Renault Koleos Privilege 2.0 dCi 175 automat – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
09 września 2014

Obecnie żaden producent nie może obejść się bez samochodu klasy SUV. Wszyscy zaakceptowali fakt, że samochody te nie będą idealnymi towarzyszami podróży podczas wyprawy np. na bagna. Jednak w bardziej „cywilnych” zastosowaniach sprawdzają się doskonale, zapewniają sporą funkcjonalność, a klienci chętnie je wybierają – wstyd nie wyjść naprzeciw ich oczekiwaniom. Swojego przedstawiciela tego segmentu Renault wprowadziło na rynek w 2006 roku, a w 2013 r. poddało go faceliftingowi. Czas przyjrzeć się bliżej nowemu, hojnie doposażonemu modelowi Koleos.

Z zewnątrz

Zacznijmy od projektu nadwozia – Koleos gdy wchodził na rynek parę lat temu nie był zbyt urodziwym samochodem. Jeśli jego sylwetka miała swoich zwolenników, to w zawodach drużynowych na przeciąganie liny zostaliby zmasakrowani przez obóz tych, którym SUV od Renault się nie podobał. Sam ciągnąłbym linę wraz z przeciwnikami stylistyki Koleosa. Przeprowadzony ostatnio facelifting sprowadził się przede wszystkim do zmian z przodu samochodu i zaowocował tym, że auto nabrało w końcu trochę wyrazu. Wciąż jest ono daleko za innymi producentami, którzy prześcigają się na coraz to bardziej agresywne „spojrzenia” swoich modeli, jednak teraz ma już racjonalne podstawy, aby spodobać się klientom. Wciąż użyłbym do opisania nadwozia Koleosa raczej słów „oryginalny”, a nie „piękny”, jednak ustrzegałbym się już określenia „brzydki”.

Renault-Koleos-tyl

Bo jakby nie patrzeć, mamy do czynienia z solidnie wyglądającym SUVem, w dodatku „ubranym” w bardzo atrakcyjne, 18” felgi aluminiowe. Renault nie przesadziło również z elementami srebrnymi, czy to imitującymi chrom, czy po prostu matowymi plastikami na zderzakach (pomijam tu znaczek z przodu, który rozrósł się do monstrualnych rozmiarów i jeśli tak dalej pójdzie niedługo w środku rombu zapewne będzie można z powodzeniem umieszczać atrapę chłodnicy :)), które ładnie kontrastują z rudym lakierem. Nie jest źle.

Wewnątrz

Czas zagłębić się do wnętrza SUVa Renault. Testowany egzemplarz był wersją Privilege, czyli znajdującą się na szczycie cennika francuskiego producenta. Możemy zatem oczekiwać, że wewnątrz będzie na nas czekać spora porcja luksusu i materiały najwyższej jakości. Generalnie tak jest, ale niestety nie wszędzie. Rozstrzał jest tu ogromny – z jednej strony mamy bardzo przyjemną w dotyku skórę na siedzeniach oraz kierownicy, dobrej jakości i nietrzeszczące plastiki użyte do wykończenia kokpitu, a z drugiej strony wołające o pomstę do nieba szczegóły. Podstawa dźwigni zmiany biegów, przełączniki, czy niektóre przyciski wyglądają po prostu tandetnie i nie przystają do samochodu, za który trzeba zapłacić ponad 150 000 zł.

Renault-Koleos-wnetrze

Sam projekt wnętrza też jest dosyć niespójny – widać, że osoby projektujące nie miały jasno sprecyzowanego obrazu w głowach jak przestrzeń pracy kierowcy ma wyglądać. Mamy trochę obłości, trochę ostrych kształtów, przyciski o różnej stylistyce. Trochę na początku to razi, jednak gdy odsuniemy ten aspekt na bok, to wnętrze sprawia przyjemne wrażenie.

Na słowa pochwały zasługują bardzo wygodne fotele. Wyraźnie widać, że zostały stworzone w starym, francuskim stylu – są miękkie i nie oferują zbyt dużego trzymania bocznego. Tutaj komfort był na pierwszym miejscu. Niektórzy będą kręcić nosem, jednak ja rozumiem takie podejście. Nie każdy samochód musi być twardy i świetnie, że mamy w tej kwestii wybór na rynku. Na dodatek fotele są wszechstronnie regulowane – pasażera mechanicznie, a kierowcy elektrycznie, więc z zajęciem wygodnej pozycji za kierownicą Koleosa nie ma problemu.

Renault-Koleos-znaczek

Podobnie nie ma problemu z przestrzenią dla pasażerów z tyłu. Dzięki wysoko poprowadzonej linii dachu ilość miejsca nad głowami jest w zupełności wystarczająca, nawet dla wyższych osób. Podobnie nogi podróżujących z tyłu bez problemu będą miały gdzie się podziać, nawet podczas dłuższych podróży. Jeśli dodamy do tego fakt, że w Koleosie tylna kanapa jest równie wygodna co fotele z przodu, a testowy egzemplarz wyposażony został w panoramiczny dach, to jazda z tyłu SUVem Renault może być prawdziwą przyjemnością.

Niestety z przestrzenią bagażową już nie jest tak różowo. Bagażnik otwiera się „na raty” – najpierw podnosimy górną część klapy, a później opuszczamy część dolną. Gdy już to uczynimy naszym oczom ukazuje się przestrzeń 450 litrów, którą po złożeniu tylnej kanapy można powiększyć do 1380 litrów. Szału nie ma.

Renault-Koleos-xenon

Na bogato

Odrzućmy na bok drobne wpadki przy jakości wykonania – jeśli skupimy się tylko na tym, jakie wyposażenie znalazło się na pokładzie Koleosa kwota, jaką przyjdzie nam za niego zapłacić wydaje się w zupełności usprawiedliwiona. Francuzi w swoim SUVie upakowali wszystko, co potrzebne jest do komfortowego podróżowania, a nawet trochę więcej.

Mamy tu zatem xenonowe reflektory z funkcją doświetlania zakrętów, wspominane wcześniej w pełni skórzane siedzenia, dwustrefową klimatyzację, rozbudowany system multimedialny R-link z ekranem dotykowym (który w paru miejscach nie jest specjalnie intuicyjny, jednak w ujęciu ogólnym zapewnia spore możliwości i sprawia dobre wrażenie) oraz bardzo miło dla ucha grającymi głośnikami BOSE, system monitorowania martwego pola w lusterkach, bezkluczykowy dostęp do samochodu, pełną elektrykę. Lista wyposażenia jest długa i niemal za nic nie trzeba w niej dopłacać – kupując wersję Privilege możemy mieć pewność, że dostajemy wszystko, co Koleos ma do zaoferowania.

Renault-Koleos-bok

Po co ten automat?

Do napędzania Renault Koleosa zaprzęgnięty został silnik diesla 2,0 dCi legitymujący się mocą 175 KM. Wydawałoby się, że taka ilość koni mechanicznych powinna bez problemu „rozbujać” ważącego ponad 1700 kilogramów Koleosa. I tak istotnie by było, gdyby nie jeden drobny mankament – sprzężona z silnikiem skrzynia biegów. Mamy tu do czynienia z automatyczną, sześciobiegową przekładnią. Niestety, nie jest to dobra kombinacja.

„Dobrze, że mój Koleos ma automat” – takie zdanie przyszło mi do głowy tylko raz, kiedy stałem SUVem Renault w korku. Wtedy każde rozwiązanie pozwalające uniknąć nam przymusowej gimnastyki lewej nogi jest uważane za prawdziwy skarb. Jednak w innych warunkach żałowałem, że sam nie mogę majstrować przy zmianie przełożeń. Niestety zastosowany w Renault automat to bardzo słaba konstrukcja, która zabija w dużej mierze dynamikę jednostki napędowej. Biegi zmieniane są płynnie – podczas normalnej jazdy nie można do kultury pracy skrzyni biegów się przyczepić. Gdy przychodzi jednak do wyprzedzania, albo chcemy po prostu pojeździć Koleosem bardziej dynamicznie – tu zaczynają się schody. Przekładnia z opóźnieniem reaguje na mocne dociśnięcie pedału gazu, albo trzyma samochód na obrotach, które nie zapewniają optymalnego wykorzystania dostępnej mocy i momentu obrotowego.

Renault-Koleos-silnik

Bardzo żałuję, że silnik 2,0 dCi 175 KM dostępny jest jedynie z przekładnią automatyczną. Z moich doświadczeń z „manualnymi” samochodami koncernu Renault wiem, że potrafią oni robić naprawdę dobre ręczne skrzynie biegów. Możliwość wyboru takiej w Koleosie wyszłaby temu samochodowi tylko na dobre i pozwoliło wyzwolić pełen potencjał jednostki napędowej. Dlatego polecam przyjrzeć się wersji 2,0 dCi 150 KM z manualną skrzynią – jest tańsza i oferuje lepsze osiągi i zużycie paliwa – to w testowanym egzemplarzu wynosiło około 7 litrów w trasie i 8-9 litrów w mieście. Jak na ciężkiego SUVa, w dodatku z napędem na cztery koła to bardzo dobry wynik.

K jak Koleos. I komfort

Czas przejść do tego, w czym Koleos naprawdę błyszczy i bryluje. Jest to mianowicie komfort podróżowania, jaki SUV Renault zapewnia kierowcy i pasażerom. Czuć tutaj typowo francuskie podejście do konstruowania samochodów. Zacznijmy od foteli. Są one bardzo wygodne, przyjemnie miękkie i może nie będą idealnie trzymać w zakrętach, jednak pozwolą odbywać długie podróże bez jakichkolwiek negatywnych konsekwencji dla naszych kręgosłupów, czy „siedzeń”. Również zawieszenie zestrojone zostało w celu zapewnienia pasażerom wygody – jest ono miękkie, ale nie za bardzo. Nie mamy wrażenia, że w zakrętach samochód podpiera się lusterkami, a z drugiej strony wszelkie dziury i koleiny są doskonale przez resory filtrowane. Samochód wręcz płynie po drodze – dla niektórych, miłośników twardych aut będzie to oczywiście wada, jednak mnie takie rozwiązanie bardzo przypadło do gustu. Podobnie w zestrojeniu układu kierowniczego widać podejście „spokój i pewność > sportowe szaleństwa”.

Renault-Koleos-felga

To wszystko sprawia, że w mojej głowie Koleos jawi się jako idealny kompan dłuższych podróży. Samochód, który pochłania kolejne kilometry dróg szybkiego ruchu, ale i na trochę bardziej krętych asfaltach (i nieprzesadnie wymagających szutrach) sobie poradzi, jeśli nie będziemy za bardzo szarżować. Bo nie ma co się oszukiwać – SUV od Renault nie aspiruje do bycia sportowcem, a raczej „kanapowozem” i z tej roli wywiązuje się doskonale.

Podsumowanie

Czy poleciłbym kupno Renault Koleos komuś, kto szuka SUVa i nie chce wydać na niego więcej niż 150 000 złotych? Odpowiedź nie jest wcale łatwa i w dużej mierze zależy od sposobu jazdy danej osoby. Jeśli ktoś jest zwolennikiem spokojniejszego podróżowania – powinien nie doczytać tego testu do końca i już sprawdzać w sieci gdzie znajduje się najbliższy salon Renault. Koleos taki właśnie jest – bezpieczny, komfortowy, przewidywalny. Nawet jego wygląd wskazuje na to, że nie mamy do czynienia z „drogowym killerem”. Jeśli ktoś oczekuje od samochodu sportowego zacięcia – wtedy do SUVA Renault podchodziłbym z dużą rezerwą, bo to może nie być „to”. Jednak wciąż uważam, że Koleosowi warto się przyjrzeć, bo to naprawdę dobry samochód. Tylko nie z automatem… :)

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *