Skoda Superb Laurin&Klement 2.0 TDI 4×4 190 KM DSG – TEST

avatar
Rafał Pazura
15 lutego 2019

O Skodzie Superb można w zasadzie pisać pieśni, ewentualnie przewody doktorskie. To swoisty wzorzec wśród aut, które oferują niemal wszystko. Nieważne czy to wersja limusine czy kombi – zawsze mamy do czynienia z ponadnormatywnym gabarytem, bardzo przyzwoitą jakością wnętrza, mistrzowsko urządzoną kabiną i genialnie przemyślanymi patentami poprawiającymi tak banalną czynność jak kierowanie samochodem. Tym razem do testu wpadła mi w ręce najbardziej prestiżowa odmiana Laurin&Klement.  

Co ciekawe, topowa odmiana sygnowana nazwiskami dwóch historycznych postaci dla czeskiej marki, może być skojarzona z każdym z dostępnych dla tego modelu silnikiem. To dość osobliwe w czasach, gdy wielu producentów „zmusza” klienta do wybrania topowej wersji wyposażenia zazwyczaj z droższym lub najdroższym motorem. A tu prawdziwie „praska wiosna” – możemy wybrać nawet silnik o pojemności 1.5 litra o mocy 150 KM z manualną skrzynią biegów jak i 2.0 TSI o mocy 272 KM, napędem 4×4 i 7-biegowym DSG. Ja trafiłem na najmocniejszy wariant diesla o mocy 190 KM, w skojarzeniu z napędem obu osi i automatyczną przekładnią.

I tu pierwszy zgrzyt

Owszem, volkswagenowskie DSG to świetny wynalazek, ale czy wart aż tak dużej dopłaty, bo za taką uważam 12 tys. zł? Sprawa o tyle dziwna, że ta sama skrzynia w Volkswagenie Passacie wymaga dopłaty  9,7 tys. zł niezależnie od wersji jaką rozważamy. A może czegoś nie wiem i Skoda ma jakieś inne, lepsze DSG? Obawiam się jednak, że to pomysł księgowych w rodzaju – „dajemy im dwie darmowe parasolki w Superbie, to odbijemy sobie na automacie”. Szkoda, bo akurat automatyczna skrzynia wydaje się wręcz obowiązkowym dodatkiem w aucie o takim charakterze.

Nie będę zbytnio rozpisywać się o jednostce napędowej 2.0 TDI, napędzie 4×4 i samej przekładni, bowiem czyniłem to już wcześniej tutaj. 

Pozwólcie więc, że przybliżę tę konkretną, topową odmianę, która z każdą kolejną generacją coraz śmielej próbuje uczynić ze Skody auto ocierające się o segment Premium.

Zacznijmy od wnętrza

To co pierwsze rzuca się w oczy to tapicerka. Nie jest to tani sztuczny twór, ale mariaż naturalnej skóry z tą bardziej „eko”. Mimo to całość robi świetne wrażenie estetyczne, a w tej konkretnej stylizacji jasna tapicerka koresponduje z taką samą kolorystyką dolnej części kokpitu i boczków drzwi. Ja lubię takie zestawy, więc do mnie przemawia ten mariaż. Pozytywnie na zmysł powonienia wpływa też zapach naturalnej skóry. Naprawdę ma się wrażenie obcowania z luksusem. Może nie na miarę marki z Ingolstadt, z którą spowinowacona jest czeska Skoda, ale określenie wnętrza Superb Laurin&Klement luksusowym nie jest tu na wyrost. Nie jestem fanem fortepianowych wstawek, ale jeśli są czyste, z pewnością dobrze się prezentują.

Bardzo wygodne fotele, oczywiście sterowane elektrycznie, a w tej wersji także ogrzewane i wentylowane wzbogacono o funkcję masażu. Niestety dla mnie to zbędny dodatek, bo „smyranie” po plecach jest wyjątkowo delikatne i mało wyczuwalne. Chyba, że z biegiem lat nabyłem krokodylej skóry na grzebiecie i nie jestem miarodajny w ocenie. Jednak eksperyment z lustrem, a nade wszystko wspomnienie innych foteli masujących, choćby z Volkswagena, upewniły mnie, że można zrobić to lepiej.

Poza tym stara, dobra Skoda. Znów będę się powtarzać, ale zawsze zachwyca mnie, że auta z Mladej Boleslav są niezwykle przyjazne użytkownikom. Słynne parasole schowane w boczkach to już oczywistość. Ważniejsze, że wszystkie kieszenie w drzwiach, w które zazwyczaj wtykamy szklane i plastikowe butelki  wyłożono miękkim filcem, przez co nie ma mowy o denerwujących dźwiękach podczas jazdy. Nie zapomniano o tradycyjnych schowkach w podłokietniku oraz przed pasażerem – oba chłodzone.  Zaskoczył Cię mróz? Pod wlewem paliwa jest specjalne miejsce na skrobaczkę. Nie masz przejściówki do gniazda samochodowego, by naładować laptopa? W tylnej części auta jest do dyspozycji gniazdo 230V na standardową wtyczkę.

Nie wiesz co zrobić z papierkiem po czekoladowym po batoniku, który właśnie skonsumowało dziecko?  Specjalny pojemnik na odpadki załatwi sprawę. Świetnym pomysłem jest też mocowanie ISOFIX dla fotelika dziecięcego na przednim fotelu pasażera (dopłata 150 zł). W bagażniku nie zapomniano o mocowaniach na bagaż, wyjmowanej latarce czy haczykach na siatki z zakupami. Na deser elektryczna klapa bagażnika sterowana ruchem stopy pod zderzakiem.

Ale ideały jednak nie istnieją. Osobiście brakowało mi schowka na okulary – być może to kwestia opcjonalnego szklanego dachu (dopłata 4,5 tys. zł), którego sterowanie wymusiło rezygnację z tego praktycznego dodatku.

Pokładowe multimedia Skody oferują możliwość personalizacji auta, umożliwiając różnym kierowcom dostosowanie go do swoich preferencji. Możemy zaprogramować np. tryb jazdy, ustawienia elektrycznie regulowanego fotela kierowcy, klimatyzacji, radia czy systemu nawigacji. Standardem tej wersji jest funkcja Smart Light Assist. Dzięki tej opcji jazda nocą zyskuje nowy, lepszy wymiar. Zamiast automatycznego wyłączenia świateł drogowych, gdy nadjeżdża auto z naprzeciwka, system zasłania strumień światła (lub zmniejsza jego zasięg), nie wyłączając świateł drogowych. A zatem nie oślepiając innych my widzimy doskonale oświetlony pas drogi, po którym się poruszamy.

Funkcje zawarte w systemach multimedialnych coraz częściej czynią z samochodów mobilne centra informacji. W Superbie mamy możliwość sprawdzenia na ekranie odległości do najbliższej stacji paliw i cen jakie oferuje. Interesuje Cię aktualna prognoza pogody czy ruch uliczny?  W trybie online sprawdzisz to w kilka sekund. Mnie najbardziej ucieszyło jednak inne rozwiązanie. W schowku przed pasażerem znajduje się bowiem stacja na płyty CD! A więc dinozaur taki jak ja, ma możliwość słuchania swoich płyt, a nie tylko plików mp3 czy jakiegoś Spotify. Niestety wielu producentów nie daje już takiej możliwości, nad czym osobiście ubolewam. Warto dodać, że w standardzie najbogatszej odmiany dostępny jest system nagłośnienia Canton. Nie zalicza się co prawda do topowych na rynku, ale 12 głośników i moc 610 W daje radę.

Mój ulubiony system wspomagający kierowcę, to Traffic Jam Assist. Układ współpracuje z funkcją „asystenta pasa ruchu” i utrzymuje samochód na wybranym pasie przy prędkościach poniżej 60 km/h.  Wykorzystując  działanie aktywnego tempomatu i skrzyni DSG, Superb sam hamuje i przyspiesza względem auta przed nami. Nie miałem zastrzeżeń do sposobu jego działania, choć należy pamiętać, że żaden system (póki co) nie wyręczy kierowcy z zachowania odpowiedniej uwagi i koncentracji.

Na zewnątrz,

oprócz lakieru o nazwie czerwień Velvet, testowego Superba wyróżniały duże, 19-calowe koła (dopłata 1,1 tys. zł, standardem są osiemnastki). I tu trzeba dokonać wyboru – wygląd auta czy komfort? Pewnie, na tak ładnej i dużej feldze Superb prezentuje się wręcz bojowo, ale czy do diesla o mocy 190 KM niezbędne są aż tak duże felgi? Niekoniecznie, tym bardziej, że mimo posiadania na pokładzie regulacji twardości zawieszenia – nawet w trybie komfort szału z tym komfortem nie było. 

Osiągi

190-konnego diesla są więcej niż wystarczające. Pierwsza „setka” pojawia się na liczniku prędkościomierza po 8 sekundach. Dzięki świetnej trakcji, jaką zapewnia napęd 4×4, Superb staje się godnym rywalem dla przednionapędowych aut dysponujących mocą przekraczającą 200 KM. Chwalona przeze mnie wielokrotnie przekładnia DSG bardzo sprawnie żongluje biegami. Jest wystarczająco szybka, gdy preferujemy sportowe nastawy parametrów auta. Z kolei podczas normalnej jazdy ujmuje płynnością i łagodnością działania.

W parze z osiągami idzie umiarkowane zapotrzebowanie jednostki na olej napędowy. Kto sporo jeździ nie będzie miał dylematu jaki silnik wybrać. Duże auto i spalanie w mieście w okolicach 8 litrów na sto kilometrów to naprawdę realne wartości w przypadku flagowego modelu Skody. W trasie wszystko zależy od stylu jazdy. Jeśli przemieszczamy się spokojnie po drogach z ograniczeniem do 90 km/h, Skoda odwdzięczy się zużyciem ON w okolicach 5-6 l/100 km. Gdy jednak postanowimy jechać dynamiczniej, trzeba dodać ok. litra do tego wyniku. Wypad na autostradę i jazda z prędkościami rzędu 130-150 km/h uszczupli bak o ok. 7-8 l/100 km. Jakby nie interpretować tych danych, podróż tak obszernym autem z napędem 4×4 i automatem okazuje się wyjątkowo tania.

Tanio nie będzie jednak w salonie. Bo nie może być, gdyż mamy do czynienia z najdroższą, najlepiej wykonaną odmianą, która jest propozycją dla tych, którzy chcą mieć Skodę, ale zarazem cieszyć się najwyższą jakością. Dlatego rozważając zakup takiej jak opisywana wersji, trzeba przygotować się na wydatek od 156 tys. zł. I to cena promocyjna, bowiem trwają wyprzedaże. Regularny cennik startuje bowiem od poziomu 170 tys. zł. Doposażając auto w więcej opcji, bez kłopotu sięgniemy pułapu 200 tys. zł. Tyle za Skodę? Tak, jeśli chcemy czegoś ekstra zapłacimy tyle samo, a zazwyczaj jeszcze więcej u konkurencji. Jak wspomniałem, przebogata odmiana Laurin&Klement występuję z każdym silnikiem. Dlatego na dole cennika odmiana 1.5 TSI o mocy 150 KM i manualną skrzynią biegów za 119,7 tys. zł (wyprzedaż rocznika 2018). Każdemu wedle potrzeb.

Tekst: Rafał Pazura

Foto: Skoda/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , ,