Rewolucja w Klasie A – test Mercedesa

avatar
Rafał Pazura
21 czerwca 2013

Uwielbiam być pozytywnie zaskakiwany. W ciągu ośmiu lat, odkąd opisuję motoryzacyjną rzeczywistość, zdarzyło mi się to zaledwie kilka razy. Dwukrotnie uczynił to Mercedes. Za pierwszym razem był to szaleńczy i nieokiełznany model C63 AMG z silnikiem o mocy 457 KM. Tym razem zaskoczenie autem z gwiazdą na masce było jeszcze większe. I to mimo, że pod maską pracował silnik o pojemności 1.6 litra i skromnej mocy 122 KM. Poznajcie nową Klasę A – całkowicie inny samochód niż można się spodziewać.

Zazwyczaj nowa generacja danego modelu to tak naprawdę gruntowna modernizacja poprzednika. Zmodernizowana płyta podłogowa, świeższa stylizacja detali, nowe silniki, etc. Skąd taka powściągliwość? To proste – jeśli dany model ma grono wiernych użytkowników, mało kto decyduje się na rewolucyjne zmiany (vide: Volkswagen Golf). Owszem, co jakiś czas jeden czy drugi producent dokonuje stylistycznej volty, jednak to, co Mercedes uczynił z najnowszą Klasą A, to po prostu rewolucja.

Nowa definicja

Klasa A zmieniła jakby segment, w którym od początku pierwszej generacji tego modelu była zakotwiczona. Do tej pory, przez ponad 15 lat, małego Mercedesa definiowano jako klasę mini lub microvanów, czyli aut o niewielkich wymiarach zewnętrznych, wysoko poprowadzonej linii dachu i wyższej pozycji za kierownicą. Efekt? W segmencie Premium nikt pierwszy nie wpadł na ten pomysł, dlatego auto odniosło spory sukces marketingowy. Target? Głównie zamożne Panie, które mogły wreszcie niewielkim autem z gwiazdą na masce zaparkować na ciasnym parkingu supermarketu, czy skacząc dziarsko z pasa na pas odwieźć pociechy do szkoły.

Wystarczy jednak rzut oka na sylwetkę najnowszej Klasy A, by zwątpić w logikę nazywania tak samo, auta, które tak diametralnie różni się od poprzedników. To po prostu kompakt z charakterem, który designem bije na głowę zarówno konkurencyjne BMW serii 1 czy Audi A3. Zazwyczaj powściągliwie wypowiadam się na temat powierzchowności danego modelu, bo ocena wyglądu to zbiór indywidulanych preferencji i gustów. Tym razem trudno jednak nie zauważyć, że rywale zostali w tyle. Szczególnie podoba mi się linia boczna – pozbawiona listew ochronnych i „złamana” efektownymi przetłoczeniami. Przód prezentuje się agresywnie z nosem a’lla model SLK, a tył emanuje spokojem z nutą sportowego pieprzu w postaci dwóch końcówek wydechu.

Mercedes-Klasa-A-1

Jak to śmiga?

Na tak jasno postawione pytanie przez pracownika stacji paliw, który uzupełniał paliwo w baku Mercedesa, musiałem odpowiedzieć równie soczyście – zajebiście. I tak jest w istocie. Niskiego nadwozia nie pokochają wszystkie Panie, które do tej pory zasiadały za kierownicą Klasy A. Tym większy „szacun” dla twórców tego samochodu, którzy ewidentnie wysłali komunikat – „Chcecie coś w kształcie minivana? Zapraszamy do Klasy B.”

Niższy od poprzednika o 16 cm, szerszy (o 1,6 cm) oraz dłuższy o … uwaga… ponad 40 cm prowadzi się perfekcyjnie. Nisko umieszczony środek ciężkości sprawia, że Mercedes może śmiało stawać w konkury w dziedzinie „dynamika prowadzenia w zakrętach” z uznawanym za wzór – BMW 1. Podobnie jak poprzednik, nowa Klasa A posiada napęd na przednią oś. Mimo ostrego atakowania zakrętów trudno jednak wyczuć podsterowność auta, a rezerwy bezpieczeństwa są naprawdę imponujące. Jeśli zdecydowanie przesadzimy – skutecznie na „wycieczkę” przodu auta na zewnątrz zakrętu zareaguje elektronika pokładowa.

Komfort? Jeśli liczysz na dostojną pracę zawieszenia pomyliłeś adres. Ten samochód ewidentnie stawia na doznania sportowe, dlatego sztywność i krótki skok amortyzatorów nie wszystkim się spodobają. Mimo to, trudno zarzucić mu brutalność. Jak na rasowo zestrojone nastawy tłumienia nierówności, zawieszenie jest wystarczająco komfortowe i jeśli jedziemy spokojnie wcale nie czuć z tego powodu dyskomfortu. Szczególnie, że świetne wygłuszenie i cicha praca całego układu zasługują na najwyższe noty.

Mercedes-Klasa-A-2

Największe wrażenie

zrobił na mnie jednak silnik. Przysięgam, że dwukrotnie zerkałem do dowodu rejestracyjnego, bo nie mogłem uwierzyć, że pod pokrywą silnika pracują tylko 122 konie mechaniczne! Odczucia podczas jazdy są zgoła odmienne i każdy, kogo wiozłem, zapytany o moc obstawiał: 150-160 KM. Dlatego muszę przyznać, że w mercedesowskim silniku 1.6 l upakowano najbardziej wydajne stado rumaków jakie znam, z których żaden nie ociąga się w pracy. Dzięki bezpośredniemu wtryskowi oraz turbinie przebieg maksymalnych wartości momentu obrotowego waha się w granicach 1250-4000 obr./min, dlatego wrażenie dynamiki jest spotęgowane. Sprint do setki zajmuje 9,1 sekundy, co jak na masę auta i pojemność oraz moc jednostki napędowej jest więcej niż zadowalające. Ideały jednak nie istnieją…

A w tym przypadku chodzi nie o silnik, ale element, z którym go „połączono”, czyli o skrzynię biegów. Siedmiostopniowy automat 7G-DCT jest po prostu zbyt ospały. Kiedyś zachwycałem się jego pracą, jednak teraz, na tle niemieckich rywali, ta przekładnia po prostu jest wyraźnie wolniejsza. Sytuację próbuje ratować tryb sportowy, ale efekt jest tylko połowiczny. „Automat” dłużej utrzymuje wyższe obroty, gdy odpuścimy nogę z gazu, przez co próba kolejnego trącenia pedału przyspieszenia owocuje tylko nieco szybszą reakcją. Niestety dominuje wrażenie, że coś tu nie gra. Czas na następcę.

Mało kto kupując Mercedesa zaprząta sobie uwagę kwestią spalania. Jakby przyszło mu o tym pomyśleć spieszę poinformować, że silnik 1.6 litra powściągliwie obchodzi się z oktanami. W mieście bez trudu spalanie mieści się w granicach 10l/100 km. Motor o oznaczeniu BlueEfficiency standardowo wyposażony jest w system START-STOP, który działa bardzo sprawnie, szczególnie w warunkach miejskich. Jedna z opcji komputera pozwala nam zbierać „punkty” za ekologiczną jazdę. Kto się tym „zarazi” potrafi urwać dodatkowy litr w jeździe po mieście. W trasie nawet całkiem dynamiczna jazda oznacza zużycie w okolicach 6,7-7,0 l/200 km. Jak dla mnie – super.

Mercedes-Klasa-A-3

Z klasą

Wnętrze nowej klasy A urzeka połączeniem klasyki ze sportowym duchem. A wszystko to okraszone jest wysokiej jakości materiałami. Oczywiście testowany egzemplarz pochodzi z „górnej półki” wyposażeniowej, dlatego wrażenie obcowania z luksusem jest wszechobecne. Doskonałe wrażenie robią fotele ze zintegrowanymi zagłówkami. Wyglądają na ultrasportowe, ale w rzeczywistości zapewniają dużą dawkę komfortu. Klasą samą w sobie jest design zegarów głównych. Dla mnie poezja – polecam przyjrzeć się zdjęciom, słowa są tu zbędne. Pięknym uzupełnieniem sportowego ducha są okrągłe nawiewy, które znamy już z innych modeli Mercedesa, ale nadal zachwycają.

Ilość miejsca z przodu nie zawiedzie nawet rosłych pasażerów. Z tyłu też wygospodarowano więcej miejsca na nogi niż w konkurencyjnym BMW 1 czy Audi A3, ale jeśli z przodu usiądzie wysoka osoba, to różowo – w kwestii przestrzeni na wysokości kolan – nie jest. Drażni kiepska widoczność do tyłu, dlatego czujniki cofania w połączeniu z kamerą to zestaw obowiązkowy.

Bagażnik oferuje przyzwoitą wartość 341 litrów i nie zgłaszam do niego zastrzeżeń. W segmencie kompakt taka wartość to dobry wynik.

Na bogato

Lista płatnych opcji jak na segement Premium przystało. Tu można popuścić wodze fantacji, a jedynym ograniczeniem jest tu zasobność portfela. Bazowa odmiana A 180 BlueEFFICIENCY to wydatek 91 tys. zł. Przy czym słowo „bazowa jest tu kluczowe”, gdyż w tej cenie nie dostaniemy ani zbyt bogato urządzonego wnętrza, ani nie będziemy cieszyć oka tak ładnie wyglądającym egzemplarzem jak model prezentowany na zdjęciach. Z białym lakierem świetnie koresponduje czerń szklanego dachu, za który Niemcy życzą sobie rozsądne 3,5 tys. zł. Automat to kolejny wydatek w postaci 7,3 tys. zł. Osobiście polecam ulokowanie środków finansowych w genialne światła, które Mercedes dumnie nazywa Intelligent Light System. Za ponad 5,5 tys. zł dostaniemy nie tylko biksenonowe reflektory, ale przede wszystkim super inteligentny system dostosowujący strumień, natężenie i siłę reflektorów do warunków oraz aury panującej na drodze. Rewelacja.

Mercedes-Klasa-A-4

Jeśli chcemy poczuć się jak w prawdziwym Mercedesie koniecznie musimy zainwestować ponad 12 tys. zł w system Comand Online. Ten multimedilany kombajn to niezwykle rozbudowany zestaw integrujący w sobie doskonały system audio, GPS czy komputer pokładowy. Twardy dysk o pojemności 80 GB oraz odtwarzacz CD/DVD ucieszy maniaków dobrej muzyki. Polecam dokupić do kompletu Media Interface, dzięki któremu podłączymy iPoda czy iPhone’a. Mieszane uczucie wzbudza tylko kolorowy ekran systemu o przekątnej 17,8 cm. Jest doczepiony niczym tablet jakimś sprytnym uchwytem do kokpitu.

Inwestując w powyższe opcje oraz w inne luksusowe dodatki (skórzana tapicerka, elektryczne fotele z pamięcią, klimatyzacja Thermotronic) cena za testowy egzemplarz sięgnęła niemal 160 tys. zł. Dużo? Jeśli stawiasz sobie takie pytania, to znak, że na segment Premium po prostu Cię nie stać. Bo tutaj tylko wyobraźnia ogranicza zamawianie kolejnych opcji. A dla klientów ważniejsza od ceny jest możliwość personalizacji auta – zarówno wnętrza jak i detali karoserii. I w tej materii Mercedes Klasy A gra w pierwszej lidze…, tzn. Bundeslidze.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *