Skoda Superb Kombi 2.0 TDI 4×4 DSG – czyli rozmiar jednak ma znaczenie (TEST)

avatar
Rafał Pazura
12 czerwca 2013

Za chwilę debiut zmodernizowanej Skody Superb. To zawsze dobry czas na zakup schodzącego modelu. Dlaczego? Jest on zwykle dopracowany i pozbawiony wad z tzw. wieku dziecięcego. To znak dzisiejszych czasów, gdzie nowe modele pojawiają się co 3-4 lata i dotyczy aut wszystkich producentów, bez wyjątku. Póki co salony czeskiej marki kuszą aktualnym modelem. Z pewnością znajdą się amatorzy wyglądu Superba w wersji sedan. A dokładniej sedano-liftbacka, bowiem oryginalnym patentem z otwieraniem tylnej klapy Czesi nieco namieszali w klasyfikacji. Ja powiem wprost – Superb w tym nadwoziu to maszkara jakich mało. Nie przemawia do mnie ten odwłok w kształcie rozdeptanej żaby. Stylista linii bocznej auta z pewnością nie wie, co to lekkość formy i proporcje. Egzamin z rysunku na ASP oblałby z kretesem. Za to kombi…

Okazuje się, że wystarczy wydłużyć nieco linię dachu i ujmując to w skrócie – powstała całkiem zgrabna bryła rodzinnego samochodu. Co zadziwiające – nie zmienił się żaden parametr wielkości nadwozia w stosunku do odmiany sedano-liftbacka. Jakby producent od początku założył, że wersja kombi była bazą, a dopiero z niej wycięto tę hybrydę o wątpliwej urodzie. Nie drażnią mnie już zachwiane proporcje. Dostrzegam spójny, ujmujący elegancją projekt. Ta Skoda po prostu mi się podoba. Może jest zbyt zachowawcza stylistycznie i pudełkowata. Jednak akurat w nadwoziu kombi to duża zaleta, bo to zapowiada solidne i przestronne wnętrze.

Rekordzista

Wielkość wnętrza Superba była już tematem niejednej pracy magisterskiej. Nie inaczej jest w najbardziej rodzinnej odmianie czeskiego auta. Łatwo zgubić w środku jedno z trójki dzieci. Z tego powodu na miejscu producenta rozważyłbym umieszczenie ostrzeżenia w formie naklejki na szybie o następującej treści: „Przed wyjściem z kabiny sprawdź koniecznie, czy wszystkie pociechy opuściły już pokój znajdujący się za przednimi fotelami.” To niesamowite, ale ilość przestrzeni, jaką oferuje drugi rząd siedzeń stawia Skodę w jednym rzędzie z Mercedesem Klasy S. Odsuwałem maksymalnie fotel kierowcy i zajmowałem miejsce za nim – nadal była wielka ilość przestrzeni na nogi. Zacząłem się zastanawiać – po co więc tak dużo tego miejsca? Może lepiej, gdyby bagażnik miał kilkadziesiąt litrów więcej?

Po otwarciu elektrycznie sterowanej klapy (standard wersji Platinum) dylemat zniknął. Więcej się nie da, bo żeby coś włożyć głębiej, trzeba będzie wczołgiwać się do kufra. Genialna pojemność przestrzeni bagażowej wynosząca ponad 630 litrów jest bezkonkurencyjna w klasie. Praktyczność kufra zyskuje maksymalne noty – głębokie schowki po bokach wielkości bagażnika Seicento, szyny z pasami do zabezpieczenia przewożonych przedmiotów, czy mobilna latarka LED, która jest zawsze naładowana, bo na co dzień służy jako oświetlenie wewnętrzne.

Skoda-Superb-1

Kto nigdy nie miał Superba czy Octavii (w lepszej wersji wyposażeniowej) zawsze dziwi się, że w lewych tylnych drzwiach ulokowano miejsce na parasol. Niby drobiazg, ale cieszy, że ktoś o tym pomyślał.

Powiew luksusu

Trudno zerwać z etykietą producenta tanich i popularnych aut. Magia znaczka ma dla większości fundamentalne znaczenie. Są tacy, dla których słowo „Skoda” oznacza nadal czasy PRL-u, a przed oczami pojawia się mało urodziwy model 105 lub korodująca „Favoritka.” Zapewniam, że to już zamierzchła przeszłość, a model Superb może być alternatywą nawet dla segmentu Premium. Brednie? Już przedstawiam argumentację…

Oczywiście Superb nie chce konkurować z dwukrotnie droższymi modelami, ale próbuje uszczknąć kawałek tortu, przyciągając do siebie klientów, których stać na podstawowe wersje drogich marek. Dla nich jakość wykonania z pewnością nie będzie zawodem. Bo i być nie może. Spasowanie wszystkich elementów wnętrza stoi na wysokim poziomie. Podczas jazdy nie słychać także, by coś wydawało niepożądane dźwięki. Ergonomia jest świetna, nie trzeba „uczyć się” auta, bo wszystkie instrumenty posiadają logiczną i intuicyjną obsługę.

Już bazowe wersje są lepiej niż przyzwoicie skonfigurowane. Jednak powiew klasy Premium można poczuć dopiero w topowej odmianie Platinum. Świetne wrażenie robi skórzana, trójramienna kierownica. Doskonale leży w dłoniach, a jej gruby wieniec i wyprofilowanie wnosi nieco sportowego ducha. Poza tym, przyciskami w niej ulokowanymi można sterować niemal wszystkimi urządzeniami pokładowymi, łącznie z głosowym wybieraniem numerów telefonu. Sam system bluetooth to kopia rozwiązań znanych z aut Volkswagena i Audi, więc nie miałem najmniejszych zastrzeżeń do jego działania i obsługi. Do tego elektrycznie sterowane fotele z pamięcią ustawień i niezłym trzymaniem bocznym, które pokryto miłą w dotyku alcantarą, pozwolą poczuć się bardzo komfortowo nawet w dalekiej trasie. Skoda nie dyskryminuje nikogo, dlatego ogrzewanie wszystkich siedzeń należy do standardu odmian Elegance i Platinum.

Skoda-Superb-2

Najwyższe noty należą się biksenonowym reflektorom z funkcją AFS, która w zależności od prędkości tak ustawia światła, by optymalnie oświetlić drogę. Do tego funkcja doświetlania zakrętów i jazda krętą trasą zyskuje nową jakość. Przy wyższej prędkości (powyżej 90 km/h) doświetlony został także lewy pas. Pomyślano także o specjalnym ustawieniu do jazdy podczas deszczu, które ogranicza odbijanie się światła od kropel wody. Kto raz posmakuje tak zaawansowanej technologii i wsiądzie do auta z tradycyjnymi światłami, zrozumie, że do tej pory jadąc nocą widział 30 proc. tego, co oferuje Superb. Nie ma co prawda „modnych” diodowych lampek (i chyba dobrze), ale są wbudowane w zderzak światła dzienne, które „zwalniają” ksenony od ciągłej pracy. Tanio i skutecznie.

Z bogatej listy opcji można np. zamówić system niezależnego ogrzewania ze zdalnym sterowaniem (4 tys. zł). Można precyzyjnie zaprogramować sobie czas, kiedy w mroźny poranek auto samoczynnie uruchomi ogrzewanie wnętrza (w tym podgrzewane fotele) i przywita nas miłym ciepełkiem. Analogicznie można także schłodzić środek w upalny dzień.

To jednak tylko powiew luksusu – niestety, cuda się nie zdarzają. Skoda, choć nie tak droga jak auta z najwyższej półki, delikatnie, ale jednocześnie zauważalnie odstaje od nich jakością wykonania.

Oczywiście, nie ma tu mowy o tandecie, ale pewne detale, jak choćby twarde plastikowe wykończenie części boczków drzwi czy tunelu środkowego, nie licują z najwyższą półką tego segmentu. Ogólne wrażenia zapachowo-dotykowe także. Główną wadą wnętrza Superba w najbogatszej odmianie jest dla mnie to, że nie różni się istotnie jakością od topowej odmiany Octavii.

Z niecierpliwością czekam więc na nową odsłonę Superba. Może pod względem jakości wyznaczy on nowy rozdział w historii marki? Mam jednak wrażenie, że nie wszystko zależy od samych Czechów. Tu koncern VAG może celowo utrzymywać dysproporcję jakościową, by nie odebrać klientów Passatowi, a tym bardziej modelom Audi.

Skoda-Superb-3

Po niemiecku, czyli dobrze

Tu nie ma niespodzianek. Skoda prowadzi się bardzo neutralnie i przewidywalnie. W ciasnych zakrętach trudno sprowokować, by przednia oś napędowa uciekała na zewnątrz łuku. Po pierwsze – nie nastraja do tego charakter auta, czyli obszerne, rodzinne kombi. Po drugie – dba o to cała masa asystentów (elektronicznych), kryjących się pod trzyliterowymi skrótami: ABS, EBV, MSR, ASR, HBA, EDL, ACS, DSR. Jedni dbają o utrzymanie toru jazdy, inni „podpowiadają” właściwe ruchy kierownicą, kolejni pomagają ruszyć pod górę czy optymalnie dozować siłę hamowania.

W dziedzinie komfortu czeskie auto nie wyznacza nowych ścieżek. Auto jest „po niemiecku” sprężyste i sztywne. Mnie to pasuje, ale wiem także, że niektórzy być może spodziewali się bardziej harmonijnego tłumienia nierówności. Tylna oś potrafi poza tym akustycznie poinformować o swojej pracy, gdy zawieszenie dobije po wpadnięciu kół w „polską” studzienkę. Za to podczas szybkiej jazdy autostradą docenić należy precyzję działania układu kierowniczego, który koresponduje ze sztywną charakterystyką pracy zawieszenia, co w duecie daje wrażenie pewnego wyczucia auta.

Diesel, 4×4 i DSG

Testowany przeze mnie egzemplarz żywił się olejem napędowym.  Pod maską znany silnik o oznaczeniu 2.0 TDI. Wylano na niego już tyle wiader pomyj – z racji problemów jakie przysparza – że daruję sobie kolejne wywody. Podobno od kilku lat te, które są w sprzedaży nie mają już przypadłości pierwszych egzemplarzy i są po prostu godne zaufania.

Skoda-Superb-4

Przyznaję, że motor ten optymalnie pasuje do charakteru rodzinnego auta. Moc 140 KM nie jest może powalająca, bo sprint do setki zajmuje 10,8 sekundy. Na osiągi ma wpływ fakt, że „moja” Skoda posiadała opcjonalny napęd 4×4 oraz automatyczną skrzynię biegów DSG. O ile „automat” nie pogarsza parametrów, o tyle napęd dwóch osi już tak – o pół sekundy wobec wersji przednionapędowej.

Jestem fanem przekładni DSG, więc będę ją polecać zawsze i wszędzie. Z uwagi na napęd 4×4 ta w Superbie ma sześć przełożeń i świetnie współpracuje z silnikiem. Jest szybka, działa płynnie i dodatkowo posiada opcję sekwencyjnej zmiany biegów za pomocą łopatek. Z kolei napęd 4x4…dla mnie nie jest to niezbędne wyposażenie. Owszem, na mokrej nawierzchni miło jest mieć świadomość, że wdepnięcie pedału gazu do oporu na skręconych kołach spowoduje brak buksowania kół i optymalny start. Jednak dla osób jeżdżących głównymi trasami oraz w mieście to zbędny wydatek – armia elektronicznych asystentów naprawdę efektywnie wspomaga właściwą trację auta. Co innego, gdy mieszkasz w górach bądź w rejonach, gdzie warunki pogodowe bywają często skrajne. Tu dołączany napęd obu osi może się przydać.

Wracając do silnika – jego główna zaleta to bardzo skromny apetyt na olej napędowy. W trasie przepisowa jazda oznacza spalanie na poziomie 5,0 l/100 km. Szybsza jazda podnosi ten wynik o około litr. W mieście rezultat w okolicach 8,5 l/100 km jest także łatwy do uzyskania. Z tego powodu, biorąc pod uwagę gabaryt auta, uznaję Superba z motorem 2.0 TDI, automatem i napędem 4×4 za mistrza oszczędności.

Cennikowy zawrót głowy

Bazowa odmiana Skody Superb Kombi z benzynowym silnikiem 1.4 TSI, który oferuje bardzo porównywalne osiągi do wersji przeze mnie testowanej, kosztuje minimum 80,7 tys. zł (Active). Jeśli jednak chcemy poczuć się luksusowo musimy wysupłać niemal 30 tys. dodatkowej gotówki. W zamian otrzymamy przebogatą wersję, do której możemy dokładać kolejne „ekstrasy” z długiej listy opcji…

Skoda-Superb-5

Wersja ze 140-konnym Dieslem i napędem 4×4 w odmianie Platinum to już wydatek 153,4 tys. zł. Jeśli dorzucimy kilka gadżetów: np. najbogatszą wersję nawigacji o nazwie Columbus (6 tys. zł), lepsze audio (z portami USB i iPad), szklany oraz otwierany dach (4,5 tys. zł) i kilka innych „drobiazgów” – pułap cenowy 180 tys. zł nie będzie problemem.

Patrząc więc na najbardziej „wypasione” wersje Superba wydaje się, że tanio nie jest. Z drugiej strony – to i tak najmniejsza cena za centymetr kwadratowy auta oraz poziom jego wyposażenia, jaki można zamówić w Europie.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , ,