Skoda Octavia 1.0 TSI Joy 115 KM – TEST

avatar
Rafał Pazura
15 grudnia 2016

Każdy ma jakieś białe plamy w życiorysie. Mam na myśli ten podróżniczy życiorys związany ze znajomością Polski. Są rejony kraju, w których po prostu nigdy nie byłem. Z biegiem lat jest ich coraz mniej, ale są miejsca, gdzie moja stopa jeszcze nigdy nie stanęła. Ze wstydem muszę przyznać, że do niedawna był to przepiękny i malowniczy rejon Jury krakowsko-częstochowskiej. Na szczęście to już czas przeszły. Korzystając z okazji, że na siedem dni stałem się użytkownikiem Skody Octavii z całkowicie nową jednostką napędową, postanowiłem wymazać ze swojej biografii ten wstydliwy deficyt turystycznych doznań. Na pokładzie trzy osoby, a pod maską silnik o pojemności jednego litra w najbardziej popularnym na rodzimym rynku modelu auta. Start.

Cel wyprawy – Jerzmanowice, leżące u stóp Ojcowskiego Parku Narodowego, ok. 320 kilometrów od stolicy. W ciągu dwóch dni pobytu na miejscu zwiedzanie okolicznych atrakcji, wiec dodatkowe sto kilkadziesiąt kilometrów. Czy wystarczy paliwa w 50-litrowym zbiorniku, by dojechać i wrócić? Sam byłem ciekaw. Co prawda połowa listopada to średni okres na zwiedzanie czegokolwiek w Polsce, ale mając szczęście do pogody można przynajmniej uniknąć tłumów.

DSC_0035

Głównym bohaterem tego tekstu nie jest tym razem sama Octavia.

Czytaliście o niej niedawno tutaj, a jeszcze wcześniej tutaj. Mnogość wersji, jaką przyszło nam testować jest wprost proporcjonalna do hurtowych ilości Octavii jakie sprzedają się w Polsce. Tego modelu nie trzeba nikomu przedstawiać. Jednak serce bijące pod maską najpopularniejszej Skody to już inna historia. I zapewne dylemat dla wielu – czy silnik 1.0 TSI, a więc o pojemności mniejszej niż duża butelka wody mineralnej, do tego wykastrowany o jeden cylinder  – w stosunku do dominujących w klasie kompakt czterocylindrowców – jest w stanie zapewnić czeskiemu autu jakąkolwiek akceptowalną dynamikę?

z18

Powiem szczerze – znałem już odpowiedź na to pytanie, dzięki mojemu czerwcowemu pobytowi  w okolicach Pragi, gdzie odbyła się medialna premiera tej jednostki. Teraz przyszedł czas na prawdziwy, wielodniowy test. Jego celem było uzyskanie odpowiedzi na dwa kluczowe pytania:

  • czy Octavia sprawdzi się w tak długiej trasie jako rodzinne auto?
  • ile przy tym zużyje paliwa?

„Litra, to ja wypijam ze szwagrem w sobotni wieczór”

– takie wpisy można znaleźć często pod recenzją najmniejszego w ofercie silnika Skody. „Tym się nie da sprawnie jechać” – napisał zapewne pryszczaty szesnastolatek, którego doświadczenie z podobnego typu jednostkami jest takie, jak moje z baletem. Aby wyrobić sobie o czymkolwiek zdanie, trzeba tego spróbować, dotknąć, poczuć. Siedem dni to myślę dobry czas, by przejeżdżając ponad 1,5 tysiąca kilometrów zyskać obiektywne dane. I ja to rozumiem – internet to świetne narzędzie, do zdobywania wiedzy. Ale zarazem największy śmietnik świata, w którym coraz więcej hejtu, obrażania i plucia, niż racjonalnych argumentów. Dlatego zawsze polecam empiryczne podejście do tematu – a więc powiedzieć „sprawdzam”, gdy się samemu, fizycznie coś uczyni.

DSC_0111

Po pierwsze kilka faktów. Motor 1.0 TSI zawitał równolegle do całej gamy marek, które pod swymi skrzydłami dzierży Grupa Volkswagena. A więc do Seata, Skody, Audi i oczywiście marki z Wolfsburga. Trzycylindrowe, litrowe napędy to nie żadna alchemia czy wynalazek czarnoksiężnika, tylko od kilku lat regularnie serwowane danie przez coraz większą rzeszę producentów. Dlaczego? O tym za chwilę. Czy przykład Forda i jego silnika 1.0 Ecoboost, który od kilku lat kasuje nagrody w konkursie Engine of The Year w swoje kategorii pojemnościowej nie daje nic do myślenia? Mi dał, kiedy poznałem tę jednostkę testując Forda B-Maxa w 15 dniowej wyprawie na południe Europy. Było to prawie 4 lata temu, a do chwili obecnej na próżno szukać negatywnych opinii o tej fordowskiej jednostce. Skoro inni potrafią zrobić bezawaryjny silnik trzycylindrowy, to dlaczego ze Skodą (czytaj: Volkswagenem) miałoby być inaczej? I tutaj można zacząć dyskusję.

DSC_0051

Nowy silnik 1.0 TSI jest następcą 4-cylindrowego 1.2 TSI, który w pierwszych latach od swojego debiutu dał się poznać z nienajlepszej strony. Idea downsizingu jest prosta: niska masa oraz małe gabaryty silnika, nieduża pojemność,  spore doładowanie i – jak w przypadku motoru 1.2 TSI – moc do 105 KM, która pozwala bardzo sprawnie i oszczędnie napędzać auta, nawet te kompaktowe. Niestety, od chwili debiutu w 2009 r. do poważnej modernizacji jednostki w 2012 r. pojawiło się kilka usterek, w tym głównie kłopoty z rozrządem. A dokładnie z rozciągającym się łańcuchem, który w założeniu miał być niemal dożywotni. Zdarzały się także przypadki przeskoczenia łańcucha, co skutkowało nawet poważniejszym uszkodzeniem silnika. Osobiście znam dwa takie przypadki z relacji moich znajomych, których auta „zaniemogły” przy przebiegu ok. 40-50 tys. km. Typowe symptomy świadczące o problemie to metaliczny hałas dochodzący z okolic napędu rozrządu, szczególnie gdy silnik jest zimny.

z5

Na szczęście serwis Skody reagował właściwie i partycypował w naprawach nawet po okresie gwarancji. Motor 1.2 TSI z początku produkcji trapiły też inne dolegliwości, m.in. podwyższone zużycie oleju, zacinający się zawór w turbinie, problem z układem oczyszczania spalin. Producent wyciągnął wnioski i w 2012 r. poważnie zmodyfikował silnik 1.2 TSI, eliminując wcześniejsze niedociągnięcia. Łańcuchowy rozrząd zastąpił tradycyjny pasek, głowicę 8-zaworową zastąpiła 16- zaworowa, która  otrzymała sterowanie dwoma wałkami. Zmiany były na tyle istotne, że po modyfikacji silnik otrzymał nowy typoszereg EA211 (wcześniej EA111).

DSC_0164

Powyższa historia daje do myślenia. Dla mnie ważne, że producent nie chowa głowy w piasek i reaguje, gdy jest problem. Wracając jednak do motoru 1.0 TSI. Postęp to naturalna część życia, także tego motoryzacyjnego. Pamiętacie szyby na korby? Nigdy się nie psuły, ale kto je teraz stosuje z tego powodu? Osobiście nie miałem kłopotów z elektrycznymi podnośnikami, bo patent ów doprowadzono już do takiej perfekcji, że nic się nie ma prawa stać. Ufam, że podobnie będzie z silnikiem 1.0 TSI. Ale oczywiście o tym dowiemy się za 4-5 lat, gdy pierwsze egzemplarze przejadą 200-300 tys. km lub więcej. Będziemy Was o tym informować. Teraz do rzeczy.

Trasa z Warszawy do Jerzmanowic

Druga dekada listopada, godz. 6.00, temperatura 2 stopnie powyżej zera. W kabinie Octavii dwie dorosłe osoby i ośmiolatek. Żona raczej się nie obrazi, gdy powiem, że łączna masa naszej trójki to ok. 180 kg. Plus bagaże, kolejne 20 kg – tak „na oko”. Wylot z warszawskiego Ursynowa w stronę Katowic to ekspresówka do Janek. Potem ok. 20 km starą „gierkówką” w przebudowie, ale później znowu ok. 130 km bezkolizyjnej jazdy dwupasem. Nie ma pośpiechu. Jadę przepisowo – na tempomacie 110-120 km/h. Relaksująca jazda w błogiej ciszy. Niesamowite jak cicha jest ta Skoda. Producent nie żałował materiałów izolujących kabinę od tego co dzieje się na zewnątrz. Przy wspomnianych prędkościach jest po prostu bezgłośny. Kilka prób w postaci redukcji biegu i wkręcenia go na wyższe obroty pozwala zyskać dowód, że jednak coś pod maską Octavii pracuje. Nie zmienia to faktu, że trzycylindrowe serce nie ustępuje w niczym generowanym dźwiękiem większym jednostkom.

z12a

Czy 115 KM w sporym aucie jakim jest Octavia, to dobry wybór? Maksymalna wartość 200 niutonometrów pozwala na całkiem dynamiczne manewry nawet wtedy, gdy wskazówka obrotomierza jest w okolicach cyfry „2”. U poprzednika 1.2 TSI z czterema „garami” było z tym wyraźnie gorzej. Skoda rozpędza się bez kłopotu do 140-150 km/h i nie miałem wrażenia, że silnik się męczy. Pierwszą setkę osiąga po 9,9 sekundach – naprawdę nieźle. Przyznaję jednak, że od 120 km/h spada nieco dynamika, a dociążenie auta kompletem pasażerów i bagażu z pewnością pogłębi to uczucie. Kierowcy z żyłką sportowca i oczekujący emocji będą oczywiście rozczarowani. Jednak w codziennej jeździe – z domu do pracy, po mieście, na podmiejskich trasach – dla większości dynamika będzie w sam raz. Nie sądziłem, że to kiedyś powiem, ale silnik 1.0 TSI ma sens. Szczególnie, gdy przyjdzie ocenić jego mikro apetyt na paliwo.

DSC_0166

Stała prędkość rzędu 110-120 km/h zaowocowała spalaniem 5,5l/100 km. Średnia prędkość na dystansie 192 kilometrów wyniosła 99 km/h – zerknijcie na zdjęcia z komputera. Gdy skończyła się ekspresówka zwolniłem, a na wylocie z Częstochowy wyzerowałem komputer. Mój rekord to wynik 3,7 l/100 km na dystansie 17 km przy średniej prędkości 65 km/h. Sam byłem zaskoczony. Biorąc pod uwagę 50-litrowy zbiornik paliwa, zasięg auta bez problemu wyniesie 900 km. A więc dotrę do Jury, wrócę do Warszawy i jeszcze starczy mi na zwiedzanie okolicy. Mała retrospekcja – w mieście spalanie waha się zazwyczaj od 6,5-8l/100 km.

DSC_0152a

Cel pierwszego dnia wyprawy to Chochołowy Dwór w Jerzmanowicach pod Krakowem. Było ciemno, gdy dotarliśmy na miejsce. Testowana wersja Octavii to ciekawie skonfigurowana wersja Joy. Posiada niemal to samo co najbogatsza odmiana Style, ale ma kilka atrakcyjnych akcentów stylistycznych. To, czego mi brakuje to lepsze światła. Zwykłe żarówki są dla mnie zbyt słabe, gdy na co dzień jeździ się z aktywnymi biksenonami czy inteligentnymi LED-ami. Sprawdzam w cenniku – za 2 tys. zł „ksenony” można dokupić w pakiecie Amazing, który dodatkowo zawiera: boczne poduszki powietrzne dla tylnej kanapy, czujniki świateł i deszczu, funkcję automatycznego włączania i zmiany świateł drogowych, funkcję dynamicznego doświetlania zakrętów wraz ze spryskiwaczami reflektorów, automatycznie ściemniające się lusterko wsteczne, reflektory przeciwmgielne i tylne lampy w technologii LED. Sprawdzam raz jeszcze – wszystko za 2 tys. zł! To brzmi bardzo uczciwie. Wręcz amazing.

z2

Tego wieczora wypijam do kolacji dwukrotność pojemności silnika w formie piwa i wyluzowany kładę się spać. Rano plan następujący – jedziemy na Pieskową Skałę, zwiedzamy zamek i zachwycamy się Maczugą Herkulesa. Potem kilkukilometrowy spacer niebieskim szlakiem z Ojcowa do Bramy Krakowskiej i zwiedzanie okolicznych jaskiń. Obiad w lokalnej knajpie i wyprawa do Ogrodzieńca na zwiedzanie zamku.

Ranek wita nas lekkim mrozem.

Droga na Pieskową Skałę to ok. 12 km. Silnik Octavii potrzebował czasu by się zagrzać, stąd spalanie równe 7,0 l/100 km. Później jest lepiej i w ciągu całego dnia wynik z komputera waha się w okolicach 6,1-6,3 l litrów. To, co naprawdę podoba mi się w tym małym silniczku to sposób w jaki pracuje. Bezwibracyjnie i aksamitnie, jakby miał ze 2.0 l pojemności i parzystą liczbę cylindrów. Czy bym go kupił? Tu mam dylemat.

z13

Testowana wersja Octavii to bogata odmiana Joy. Za 1.0 TSI pod maską i bardzo precyzyjną, manualną przekładnię 6-biegową trzeba wyłożyć 78,4 tys. zł. Jak dla mnie to bardzo konkurencyjna oferta patrząc na to, co pod względem użytkowym (czytaj: ilość miejsca, bagażnik i wyposażenie) daje nam czeskie auto. Zaczynam rozumieć statystyki i powód, dla którego właśnie droższa Octavia a nie Fabia okupuje pierwsze miejsca w rankingach sprzedaży w Polsce i nie tylko. Trzeba wspomnieć też o tym, że od pewnego czasu każda Skoda objęta jest 4-letnią gwarancją z pakietem serwisowym. Co prawda wczytując się w szczegóły wychodzi, że darmowy serwis ograniczony jest do przebiegu 60 tys. km, ale dla mnie byłoby to i tak wystarczające. Mimo że nie narzekałem na dynamikę wybrałbym jednak odmianę 1.4 TSI ze 150-konnym silnikiem. I wcale nie dlatego, że ma cylinder więcej i niespełna „kufel piwa” więcej pojemności skokowej. Osobiście wolę po prostu więcej mocy pod butem, z której co prawda korzysta się od wielkiego dzwonu, ale sama świadomość, że jest w razie czego „czym przycisnąć”, dla mnie stanowi ważny argument.

DSC_0138

Powrót do stolicy

to kolejne 320 kilometrów tą samą trasą. Zero zaskoczenia ze spalaniem. Ten sam styl jazdy, te same prędkości, porównywalna aura i znów 5,5 l/100 km. Latem udałoby się zapewne urwać to co po przecinku z przytoczonego wyniku spalania. Czy wariant 1.0 TSI to dobry wybór? Moim zdaniem najbardziej racjonalny z gamy silników w Skodzie. Wyraźnie tańszy od najtańszego diesla, a spalanie wręcz fenomenalne. I jest wyraźnie lepszy od 1.2 TSI, a ten raczej słabo się nie sprzedawał, stąd wróżę przed jednostką 1.0 TSI spory sukces rynkowy. Będę go bacznie obserwować jak sprawuje się i jak oceniają go klienci po pokonaniu 50, 100, 150 czy 200 tys. kilometrów.

Specjalne podziękowania dla hotelu i restauracji www.chocholowydwor.pl za możliwość realizacji sesji zdjęciowej.

Tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

 

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *