej, niż podstawowa odmiana Life. W zamian otrzymujemy bogate wyposażenie, bo poza wspominanymi wyżej sportowymi elementami na pokładzie znajduje się nawigacja, całkiem niezły system audio, kamera cofania z czujnikami parkowania, tempomat, składane lusterka, czujnik deszczu i zmierzchu. Dobry silnik 1,2 TCe i dwusprzęgłowy automat też swoje kosztuje.

Renault-Clio-Grandtour-GT-bok

Ale wydając prawie 80 000 zł wciąż wyjeżdżamy z salonu Clio, podczas gdy za podobne pieniądze można kupić dobrze wyposażone – żeby nie szukać daleko – Renault Megane Grandtour. Dlatego Clio Grandtour GT nie można polecić patrząc na ten samochód tylko przez prymat chłodnej kalkulacji. Można je za to rekomendować patrząc na radość z jazdy jaką dostarcza, a która o kilka długości przewyższa zdecydowaną większość samochodów w przedziale cenowym < 80 000 zł. Chociaż tutaj bardzo brakuje mocniejszego silnika, bo niestety 120 KM poskramia sportowe możliwości, które stwarza układ kierowniczy oraz zawieszenie. 150-160 KM w takim samochodzie byłoby optymalne i robiło z Clio Grandtour GT prawdziwego drogowego przecinaka. Tak mamy samochód, który zachwyca w zakrętach i rozczarowuje na prostej. Ale i tak kilka dni spędzonych z tym autem będę wspominał jeszcze przez baaardzo długi czas. I będę tęsknił za tym małym, czerwonym dostarczycielem frajdy z jazdy.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *