Seat Leon ST 2.0 TDI FR – kombi w sportowym duchu (TEST)

avatar
Rafał Pazura
20 listopada 2014

Hiszpańska marka odkurzyła niedawno model Leon, prezentując jego trzecią, całkowicie nową generację. Nigdy jednak Seat nie oferował pod tą nazwą auta w wersji Kombi. Dla miłośników dynamicznej sylwetki Leona w nadwoziu hatchback może to zabrzmieć jak herezja. Do czasu, gdy nie zobaczą smukłych i pociągających linii nowego Leona ST. Gdyby tak dynamicznie wyglądało każde kombi, świat byłby piękniejszy. Czy nowe wcielenie zachowało sportowego ducha poprzednich dwóch generacji?

Nie tak dawno Michał podzielił się z Wami wrażeniami z jazdy Leonem ST w jaskrawoczerwonym lakierze. Pod maską pracował wówczas motor benzynowy o pojemności 1,4l i mocy 140KM. Mnie trafił się egzemplarz o nieco innym DNA. Pod maską znalazł się bowiem dwulitrowy diesel o mocy 150 KM. Ponadto „mój” Leon występował w najbogatszej i najbardziej drapieżnej stylizacji FR. Czy warto zainwestować w taki zestaw?

FR znaczy…

…najbogatsza odmiana wyposażeniowa. Kto liczy na jakieś wybitnie sportowe akcenty, może się zawieść. Czasy kiedy skrót FR zarezerwowany był dla bardziej dzikich odmian Seata, po prostu minęły. Dlatego niech nikogo nie zdziwi fakt, że pod maską tak oznaczonego nadwozia może pracować np. silnik o mocy 125 KM. Najbogatszą wersję dzieli od drugiej w hierarchii „bogactwa” odmiany Style suma 2,8 tys. zł. Co dostaniemy ekstra za tę kwotę?

Seat-Leon-ST-FR-tyl

Przede wszystkim o numer większe, 17-calowe felgi. Do tego: sportowe fotele przednie z elementami skórzanymi, podwójną i chromowaną końcówkę wydechu, utwardzone zawieszenie, przyciemniane szyby, aluminiowe nakładki na progi, elektrycznie składane lusterka boczne, dodatkowe dwa głośniki systemu audio (w sumie 8 szt.) oraz specjalne wykończenie wnętrza sygnowane logo FR, np. na kierownicy.

Jednak najbardziej sportowo w wersji FR wygląda możliwość wyboru jednego z czterech profilów jazdy, które umożliwiają zmianę reakcji silnika, wspomagania kierownicy, oświetlenia wewnątrz pojazdu (czerwone w trybie sportowym oraz białe w trybie normalnym i ECO). Dodatkowo w mocniejszym dieslu (184 KM) oraz benzynowym 1.8 TSI można wpływać na … brzmienie silnika. Niestety z przyczyn obiektywnych nie mogłem sprawdzić tej ostatniej opcji.

W sumie, jak na niespełna 3 tys. zł więcej od wersji Style, byłby to całkiem niezły interes, gdyby nie… opcjonalne, 18-calowe felgi.

Seat-Leon-ST-FR-felga

Jest twardo

Niestety tandem w postaci kół o takim rozmiarze w połączeniu z twardszym i minimalnie niższym zawieszeniem odmiany FR sprawia, że każdy przyjazd przez torowisko czy wjazd kołem w zapadniętą studzienkę, mocno dają się we znaki kręgosłupom i zębom osób podróżujących Seatem. Byłoby to do zaakceptowania w odmianie Cupra (moc: 265 i 280 KM) gdzie nadwyżka mocy wymusza taką a nie inną charakterystykę pracy zawieszenia. Jednak w połączeniu z jednostką generującą 150 KM wydaje się chybionym pomysłem. Dlatego rekomenduję pozostanie przy 17-calowych felgach.

Wzorcowo wypada natomiast zachowanie auta w zakrętach. Seat udowadnia, że w rodzinie marek należących do Volkswagena, to właśnie hiszpańska marka dzierży miano tej o najbardziej sportowym rodowodzie. Leon sunie niczym zwinny hatchback i nawet ostre zmiany kierunku jazy w slalomie, nie są w stanie wytrącić go z równowagi. Kierowca absolutnie nie odczuwa, że ma do czynienia z nadwoziem kombi. Trzeba naprawdę mocno przesadzić, by do akcji wkroczył system ESP. Dobrze sprawdza się także sportowy tryb pracy układu kierowniczego. Mała i sportowo „przycięta” kierownica świetnie leży w dłoniach. A biegi – tak jak opisywał już Michał – także w odmianie wysokoprężnej przekładni wbija się z charakterystycznym kliknięciem. Manualna przekładnia o sześciu trybach reprezentuje absolutny top w tej klasie aut. Świetna robota.

Seat-Leon-ST-FR-wnetrze

Wnętrze

osobiście trochę mnie rozczarowało. Kokpit zaprojektowano niestety bez polotu, co jest w opozycji do miłych dla oka linii nadwozia. Ciężki design konsoli centralnej wręcz przytłacza, więc krytycy volkswagenowskiej szkoły stylizacji będą mieli pole do popisu. Na szczęście surowy klimat przekłada się na niemal wzorowe rozplanowanie wszelkich włączników czy systemów sterowania. Jest „po niemiecku”, logicznie i przejrzyście. Miły akcent rodem z aut BMW to konsola centralna zwrócona delikatnie w stronę kierowcy.

Wspaniale ocenić należy sportowe fotele, gdzie króluje alcanatra, wstawki skóry i czerwone przeszycia. Plecy siedzących dobrze utrzymują się nawet w szybko pokonywanych zakrętach, a uda mają dobre podparcie, gdyż siedzisko jest całkiem sporych rozmiarów. Narzekać nie można także na przestrzeń z przodu auta. Z tyłu już tak kolorowo nie jest. Jeśli z przodu rozsiądzie się nieco wyższy kierowca – powiedzmy o wzroście ok. 190 cm – to może zabraknąć miejsca na nogi na tylnej kanapie.

Seat-Leon-ST-FR-bagaznik

Co ważne, stylizacja nadwozia Leona ST, który inaczej niż inne kombi nie ma pudełkowatego kształtu przestrzeni bagażowej, wcale nie sprawiła, iż kufer jest niepraktyczny. A znamy przypadki z niedalekiej przeszłości – jak choćby Alfa Romeo 156 SW – gdzie wygląd nie szedł w parze z praktycznością w przypadku kombi. Tu jest całkiem nieźle i czteroosobowa rodzina bez problemu spakuje bagaże na wakacje. Nie wiem jednak skąd wzięła się katalogowa wartość 587 l pojemności oraz jaką metodą została wyliczona? Moja metryka upoważnia mnie do arbitralnego podważenia tej wartości bez dokonywania jakichkolwiek pomiarów. Góra 500l – tak mówi moje wprawne oko. Sam kufer jest foremny, a podwójna podłoga z możliwością dwustopniowej regulacji wysokości sprawdza się w praktyce.

Generalnie środek – poza zachowawczą stylistyką – odbieram pozytywnie, poza jednym elementem. Chodzi o jakość użytych materiałów. Dramatu nie ma, ale w bogatej wersji FR kłuje w oczy twardy plastik jakim wyłożono dolną część kabiny. Także boczki drzwi nie grzeszą super jakością. Do aut ze znaczkiem VW na masce sporo brakuje, a śmiem twierdzić, że także i do … Skody.

Seat-Leon-ST-FR-silnik

Diesel

Dwulitrowy silnik o mocy 150 KM to dobry wybór. Pod warunkiem, że jeździsz dużo i regularnie w trasie. Osobiście nie rekomendowałbym takiej jednostki osobie, która rocznie przejeżdża ok. 15 tys. km oraz w głównej mierze jeździ po zakorkowanym mieście ze średnią prędkością 30 km/h – a tak jest np. w Warszawie. Problem z zapchanym filtrem DPF będzie wówczas kwestią czasu. Jeśli jednak regularnie podróżujesz poza obszarem zabudowanym, a Twoje roczne przebiegi sięgają 20 tys. km i więcej – ten motor będzie optymalnym wyborem.

To co mnie zaskoczyło to świetne wyciszenie silnika i niemal bezwibracyjna praca na postoju. W kwestii dynamiki – wrażenie jakby pod nogą było wyraźnie więcej niż 150 KM. Sprint do setki zajmuje 8,6 sekundy, a Leon żwawo przyspiesza niemal z każdego biegu, gdyż jednostka charakteryzuje się wyjątkowo dobrą elastycznością. Chwila zawahania w rozwijaniu mocy pojawia się tylko, gdy wskazówka jest w połowie drogi między cyfrą „1” a „2” na obrotomierzu.

System Start-Stop ujawnia swoje zalety w mieście. Mój wynik z czystej jazdy w takich warunkach oscylował w granicach 7,5 l/100 km. W trasie bez trudu można poprawić go o kolejne dwa litry. Jak na pełnowymiarowe kombi, którego „nie oszczędzałem” – świetny rezultat.

Seat-Leon-ST-FR-LED

Wybór

wersji wyposażeniowej to jak zawsze kwestia zasobności portfela, ale w przypadku tej konkretnej wersji, z tym dokładnie silnikiem (2.0 TDI), stawiałbym na tańszą, ale bardziej komfortowo resorującą odmianę Style. Taki Leon ST kosztuje ponad 92 tys. zł, ale jest bogato skonfigurowany. Na tle konkurencji – i to także tej wewnątrz aut z grupy Volkswagena – wyróżniają go w pełni LED-owe reflektory przednie i lampy tylne. Dodaje to jeszcze więcej charakteru przedniej części nadwozia Seata, którego atrakcyjność nawiązuje to najnowszych wcieleń modeli Audi. Wspomniane LED-y rzeczywiście lepiej oświetlają drogę niż ksenony i są zdecydowanie bardziej trwałe niż te drugie. A wygląd tych świateł…mnie po prostu powala.

Na liście opcjonalnego wyposażenia niemal wszystko, co jeszcze 4-5 lat temu było zarezerwowane dla aut z segmentu premium. Można sobie dobierać, konfigurować i „szyć” auto pod własne upodobania. Nie pojmuję jednak idei wyposażania Seata w opcję aktywnego tempomatu przy manualnej skrzyni. W mieście ten patent całkowicie zawodzi, bo każda zmiana biegu automatycznie „kasuje” zaprogramowaną prędkość. W długiej trasie może się przydać, jeśli ktoś jedzie stałą prędkością i nie redukuje biegów. Dla abnegatów techniki mam informację – to nie jest patent by wyręczyć kierowcę z uważnej jazdy. To prewencja, by w przypadku ewentualnego znużenia bądź utraty koncentracji podczas monotonnej jazdy zareagować szybciej od niego i wyhamować auto za pomocą radaru. Niemniej – taki wynalazek pokazuje pełnie możliwości jeśli jedziemy automatem. Do tego nie jest to wcale kosztowna opcja – 2,1 tys. zł to rozsądnie skalkulowana cena.

Seat-Leon-ST-FR-tylna-lampa

Polecam także zainwestowanie 1388 zł w „pakiet wspomagania jazdy”. Występuje on co prawda w kompilacji z „pakietem praktycznym” za 509 zł (zawiera: czujnik świateł, czujnik deszczu, lusterko z funkcją zapobiegającą oślepianiu), ale zawiera wyjątkowo sprawnie działający system „asystenta pasa ruchu”. Nawet w naszej polskiej rzeczywistości drogowej system dobrze „czyta” pasy namalowane na jezdni i rozpoznaje krawężniki – co przekłada się na poprawę bezpieczeństwa. Układ kierowniczy sam potrafi bowiem utrzymać auto na pasie ingerując w ruchy kierownicą. Oczywiście nie wyręcza on kierowcy non stop, ale – znowu w przypadku utraty koncentracji – potrafi wspomóc chwilowo i „nakierować” auto na właściwy tor jazdy.

Reasumując. Seat Leon ST ładnym i praktycznym kombi jest. W wersji FR to propozycja dla tych, którzy kosztem komfortu preferują usztywnione i nacechowane sportowym charakterem zawieszenie. Jest tak ładnym autem, że wcale nie trzeba być głową rodziny, która z przyczyn oczywistych decyduje się na nadwozie typu kombi. Gdyby jednak wybierać auto kierując się tymi względami, ja optowałbym za Leonem ST 1.4 TSI o mocy 150 KM w wersji Style. Jeździ się nim bardziej komfortowo, ale wciąż z poczuciem, że gen sportu jest aktywny. Na wyposażeniu ma niemal wszystko co powinien mieć nowoczesny samochód. Kosztuje 87 tys. zł, a sprint do „setki” zajmuje mu mniej niż 8 sekund.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , ,

4 myśli nt. „Seat Leon ST 2.0 TDI FR – kombi w sportowym duchu (TEST)

  1. avatarMotyl G

    Okazuje się, że samochody kompaktowe zaczęły bez problemowo sięgać swoimi cenami 100 tys zł. Gdzie jeszcze 15 lat temu cennik kompaktów zaczynał się w okolicach 55000 a kończył mniej więcej na 85000. Dodatkowo dostajemy za tą cenę pojazd, który w żadnym wypadku nie daje nam gwarancji bezproblemowej jazdy przez najbliższe przynajmniej 8 lat. Wychodzi na to, że nowe kompakty są pojazdami dla firm posiadających floty. Z resztą to zaczyna dotyczyć chyba nie tylko kompaktów…
    http://akumulatorysamochodowe.wordpress.com/

    Odpowiedz
  2. avatarlookach

    Leon w aktualnej odsłonie wygląda po prostu fajnie. Ciekawi mnie, czy w aktualnym wydaniu rozwiązano pewien zimowy problem seata. Jeździłem starszym modelem, w którym na mrozie zamarzały zamki. Uszczelki były nasmarowane, kluczyk obracał się w zamku, kołki odskakiwały, ale trzymały zamarznięte rygle. W ASO dyskretnie poinformowano mnie, że „ten typ tak ma”. Na nic zdawały się wizyty w serwisie, rozbieranie drzwi, zamków, suszenie, smarowanie itd. Przy pierwszej wilgotnej i mroźnej pogodzie wszystko trafiał szlag. Nigdy rano nie miałem pewności, czy otworzę auto, czy nie. Jestem świadom, że Hiszpanie mogą nie rozumieć o co chodzi z tym mrozem, ale seat to przecież VAG, producent samochodów od Arktyki do Antarktydy. Czy rozwiązano problem w nowym leonie? Jakie są Wasze doświadczenia?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *