Większy znaczy lepszy? Test Renault Grand Scenic Energy dCi 130 Bose

avatar
Rafał Pazura
11 sierpnia 2014

Przydomek Grand w przypadku Renault Scenic oznacza około 21 cm dłuższe nadwozie oraz o 7 cm większy rozstaw osi. Dla większości rodzin w układzie 2+2 mniejszy Scenic jest wystarczająco obszernym autem. Grand Scenic to propozycja dla liczniejszych familii lub tych, dla których 437 litrów pojemności bagażnika mniejszej odmiany jest zwyczajnie niewystarczającą wartością. Zapewniam, że w tym przypadku rozmiar ma znaczenie, bo wyraźnie odczuwa się fakt, że mamy do czynienia z większym minivanem. Ponadto dodanie dodatkowych centymetrów pomiędzy osiami wpłynęło pozytywnie na komfort, gdyż zawieszenie skuteczniej filtruje nierówności w trakcie szybszej jazdy.

Francuzi to mistrzowie w projektowaniu praktycznych odmian kompaktowych minivanów i nie ma tutaj z czym dyskutować. Nikt tak jak oni nie opanował do perfekcji wykorzystania każdej wolnej przestrzeni wewnątrz auta. Stąd także w Grand Scenic ilość użytecznych schowków, półek, kieszeni, stolików, etc. zawstydzi większość rywali (ich łączna objętość to 92 l!). Wszystko zaprojektowano praktycznie, dlatego zabawki, gazety czy „elektronika” osobista każdego pasażera znajdują szybko właściwe dla siebie miejsce.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-bok

Grand Scenic

to m.in. możliwość przewozu maksymalnie siedmiu pasażerów. Nie czarujmy się jednak, że dwa dodatkowe fotele w części bagażowej to miejsca dla dorosłych. Znam jednak rodziny, gdzie fakt dwóch dodatkowych foteli dla dzieci determinuje decyzję o zakupie auta. Fotele drugiego i trzeciego rzędu można oczywiście składać, demontować, przesuwać – wszystko w zależności od potrzeb. A może mała przeprowadzka? Po złożeniu oparcia fotela pasażera z przodu możliwy staje się załadunek przedmiotów o długości do 2,76 m.

Otwierany, panoramiczny dach powoli staje się zestawem obowiązkowym w tego typu pojazdach. Wyjątkowe widoki jakie zapewnia są bezcenne, by uzyskać chwilę ciszy w trakcie kilkunastogodzinnej podróży na południe Europy. Ktokolwiek zetknął się z pytaniem dziecka w stylu „daleko jeszcze?” wie co mam na myśli. A szklany dach pełni czasami rolę hipnotyzera naszych pociech.

Dla mnie ważne było, iż fotele przednie zapewniają bardzo dobry komfort podróżowania. Nie są przesadnie miękkie – jak to niestety często bywa w autach made by France – dlatego kręgosłupy podróżujących dzielnie znoszą nawet długą trasę.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-glosnik

Wersja Bose Edition

przenosi jego posiadacza w świat ocierający się o luksus. Oczywiście clou wyposażenia stanowi zestaw audio znanej i cenionej marki Bose. Jak gra? Bardzo dobrze, ale do „audiofillskiego” poziomu nieco brakuje. Niemniej, brzmienie wydobywające się z 10 głośników wspomagane soczystym basem zadowoli zdecydowaną większość miłośników muzyki. Egzemplarz testowy kusił ponadto zestawem dwóch ekranów DVD dla pasażerów drugiego rzędu (dopłata 3 tys. zł). Nasze pociechy będą w siódmym niebie, bo dodatkowo otrzymają słuchawki bezprzewodowe oraz pilota do sterowania całym zestawem.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-wnetrze

Projekt deski rozdzielczej to najbardziej kontrowersyjny element minivana Renault. Dla purystów i miłośników analogowych zegarów będzie nie do zaakceptowania. Dla tych bardziej postępowych – wręcz odwrotnie. Mimo, że bliżej mi do tej pierwszej grupy, muszę przyznać, że – poza dyskusyjną estetyką niektórych opcji wyświetlacza głównego – trudno znaleźć tu jakieś ergonomiczne niedostatki. Cyfrowy prędkościomierz jak i ekran obsługujący m.in. nawigację, zaprojektowano czytelnie i logicznie. Mam tu na myśli m.in. różnorakie wizualizacje poszczególnych funkcji – kiedy parkujemy znika np. obrotomierz, a w jego miejscu pojawia się graficzna ilustracja czujników parkowania.

Ciepłe słowa należą się także oprogramowaniu systemu GPS. Mapa jest bardzo dokładna, kolory żywe, a możliwość korzystania z wyszukiwarki Google czy sprawdzenia aktualnej prognozy pogody (oczywiście po sparowaniu ze smartfonem) zwiększa jej funkcjonalność. Firmowym gadżetem – w przypadku dobrze wyposażonych „Renówek” – jest karta Hands Free. Wystarczy mieć ją przy sobie, by otwieranie drzwi i uruchamianie silnika następowało w sposób naturalny, bez konieczności wyciągania karty z kieszeni i wkładania jej do czytnika. Grand Scenic także samoistnie zamknie drzwi, gdy oddalimy się od auta.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-silnik

Pod maską

testowanego przeze mnie Grand Scenica pracował 1.6 litrowy diesel o mocy 130 KM. To optymalny napęd dla nielekkiego auta rodzinnego, który próbuje pogodzić ogień z wodą. Czyli: wystarczające osiągi z niskim spalaniem. O ile ten pierwszy aspekt – a więc dynamika – nie powalają na kolana, o tyle ekonomika silnika wysokoprężnego robi wrażenie. Ale po kolei.

„Na papierze” wynik 11,1 sekundy w sprincie od 0 do 100 km/h (wersja 7-osobowa) nie robi specjalnego wrażenia, ale w rzeczywistości kierowca nie powinien narzekać na brak mocy. Na szczególne pochwały zasługuje elastyczność silnika, który sprawnie bierze się do pracy już od niższych obrotów.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-felga

Prawdziwa nagroda czeka nas jednak pod dystrybutorem. Spokojna jazda w trasie z prędkościami w granicach 90-100 km/h odwdzięczy się nam spalaniem w okolicach 5,0 l/100 km. W mieście będzie to więcej o ok. 1,5 litra, a na autostradzie podróżowanie w granicach 140-160 km/h oznacza ubytek z baku ok. 7-7,5 l na każde ze stu przejechanych kilometrów. Jak dla mnie to świetne parametry, bo uzyskane w prawdziwych, nie laboratoryjnych warunkach oraz bez zacięcia kierowcy na „jazdę o kropelce”.

Niewątpliwym plusem tej jednostki jest niezwykle płynna i kulturalna praca. Naprawdę trudno zorientować się, że „żywi się” ona olejem napędowym. Tym bardziej, że do wnętrza nie docierają żadne wibracje – widać, że producent nie oszczędzał matach wygłuszających kabinę.

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-tyl

Cennikowo

Renault udowadnia, że duże oraz praktyczne nadwozie nie musi kosztować kroci. Nawet z dieslem pod maską. Oto dowód – nieco słabsza wersja ze 110-konnym motorem wysokoprężnym w bardzo dobrej opcji wyposażeniowej Limited, to aktualnie w promocji wydatek 87,2 tys. zł. A kto zaakceptuje wyższe spalanie i nieco gorsze osiągi, a zdecyduje się na odmianę benzynową 1.6 o mocy 110 KM zapłaci… 69,4 tys. zł. To dla mnie najlepsza oferta cenowa wśród minivanów, biorąc pod uwagę wyposażenie, jakość i fakt, ile metrów sześciennych otrzymujemy do swojej dyspozycji.

A co otrzymamy w wersji Limited? M.in. dwustrefową automatyczną klimatyzację, czujnik deszczu, przesuwaną konsolę środkową z podłokietnikiem, automatyczny hamulec postojowy, system wspomagania ruszania pod górę, światłą dzienne LED, elektrykę wszystkich szyb, elektryczne oraz składane lusterka boczne, system wspomagania parkowania tyłem, szyby tylne przyciemniane, relingi dachowe, 16-calowe felgi aluminiowe. Mało? To wyobraźcie sobie, że w tej cenie dostaniecie jeszcze system nawigacyjny Carminat TomTom Live…z mapą Europy. Kto da więcej?

Renault-Grand-Scenic-Bose-Edition-logo

Oczywiście odmiana Bose, którą jeździłem, to inny cennikowo świat, ale w kabinie jest po prostu „na bogato”. Do wspomnianego wyposażenia należy doliczyć opisywany wcześniej system audio-video, kamerę cofania z czujnikami z przodu i z tyłu auta, samościemniające się lusterko wewnętrzne, rolety w szybach bocznych drugiego rzędu, stoliki w oparciach przednich foteli, tapicerka z elementami skóry ekologicznej, podgrzewane fotele czy wspomnianą już kartę hands free. Do pełni szczęścia brakuje jedynie biksenonowych reflektorów, które stanowią element pakietu wycenionego na 4780 zł. Bez tego ostatniego dodatku cena Grand Scenica w wersji Bose z silnikiem diesla o mocy 130 KM wynosi 96 150 zł. To nadal atrakcyjna oferta jak na 7-osobowego minivana.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , , , , ,

Jedna myśl nt. „Większy znaczy lepszy? Test Renault Grand Scenic Energy dCi 130 Bose

  1. avatardisqus_Be4E7tXjV8

    Wszystko niby pięknie i ładnie, wyposażenie bogate, cena do zaakceptowania, być może nawet przełknąłbym opinię o „francuzach”, przymknął oko na kilka „renówkowych” rozwiązań stylistycznych na zewnątrz i we wnętrzu, jednak najważniejszym czynnikiem zdecydowanie odpychającym mnie od tego auta, są zegary umieszczone na środku konsoli. Być może podobne rozwiązanie ma swoich zwolenników, choć zapewne są w mniejszości, gdyż po za kosztami – taniej jest zbudować wersje prawo- i lewostronne na różne rynki – nie ma chyba uzasadnienia innego niż udziwnienie. Francuzi nie mogąc konkurować z Niemcami na wizerunek swoich marek i aut, IMO na siłę udziwniają projekty i rozwiązania, co z góry skazane jest na utratę pewnej grupy – powiedzmy tradycyjnie nastawionych – klientów. W Polsce mogą powalczyć ceną, jednak na ogromnym i bogatym rynku Brytyjskim – gdzie klientów stać na droższe rozwiązania i nie liczą się z każdym funtem tak jak Polacy ze złotówką – to nie działa. Nie tak dawno Renault zmuszony był „wyciąć” niemal połowę swoich modeli oferowanych na Wyspach, ponieważ niski popyt spowodował, że sprzedaż stała się nieopłacalna.
    Cieszy, że Renault się stara, jeszcze kilka zmian (nieszczęsne zegary) i następca Scenica może być sensownym wyborem.

    PS
    Ktoś pomyśli – czy warto w ogóle zmieniać te zegary, w końcu stały się niemal niemal standardem we francuskich vanach? Moim zdaniem warto. Swego czasu Toyota zmieniła zegary w Yarisie (obecna generacja już ma zegary za kierownicą) i proszę sprawdzić jak ładnie ten model się sprzedaje.

    Pozdrawiam,

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *