Renault Twingo Intens Energy TCe 90 – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
17 listopada 2014

Wysilony silnik benzynowy umieszczony z tyłu. Napęd na tylną oś. Wściekle czerwony lakier. Czyżby do testów trafiła mi się jakaś sportowa, rasowa fura? Nie do końca, bo te wszystkie cechy posiada w sobie… Renault Twingo, gwiazda dzisiejszego testu. Muszę przyznać, że pomysł Francuzów na swój najmniejszy w palecie samochód jest odważny, niestandardowy. Ale czy udany? Po odpowiedzi odsyłam do dalszej części testu.

Zazwyczaj producenci najmniejszych samochodów miejskich nie myślą o ekstrawaganckich rozwiązaniach technicznych. Silnik umieszczony jest z przodu, napędzane są przednie koła. Dzięki temu konstrukcja może być prosta i stosunkowo tania. Renault w nowym Twingo postanowiło pójść inną drogą. Zaowocowało to wspominanym na wstępie ulokowaniem jednostki napędowej w tylnej części nadwozia, pod podłogą bagażnika.

Renault-Twingo-Intens-tyl

Wygląd

Dało to designerom dodatkowe możliwości – nie byli oni zmuszeni projektować przodu samochodu tak, aby pod maską zmieścić silnik. Czy wyszło to Twingo na dobre? Nie jestem do końca przekonany – samochód ma bardzo krótką maskę. Jest ona poprowadzona wysoko i na końcu gwałtownie opada, niemal pionowo ku ziemi. Sprawia to trochę wrażenie, jakby samochód zaliczył zderzenie ze ścianą. Tylna część nadwozia za to błyszczy i została zaprojektowana po prostu świetnie. Miłe przetłoczenia na bokach prowadzą nas ku błyszczącej, czarnej klapie bagażnika. Jest ona znacząco pochylona, co nadaje tyłowi (jak i linii bocznej) lekkości i agresji. Całości dopełnia dyskretny spoiler i ładne wzory tylnych lamp.

Na początku nie byłem przekonany co do wyglądu małego Renault. Tył „kupiłem” od razu, jednak za każdym razem gdy patrzyłem na przód, miałem mieszane uczucia. W końcu jednak zacząłem się do projektu nadwozia jako całości przekonywać. Pomocne w tym procesie okazały się opcjonalne „upiększacze”. Chociażby 16-calowe felgi o naprawdę rasowym wzorze, czy żywy, czerwony lakier, z którym idealnie kontrastowały czarne, plastikowe wstawki.

Renault-Twingo-Intens-felgi

Jedno nie ulega wątpliwości – nowe Renault Twingo przyciąga uwagę i jeśli komuś zależy na ciekawskich spojrzeniach przechodniów to tutaj ma to zapewnione. Ciężko bowiem znaleźć bardziej oryginalnie i „gadżeciarsko” wyglądającego małego mieszczucha na rynku. Jeśli Renault liczyło na taki rezultat, to w 100% osiągnęło zamierzony cel.

Silnik z tyłu…

Umieszczenie jednostki napędowej z tyłu rodzi kilka pytań. Chociażby jak wygląda kwestia pojemności bagażnika. Nad silnikiem konstruktorzy wygospodarowali 219 litrów na bagaże, co jest zaskakująco przyzwoitą wielkością jak na standardy panujące w segmencie A. Na wypad na „shopping” wystarczy, a gdyby zakupy okazały się obfitsze, zawsze można złożyć tylną kanapę, co daje 980 litrów.

Renault-Twingo-Intens-bagaznik

Tu nasuwa się od razu inne pytanie: czy jeśli wśród zakupów w bagażniku znajdą się fajerwerki, to czy zdołamy dojechać z nimi do domu bez ich samoczynnego odpalenia? To pytanie jest zasadne, bo jednak tuż pod przestrzenią bagażową pracuje nagrzewający się element – silnik. Dla sprawdzenia jak jest w rzeczywistości, przeprowadziłem mały test: raz przycisnąłem mocniej Renault, silnik pracował na odcinku kilkunastu kilometrów z pełną parą – miał okazję się rozgrzać. Po zajechaniu na parking szybko sprawdziłem temperaturę podłogi bagażnika – była lekko letnia. Znacznie chłodniejsza, niż się spodziewałem. Wniosek: do przewozu rzeźb lodowych Twingo się nie nada, jednak mniej wrażliwe na temperaturę przedmioty można wrzucać do kufra małego Renault bez większych obaw.

A co mamy z przodu? Maskę, która jednak nie otwiera się tak jak w innych samochodach. Aby ją otworzyć musimy zdjąć dwie osłonki z atrapy, następnie przekręcić kluczyk, pociągnąć za dwie dźwigienki i zdjąć pokrywę. Rozwiązanie ekstremalnie niepraktyczne i po prostu głupie, przez które takie drobiazgi jak chociażby wymiana płynu do spryskiwaczy mogą nastręczyć kierowcy więcej problemów, niż powinny. No ale przecież zawsze można pojechać do ASO… I chyba taka myśl przyświecała konstruktorom Twingo.

Renault-Twingo-Intens-wnetrze

W środku…

…zobaczymy rzeczy, które od razu przywołają uśmiech na naszą twarz. Wnętrze testowanego egzemplarza wygląda znakomicie. Projekt jest oryginalny, ale nie sprawia wrażenia przesadnie „zabawkowego”. Całość jest spójna, wszędzie dominują obłości. Wyraźnie widać, że twórcy mieli jasny pomysł, jak kokpit Twingo ma się prezentować. Bardzo korzystnie wypada tu połączenie kolorystyczne – czarne plastiki mieszają się z czerwonymi wstawkami.

Jakość materiałów użytych do wykończenia wnętrza jest bardzo dobra. Tworzywa mają przyjemną dla oka fakturę i są naprawdę solidnie spasowane. Skóra na kierownicy jest miła w dotyku, podobnie jak metalowa gałka zmiany biegów. Pod względem ergonomii mamy standard dla Renault – bardzo nieintuicyjny joystick umieszczony pod kierownicą do obsługi multimediów i rozstrzelone przyciski do sterowania tempomatem. Szkoda, że w tunelu środkowym zabrakło miejsca dla znanego z droższych modeli wygodnego wielofunkcyjnego wybieraka. Zostaje dotykowy ekran LCD, z obsługą którego nie ma większych problemów. Wciąż jednak uważam, że ten aspekt wymaga poprawy – więcej przycisków na kierownicy, większy porządek – to chciałbym zobaczyć w przyszłych modelach Renault.

Renault-Twingo-Intens-fotele

Pod względem miejsca dla podróżujących jest całkiem nieźle. Z przodu. Tam można zająć naprawdę wygodną pozycję dzięki wszechstronnej regulacji. Z tyłu nad głową trochę miejsca jest, jednak nogi wyższych pasażerów mogą trochę cierpieć na brak przestrzeni, jeśli z przodu podróżuje osoba, która musi odsunąć swój fotel. Całe szczęście, że Twingo zaprojektowane zostało jako auto czteroosobowe – podróż w trójkę na tylnej kanapie mogłaby zostawić trwały ślad w psychice pasażerów.

Co jest pod maską podłogą bagażnika?

W testowanym egzemplarzu Twingo znalazł się najmocniejszy przewidziany dla tego modelu motor – trzycylindrowy 0,9 TCe o mocy 90 koni mechanicznych. Sprzężony jest on z pięciobiegowym manualem, a ten duet to istna wytwórnia radości dla kierowcy. Przy małej masie – 943 kg zapewnia on bardzo przyjemną dynamikę jazdy. Niby na papierze wynik nie jest powalający – 10,8 sekundy do „setki”, jednak w praktyce okazuje się to w zupełności wystarczające.

Renault-Twingo-Intens-silnik

Zwłaszcza dzięki charakterystyce układu napędowego – silnik wprost zachęca kierowcę do tego, aby przestał myśleć o ecodrivingu. Na wysokie obroty wkręca się chętnie, przy akompaniamencie miłego, jak na trzycylindrowca, dźwięku. Fakt, że dobiega on zza naszych pleców jest dodatkowym argumentem za ostrzejszym traktowaniem pedału gazu. Rewelacyjna jest skrzynia biegów – chodzi płynnie, ale z mocnym oporem, rodem z samochodów o zabarwieniu sportowym. Dzięki temu każda zmiana przełożenia to małe wyzwanie i okazja do satysfakcji z dobrze wykonanej pracy.

Niestety ma to swoje konsekwencje – Renault Twingo z tym silnikiem nie jest najoszczędniejszym samochodem w swojej klasie. Średni wynik, który uzyskałem wyniósł 6,8 litra benzyny na 100 kilometrów – to żadna rewelacja. Na ten rezultat składało się trochę jazdy miejskiej, ale też sporo płynnego (aczkolwiek dynamicznego) poruszania się w terenie niezabudowanym. Jadąc spokojnie na pewno da się go zbić o jakiś litr-półtora. Ale to już wyzwanie dla najbardziej stoickich kierowców, ponieważ Twingo naprawdę ciężko jest prowadzić spokojnie..

Renault-Twingo-Intens-skrzynia-biegow

A jak to auto się prowadzi?

Bardzo dobrze. Układ kierowniczy jest czuły i precyzyjny, ale stawia odpowiedni opór. Dzięki temu pokonywanie zakrętów to prawdziwa przyjemność. Dzięki brakowi jednostki napędowej z przodu nie czuć tutaj również podsterowności, przez co auto prowadzi się bardzo pewnie, nawet przy wyższych prędkościach. Radość sprawia też obcowanie z kierownicą małego Renault – dobrze wyprofilowana, spłaszczona u dołu, odpowiedniej wielkości. Czego chcieć więcej?

Zawieszenie zestrojone jest dosyć twardo i nie jest najcichsze na wybojach. Jednak nie jest to specjalnie duży problem dzięki rewelacyjnym fotelom, które znalazły się na pokładzie Twingo. Pomijam już fakt, że wyglądają bardzo atrakcyjnie i sportowo za sprawą zintegrowanych zagłówków. Prawdziwe słowa uznania należą się ich wyprofilowaniu i komforcie jaki zapewniają. Siedzisko jest odpowiednio miękkie, a mocno zaakcentowane boki już znacznie twardsze, co zapewnia bardzo dobrze trzymanie w zakrętach i wygodę nawet przy dłuższych „posiedzeniach” w Twingo.

Renault-Twingo-Intens-bok

Na uwagę zasługuje też widoczność i zwinność samochodu. Promień skrętu wynoszący 8,6 metra, możliwy do uzyskania dzięki umieszczeniu silnika z tyłu i wygospodarowaniu większej przestrzeni na skręcające się koła, bardzo przyda się w mieście. Nawrotki, manewrowanie na parkingach – to wszystko można robić niemal w miejscu. Przykład? Zawracanie na skrzyżowaniu dwupasmowym, dwujezdniowym – tam, gdzie większość samochodów ledwo mieści się po tym manewrze na zewnętrznym pasie, Twingo spokojnie można celować od razu w pas wewnętrzny. Rewelacja. Widoczność i wyczuwalność samochodu dzięki ściętemu przodowi i dużym szybom również jest bardzo dobra.

Czar Twingo trochę pryska przy wyższych prędkościach. W kabinie robi się wtedy głośno od szumu powietrza, a auto wymaga częstych korekt kierownicą, przy silniejszych podmuchach wiatru, czy wyprzedzaniu samochodów ciężarowych. Szkoda, bo dzięki silnikowi małe Renault pozwala na podróże z prędkościami większymi, niż większość jego konkurentów.

Renault-Twingo-Intens-logo

Droga zabawka

Podstawowa wersja Twingo to wydatek 38 550 zł. Za taką kwotę otrzymujemy silnik benzynowy o mocy 70 KM i szczątkowe wyposażenie. Wydając dodatkowe 20 000 zł – testowany egzemplarz. Renault należy jednak oddać jedno – wyposażenie jest wręcz nieprzyzwoicie bogate jak na tę klasę samochodów. Czujniki parkowania, kamera cofania, nawigacja, system audio z Bluetooth i dużym kolorowym ekranem dotykowym, tempomat, asystent pasa ruchu, klimatyzacja, pełna elektryka, czujnik deszczu i zmierzchu, półskórzana tapicerka, 16-calowe felgi, dodatki stylistyczne nadwozia. Jest tego dużo i wykładając tyle pieniędzy na Twingo naprawdę nie można narzekać na braki w wyposażeniu. Trzeba za to wytknąć brak fizycznego obrotomierza. Można co prawda wyświetlić jego wskazania na smartfonie, dzięki dedykowanej aplikacja R & Go, jednak mam „lekkie” wątpliwości co do praktyczności tego rozwiązania.

Podsumowanie

Nie jest łatwo posumować ten samochód. Nie oferuje największej przestrzeni, jest głośny, ma tragiczny dostęp do płynów eksploatacyjnych, nie jest też przesadnie oszczędny, a jego wygląd nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak to wszystko przestaje się liczyć, gdy wyjedziemy nim na ulicę. Daje on bowiem przyjemność z jazdy, która o dwie długości wyprzedza wszystkie inne małe samochody, którymi miałem okazję jeździć. Rewelacyjny układ napędowy, świetne prowadzenie, środek, w którym po prostu miło (a dzięki fotelom bardzo wygodnie) się siedzi. To są argumenty, które mnie przekonują. Gdybym miał kupować małego mieszczucha mógłbym przymknąć oko na niektóre kwestie praktyczne i trochę zaszaleć pod względem finansowym – swoje kroki w pierwszej kolejności skierowałbym do salonu Renault.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,

3 myśli nt. „Renault Twingo Intens Energy TCe 90 – TEST

  1. avatarPawel Borowski

    „Promień skrętu wynoszący 8,6 metra, możliwy do uzyskania dzięki umieszczeniu silnika z przodu(…)” Tu chyba wkradł się błąd ;)

    Odpowiedz
  2. Pingback: Smart Fortwo Edition #1 - TEST - TestySamochodowe.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *